fot. Bartek Barczyk

„Anhelli” wieloznaczny i współczesny

Znakomite, wieloznaczne i współczesne przetworzenie „Anhellego” Juliusza Słowackiego dowodzi, że Dariusz Przybylski jest jednym z najciekawszych kompozytorów polskich młodego pokolenia. A przy tym jednym z nielicznych, którzy ważą się sięgnąć po formę dużej, pełnospektaklowej opery.

Spektakl „Anhelli” to kontynuacja i rozwinięcie języka kompozytorskiego Dariusza Przybylskiego (ur. 1984), połączone z subiektywnym odczytaniem i aktualizacją romantycznego poematu. Próba zmierzenia się z niejasnym utworem wieszcza. Szkoda tylko, że podobnie jak w przypadku „Parii” dyrekcja Teatru Wielkiego zdecydowała, że po premierze ma się odbyć tylko jedno przedstawienie…

KŁOPOTY Z „ANHELLIM”

Sam pomysł przetransformowania „Anhellego” w operę wydaje się godny uwagi. Historycy literatury są zgodni co do tego, że syberyjski poemat jest dziełem, które dotychczasowi komentatorzy raczej opisywali niż interpretowali, nie dostrzegając choćby dokonującej się w nim polemiki z wizją Adama Mickiewicza – najważniejszego bodaj sporu polskiego romantyzmu, także pod względem stosunku do emigracji, wielbionej przez starszego poetę, a wyraziście krytykowanej przez młodszego.

„Anhelli” to dzieło poprzedzające mistyczny okres Słowackiego, prowadzące do niego, a zarazem pesymistyczne, pozbawione jakiejkolwiek nadziei na odrodzenie, zakończone przedziwnym obrazem rewolucji, jaka nastaje po śmierci wszystkich bohaterów: Szamana, Ellenai, Anhellego.

 

Ich wybory i ofiara – zdaje się mówić poeta – poszły na marne, nawet apoteoza Ellenai rozgrywa się w świecie bardziej fantastycznym niż realnym. Jest też zakwestionowana przez chór duchów ciemności.

Dwie wcześniejsze próby umuzycznienia utworu, poemat symfoniczny „Anhelli” Ludomira Różyckiego (1909) oraz „Pożegnanie Ellenai” Feliksa Nowowiejskiego (1914) poszły w zupełnie odmiennych kierunkach. Różycki odmalował nastrój dzieła, dokonał skondensowanego przekładu intersemiotycznego. Nowowiejski natomiast skupił się na opowiedzianej w rozdziale 13 śmierci przybranej siostry tytułowego bohatera, akcentując przekonanie o jej zbawieniu.

POSZUKIWANIE SENSU SYBERYJSKIEJ OPOWIEŚCI

Początkowo autorzy libretta opery, Margo Zālīte i Dariusz Przybylski, pragnęli powiązać akcję z kolejnymi rozdziałami poematu. Ostatecznie dokonali wyboru zdarzeń, zachowując ich kolejność. Zmienili jednak w wielu miejscach sens, powierzając wypowiedzi Szamana Anhellemu i odwrotnie. Przez to tekst stał się jeszcze bardziej wieloznaczny. Jak się wydaje, również skomplikowany. Wreszcie kwestionujący pytanie o to, po czyjej stronie jest racja.

Anhelli, Teatr Wielki w Poznaniu

„Anhelli”, Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu, libretto: Dariusz Przybylski, reżyseria: Margo Zālīte. Fot. Bartek Barczyk

Pełne zrozumienie opery domaga się wyjątkowo uważnej lektury Słowackiego. Pozwala ona zauważyć te przesunięcia oraz zmianę narracji na dialog, a zarazem pamiętać o kontekście słów i zdarzeń, co konieczne zwłaszcza w scenach dziejących się tylko przez dramat orkiestrowy. Te należą do najbardziej przejmujących fragmentów i partytury, i spektaklu: „Drzewo łez”, „Symfonia eksplozji”, „Epilog – Eloe”.

