fot. Łukasz Szamałek

Brzegi wspólne

Poznański odcinek Warty poddawany jest improwizowanej kolonizacji. Ogromny, centralnie ulokowany teren zmienia się pod naporem mieszkańców miasta. Rozmowa o transformacji przestrzeni i nadrzecznych zwyczajów – z fotografami prowadzącymi wspólną, konsekwentną dokumentację tego nieoczywistego procesu.

MICHAŁ SITA: Drugi rok przyglądacie się rzece. Fotografuje ją sześć osób. To ogromna ilość sił i środków przeznaczonych na analizowanie czegoś, co wydawałoby się oczywiste: na miejskim odcinku Warty są wędkarze, smażone kiełbaski i piwo. Dzieje się tam coś jeszcze?

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Warta jest teraz najbardziej fascynującym miejscem w Poznaniu, żyje o wiele intensywniej niż jakakolwiek poznańska ulica. To miejsce, w którym spotyka się dzika przyroda z wypoczywającymi ludźmi, z tymi, którzy próbują zarabiać, otwierając nadrzeczny biznes, jednocześnie miasto stara się znaleźć sposób, jak zagospodarować te tereny. Jeśli szuka się tematów, nad rzeką nie można się nudzić.

 

Rzeka żyje przez całą dobę. Obserwujemy ją we wszystkich porach dnia i czujemy, jak jej historie się przeplatają.

Zaczynając od wschodu słońca, w piątek, sobotę i niedzielę, a w czerwcu właściwie przez wszystkie dni tygodnia – spotykam niedobitki imprezowe. Są punkty, w których słychać muzykę, dogasają ogniska, ludzie się kręcą nieobecni. Impreza dogorywa. Wtedy zaczynają się aktywności związane z porządkowaniem. Cały ekosystem ludzi sprzątających – ci zatrudnieni i ci szukający aluminium, szkła czy rzeczy zgubionych nad Wartą, bo są i tacy…

fot. Łukasz Szamałek

Sportowcy wchodzą około 5.30–6.00. Ich aktywność utrzymuje się do 21.00–22.00. Psiarze zaczynają razem ze sportowcami. Koło 12.00 pojawiają się osoby piknikujące na spokojnie. Płynnie przechodzi to w imprezę. Im później, tym mniej pikniku i więcej zabawy.

Wędkarzy można spotkać o każdej godzinie. Są tacy, którzy spędzają nad Wartą całą noc, są tacy, którzy wędkują w ciągu dnia. W większości panowie szukają spokoju, bez pań. Na to nakłada się cała gama sportów wodnych, motorowych, kajakarzy, wioślarzy, wrotki, rowery, hulajnogi i przyroda wbudowana w krajobraz miasta, jak bobry podkopujące kanały pod płytami betonowymi.

 

Co zmieniły dwa lata obserwowania Warty z bliska, co zaczęliście zauważać?

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Zacząłem patrzeć na nią jak na wyjątkowy park – park zrób to sam.

 

Większość parków ma ławkę, latarnie, kojarzy się z miejscem, w którym można przejść się ścieżką, odpocząć. Nad Wartą większość takich udogodnień trzeba sobie samemu zorganizować. Trzeba kombinować.

Owszem, nad Wartą istnieje infrastruktura i pojawia się jej coraz więcej, jednak wiele sprzętów i miejsc jest improwizowanych. Krzesełko z palety. Grill przyniesiony z domu. Można zaobserwować wiele gier przestrzennych. Różne grupy na swój sposób starają się zagospodarować nadwarciańską równinę. 

OSWAJANIE PRZESTRZENI

Obserwujecie, jak ludzie zawłaszczają nowy teren?

fot. Kamil Figas

ANKA GREGORCZYK: Kolonizują go. On nie należy do nikogo, nie trzeba go zawłaszczać, podlega raczej kolonizacji, to zdobywanie przestrzeni baza po bazie, w różnych celach.

ŁUKASZ SZAMAŁEK: To połączenie estetyki paździerza z kępą trawy i z czymś, co jest dopiero zalążkiem. A ponieważ na dziś nie mamy niczego lepszego, bierzemy, co jest. Dotyczy to też odgórnie realizowanej infrastruktury, takiej jak marina – wbrew nazwie mało luksusowa. Zanim jeszcze powstała piękna Wartostrada, stały już tabliczki z napisami „Plaża Miejska”, a zdezorientowani turyści spoza Poznania zastanawiali się, dokąd trafią. Czy będzie tam piasek, czy w ogóle prowadzi tam jakaś droga?

 

Mamy więc kilka poziomów improwizacji i prowizorki skupiającej się w jednym fragmencie miasta?

ANKA GREGORCZYK: To oswajanie przestrzeni odbywa się na różne sposoby, których rezultaty są widoczne często po latach, bo tymczasowe rozwiązania potrafią przetrwać niesamowicie długo. Dla mnie, ze względu na zaplecze architektoniczno-urbanistyczne, najbardziej interesująca jest Warta w budowie. Miejsce, wokół którego Poznań powstał. Rzeka płynąca przez centrum miasta, ale nie stanowiąca tego centrum.

