fot. Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski

„Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Rozmowa z Katarzyną Wąsowską i Krystianem Daszkowskim, zdobywcami Grand Prix w konkursie na najlepszą pracę dyplomową w dziedzinie fotografii – Poznań Photo Diploma Award 2019.

MICHAŁ SITA: Jak bada się nadprzyrodzone zjawiska?

KATARZYNA WĄSOWSKA: Jedna strategia to poddanie tego problemu analizie, podczas gdy druga może polegać na obserwowaniu od wewnątrz, jakbyśmy rzucali magiczne spojrzenie na rzeczywistość.

KRYSTIAN DASZKOWSKI: Nie wiem, czy koniecznie musimy wybierać tylko jeden kierunek. To ciekawe, że przystępując do projektu, zaczynaliśmy z pozycji kogoś, kto próbuje analizować, ale siłą rzeczy w trakcie pracy nie sposób nie znaleźć się wewnątrz tego świata. Gdy tak się stało, nie mogliśmy się już nazywać badaczami. Nie mamy zresztą do tego narzędzi, chociaż w ramach projektu artystycznego możemy udawać, że coś badamy, możemy przyjmować taką pozę.

 

Jakie to mogą być narzędzia? Używacie przecież aparatu, nie wahadełek czy kart tarota.

KD: Chodzi mi raczej o podejście socjologiczne, w ramach którego używa się fotografii do dokumentacji zjawisk i działań społecznych. Gdybyśmy konsekwentnie szli tą drogą, z założeniem, że fotografujemy to, co widzimy, dokumentacja złożyłaby się ostatecznie w usystematyzowany zbiór przypadków.

 

Tak do tematu podeszła Lucia Bláhová, fotografując romskie wróżbitki. Jej zdjęcia można obejrzeć na wystawie pokonkursowej tuż obok waszych prac. Pracowała wspólnie z etnografką, fotografowała wnętrza domów, portrety, przedmioty – to raczej zdystansowana dokumentacja. Nie wchodziła w domenę nadprzyrodzonego. Wy z kolei zdajecie się być zafascynowani metafizyką.

KD: Tak, masz rację. Lucia Bláhová skupiła się na czymś innym.

KW: Patrzyła na wróżby jak na zjawisko społeczne. Zdała relację z faktu, że istnieją osoby zajmujące się przepowiadaniem przyszłości i sfotografowała ich społeczność, nie przyglądając się każdej indywidualnej historii z osobna, chodziło w tym o coś innego.

KD: My też byliśmy w tym miejscu. Poszliśmy do wróżki, chcieliśmy sprawdzić, jak działa ten biznes i gdybyśmy brnęli dalej w tę stronę – zebralibyśmy portrety, przestrzenie, ewentualnie gadżety, które się tam spotyka, jak kasa fiskalna… To swoją drogą jest równie ciekawe, ale to po prostu inny kierunek. Zdecydowaliśmy, że wolimy śledzić nie tyle zjawisko społeczne, ile opowieści ludzi, którzy zetknęli się z niepojętym.

 

Skąd ten temat?

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

KW: Zaczęło się od tego, że znaleźliśmy się w momencie beznadziei. Zastanawialiśmy się, czy przyszłość kiedykolwiek przyniesie nam coś dobrego. To był moment kryzysu, zdaliśmy sobie sprawę, że latami płacimy za wynajmowaną przestrzeń Ostrøva, prowadzimy kolektyw, wydajemy publikacje… I jednocześnie nie możemy opracować racjonalnych planów na to, jak nasza praca będzie wyglądała w przyszłości. Zastanawialiśmy się, gdzie to nas zaprowadzi. Napisaliśmy więc do telewizyjnej wróżki z pytaniem, jak będzie wyglądał kolejny rok dla fotograficznej książki. Odpowiedziała i nawet zaczęła się rozwodzić na ten temat, chociaż chyba nie bardzo wiedziała, o co pytamy.

 

Okazało się, że wiele osób ma takie doświadczenia jak my. Wahadełka do podejmowania decyzji używają profesorowie, biznesmeni – wszyscy wkoło żyją w tym świecie, ale niewielu o tym wie.

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Dopiero kiedy pociągniesz ich za język, okazuje się, że też to przeszli… Na początku myśleliśmy więc o wróżkach. Wydawało nam się ciekawe, że ludzie do nich chodzą. Interesował nas ich instytucjonalny charakter, ciekawiło funkcjonowanie tego systemu.

