fot. Mariusz Forecki

Życiowy aktywizm

„Sam fakt, że Poznań jest nam przyjazny, nie wystarcza, bo liczą się konkretne działania. Na razie miasto zbiera pochwały dzięki naszej ciężkiej pracy, a odmawia nam czegoś, co może pomóc. Karta LGBT+ jest bardzo istotna” – mówi Agata Sawińska z Grupy Stonewall.

KUBA WOJTASZCZYK: Poznański Marsz Równości zebrał 13 000 uczestników. Co ta rekordowa liczba mówi o mieście?

AGATA SAWIŃSKA: Pokazuje, że jesteśmy drugą pod względem wielkości imprezą w Polsce, która systematycznie przyciąga coraz większe rzesze ludzi. Jestem zachwycona tym, co robimy i jak to robimy. W tym roku tak naprawdę podwoiliśmy liczbę uczestników! Co prawda trochę byliśmy zmartwieni pogodą, która na początku nam nie dopisywała. Na Kontenerach byłam w sobotę od 7.30 i z niepokojem obserwowałam, co się dzieje na niebie.

 

Co roku na Marszu z pogodą jest coś nie tak [śmiech].

Też się ostatnio nad tym zastanawiałam, że już po raz trzeci, mimo zmiany miesiąca, w którym organizujemy Marsz, ciągle pada [śmiech]. Na szczęście ludzie nie przestraszyli się pogody i zdecydowali się pójść z nami do końca.

 

Dlaczego w tym roku trasa przebiegła właściwie poza centrum Poznania?

Marsz nadal był w centrum, ale rzeczywiście początkowa propozycja była bardziej skupiona na ścisłym centrum Poznania. W świetle prawa polskiego takie wydarzenie jak nasze należy zgłosić najwcześniej trzydzieści dni przed jego rozpoczęciem, można to zrobić mailowo.

My byliśmy gotowi o 23.59, bo w teorii już o godzinie 00.00 można zgłaszać wydarzenie. Wysyłając pierwszego maila, a później kolejnego i następnego, okazało się, że w tym samym momencie kilkadziesiąt osób także wysłało podobne zgłoszenia imprez.

 

Czyli kontrmanifestacji.

Tak, chcieli nam świadomie przeszkodzić, co spowodowało przeciążenie systemu i nasze zgłoszenie wpłynęło dopiero jako dwudzieste siódme. W świetle prawa te wszystkie zgłoszenia miały pierwszeństwo.

Aktywistka Agata Sawińska. Fot. Mariusz Forecki

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Z Arkiem Klukiem poszliśmy na spotkanie do Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, aby z mapą w ręku móc wytyczyć nową, bezpieczną trasę Marszu i zastanowić się, gdzie go zakończyć. Problem polegał na tym, że w samym centrum miasta zgłoszono wiele imprez, które zagrodziły nam drogę powrotną do KontenerART.

Przy wyznaczaniu trasy przemknęło nam przez myśl, czy nie zahaczyć o Ostrów Tumski, ale wtedy Marsz liczyłby około 8 kilometrów.

 

Końcówka na ulicy Święty Marcin wypadła chyba bardzo dobrze?

Tak, to szczęście w nieszczęściu, które pokazuje, że nie wszystko da się dokładnie zaplanować. Nie wiedzieliśmy czy impreza na Świętym Marcinie wypali, ale jak zwykle osoby biorące udział w Marszu nas nie zawiodły i bawiły się z nami do ostatniej piosenki.

 

Czy te kontrmanifestacje, o których wspomniałaś, w ogóle się odbyły, czy miały za zadanie jedynie utrudnić wam życie?

Z tego, co wiem, odbyły się tylko dwie, na placu Mickiewicza i przy Pomniku Powstańców Wielkopolskich. Moim zdaniem jest to luka prawna, że można zgłosić wydarzenia i później ich nie stworzyć, co naraża nie tylko miasto, ale też mieszkańców na ogromne koszty trzymania policji w gotowości, ponieważ w trzydziestu miejscach w Poznaniu należy zapewnić bezpieczeństwo, a ci „organizatorzy” nie ponoszą żadnych konsekwencji.

