fot. D. Stube

Zapomniana klasa

Już po raz czwarty wręczono nagrody PTPN w Konkursie na Najlepszą Publikację o Wielkopolsce za rok 2020. W kategorii literatura naukowa nagrodzono Stanisława Borowiaka za książkę „Dwór a wieś folwarczna w Poznańskiem w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku”. Z laureatem rozmawia Barbara Kowalewska.

Barbara Kowalewska:  Zagadnienie i okres, którym pan się zajął w swoich badaniach, stanowią białe plamy w historiografii wsi wielkopolskiej? Robotnicy rolni to zapomniana przez historyków grupa społeczna?

Stanisław Borowiak: Trochę tak, oczywiście jeśli chodzi o robotników rolnych na wsi wielkopolskiej. Zaczynam w mojej książce od sytuacji w połowie XIX wieku, a kończę na roku 1918 – to ważny okres z punktu widzenia przemian społecznych, jakie zaszły w zaborze pruskim, czas dynamicznego rozwoju gospodarczego, masowej emigracji ludności wiejskiej do Nadrenii i Westfalii, ułatwienia kontaktów izolowanych dotąd rejonów wiejskich z zupełnie innym, nowoczesnym światem wielkich miast i przemysłu. Zająłem się zatem okresem pouwłaszczeniowym, w dotychczasowych badaniach bardzo słabo ukazanym w stosunku do czasów wprowadzania pruskich reform uwłaszczeniowych, które zmieniły zdecydowanie dotychczasowy krajobraz wiejski – w ich trakcie nastąpiło bowiem oddzielenie wsi od dworu, ukształtował się podział na wsie zamieszkałe przez chłopów-gospodarzy i związane z dworem wsie folwarczne, zamieszkałe przez robotników rolnych.

 

Stanisław Borowiak Dwór i wieś folwarczna w Poznańskiem w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku, Wydawnictwo Nauka i Innowacje

Stanisław Borowiak Dwór a wieś folwarczna w Poznańskiem w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku, Wydawnictwo Nauka i Innowacje

Interesują mnie właśnie te ostatnie, których mieszkańców od reszty ludności wiejskiej oddzielały bariery nie tylko przestrzenne, ale także społeczne i mentalne. Punktem wyjścia do badań, do których zainspirował mnie prof. Witold Molik, były tu interesujące mnie od lat dzieje warstwy ziemiańskiej. Jeśli chodzi o stosunki ziemian z ludnością wiejską dobrze opracowano jak dotąd tylko relacje z wsią chłopską – czyli przede wszystkim kółka rolnicze i działalność ich patrona Maksymiliana Jackowskiego.

Stosunki z wsią folwarczną pozostawały zdecydowanie w ich cieniu, choć już w okresie międzywojennym powstały na ten znakomite, oparte na analizie źródeł pamiętnikarskich „Drogi awansu społecznego robotnika” socjologa Józefa Chałasińskiego. Tymczasem bez zbadania relacji dworu i wsi folwarcznej nie zrozumiemy, jak zmieniało się wielkopolskie społeczeństwo tamtego okresu.

BK: Sporo pisze pan o konsekwencjach pruskich reform uwłaszczeniowych.

SB: Bo sytuacja na wsi wielkopolskiej jest w przeważającej mierze konsekwencją tej tak zwanej „pruskiej drogi do kapitalizmu”. Celem zapoczątkowanych w 1823 r. reform było położenie podwalin pod kapitalistyczne rolnictwo oparte na pracy najemnej. Grono ich beneficjentów było ograniczone, ziemię otrzymywali w zasadzie – za odszkodowaniem na rzecz dziedziców dóbr – tylko właściciele gospodarstw sprzężajnych (mających parę koni lub wołów). Przeprowadzono je stosunkowo sprawnie, większą część do roku 1840. Były to reformy kompleksowe, inaczej niż w pozostałych zaborach, obejmowały też likwidację serwitutów oraz regulację i komasację gruntów, w ramach których następowało niejednokrotnie przenoszenie na nowe miejsca całych wsi, oddzielonych teraz wyraźnie od folwarków i związanych z nimi osad zamieszkałych przez robotników rolnych. Trzeba też pamiętać, że owe reformy wprowadzono przede wszystkim mając na względzie interes wielkiej własności ziemskiej – podpory państwa pruskiego, mając też na uwadze fakt, że najłatwiej, systemowo będzie można wprowadzać postęp rolniczy w folwarkach i dużych gospodarstwach chłopskich, dla których zasoby siły roboczej tworzyła wielka rzesza ludności wyłączonej z dobrodziejstw akcji uwłaszczeniowej, zdanej teraz na pracę najemną. W ten sposób wyraźnie wzmocniona zostaje wielka własność ziemska, która dzięki kapitałom z płaconych przez chłopów odszkodowaniom oraz regulacji i komasacji gruntów może prowadzić racjonalniejszą gospodarkę rolną, dokonywać melioracji gruntów, wprowadzać ulepszone narzędzia rolnicze. Natomiast na wsi kosztem większych gospodarstw rośnie liczba chłopów małorolnych i bezrolnych, którzy przez niemożność utrzymania się stają się często robotnikami najemnymi. Wieś jest przeludniona, co ma duże znaczenie, bo siły roboczej nie brakuje, a ziemianie – którzy ten okres sami nazywali „złotodajnym” – dyktowali swoje warunki i nie musieli liczyć się z robotnikami rolnymi.

