fot. Dobromiła Tenerowicz-Grądzka

Fasolową, proszę

Do rozpowszechnienia się tej rośliny na wszystkich kontynentach przyczynił się niejaki Krzysztof Kolumb. Przywiózł parę nasionek do Europy i tak to się to zaczęło.

Fasola najpierw była uprawiana w strefach gorących, bo do takich warunków klimatycznych przywykła w Ameryce. Niemniej jednak wkrótce opanowała strefy umiarkowane i dzisiaj znaleźć ją można praktycznie wszędzie. Wspomnieniem mojego dzieciństwa jest niedzielny obiad, którego nieodłączną częścią był szabelek polany masełkiem z tartą, podpieczoną bułeczką. Tym, którzy nie z naszego grodu, albo, i szerzej, tym, co nie mówią „po naszemu” powiem, że chodzi o fasolkę, żółtą, dość długą o niezwykle głębokim smaku. Teraz na rynku dostępne są odmiany bezłykowe, nie trzeba się więc męczyć przy odcinaniu końcówek i wyciąganiu cienkich i twardych strunek.

Na świecie występuje obecnie prawie 400 gatunków tej rośliny. Są fasole jednoroczne, ale i wieloletnie. Duże, małe, do jedzenia ze strąkami i takie, których jada się wysuszone nasiona. Trzeba je jednak moczyć co najmniej dobę, żeby nadawały się do gotowania. Fasola to jeden z najlepiej przyswajalnych pokarmów w historii ludzkości. Dzieje się tak za sprawą znajdującej się w niej i łatwo rozkładającej się skrobi, a także makro i miko elementom, tak ważnych dla mężczyzn: cynku, potasu, substancji wstrzymujących rozwój komórek nowotworowych. Fasola ma, rzecz jasna, też i wady. Uciążliwością, jaka wiąże się z jej spożyciem jest jej ciężkostrawność. Dotyczy to jedynie konsumpcji warzywa poddanego obróbce termicznej. Świeżo zebrane strąki, w których nasionka są jeszcze zielone nie stwarzają tyle problemów, co ugotowane. I takie właśnie danie chciałbym Ci dzisiaj, Szanowny Czytelniku, zaproponować. Po zebraniu ogródkowych plonów, a możesz przecież uprawiać fasolę nawet w większej donicy na balkonie, dokonaj segregacji. Na bok odłóż najdorodniejsze strąki, resztę wrzuć do garnka razem z innymi warzywami, pamiętając o tym, by fasolki było więcej, na 1,5 l wody – pęczek włoszczyzny i kilogram strąków.

Całość gotujemy na wolnym ogniu, rzecz jasna, posoliwszy i popieprzywszy bez oszczędności, z liściem laurowym i zielem angielskim. Gdy wszystko będzie zupełnie miękkie, garnek odstawiamy na bok, żeby zawartość lekko przestygła, po czym miksujemy ją na gładki krem. Następnie bierzemy się za pozostałą, dorodną fasolkę. Kroimy ją na kawałki dwu- , trzy centymetrowe i blanszujemy, czyli trzymamy przez dwie minuty we wrzątku. Następnie na rozgrzaną patelnię wrzucamy ziarna słonecznika i podprażamy je. Teraz pozostaje nam tylko połączenie składników. Do miseczki wlewamy fasolowy krem, a na wierzch wrzucamy pokrojoną, chrupiącą fasolkę i posypujemy danie prażonym słonecznikiem.

Taka potrawa jest tak kaloryczna, że możemy ją traktować jako eintopf. Zaspokoi potrzeby nawet ciężko pracującego robotnika, przyswoi ją także każdy wegetarianin. Ciekawi smaków mogą dodatkowo polać krem olejem dyniowym, doda to potrawie uroku. Życzę smacznego!

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0