fot. Daria Mielcarzewicz, kolaż

“Co robisz na naszej ulicy?”

Pytał Charles Reznikoff konia ciągnącego wóz wśród gąszczu samochodów. Zwierzę z przeszłości ruchu drogowego, zmieniające coś istotnego w pejzażu, coś, co uwiera.

 „Co robisz na naszej ulicy?” – to jednocześnie tytuł całego tomu wierszy Reznikoffa. Przetłumaczył go i ułożył Piotr Sommer. Poezja ta bywa (bo cały tom, to szersze uniwersum) jak fragmenty rzeczywistości, zatrzymane w kilku słowach.

 

Z opadających płatków, liści, z wiatru, drgających cieni gałęzi, skaczącego wróbla – pisarz czyni elementy prywatnego krajobrazu.

Gdy z miejskiej rutyny wyrywa mnie nieoczekiwany terkot strzyżyka, gęsi lecące nad samiutkim centrum, obojętne na ludzi i auta gdzieś w kanionie miasta, pytam teraz po reznikoffsku, odruchowo – co robicie na mojej ulicy?

Mewy

Budzi mnie krzyk mew. Kilkanaście śmieszek wiruje w białym, jazgotliwym tornado. Gdybym nie popatrzyła w dół, tylko zawiesiła wzrok na linii dachów, mogłabym tuż za nimi wyobrazić sobie morze. Ale wiem, że to ktoś rzucił chleb na podwórko walka nie toczy się o resztki ryb z przybijającego kutra.

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Najwięcej przylatuje śmieszek, ale czasem nad zbiegowiskiem kołują mewy srebrzyste.

Są duże, błyskają żółcią masywne dzioby. Gdy srebrzysta spojrzy na ciebie z wysokości garażu, na którym przysiadła, masz wrażenie, że to niemożliwe, ale jednak, ten ptak gotów pożreć człowieka. Co czuję patrząc na mewy? Czy zgadzają mi się z krajobrazem łazarskich podwórek?

Czapla siwa

Wtorek, ósma rano, na rynku już gwar, kupuję pomidory, rzodkiewkę, por. Wydobywam się spod białego namiotu i spoglądam w niebo, bo którymś zmysłem wyczuwam tam ruch. Ponad warkotem Głogowskiej, krzątaniem się ludzi między straganami, ponad całą ludzką codziennością, spokojnie przesuwa się czapla siwa. Jest tak oderwana od miejskiego betonu, że staję na dłuższą chwilę, przyglądając się jak mija wieżę kościoła i płynie dalej.

Na Szachty? Nad Wartę? Czaplo, co robisz nad moją ulicą?

Kruki

Widuję je na podmiejskich polach, połyskują granatowo, ciemne punkty w jasno-rolniczym krajobrazie – kruki. Padlinożercy, czuli obserwatorzy życia lasu, gotowi szybko wyczuć potencjalny posiłek. Pierwszego spotkałam na osiedlu Śmiałego.

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Panował nad śmietnikiem, nad rozrzuconymi resztkami tego, czego nie zużyli ludzie. Wokół kruka czujnie dreptały kawki. To było dobrych parę la temu.

Tymczasem łazarska tegoroczna wiosna. Zrywam się, nie zdążę jeszcze otworzyć oczu, a już wiem, kto lata nad blokiem. Nikt tak nie basuje, nikt tak nie kruczy z głębi gardła. Nawet nie potrzebuję lornetki. Dwie pary kruków coś między sobą ustalają, wykonując akrobatyczne zwroty, nagle opadając, krążąc, niemal muskają się skrzydłami. Meldują się przez kolejne trzy poranki. Późną wiosną zjawiają się sporadycznie, zawsze niepokojone przez jerzyki, wrony i pustułki.

Strzyżyk

Duch puszczy jest cichy i brązowy jak mysz. Lata nisko, przysiada blisko wody, kocha plątaniny niskich zarośli.