Wybór angielskiego jako języka opery poniekąd rozumiem. To dążenie do uniwersalizacji i uwolnienia od sporu o polski romantyzm. Trudno jednak zaaprobować to, że w wyświetlanym równolegle tekście polskim nie czytamy oryginalnych fraz Słowackiego, a dość nieporadne tłumaczenie z angielskiego. Przy okazji wznowienia warto zadbać o stworzenie nowej wersji polskiej, pamiętając o umiejętnym skompilowaniu słów poematu. Sprawdziłem i wydaje się to całkowicie wykonalne. Wówczas prowokacja, jaką jest skonfrontowanie widza z romantycznym dziełem, pytaniem o jego przesłanie i aktualność, zyskałaby dodatkowy wymiar.

KRAINA MROCZNEJ BAŚNI I MITU

Przybylski mówi, że interesowało go to, co w „Anhellim” baśniowe i mistyczne, poniekąd niemożliwe, abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości. Sama historia rozgrywa się przecież w świecie mitu, gdzieś na Syberii, której obraz od dawna wypełnia narodową wyobraźnię. Dla Zālīte to także kraina jej dzieciństwa. Oboje zafascynowała samotność bohatera, jego bytowanie na obrzeżach wspólnoty, a przez to bardzo współczesnego.

Anhelli, Teatr Wielki w Poznaniu

„Anhelli”, Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu, libretto: Dariusz Przybylski, reżyseria: Margo Zālīte. Fot. Bartek Barczyk

 

Praca nad librettem była dla Zālīte osobistą podróżą na Syberię, próbą zmierzenia się z własną mitologią, poczuciem wyobcowania czy odmienności w przybranej ojczyźnie, Łotwie.

„Tęskniłam za lodem i mrozem” – mówi. Zastanawia się też nad wymiarem politycznym opowieści i losem bohatera. „Jak ma żyć, skoro opuścił społeczeństwo i samotnie poszukuje prawdy. Jaka jego przyszłość jest możliwa? Jakie przesłanie wynika z tekstu?”. Stąd skupienie się na kulturze śmieci (a zarazem śmierci), będącej zmorą naszego wieku, także za sprawą katastrofy ekologicznej. W tym kontekście nie dziwi więc zbudowanie scenografii z odzyskanego plastiku. Częścią scenografii jest też ubrana na biało publiczność, siedząca również na scenie, stająca się – jak w misterium – częścią syberyjskiej gromady. Opera przełamuje pesymizm Słowackiego, w jej epilogu bowiem pojawia się słońce i wiara w odrodzenie natury.

Jeśli zgodnie z intencją twórców popatrzymy na „Anhellego” jako na podróż tytułowego bohatera, docenimy trzy drogi, którymi jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu publiczność zmierza na widownię, przy okazji stając się rzecznikiem i towarzyszem jednej z postaci.

W męskim świecie Syberii szczególną postacią staje się Ellenai, wybrana przez Szamana na towarzyszkę i siostrę Anhellego. Zbrodniarka i pokutnica staje się bliska mitowi wiecznej kobiecości. „Wierzę, że to w kobietach jest potęga, słońce, wieczność. Ellenai niczego nie wymaga od Anhellego, wiernie mu towarzyszy”.

OD POEMATU DO OPERY

Przybylski opowiadał mi o procesie twórczym. Oto wypróbowuje on pewne rozwiązania muzyczne w mniejszych formach, zwłaszcza w utworach kameralnych. Podąża za tekstem, didaskaliami, sugerowanym przez Zālīte nastrojem scen, buduje warstwę muzyczną.

Od samego początku twórcy mieli jasno sprecyzowane założenia, jak choćby „mówiące jezioro”, czyli chór czy idea, by publiczność stawała się częścią Syberii, która w ich przekonaniu jest krajobrazem po apokalipsie. Skoro tak, nie dziwi misteryjny charakter opery, imitowanie czy odtwarzanie elementów rytuału, najwyrazistsze i najbardziej przejmujące w scenie 9 „Kara brody”.