KD: A jednocześnie baliśmy się oddać swoje życie w ręce wróżek, bo to byłoby zbyt angażujące emocjonalnie dla nas samych. Tym bardziej że sam kontakt z wróżkami, jak się później okazało, to mocne przeżycie.

 

Podążyliście więc za opowieściami. W tekście wprowadzającym do wystawy napisaliście, że wasza praca to bardzo subiektywny dokument z wydarzeń paranormalnych, oparty o relacje ludzi, którzy je przeżyli. Jak to się przekłada na fotografie? Skąd się wzięły wasze zdjęcia paranormalnych zjawisk?

KW: W większości przypadków jest tak, że bohaterowie opowiadający o swoich przeżyciach są modelami zdjęć. Mając emocjonalny stosunek do swoich historii, ci ludzie lepiej oddają to, o co chodzi, również przez fotografie. Niewytłumaczalne historie są świetne wizualnie, składają się z obrazów. Słyszeliśmy na przykład: widziałem postać, wyglądała w ten i ten sposób, światło było takie a takie…

Fascynujące jest to, że zapamiętując coś, co mogło się nie wydarzyć w rzeczywistości, zapamiętujesz to w kategoriach obrazu. Nagrywaliśmy te historie, próbowaliśmy wydobyć najważniejsze ich elementy i konstruować zdjęcia na podstawie takich właśnie esencji.

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Zależało nam, by obraz nie był oparty na najprostszych analogiach. Dziwnego stukania w drzwi i odwiedzin kogoś z umarłych nie chcieliśmy ilustrować zdjęciem ręki stukającej w drzwi.

 

Chcieliśmy raczej podkreślić emocjonalny aspekt tych opowieści i minimalną ilością środków przekazać to, co w tych historiach najważniejsze.

KD: Zdarzało się, że analizowaliśmy wywiad i dopiero mając gotowe pomysły, wracaliśmy fotografować. Czasami spotkania były na tyle mocne, że żadna analiza nie była potrzebna i fotografowaliśmy od razu, tu i teraz.

KW: Ciekawe było to, że historie, z którymi się spotkaliśmy, nie funkcjonowały w kategoriach wiary – to były raczej proste relacje z tego, że coś się faktycznie zdarzyło. Słuchając, możesz podawać to w wątpliwość, ale dla opowiadającego to fakt. Dlatego fotografia jest świetnym medium do tego typu narracji. Widząc zdjęcie, spodziewasz się, że musi za nim stać jakaś rzeczywistość.

 

W ten sam sposób gracie percepcją odbiorcy? Oglądając te fotografie, jesteśmy w podobnym miejscu co słuchacze relacji o spotkaniu ducha?

KW: Niektóre historie są sfotografowane, inne obecne w formie tekstu. Dla mnie te opowieści są równorzędne, to dwa języki, którymi opowiadamy naszą historię.

 

Spośród wyróżnionych artystów nie tylko wy bawiliście się nadprzyrodzonym i nierealnym. Na wystawie znaleźć można kilka prac o wróżkach, świecie emocji i irracjonalności, o liczbie pi traktowanej jako kluczowy element porządkujący wszechświat. W ostatnim konkursie na dyplom fotograficzny wyróżniona została Meghan Moore, jej prace o ektoplazmie można oglądać na indywidualnej wystawie w galerii Duża Scena UAP.

KD: Być może artyści podejmują ten temat, bo istnieje duża potrzeba, żeby o nim rozmawiać? Myślę, że chodzi o to, że nasze człowiecze, ludzkie doświadczenia nie mieszczą się w policzalnej albo algorytmicznej rzeczywistości. A doświadczeń duchowych czy nadprzyrodzonych nie sposób policzyć.

KW: Może zdaliśmy sobie sprawę, nie my we dwójkę, ale my jako ludzie, że nie da się sfotografować czegoś takim, jakim jest?

 

Działa to też w drugim kierunku. Nie zrobiliście pracy o tym, jak wy wyobrażacie sobie duchy, ale o tym, jakie nadprzyrodzone historie spotkały konkretnych ludzi. Zdjęcia są zapośredniczone w określonym świecie pojedynczych osób i pod tym względem wasza praca dokumentuje ich przeżycia.