 

Podsumowując: tysiące świętujących Pride ludzi na ulicach i właściwie brak kontrmanifestacji. Poznań jest wyspą tolerancji?

Wydaje mi się, że określenie Wolne Miasto Poznań przebija się w Polsce i wiele osób nas tak obiera. Oczywiście nie wszyscy w Poznaniu są tolerancyjni, nie będę idealizować. Nie chcę też teraz przypisywać Grupie Stonewall wszystkich zasług, ale myślę, że mamy realny wpływ na to, że ludzie czują się w Poznaniu dobrze i bezpiecznie.

Znam studentów, którzy przyjechali studiować właśnie tutaj, dlatego że odpowiada im to, co dzieje się w mieście. To, co my robimy i jak działamy.

 

Myślę, że zorganizowanie tygodnia imprez równościowych jest nie do przecenienia. Tym bardziej że każda i każdy z was pracuje w Stonewall na zasadach wolontariatu. Jak wygląda wasze działanie w czasie Pride? Bierzecie urlopy?

Różnie. Ja, organizując kilka większych wydarzeń, wzięłam tydzień urlopu i poświęciłam je na działanie. Nie każdy może sobie jednak na taki komfort pozwolić, dlatego też w czasie trwania Pride Week pomagamy sobie wzajemnie.

Agata Sawińska. Fot. Mariusz Forecki

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Sam fakt, że ktoś ma samochód i może coś przewieźć z punktu A do B, znaczy bardzo wiele. W trakcie tygodniowej imprezy wiele rzeczy udaje się dopiąć w ostatniej chwili, a jakiś problem, którego nie mogliśmy wcześniej przewidzieć, pojawia się nagle i jesteśmy zmuszeni do działania na gorąco.  Na szczęście mamy wielu wolontariuszy, którym jesteśmy ogromnie wdzięczni, bo bez ich pomocy Pride Week pewnie by się nie odbył.

 

Czy nie jest tak, że wolontariusze są trochę w cieniu?

Na pewno spływa na nich najmniej „fejmu”. Nie lubię o sobie myśleć jako o osobie znanej czy rozpoznawanej, ale trochę tak jest, że to ja jestem na scenie na tych dużych wydarzeniach – i przez to inne osoby mnie bardziej kojarzą, a wolontariusze, którzy przecież też odwalają kawał roboty, pozostają za kulisami. Mam jednak nadzieję, że wiedzą, jak bardzo jesteśmy im wdzięczni za pomoc i zaangażowanie.

 

Czy pod względem organizacyjnym tegoroczny Pride Week różnił się od poprzednich?

Cały czas powtarzam, że z roku na rok uczymy się czegoś nowego, co pomaga nam przy kolejnym Pride Week. W tym roku udało nam się jeszcze lepiej zorganizować pracę w samej Grupie Stonewall, dzięki czemu impreza przebiegła sprawniej, a my mogliśmy podejść do wszystkiego z większym luzem.

Przed poprzednią edycją odczuwałam tak wielki stres, że później nie mogłam cieszyć się z tego, co miało miejsce. Teraz, gdy zobaczyłam, co zrobiliśmy i jak ludzie fantastycznie się bawili, wielokrotnie się wzruszyłam.

 

Myślisz, że popularność Pride Week i istotność waszych działań doprowadzi do podpisania poznańskiej karty LGBT+, której projekt zgłosiliście?

Jestem optymistką, więc myślę, że jest na to szansa. Będziemy cały czas naciskać na Ratusz i Zespół ds. Polityki Równości i Różnorodności, który ma nam pomagać, a tymczasem chce, abyśmy zadowolili się podpisaniem Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym.

 

Co z nią jest nie tak?

Tak na dobrą sprawę ona dotyczy nas w ograniczonym stopniu. Co prawda zobowiązuje miasto do opracowania równościowego planu działania w ciągu najbliższych dwóch lat, ale to nic innego jak kolejna obietnica działania.