Wczesną wiosną przypinam rower pod blokiem, gdy tuż obok, przy zarośniętej bluszczem rynnie ktoś podnosi charakterystyczny terkoczący alarm. Migrant, jest tu pewnie tylko przelotem. Może zakotwiczy na Sołaczu, tam strzyżyki w maju śpiewają.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Gdy zatrzymasz się na ścieżce i poczekasz, zobaczysz, jak przelatują między kępami krzewów. Tam jest wilgoć, mrok nieużytków, tam ptak czuje się dobrze.

Eliot Weinberger w eseju o strzyżyku pisze:

 

„Strzyżyk to byt pogański, chtoniczny, żeński”.

 

To Jenny Wren, żona niejakiego Cock Robina (rudzika), przynoszącego światu ogień. Zabicie strzyżyka sprowadzało na mordercę nieszczęście i choroby. Tylko raz w roku polowanie na ptaka było akceptowalne. W okresie przełomu, przesilenia zimowego, na obszarze Francji, Irlandii i Wysp Brytyjskich, rytualnie zabijano jednego strzyżyka, a „wren boy”, który tego dokonał, stawał się na chwilę Królem Polowania i skakał nago do jeziora.

Król na placu Asnyka

Ptak zamieszkał również w brodzie pewnego mężczyzny, bohatera limeryku Edwarda Leara. Lear znany z poezji nonsensownej, a zwłaszcza limeryków, był również rysownikiem. Ze zdumieniem odkrywam, że autor „Donga, co ma świecący nos”, ilustrował albumy ornitologiczne. Był tak doceniany, że jego nazwiskiem ochrzczono jeden z gatunków papugi – arę błekitną, Anodorhynchus leari.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Pewnego dnia strzyżyk dostał się na klatkę schodową u jeżyckich znajomych. Przyjechałam na alarm: „mamy ptaka na schodach”. Myślałam, że to raczej sikora, może wróbel. Gdy wchodziłam na piętro cicho, jak to on, przeleciał, frunąc nisko koło moich kolan.

Schował się w geranium, umykał bezszelestnie między piętrami. Duch puszcz, król zarośli, królujący przy „Asnyku”.

Na samym dole drzwi na podwórko były minimalnie uchylone, może tamtędy dostał się do środka? Nie udało nam się ptaka złapać i uwolnić, nie zostałam Królową Polowania. Strzyżyk zniknął tak samo bezszelestnie, jak się pojawił. Zostało tylko potargane geranium.

Obecność

Wychodzę ze sklepu w ogromnym centrum handlowym. Wzrok zawieszam na trójwymiarowej nazwie jednej z marek obecnych w środku. Pod „R” i „d” ktoś uwił solidne gniazda. Gałązki sterczą, odcinając się od równych płyt elewacji. Ptaki żyją w miastach, migrują do nich w poszukiwaniu domów i pożywienia.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Cierpią przez hałas, zanieczyszczenie światłem, zwłaszcza niebieskim, działającym na nie jak stroboskop. Rozbijają się o “szklane pułapki” – wysokie, przeszklone budynki, wiaty przystankowe, ekrany akustyczne. Żyją szybko i w stresie, ale ciągle tu są.

Ptaki są jak czwarta przyroda – coś, co nie układa się wzdłuż prostych linii wytyczonych przez człowieka.

„Co robisz na naszej ulicy?” – to pytanie Reznikoffa brzmi w mojej głowie jak błogosławione zdziwienie, że kolejny gatunek zdecydował się na trudne, ludzkie sąsiedztwo. Brzmi jak ocalenie przed miastem skrojonym na potrzeby wyłącznie jednego gatunku – homo sapiens.

 

Biblioteczka:
Wiedzę i inspirację do tekstu czerpałam z książek:
Charles Reznikoff / „Co robisz na mojej ulicy? / przekład i wybór: Piotr Sommer / WBPiCAK
Eliot Weinberger / „ Z rzeczy pierwszych” / przekład: Mikołaj Denderski / wyd. Karakter
Adam Zbyryt / „Krajobraz strachu” / wyd. Marginesy
O „czwartej przyrodzie” możecie poczytać tutaj: www.naukadlaprzyrody.pl.