 

Ciekawi mnie proces rozwoju tej przestrzeni przez dziesięciolecia, a przede wszystkim potencjał Warty i nadwarciańskich terenów w budowaniu tożsamości miasta – ten wykorzystany i ten, który przygasł w fazie pomysłów i planów.

Jest też drugi punkt widzenia na oswajanie rzeki. Czasami, przebijając się przez chaszcze, by dotrzeć do konkretnego miejsca, spotykaliśmy grupki spędzające czas w odległym zaciszu. To są ludzie, którzy odcinają się od miasta i robią to metodycznie. Przestrzenie, jakich nie potrafiliśmy sobie wcześniej nawet wyobrazić, potrafią być oswojone w specyficzny sposób przez ludzi starających się znaleźć tam swój kawałek małego świata. Nawet jeśli ich obecność nad rzeką trwa tylko chwilę. 

PUNKT WYJŚCIA

Jakie mieliście wstępne założenia? Spotkaliście się dwa lata temu i pomyśleliście, że będziecie dokumentować Wartę. Po co? Jaki był punkt startowy.

fot. Marek Zakrzewski (na zdjęciu Anka Gregorczyk, Łukasz Szamałek i Karol Szymkowiak)

KAROL SZYMKOWIAK: Warta stała się terenem spotkań dla bardzo wielu ludzi. To zjawisko stosunkowo nowe. Jeszcze 10 lat temu, gdy przyjeżdżałem na studia i sypiałem w nadrzecznych akademikach, nie raczej nie spotykano się nad Wartą.

 

Była wymazana z mapy miasta. Omijało się ją, przechodząc przez mosty. I nagle pojawiło się tam życie, z jakiegoś powodu ten teren stał się atrakcyjny. To był pierwszy punkt zaczepienia.

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Bardzo chciałem skupić się na momencie, gdy ten proces jest najbardziej interesujący. Teren leżący blisko nas przechodzi głęboką transformację. Po latach braku zainteresowania władz miasta zainteresowali się nim mieszkańcy. Za nimi podążały pieniądze, a plany przygotowywane od lat zaczęły nagle ożywać. Poznań będzie się rozwijać wzdłuż Warty. To ten moment, gdy czekamy na kulminację inicjatyw, czuć go przez skórę. Coś musi się zmienić i jesteśmy na progu takich poważnych zmian.

BRZEGI NICZYJE

Impulsem do uruchomienia całego tego procesu był fakt, że można się napić piwa nad Wartą?

fot. Anka Gregorczyk

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Okazało się, że nadrzeczne tereny zalewowe są niczyje. Ujawniła się luka w Ustawie o wychowaniu w trzeźwości – rzeka to nie jest ulica ani plac, ani park, a w prawie dokładnie wskazane są przestrzenie, w których nie można spożywać alkoholu. Rzeka to miejsce – niemiejsce. Również w sensie prawnym.

KAROL SZYMKOWIAK: Tak. Masowe zainteresowanie rzeką zaczęło się od picia piwa. Przybywa osób, które wybrały ten styl spędzania weekendów. Idą nad Wartę, rozpalają nieodzowny grill. Parę tygodni temu weekend był wybitnie chłodny, ale mimo to najbardziej wytrwali, pochowani po krzakach, bo strasznie wiało, palili grilla i pili piwo.

 

Warta już dzisiaj tak głęboko siedzi w ludziach, że nawet kiedy nie ma pogody, nie myślą o tym, by pójść do pubu albo spotkać się w domu. Idą nad rzekę.

Im częściej jestem nad rzeką, tym bardziej się przekonuję, że nie jest to tak przyjazne miejsce, jak z początku myślałem. Między dwoma mostami, tam, gdzie najwięcej osób pije i bawi się wieczorami, panuje totalna samowola. Masz wrażenie festiwalu muzycznego, anarchii opartej na grillu.

Grillowanie jest zresztą samodzielnym „obszarem”, ale bardzo trudno wyjść poza banał, pokazać ten temat tak, by nie był oczywisty. Zrobiłem więc instalację złotego grilla i jak dotąd działa ona lepiej niż pojedyncza, podsumowująca fotografia.

Spędziłeś dwa lata na obserwowaniu tego pikniku, może ci się przejadł?

KAROL SZYMKOWIAK: To raczej pokazuje, jak traktowana jest ta przestrzeń. Byłem raz na spacerze porannym w niedzielę o 6.00 rano. Zobaczyłem, ile śmieci się tam kłębi, mimo że są sprzątane już od 4.00. Gdyby ktoś ich nie zebrał, ci sami ludzie, którzy zostawili je tu poprzedniego dnia, nie mieliby gdzie usiąść w następną sobotę. To jest ciekawe: niewielu traktuje to miejsce jak swoje. 

LUDZIE WARTY

Grill i piwo są jednym z „obszarów”. Jakie są pozostałe? Jakich historii szukacie?

fot. Marek Zakrzewski

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Ja mam ich kilka. Szukam na przykład osi porządkujących Poznań wzdłuż kominów. One są drogowskazem, punktem orientacyjnym, wokół nich staram się tworzyć wizualne historie. Drugim tematem są improwizowane sposoby zagospodarowania przestrzeni, instalacje, których bardzo wiele spotykam nad Wartą. Staram się też uchwycić ducha tego, co ludzi przyciąga nad rzekę.