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

 

W naszej Karcie zawarliśmy bardzo konkretne propozycje rozwiązań, które ułatwiłyby życie osobom LGBT+. Nie widzę żadnego powodu, dla którego miasto miałoby jej nie podpisywać, jeśli rzeczywiście chce wspierać naszą społeczność.

Sam fakt, że Poznań jest nam przyjazny, nie wystarcza, bo liczą się konkretne działania. Na razie miasto zbiera pochwały dzięki naszej ciężkiej pracy, a odmawia nam czegoś, co może pomóc. Karta LGBT+ jest bardzo istotna.

 

Jakie zapisy znajdziemy w Karcie?

Propozycje są w dużej mierze oparte o pomysły stowarzyszenia „Miłość nie wyklucza”, które wypracowało warszawską Kartę LGBT+. Dokonaliśmy pewnych modyfikacji, biorąc pod uwagę różnice pomiędzy Poznaniem i Warszawą.

Proponujemy między innymi opracowanie miejskiego systemu interwencyjnego dla osób LGBT+ zagrożonych bezdomnością, stworzenie centrum kulturowo-społecznościowego, a także system monitorowania i raportowania przestępstw i incydentów motywowanych homofobią oraz transfobią. Proponujemy również rzetelną edukację antydyskryminacyjną w szkołach oraz przeszkolenie tak zwanych „latarników” – osób przygotowanych, by pomagać uczniom i uczennicom LGBT+ oraz kadrze pedagogicznej.

 

Z jakimi problemami osób LGBT+ jeszcze się spotkałaś?

Jakiś czas temu nasza wolontariuszka Milo popełniła samobójstwo, ponieważ przepisy dotyczące korekty płci są w Polsce tak rygorystyczne i głupie, że nie każdy potrafi to udźwignąć. Nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego i nie odczuwałam takiej niemocy i bezradności.

Agata Sawińska. Fot. Mariusz Forecki

Aktywistka

 

Wydaje mi się, że wiele osób (nawet z naszej społeczności) nie jest w stanie pojąć i zrozumieć tego, co przeżywają osoby transpłciowe i właśnie dlatego w tym roku chcieliśmy zrobić coś, co zapewni im widoczność na Marszu.

Piętnastometrowa flaga prowadząca Marsz miała za zadanie pokazać, że wspieramy tę grupę, która ma w Polsce jeszcze większe ograniczenia i problemy niż reszta z nas. Poza tym młodzi ludzie, którzy chcą nam pomagać w wolontariacie, są często blokowani przez rodziców, bo ci nie chcą, aby ich dzieci pokazywały się w „naszym” towarzystwie albo na marszach i paradach.

 

Karta LGBT+ na razie została podpisana jedynie w Warszawie. Za to w Polsce jak grzyby po deszczu pojawiają się karty anty-LGBT+.

Myślę, że mocno macza w tym palce „kościół katolicki”, nasi rządzący i TVP. To są niestety trzy źródła, które dostarczają wielu ludziom negatywnych i przekłamanych informacji, którymi wywołują strach.

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Hasła typu: „Homolobby chce uczyć czterolatki masturbacji” są zupełnie wyssane z palca, ale jeśli ktoś ma dostęp tylko do takich informacji i nie może ich skonfrontować z rzeczywistością, zaczyna w nie wierzyć, co powoduje ogromny strach o ich dzieci czy wnuki.

 

Podobnie jak z uchodźcami.

Dokładnie! Absolutnie nic się w Polsce nie stało negatywnego. Terroryści z Syrii się nie pojawili, więc trzeba znaleźć coś „strasznego”, co jest tutaj, w Polsce, ale jednocześnie jest „niepolskie” – i jeszcze gorsze, bo dobiera się do dzieci.

Ogromny strach, niewiedza i brak innych informacji składają się na tego typu narrację. Tym bardziej jeżeli ktoś jest bardzo wierzący i uważa słowa księdza za najświętszą świętość, bo przecież przez niego przemawia sam Bóg. Później taka osoba wraca do domu, ogląda „Wiadomości” i tylko upewnia się, że coś strasznego dzieje się w Polsce.

 

Myślisz, że taka narracja kiedyś się skończy?