Warstwa słowna została tu zredukowana do lapidarnego wprowadzenia fabularnego: „Ukarzą jednego z nas. Starego człowieka, który wczoraj odmówił pracy z powodu święta Boga” i eksklamacji „Mój ojciec!”. Starzec z brodą do pasa (jak opisuje go Słowacki) został skazany na przejście przez razy zadawane przez swoich towarzyszy niedoli łańcuchami, a umiera od dwóch najsłabszych, własnych synów. Na scenie widzimy gromadę z długimi niemal do ziemi drewnianymi brodami, uderzającymi nimi o podłoże. Drewniany chrzęst staje się coraz bardziej niepokojący i przerażający, towarzyszą mu oschłe i dramatyczne okrzyki chóru. Scena ewokuje przy tym najsłynniejsze w dziejach ludzkości biczowanie – Jezusa. Misteryjny wymiar opery osiąga tu swoją pełnię, podobnie jak uniwersalizm przesłania.

PODRÓŻ UNIWERSALNA

Oto – wyjaśniają współtwórcy – wbrew pozorom świat XIX wieku i nasz są bardzo podobne. Dzielimy te same lęki o przyszłość, także w wymiarze politycznym. I musimy podróżować w głąb, do własnego wnętrza, by odkryć prawdziwy świat i powrócić do samych siebie. Tylko tak może się dokonać usprawiedliwienie losu Anhellego.

Opera staje się więc osobistą opowieścią o bohaterze tyleż romantycznym, co współczesnym. Opowieścią tragiczną i pesymistyczną, w której ostateczny sens powrotu, także do społeczeństwa, nie jest jednoznaczny. Emigracja polityczna zostaje zastąpiona wewnętrzną, która jest dwuznacznie waloryzowana.

Anhelli, Teatr Wielki w Poznaniu

„Anhelli”, Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu, libretto: Dariusz Przybylski. Libretto kompozytora na podstawie poematu Juliusza Słowackiego, współpraca literacka: Margo Zālīte. Premiera: 6 grudnia 2019. Fot. Bartek Barczyk

Skomplikowanie postaci Anhellego zostało podkreślone przez jego dwie głosowe kreacje. Oto Zālīte uznała, że w niektórych miejscach powinien przemawiać odmiennie. Stąd kontratenor (ten wybór jeszcze bardziej odrealnia postać i pogłębia jej pograniczność) zaczyna przemawiać, a nie śpiewać, wzmacnianym przez mikrofon barytonem. Zagubiony człowiek przez tę dwoistość próbuje odnaleźć siebie i swoją istotę. A my – z jeszcze większym niepokojem niż ten, który towarzyszy lekturze poematu – zadajemy pytanie o to, czy Szaman wybiera Anhellego – figurę syna – ze względu na jego siłę czy też słabość.

JAK BRZMI „ANHELLI”

Dyrygujący operą Grzegorz Wierus wyeksponował przestrzenny wymiar muzyki Przybylskiego. Osiągnął to po pierwsze przez wyważenie proporcji między liczebnością grup instrumentów (smyczki dzielone są w partyturze na trzy i dwie grupy, grające własne partie). Po drugie – ustawiając perkusję na scenie, a harfę i akordeon na widowni, dzięki czemu stają się one bardziej słyszalne i wyraziste. Z audytorium słuchamy też arii Ellenai.

„To bardzo gęsta, wielowarstwowa i trudna muzyka, acz dziejąca się – jak cała opera – w pozornie jednoznacznym metrum czwórdzielnym. Trudna do wyważenia i poprowadzenia, prowokująca do zwiększenia jej plastyczności i przestrzenności przez niekonwencjonalne rozsadzenie instrumentalistów” – komentuje Wierus.

Dodajmy, że stroje muzyków włączają ich w świat przedstawiony, nikt nie może się z niego wymknąć, wszyscy uczestniczą w misterium i rytuale.

