fot. Maria Krześlak-Kandziora, kwitnąca koniczyna

Botanika przydroży

Ta wiosna była wyjątkowa. W ciszy epidemicznej nie słychać było kosiarek. Ostały się dłużej chwasty na trawnikach, miasto zmiłowało się nad pasami przyrody wzdłuż dróg. W ciszy wyostrzyła się uważność.

Pewnego ranka wstałam i przemierzyłam kawałek Poznania piechotą, z lupą, atlasem roślin i aplikacją do ich rozpoznawania. Ćwiczenie z dostrzegania łodyg, liści, kwiatów obserwujących życie miasta w tempie wegetacyjnym.

Żywą lekcję botaniki – nieprofesjonalnej, skazanej na pomyłki – zaczynam od ronda Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Przy budce z transformatorem rośnie pszenica, tuż obok żółty kwiatek, aplikacja podpowiada, że to dwurząd wąskolistny.

WĘDROWCY

Pszenica skądś przywędrowała – to ciekawa sprawa, wędrujące rośliny. Są jak nomadzi.  Naukowo nazywa się je antropofitami – bo wędrują z człowiekiem. Z upraw na łąki, z Europy do Australii, z kontynentu na kontynent. Opowiada Simona Kossak:

 

„Ojczyzną rumianku jest południe Europy i Bliski Wschód. Skąd w zamierzchłych czasach, towarzysząc rolnikom i pasterzom, rozprzestrzenił się po prawie całej Europie”.

 

Moją faworytką jest żółtlica –

 

„żółtlica drobnokwiatowa uciekinier (!) z ogrodów botanicznych, zdziczały na siedliskach antropogenicznych” – pisze o niej autor wpisu w internetowej encyklopedii.

 

Ciekawe są archeofity – te, których ślad znajduje się w wykopaliskach archeologicznych i świadczą o ludzkiej obecności. Ale podział jest dużo bogatszy, na oddzielną opowieść.

 

Rośliny przemieszczają się, kolonizują, uciekają, dziczeją, ktoś je gdzieś czasem zawlecze – rośliny nie są statyczne. Zmienia się klimat – może to też ma na nie wpływ?

Niektóre stopniowo rozszerzą zasięg, podczas gdy te zimnolubne znikną (lub uciekną)? Dużą przyjemność sprawia mi czytanie historii o pionierach czy mieszkańcach terenów ruderalnych, przydroży i nieużytków – są jak cierpliwi bohaterowie, niepozorni, czekają, aż człowiek się usunie i niepostrzeżenie rozpoczynają wzrost.

Simona Kossak daje dziurawcowi niemal wolną wolę:

 

„Wraz z Europejczykami popłynął do obu Ameryk, Australii i na Nową Zelandię”.

 

O mobilności roślin rozmawiałyśmy dużo z Anną Kędziorą, poznańską fotografką, przy okazji pisanego przez nią doktoratu. Wleczony przez ludzi ryż czy trzcina cukrowa były obiektem zainteresowania artystki, ale też tworzone przez botaników kolekcje żywych roślin przywożonych z kolonizowanych lądów – to z takich miejsc mogła uciec żółtlica?

PRZYDROŻNA APTEKA

Wędruję wzdłuż torowiska i drogi aż nad Rusałkę. Trudno przestać pochylać się nad ziołami, chwastami, gdy już wiadomo, że tyle mają właściwości, że wędrują, że ich historia jest taka bogata. Zaglądam między podkłady tramwajowe, wchodzę w przychodnikowe zarośla.

Mijamy je codziennie, towarzyszą nam niezauważenie – cykoria podróżnik, składnik kawy zbożowej (to korzeń, gorzki i wspomagający wytwarzanie żółci), roślina wieszana niegdyś nad drzwiami wiejskich domów, żeby odstraszała wędrującą zarazę.

 

Żółci się kwitnąca koniczyna, pięciornik gęsi i chyba dwurząd murowy, choć aplikacja tym razem pozostawia wątpliwości.

