fot. Rytm Alg, okładka, WBPiCAK

„Broni nie odkładaj nosisz ją w zębach”

Po pięciu latach od ostatniej książki poetyckiej „Sfory”, Michał Czaja, poeta, redaktor pisma literackiego „Wakat” i wykładowca akademicki, powraca z „Rytmem alg”, tomem równie czułym, co polemicznym wobec wytyczonych granic gatunku, społeczeństwa i norm.

„Rytm alg” to opowieść panoramiczna, mimo wyraźnego subiektywnego głosu. Rzeczywistość, którą opisuje Czaja jest w ciągłym ruchu; poeta, wyczulony na wahnięcia i zmiany stanów, przypatruje się zarówno zwierzętom, roślinom, kaprysom rynku, ale też społecznym afektom. I notuje. Skrupulatnie, z zacięciem kronikarza, szybko. Fraza rozpędza się, obraz przegania obraz, aż dociera na skraj przepaści.

 

Czaja zauważa więc głęboką ingerencję ludzi w życia innych istot, za które wciąż nie poczuwamy się do odpowiedzialności.

Kiedy zaczynamy się martwić? Wtedy, kiedy wszystko zaszło już za daleko, a sami zostajemy zmuszeni do migracji, bo w drastycznym tempie kończy się świeże powietrze. A to tylko pierwszy, otwierający tom, wiersz:

 

sarna z bajpasem śledzona na google maps

gdyby w endomondo szkicować mapę joggingu saren

zakreśliłabyś krzywe linie prostą mapę zwyczajnych ludzkich akcji

i coś co nazywają gentryfikacją czy gloryfikacją gatunków

naszych pięknych osiągnięć na dowód przedstawiamy wnętrza luwru

i zdjęcia z wycieczki do nowego jorku tam też rósł las pamiętasz

tam wracają sarny uparte i ogłuszone dudnią studnie

 

wzięte w dzierżawę wypchnięte poza działki spekulantów

rozpoczynają się procesy gnilne wylewka musi być solidna

inaczej zapadnie się ten świat i wszystkie rękopisy zmokną

też będę wracał w nasze puste miejsca

każdy centymetr kwadratowy przemnożony przez liczbę lat

to kosmiczny wymiar kot nie potrafi wyjść z domu

będzie musiał zostać ze mną

 

Jasne, ekologiczno-katastroficzne bicie na alarm jest strzępieniem języka. Czaja doskonale zdaje sobie z tego sprawę. „Rytm alg” są interesujące nie tylko z powodu wpisania w nurt biopoetyki (co dla akademików rzecz jasna już samo w sobie jest zagadnieniem porywającym i żywiołowo dyskutowanym), ale właśnie dlatego, że pozostają przytomną próbą ocalania żywotności języka od osunięcia się w zestaw gotowych fraz i kalek. Poeta celnie odsłania konsekwencje zastygniętej mowy: powracające jak mantra debaty dotyczące kryzysu klimatycznego opatrzyły się na tyle, że właściwie nie robią już na nas wrażenia.

 

sklepy są blisko

kolejne sny z matek wpadają pod nasze chwiejne kroki

musimy szukać nowych dzielnic tlen jest towarem deficytowym

każdy potrzebuje zieleni maski służą do ozdoby

ludzie choinki na kolanach biskupów worki pełne prezentów

klasa za klasą wszystkich was nie spalą

chociaż po świętach wzrasta niepokój i lęk przed światłem

 

wypadnięci z bioder tak się nazywa nowy proletariat

każdy kuśtyka jak może z każdym słowem spełniają się obietnice

a myśmy widzieli w czerwonych kolorach

tak umiera nasz las który znamy tak rodzi się płaskowyż

ten kraj nazywa się tu spoczniesz więc kładź się i w ogień

zatrzymać ten skok ten wzrost ten przyrost

 

Słowa  przemielono w tych samych kontekstach tyle razy, że straciły na znaczeniu i sile; stały się częścią codziennych rozmów bliskich temperaturą sporu tym o pogodzie. Ale nadal jest o co walczyć.

Wszystko tkwi w języku

 

dlatego nie powinienem już więcej mówić o tym co ma się stać

język ponownie się złamie ale język nie może się złamać

bo przecież jest mięśniem a mięśnie są ze stali

już raz miał zamilknąć a wciąż snuje opowieści

(fragm. wiersza „co ma się stać”, „Rytm alg”, WBPiCAK 2020)

 

Problem tkwi w tym, w jaki sposób się ze sobą komunikujemy. Język buduje wyobraźnię, a światowe kryzysy — czy to społeczne, ekonomiczne czy ekologiczne — to właśnie kryzysy wyobraźni.