BK: Kiedy następuje zmiana w relacjach społecznych na wsi wielkopolskiej?

SB: Na większą skalę zmienia się to dopiero od lat 80. XIX wieku, kiedy w czasie tzw. kryzysu agrarnego sytuacja właścicieli ziemskich pogarsza się, a równocześnie rozwija się masowa emigracja zarobkowa do przemysłowych rejonów Niemiec. W przeciwieństwie do tej zamorskiej, z której zwykle nie wracano, miała ona swoją specyfikę. W poszukiwaniu lepszych warunków pracy i lepszego traktowania wyjeżdżano po to, by potem wrócić, kupić kawałek ziemi, żeby zyskać niezależność.

 

Stanisław Borowiak, fot. D. Stube

Stanisław Borowiak, fot. D. Stube

Okazywało się to często trudne, bo ceny ziemi były wysokie, zwłaszcza od czasu, kiedy Niemcy powołali Komisję Kolonizacyjną – ceny gruntów wzrastają wówczas kilkakrotnie. Ciułający, czy – jak się to wówczas mówiło – „szperający” oszczędności robotnicy mogli jednak korzystać z pomocy  polskich banków ludowych, w których lokowali swoje środki finansowe, a następnie pośrednictwa polskich spółek parcelacyjnych. Wszystko to sprawiło, że emigracja zarobkowa stała się powszechnym zjawiskiem rozładowującym przeludnienie wsi i dającym możliwość awansu społecznego.

Krajobraz społeczny wsi się zmienia. Rąk do pracy w wielkich posiadłościach brakuje, stąd konieczność lepszego traktowania robotnika folwarcznego.

BK: Na tę sytuację nakładała się polityka zaborcy.

SB: Pamiętajmy, że polskie dwory i wsie folwarczne nie istniały w próżni, ale w ramach państwa pruskiego, które prowadzi twardą politykę germanizacyjną, skierowaną początkowo głównie przeciw szlachcie i duchowieństwu. Kiedy w obliczu niepowodzenia Kulturkampfu okazało się, że Polaków nie da się szybko zgermanizować, władze pruskie skoncentrowały się na szeroko pojętej walce ekonomicznej, prowadzonej m.in. przy pomocy wspomnianej Komisji Kolonizacyjnej. Już wcześniej jednak popierały proces przechodzenia polskich dóbr w ręce niemieckie. Trzeba sobie uświadomić, że kiedy Wielkopolska przechodzi pod panowanie pruskie po 1815 roku, niemieckich właścicieli ziemskich jest tu bardzo mało – poniżej 20 procent. Gdy naturalne więzy Wielkopolski z resztą kraju zostają przerwane, na tereny te inwazyjnie wchodzi kapitał niemiecki, a polscy właściciele muszą się przystosować do nowych warunków. Do połowy XIX wieku udział właścicieli niemieckich wśród wielkiej własności ziemskiej stanowi już ponad 40 procent, a pod koniec wieku to już niemal 70 procent. Polskie majątki ziemskie, by konkurować z silniejszymi kapitałowo i nowocześniej gospodarującymi przybyszami musiały się zmodernizować, a ich właściciele docenić wagę fachowej wiedzy i postępu rolniczego.