 

Niemal każda mijana roślina ma ciekawe zastosowania. Zapisuję się na kurs online „Rośliny i Dziewczyny”. Sara z Rutą zabierają nas na łąki – tu bylica, tam trzy rodzaje pięciornika i czarny bez. Rozmawiamy o naparach, okładach, prozdrowotnych nalewkach, ciastach.

Na Łazarzu znajduję mydlnicę lekarską, składnik domowej roboty szamponu, głaszczę przyjemnie pierzasty krwawnik, rośnie przy każdej drodze. Podobno Hipokrates leczył nim hemoroidy, a Etruskowie tamowali krwotoki z ran.

TOROWISKA

Na torowiskach mieszkają ci najodporniejsi na słońce, ulewy, jeżdżące tramwaje, koszenie. Być może stąd przyszedł pomysł, by pod tramwajami rosły rozchodniki.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Od rzecznika prasowego Zarządu Transportu Miejskiego w Poznaniu dowiaduję się, że pierwszy pomysł, by torowiska obsadzić rozchodnikiem, padł już przed Euro 2012.

Jadę na Żegrze, między szynami różowy dywan. Rzecznik podkreśla, że nasadzenia te redukują hałas, są łatwe w utrzymaniu, bo rośliny nie wymagają częstego podlewania ani koszenia. Znika więc problem jazgotu i spalin emitowanych przez kosiarki. Podobno rozchodnik zmniejsza też poziom zanieczyszczeń w powietrzu, obniża jego temperaturę latem – może symbolicznie, ale jednak.

 

Rozchodnik trafia też na wiaty przystankowe – z pomocą człowieka kolonizuje miasto.

DZIURAWIEC NA CZARY, BABKA NA SEN

Na Żeromskiego spotykam pierwszy w tym roku wrotycz o „guziczkowych koszyczkach kwiatowych”. Kąpiel w wywarze z wrotyczu podobno odstrasza kleszcze. Na Niestachowskiej jest już prawdziwy gąszcz, spędzam w nim ponad godzinę, kleszczy póki co brak, są za to nostrzyk żółty, glistnik jaskółcze ziele, komonica zwyczajna, pyleniec pospolity, krwawnik, któryś bodziszek.

Każda roślina ma inną budowę, architekturę, inne są w dotyku łodygi i kwiaty. Obłędnie pachną wrotycz i dziurawiec. Sięgam znów po Simonę Kossak, u której wyszukuję ludowych zastosowań – dziurawiec:

 

„poświęcony wraz z innymi cudownymi roślinami w święto Bożego Ciała lub w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej skutecznie chronił przed czarami i czartami, a z opętanych wyganiał złe duchy”.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Znajduję babkę lancetowatą, to według zielnika jakaś bomba biologiczna, a z nietypowych zastosowań –

 

„w średniowiecznej Europie (…) – liśćmi wykładano buty, uważając, że usuwa zmęczenie i bezsenność. Naparem przepędzano miłość wywołaną złym urokiem, jak też skutki pogryzienia przez wściekłego zwierza”.

 

Miasto tętni dzikim roślinnym życiem, jeśli tylko mu na to pozwolimy.

 

BIBLIOTECZKA:

Simona Kossak, „O ziołach i zwierzętach”, wyd. Marginesy, Warszawa 2017 (wszystkie cytaty, chyba że zaznaczyłam inaczej).

„Przewodnik do rozpoznawania roślin i zwierząt na wycieczce”, praca zbiorowa, wyd. Multico, Warszawa 2000.

Zbigniew Nawara, „Flora Polski. Rośliny łąkowe”, wyd. Multico, Warszawa 2012.

O śladach roślin – archeofitów – pierwszy raz usłyszałam na wykopaliskach w Puszczy Białowieskiej od Dariusza Krasnodębskiego i Tomasza Samojlika