Nie wiem, nie jestem pewna, czy zmiana władzy cokolwiek zmieni. Trudno mi sobie wyobrazić, że przychodzą wybory, które wygrywa opozycja i nagle telewizja publiczna zmienia się o 180 stopni. Byłoby to bardzo zabawne.

 

Faktycznie, ta sytuacja trwa już tak długo i jest na tyle absurdalna, że trudno nam wyobrazić sobie inny scenariusz niż ten, w którym ludzi próbuje wykluczyć się ze społeczeństwa tylko dlatego, że są gejami czy lesbijkami. Spróbujmy jednak być optymistami. Myślisz, że osobom LGBT+ i ich sojusznikom uda się taką walkę wygrać?

Wystarczy, że pójdziemy za przykładem Irlandii, która była kiedyś superkatolickim krajem. Tam też przyszedł czas, kiedy ludzie tacy jak my, aktywiści i aktywistki, zaczęli wychodzić na ulice i pokazywać, że są normalni. Często wystarczy się przedstawić, bo, jak się już kogoś pozna, trudno jest mu odmówić człowieczeństwa.

 

Kiedy na Marszu spoglądałam w okna mijanych kamienic, z których machały do nas uśmiechnięte starsze osoby, to aż przechodziły mnie ciarki ze wzruszenia i radości, bo – szczerze mówiąc – coraz częściej tracę nadzieję i nie spodziewam się już takich reakcji.

Myślę, że wychodzenie na marsze i parady ma ogromny sens, bo przez to mówimy ludziom: „Chcemy się tylko bawić i żyć obok was, nic wam nie zrobimy”. Tym bardziej jest to wspaniałe, że tego typu wydarzeń jest w Polsce z roku na rok coraz więcej.

 

To dlatego zostałaś aktywistką?

Mój aktywizm narodził się chyba trochę przez przypadek. Poznałam Arka i siedząc przy stole u Pawła Skrodzkiego, słuchałam, jak wpadają na kolejne pomysły, rodzi się nazwa stowarzyszenia i zaczynają plany.

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Agata Sawińska, aktywistka z Grupy Stonewall. Fot. Mariusz Forecki

Wiedząc, że do założenia stowarzyszenia potrzeba 15 osób, pomyślałam, że chętnie wezmę w tym udział. Nie sądziłam, że wszystko potoczy się tak, że parę lat później będę udzielała wywiadów, a ludzie będą mnie kojarzyć i rozpoznawać. Ale powiem szczerze, że pomijając jakikolwiek „fejm” – nadal jest mi niezręcznie używać tego słowa w odniesieniu do samej siebie – przez te 5 lat działalności Grupy Stonewall doświadczyłam tylu wzruszeń, tych z radości i smutku, ale też tyle miłości i poczucia wspólnoty, że już nie wyobrażam sobie swojego życia bez aktywizmu.

 

Grupa Stonewall to nie tylko Pride Week, ale całoroczne działania na rzecz osób LGBT+. Co planujecie?

Nasza całoroczna działalność jest czymś, z czego jesteśmy niesamowicie dumni. Mamy grupy dla rodziców, osób trans, dla młodzieży LGBT+, spotkania z prawnikami czy psychologami – w skrócie kładziemy ogromny nacisk na udzielanie pomocy osobom z naszej społeczności, które jej potrzebują.

Od paru miesięcy prowadzimy też grupę dla osób LGBT+ z Ukrainy. Jest to odpowiedź na zwiększającą się liczbę Ukraińców w Poznaniu. Chcemy, żeby czuli się tutaj bezpiecznie i żeby wiedzieli, że jest tutaj dla nich miejsce.

 

AGATA „AGGIE” SAWIŃSKA – poznańska aktywistka, organizatorka Poznań Pride Week.

 

CZYTAJ TAKŻE: Ratunkowe koło antydyskryminacyjne. Rozmowa z Barbarą Pniewską

CZYTAJ TAKŻE: Zwieramy szyki. Rozmowa z Mateuszem Sulwińskim z Grupy Stonewall

CZYTAJ TAKŻE: Królowa Wielkopolski. Rozmowa z drag queen Gelejzą