BK: Mieliśmy tu wiele inicjatyw w tym zakresie, opisuje pan działalność polskich aktywistów i towarzystw gospodarczych oraz znaczenie czasopism rolniczych w tamtym okresie.

SB: Grupa światłych ziemian zajmowała się tym już w czasach Kasyna Gostyńskiego, w zakresie postępu rolniczego nie można nie wspomnieć o prekursorskiej roli generała Dezyderego Chłapowskiego. Już wówczas ziemianie wydawali fachowe pismo „Przewodnik Rolniczo-Przemysłowy”, a w 1850 roku Włodzimierz Adolf Wolniewicz i Wojciech Lipski zakładają „Ziemianina”, który aż po kres zaborów pełni ważną rolę w propagowaniu nowoczesnej wiedzy rolniczej.

 

Stanisław Borowiak, fot. D. Stube

Stanisław Borowiak, fot. D. Stube

Tworzą się też towarzystwa rolnicze zrzeszone w Centralne Towarzystwo Gospodarcze, którego celem było propagowanie postępu rolniczego – jednym z jego prezesów był Hipolit Cegielski (ta część jego działalności jest znacznie mniej znana od innych jej aspektów). Widać też z upływem lat zmiany pokoleniowe. Wśród ziemian, urodzonych w latach 1850-60, którzy przejmują majątki po rodzicach w latach 1880-tych i 1890-tych, mamy już wielu znakomicie wykształconych rolników, którzy potrafią efektywnie gospodarować w warunkach narzuconych przez kapitalistyczną konkurencję i politykę germanizacyjną władz pruskich, tworząc instytucje finansowe, jak Związek Ziemian, wspierające majątki zagrożone przejściem w ręce niemieckie.

Pokolenie to rozumie też, że praca społeczna na wsi powinna postępować nie tylko na drodze współpracy z warstwą chłopską w kółkach rolniczych, ale też poprzez działalność oświatową i kulturalną wśród robotników rolnych – współpracuje się w tym zakresie z aktywnym wówczas środowiskiem poznańskich księży społeczników.

BK: Cofnijmy się w takim razie do wyjściowych warunków mieszkania i pracy w majątkach. Jakie były w II połowie XIX wieku i jak ewoluowały?

SB: Na początku warunki te niewiele różniły się od tych, w których żył chłop pańszczyźniany. Robotnik był tani, nie trzeba było się o niego troszczyć. Sytuacja prawna robotnika rolnego aż do 1918 r. różniła się zdecydowanie na niekorzyść od robotnika przemysłowego – mógł on np. tylko pomarzyć o uregulowaniach w zakresie długości dnia pracy, za przekroczenia popełnione w służbie czy porzucenie pracy podlegał egzekucji policyjnej i przymusowemu doprowadzeniu na jej miejsce. Objęły ich wprawdzie reformy w zakresie ubezpieczeń od wypadku i emerytalnych z przełomu lat 80. I 90. XIX w., ale ubezpieczenia zdrowotne otrzymali dopiero tuż przed I wojną światową. Robotnik rolny był więc pod tym względem długo zdany na łaskę pracodawcy. Mamy oczywiście sporo przypadków troski o chorego, niedołężnego czy potrzebującego pomocy robotnika ze strony wielu przedstawicieli ziemiaństwa – ale trzeba pamiętać, że był to zawsze akt łaski, zależny jedynie od dobrej woli dziedzica, a więc coś zupełne innego od prawnie uwarunkowanego obowiązku. Budynki mieszkalne – najczęściej czworaki, sześcio- i ośmioraki – długo stawiano z najgorszych materiałów, a ich remonty przeprowadzano na szarym końcu, po spichlerzach czy budowlach przeznaczonych dla inwentarza. Do lat 80. XIX wieku, gdy cegła palona stała się o wiele tańsza i dostępniejsza, stawiano je zwykle z gliny lub o konstrukcji szkieletowej drewnianej (w ryglówkę i mur pruski).