 

I chociaż kres wszelkich narracji wieszczony w historii był już wiele razy, a zwłaszcza po Zagładzie, opowieści toczą się nadal. Najpotężniejszym orężem pozostaje moc wpływania na język, ciągłe go ożywianie. Dlatego Czaja w jednym z wierszy nawołuje: „broni nie odkładaj nosisz ją w zębach” (wiersz „wzdychaj”).

Bo automatyzm w posługiwaniu się językiem jest prostą drogą do zawieszenia własnej sprawczości, korzystania z gotowych rozwiązań, oddaniem kontroli tym, którzy narracją zarządzają sprawniej, w ten sposób sprawując władzę — politykom, specom od biznesu, korporacjom. I chociaż zmiana może wydawać się niewielka, to właśnie ona pozostaje instancją, która nadaje sens. Liczy się jedynie ta mała korekta, ta kosmetyczna zmiana, która być może, kiedyś, zmieni coś na lepsze.

 

antypieśń

ten styl jest lekko spóźniony porusza stare koła historii i mąci

ktoś przepisuje już kody wystarczy podmienić i rozproszyć dane

po pierwsze my tylko bez imion na pasku wyliczone są straty

zapisani w księgach jak naród wybrany jak szampan wśród płci

jak ostatni faszysta z podniesioną głową

nie ma co liczyć na końce świata te nigdy nie były tak proste

błędni kapitaliści wymyślili inne wojny różnica jest taka

że nie walczymy o siebie a o redukcję wciąż warto próbować

bo miejsce które z nas się wyłoni wypluje żółć naszych motywacji

szarpiemy te losy szarpiemy siebie my istoty bez prawa

nie lepsze od kamieni

Nie wychylaj się

 

Chociaż miejscami Czaja popada w dość Kasandryczny ton, ratuje go pełna świadomość tego gestu, a także to, że na wieszczeniach końca się nie zatrzymuje. Bardzo przytomnie przypomina nam o miejscu w szeregu, temperując zwodnicze ego:

 

nasza tożsamość kończy się na liście zakupów

chociaż jesteśmy z mięsa i nie rozumiemy warzyw

to najdalej nam do soli po której stronie smyczy stoisz

myślę o naszych zasobach gdy skończą się wszystkie kasztany

jedyne co nam zostało to nazwy

(fragm. wiersza „pejzaże kuchenne”, „Rytm alg”, WBPiCAK 2020)

 

Nie mniej ważne w tak zarysowanej hierarchii jest miejsce kobiety. W feminizującej „fragmentacji” Michał Czaja puentuje jeszcze jedno nadużycie systemowe, które wciąż wyklucza i stygmatyzuje połowę społeczeństwa, ale które, być może razem z panującym porządkiem, być może (oby) szybciej, po prostu musi się skończyć.

 

fragmentacja

jak roślina odgięłaś swoje ciało od źródła stresu

byłaś w tym od kołyski później musiałaś się tylko dostosować

taki układ taka nacja taki gatunek

to był ich wybór i proste konsekwencje

rozchylić się na moment bez obaw że napluje ktoś do majtek

 

wystarczy szmat po matce by się zabezpieczyć

od tamtej chwili próbujesz wyhodować algi

fragmentacja plechy pobudza komórki do podziału

przyczepione do poruszających się statków

mogą przenieść się na inne tereny

 

nowe miejsce ich życia

 

„Rytm alg” nie jest tylko opowieścią o marazmie i zawieszeniu sprawczości społecznej. Skoro nie da się całościowo wytłumaczyć świata, jedyne, co możemy zrobić, to zwrócić się ku tworzywu — językowi i opowieści.

 

bez różnicy

prześniona rewolucja autoresponder wpisany w dialog uroki

boję się że jestem pod ich wpływem

jak golem magicznie przebieram nogami i pędzę pędzę

a z oddali widać że niesie mnie ponton

co nas urządza i z nami kończy to tylko lekkie korekty kursu

gdy byłem mały udawałem że kieruję tramwajem

wciskałem śrubki mocujące oparcie i świat skręcał

ale zawsze wysiadałem na tym samym przystanku

chociaż bardzo chciałem inaczej w końcu zderzyliśmy się

i nas splątało chemia jest słowem ale i zasadą

spróbuję to napisać tak by wszyscy myśleli

że to nie o nas tylko o jakimś świecie

prześniona rewolucja jak mieszczaństwo

które przyszło z wiatrem

i żydzi którzy nie byli z tej samej gliny