KD: I tu dochodzimy do sedna. Mimo że ta praca dotyczy czegoś, co nie istnieje, jest mocno związana z rzeczywistością.

KW: Mam nadzieję, że to jest czytelne – nie proponujemy dyskusji, czy tak jest czy nie, nie zastanawiamy się, czy ci ludzie są szaleni czy nie. Są sfery życia całkowicie pozbawione racjonalności i być może te sfery są coraz szersze. Chyba z tego wynika bogactwo prac o podobnej tematyce.

 

Jak trafialiście na te historie?

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

KW: Wszystkie wydarzyły się bardzo blisko. Idziesz do mamy sąsiadki chłopaka, rozmawiasz o tym na uczelni, idziesz do sklepu – i trafiasz… Z początku chcieliśmy szukać dalej, pojechać do szeptuch, ale co chwila okazywało się, że nie trzeba, że wystarczy pójść do domu obok.

Próbowaliśmy też szukać w sieci, ale nie zdobyliśmy tam zaufania. Pisaliśmy na forach związanych z paranormalnymi sprawami. Bez rezultatów.

 

Widząc kogoś na żywo, zdobywasz jakieś podstawowe zaufanie. W realnym świecie rozmówcy widzieli, że człowiek jest sympatyczny, że nie chce ich wykorzystać.

KD: Chyba że ktoś chciał nam opowiedzieć historię w zamian za coś, na przykład za kebab. Siedzibę Ostrøva mamy przy Świętym Marcinie, skąd do kebabu blisko. Dostaliśmy więc ofertę, że jeśli zaprosimy informatora, to przy jedzeniu można będzie porozmawiać… Nie szliśmy tą ścieżką, nie była potrzebna, jedna osoba kierowała nas do kolejnych.

 

Co usłyszeliście?

KD: Większość historii ma podobną strukturę. Następuje jakiś zgrzyt w rzeczywistości, czyjaś śmierć, a później czyjaś wizualizacja konkretnego zdarzenia.

 

Większość historii opowiada o duchach?

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

KD: Większość to reakcje na traumatyczne zdarzenia. Poza historią pani Róży.

KW: To bardzo zawiła historia. Pochodzi z domu sąsiadki babci mojego chłopaka. Sąsiadka opisała ją w liście, tytułując go: „Cudowne ocalenie pani Róży”. Pani Róża była w szpitalu, jej siostra pomagała w gospodarstwie mężowi pani Róży. W końcu mąż i siostra zaczęli ze sobą spółkować. Pani Róża wróciła ze szpitala, nikomu nie było to na rękę, więc mąż z siostrą urządzili zasadzkę. W środku nocy wołali, że krowa potrzebuje pomocy, że trzeba iść na zewnątrz – wtedy mieli ją postrzelić.

KD: A z panią Różą coś się zaczęło dziać, nie mogła wstać z łóżka, jej stopy owinęły pajęczyny.

KW: Teściowa mówi: „Co się ty tak guzdrzesz”? Ubrała się i wyszła – i to teściową zastrzelili. Mąż pani Róży zabił własną matkę.

KD: Ktoś ją zabił, nie wiadomo kto dokładnie. Ta opowieść nie trafiła do prokuratury…

KW: Ale tak było.

KD: Wieś sama sobie poradziła z całą tą sytuacją.

KW: Istotne są tam konkretne przedmioty. Nie jest tak, że Róża się zagapiła, że musiała zrobić coś jeszcze, zanim wyszła. To konkretne zjawiska ją uratowały: pajęczyny przykleiły jej nogi do łóżka i nie mogła się wyplątać.

KD: I to spróbowaliśmy sfotografować, moment poprzedzający kluczowe zdarzenia. Cud uchronił główną bohaterkę przed śmiercią.

KW: Jest też taka współczesna historia: na przystanku w małym mieście pod Warszawą stoi pani z torebką i czeka. W środku nocy, o różnych porach, po prostu stoi i czeka.

 

Próbowaliśmy wypytywać, ale wszyscy wiedzą, że ona tam bywa, że nie jest człowiekiem z krwi i kości, i nie mówią o tym jakimś półgłosem, tylko po prostu: „Przejeżdżam tam czasami, a ona stoi”. Tak jest. To norma w tym miejscu.