 

Stanisław Borowiak, fot. D. Stube

Stanisław Borowiak, fot. D. Stube

Cała wielodzietna rodzina mieszkała w jednej izbie z komorą, gdzie często trzymano jeszcze zwierzęta. Osobna kuchnia czy druga izba pojawia się dopiero w budynkach wznoszonych na początku XX wieku. Robotnik musiał także wysyłać codzienne do pracy na folwarku tzw. zaciężnika lub dziewkę – własne dzieci lub jeśli nie były zdolne do pracy trzeba było przyjąć w tym celu parobka, co oczywiście znacznie pogarszało położenie rodziny. Płace były przy tym niezwykle niskie. Tylko ich część płacono gotówką, resztę stanowiły tzw. naturalia – zboże, ziemniaki, utrzymanie dla krowy i możliwość jej wypasu itd., a dla ich przetworzenia niezbędna była praca całej rodziny. Wydawane produkty – często z opóźnieniem – bywały kiepskiej jakości. Do tego dochodziło często uwłaczające godności ludzkiej traktowanie. Wszystko to związane było z wielką podażą siły roboczej – w każdej chwili robotnika można się było pozbyć – oraz wspomnianym już upośledzeniem prawnym –pracodawca mógł się posunąć nawet do kary cielesnej.

Sytuację zmieniła dopiero emigracja zarobkowa, rozwój sieci kolejowej i edukacja. Pokolenie chłopów z lat 60. umiejętności szkolne szybko zapominało, bo nie były im do niczego potrzebne. Ich dzieci w latach 90. dobrze już to rozumiały – radzenie sobie na emigracji wymagało choćby podstawowej znajomości języka, umiejętność pisania i czytania była potrzebna w praktyce. W latach 90. do przemysłowych okręgów Rzeszy niemieckiej wyjeżdża kilkadziesiąt tysięcy robotników najemnych, a na początku XX wieku w samym tylko Zagłębiu Ruhry jest ich już pół miliona. Mimo, że sytuacja prawna nie zmienia się, właściciele majątków musieli nie tylko podnosić płace, poprawiać warunki bytowe, ale i zmieniać sposób traktowania robotnika w majątkach. Postęp w tym zakresie następował oczywiście nie zawsze równomiernie. Pamiętajmy, o jakich czasach mówimy, o tym, że poglądy w tym zakresie zmieniały się powoli, a ziemianie w większości nadal widzieli społeczeństwo jako hierarchicznie uporządkowaną strukturę, nie dostrzegając nic złego w tym, że dla przykładu robotnicy całują dziedzica w rękę.

BK: Odzyskanie niepodległości przez Polskę po I wojnie światowej paradoksalnie utrudniło dalszą ewolucję tych stosunków.

SB: Pamiętajmy o kontekście. Gospodarka Wielkopolski nie istniała w próżni, ale miała stanowić rolnicze zaplecze rozwijających się przemysłowo Niemiec kajzerowskich. W warunkach silnej konkurencji przemysłu niemieckiego i nasilenia procesu emigracji, siła robocza stała się bardzo droga. Sposobem na poradzenie sobie z sytuacją mogło być maksymalne zastosowanie nawozów sztucznych i nowoczesna mechanizacja rolnictwa. Po odzyskaniu niepodległości Wielkopolska zostaje dołączona do słabiej rozwiniętych gospodarczo obszarów Polski. Mamy konkurencję ze strony byłej Kongresówki, gdzie istniała tania siła robocza, dochodzi do tego jeszcze polsko-niemiecka wojna celna, a potem wielki kryzys gospodarczy. W tych warunkach dotychczasowy sposób produkcji rolnej przestaje się opłacać. Nieuchronną konsekwencją tego są napięcia między właścicielami a robotnikami. Jednocześnie jednak trzeba pamiętać, że dopiero wolna Polska daje robotnikom rolnym prawo do zrzeszania się, strajku i zawierania umów zbiorowych, czego wcześniej, pod panowaniem pruskim, Wielkopolanie byli pozbawieni.

 

 

Dr Stanisław Borowiak – pracuje w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. Interesuje się historią społeczną XIX i pocz. XX w. ze szczególnym uwzględnieniem dziejów warstwy ziemiańskiej oraz historią regionalną południowej Wielkopolski. Autor monografii „Sprawa ordynacji rydzyńskiej na tle walki o ziemię w Poznańskiem na przełomie XIX i XX wieku” oraz (napisanej wspólnie z Kazimierzem Balcerem) „Generał Kazimierz Turno (1778–1817) i Dobrzyca jego czasów”, szeregu katalogów wystaw oraz redaktor cyklu wydawnictw pokonferencyjnych z poświęconych dziejom ziemiaństwa ogólnopolskich konferencji naukowych.