„Wielowarstwowość muzyki Przybylskiego jest bardzo przemyślana konstrukcyjnie i spójna. Dyrygent może podążać za nią i starać się, by uwypuklić to, że rozmaite rozwiązania formalne, na przykład kanony, nie są intelektualną zabawą, ale zawsze mają sensowny punkt zaczepienia i są funkcjonalne pod względem i muzycznym, i dramatycznym. Pomimo swej nowoczesności jest to muzyka, której poszczególne partie potrafię zaśpiewać – z wyjątkiem arii Ellenai” – dodaje Wierus.

Aria Ellenai, której sugerowaną przez Zālīte słoneczność podkreśla złoty kostium i zawieszenie bohaterki w przestrzeni, to najtrudniejszy fragment partytury. Arcyskomplikowana linia melodyczna, z przebogatą warstwą orkiestrową, opalizującą brzmieniem waltorni oraz trąbek, ale intencjonalnie niewspierająca śpiewaczki pod względem harmonicznym, kończy się łatwo rozpoznawalnym akordem.

Anhelli, Teatr Wielki w Poznaniu

„Anhelli”, Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu, libretto: Dariusz Przybylski, reżyseria: Margo Zālīte. Fot. Bartek Barczyk

„Anhelli” to muzyka bardzo współczesna, wyrazista, konsekwentna, brzmiąca zawsze wobec tradycji, która komplikuje nasz odbiór. Ciekawym gestem jest sięgnięcie po prawosławną pieśń do Bogurodzicy, która zastępuje odmawianą przez Ellenai litanię. Partia tytułowego bohatera swym amorfizmem charakteryzuje postać. Domaga się ona wolnego tempa, które pozwoli wybrzmieć i słowu, i muzyce. Owo tempo zostało przez Wierusa rozciągnięte w stosunku do określonego przez kompozytora.

„Anhelli” to ósma już opera Przybylskiego, a także kolejna współpraca z łotewską reżyserką. Dzieło niewątpliwie wybitne muzycznie, we frapujący sposób zapraszające do przemyślenia nieco zapomnianego fragmentu narodowej mitologii, spersonalizowanej, a zarazem zuniwersalizowanej. Perfekcyjne pod względem wokalnym i orkiestrowym. Dyrygentowi udało się świetnie wydobyć i podkreślić wielobarwność i wielowarstwowość partytury. Jej przestrzenna realizacja uwypukla intencję twórców, by osaczona publiczność (muzyką, i scenografią) stała się integralną częścią widowiska.

Przyznam, że równie fascynująca co samo dzieło była dla mnie długa rozmowa o „Anhellim” z jego współtwórcami i dyrygentem, za co serdecznie im dziękuję. I pozostaję z nadzieją, że dyrekcja Teatru Wielkiego jednak zdecyduje się na wznowienie. Zwłaszcza że na premierze i drugim spektaklu operę obejrzeć mogło zaledwie 900 osób, ze względu na radykalne zmniejszenie widowni.

„Anhelli”, Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu, libretto: Dariusz Przybylski. Libretto kompozytora na podstawie poematu Juliusza Słowackiego, współpraca literacka: Margo Zālīte. Premiera: 6 grudnia 2019.


REALIZATORZY:
kierownictwo muzyczne – Grzegorz Wierus;
reżyseria, projekcje i reżyseria świateł – Margo Zālīte;
scenografia i reżyseria świateł – Dorota Karolczak;
współkreacja reżyserii świateł – Wiktor Kuźma;
ruch sceniczny – Agnieszka Wolna-Bartosik;
kierownictwo chóru – Mariusz Otto;
kierownictwo chóru dziecięcego – Michał Sergiusz Mierzejewski;
współpraca muzyczna – Maciej Koczur;
asystent reżysera – Bartłomiej Szczeszek.

W rolach głównych: Jan Jakub Monowid (Anhelli); Jaromir Trafankowski (Szaman); Jolanta Freszel (Ellenai).