KAROL SZYMKOWIAK: Każdy z nas tworzy mikroopowieści. Ja szukam typów ludzkich występujących nad Wartą. To wędkarze, jeżdżący na desce, starsze małżeństwa, bezdomni. Ludzie, których zacząłem fotografować tak, by ilustrowali pewien typ – niekoniecznie pokazuję ich twarze, powinni być raczej uniwersalni. Można próbować ich klasyfikować, na przykład na tych przychodzących z kocem i pijących piwo, tych jeżdżący rowerem…

ANKA GREGORCZYK: Podróżując wzdłuż Warty, trafiliśmy na miejsca takie jak klub motorowodny, który po 50 latach musiał się przenieść z Łazienek Rzecznych w Poznaniu. Dokumentowaliśmy ich przygotowania, przeprowadzkę, ich historię. Spotkaliśmy ludzi inspirujących się Wartą, autorkę mozaiki w niedawno rozebranej i wybudowanej od nowa krytej pływalni na Osiedlu Piastowskim. Mnóstwo spotkań, za którymi stoi Warta, niekoniecznie traktowana wprost jako płynąca woda.

 

Naszym fotografowaniem jesteśmy mocno osadzeni w lokalności, w poznawaniu podstaw dających nam poczucie tożsamości.

To bycie w określonym miejscu i czasie – w sposób bądź co bądź uniwersalny – biorąc pod uwagę, jak wiele miast ulokowanych jest nad rzekami, sprawia, że nasza historia, którą chcemy opowiedzieć, może stać się uniwersalna dla wielu osób.

CIEMNA STRONA RZEKI

W waszych zdjęciach uderza fakt, że daje się je przemieszać, ułożyć z nich jedną spójną narrację. Dotychczas właśnie tak prezentowaliście robocze podsumowania projektu. Ta spójność wynika chyba z ze stonowania – zdjęcia są refleksyjne, bije z nich wielki spokój. Planujecie nadal pracować w ten sposób?

KAROL SZYMKOWIAK: Jest jednak jeszcze dzika strona rzeki, którą dotychczas pominęliśmy, a najbliższe miesiące to czas, gdy planujemy właśnie ten aspekt eksplorować.

 

Dziką stronę przyrody czy ludzi?

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Ludzi. Nad Wartą jest więcej dzikich ludzi niż dzikiej przyrody. Przynajmniej na jej miejskim odcinku.

KAMIL FIGAS: Z kolei na mniej miejskich, bardziej dzikich przyrodniczo odcinkach spotyka się tych cywilizowanych użytkowników Warty.

 

Czeka was więc dużo bardziej agresywne fotografowanie miejskich sytuacji? To kierunek w jakim będziecie pracować?

fot. Karol Szymkowiak

KAROL SZYMKOWIAK: Tak, chcielibyśmy tego. Jak zauważyłeś, część spokojno-pejzażowa jest już za nami. Proces długotrwałej pracy nad jednym tematem to dla nas pewnego rodzaju laboratorium. Jasne, odpoczywamy nad rzeką, ale chcemy się też czegoś o sobie dowiedzieć. Czy możemy przekroczyć własne wypracowane podejście, warsztat i styl, w jakim pracujemy? Być może po roku męczenia tematu przychodzi moment, kiedy trzeba się przełamać, bo styl krajobrazowo refleksyjny już wyczerpaliśmy.

ŁUKASZ SZAMAŁEK: Brakuje nam też jeszcze wątku kryminalnego. To przed nami. Zbrodnia jest tym, co pasjonuje, temat: czego to nie wyłowili przy okazji poszukiwania w Warcie osób zaginionych. To regularne akcje łapania kłusowników, pościgi policji. Bardzo chciałbym, by udało nam się tej sfery dotknąć, to ważna część rzeki.

Kiedy zaczynaliśmy, wytypowałem około 50 tematów. Większość nie jest superinteresująca, to po prostu tematy przewijające się na zdjęciach. By stało się to ciekawe, musi pojawić się tu melodramat. Musi być trochę zabawy, grilla i krajobrazów, ale trzeba też uchwycić dramat. Pracujemy więc teraz nad suspensem.

 

Autorami wspólnej dokumentacji Warty na jej poznańskim odcinku jest sześciu wielkopolskich fotografów: Kamil Figas, Anka Gregorczyk, Tytus Grodzicki, Łukasz Szamałek, Karol Szymkowiak i Marek Zakrzewski. Działając w FOTSPOT, stowarzyszeniu twórczym zrzeszającym grono wielkopolskich fotografów, od 2018 roku szereg swoich działań organizują oni w przestrzeni twórczej i galerii CENTRALA na Starym Mieście w Poznaniu.

 

ZOBACZ TAKŻE: Brzegi wspólne (galeria)

CZYTAJ TAKŻE: Archiwa społeczne – przegląd

CZYTAJ TAKŻE: Poznań Photo Diploma Award