KD: Żeby usłyszeć tę historię w całości, musieliśmy się zasymilować z gospodarzami przy odrobinie alkoholu. Takie bywają zasady. Pojechaliśmy po tym we wskazane miejsce, wyszliśmy na przystanek. Muszę przyznać, że dla mnie to było bardzo mocne przeżycie, aż paraliżujące. Faktycznie wyszliśmy na ten zakręt i ona… się nie pojawiła. Ale co byłoby, gdyby się pojawiła? Ja naprawdę myślę, że bym osiwiał, chociaż już w zasadzie nie mam z czego.

 

Wróćmy jednak do wróżki, którą odwiedziliście na samym początku. Miała rację? Co powiedziała o waszych losach?

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

Katarzyna Wąsowska i Krystian Daszkowski, „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje”

KD: To był impuls, który zapoczątkował całą współpracę i o którym trochę zapomnieliśmy. Po nagraniu programu telewizyjnego stwierdziliśmy, że idziemy dalej, że nie interesują nas wróżki. Jednak pamiętam, że słuchając, co do nas mówi na żywo z okienka ekranu w EZO TV, byłem zestresowany. Zlałem się zimnym potem, a cała twarz płonęła mi z gorąca… Nagraliśmy to wideo i zapomnieliśmy o nim.

KW: Zapomnieliśmy chyba dlatego, że pracując nad dyplomem pokazywaliśmy promotorom nasz punkt wyjścia – dialog z wróżką – co zawsze wywoływało dużo śmiechu. I to zaczęło nam przeszkadzać. Stwierdziliśmy, że jeżeli opowiadamy historie ludzi, ważne dla nich, to dodanie do tego wróżki z EZO TV jest nie na miejscu.

KD: Taka decyzja może spłycić odbiór całej reszty. I tak rzeczywiście było. Gdy pokazywaliśmy wideo i dopiero później opowiadaliśmy o pracach, były bagatelizowane. Odwrotnie działo się w sytuacji, kiedy pokazywaliśmy na przykład portret kobiety na łóżku, pomijając wideo. Wtedy zaczynała się rozmowa o konkretach.

KW: Dopiero teraz stwierdziliśmy, przy okazji wystawy konkursowej, że całość jest na tyle spójna, że jeśli dodamy ostatni aspekt, też charakterystyczny dla tego świata – komercyjną wróżkę – to nie przechyli szali. Kontekst listów, zdjęć i rekwizytów jest zbyt silny, by wróżka z EZO TV mogła go zaćmić.

KD: To wideo stanowi potrzebną dla nas klamrę, ponieważ dotyka naszego osobistego doświadczenia. Na kilka dni przed montażem wystawy w Arsenale uderzyło mnie, że wszystko się zgadza!

Wróżka mówiła, że możemy szukać wsparcia na południowy zachód i północ od Poznania. Ja przez moment pracowałem we Wrocławiu, to się sprawdziło, Kasia pracuje w Szczecinie, to też się pokryło z wizją. I ostatecznie stwierdzenie w rodzaju: „Środowisko artystyczne będzie się z wami liczyło, coś osiągniecie, a cała sprawa okaże się intratna”… Mówiła, że mamy dobre układy planet, znamienne daty urodzin i imiona. Działało to zarówno indywidualnie, dla każdego z nas z osobna, jak i w tandemie. No i jeszcze ten marzec, kwiecień… Chociaż chodziło o rok 2017.

 

KATARZYNA WĄSOWSKA – fotografka, studiowała psychologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i fotografię na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Pracuje na Akademii Sztuki w Szczecinie. Współtworzy poznański kolektyw wydawniczy Ostrøv.

KRYSTIAN DASZKOWSKI – niezależny fotograf, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy (2012) i fotografii na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu (2017). Współtworzy poznański kolektyw wydawniczy Ostrøv.

 

Autorzy pracy „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje” nagrodzonej Grand Prix w ramach Poznań Photo Diploma Award 2019. Wystawa pokonkursowa prezentowana w Galerii Miejskiej Arsenał czynna jest do końca marca 2019.

 

ZOBACZ TAKŻE: „Bywa, że świat nie jest tym, czym się wydaje” – zdjęcia 

CZYTAJ TAKŻE: Poznań Photo Diploma Award. Wystawa pokonkursowa w Galerii Miejskiej Arsenał

CZYTAJ TAKŻE: Dzielimy się tym, co wiemy. Rozmowa z członkami kolektywu Ostrøv