fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak - Palmiarnia, Łazarz

Fest Fyrtel

Tworzone od trzech lat przez Centrum Turystyki Kulturowej TRAKT mapy poznańskich Jeżyc, Łazarza i Wildy są zakrojoną na szeroką skalę próbą definicji tych śródmiejskich dzielnic.

Mapy Fest Fyrtla korzystają z metod charakterystycznych dla badaczy czy dokumentalistów. Powstały w efekcie konsultacji z mieszkańcami i prób zebrania historii lokalnych.

 

Proponują jednak wygładzony obraz rzeczywistości – Jeżyc z secesyjnymi kamienicami i hipsterskimi knajpami, z charakterystyczną dla turystycznych kwartałów półautentyczną wizją lokalności, która może stanowić najwyżej folklorystyczną ozdobę. Zgodnie z hasłem: „prędzej dostaniesz tu hummus niż w mordę”.

Spotkaniem w poznańskim Domu Tramwajarza rozpoczął się właśnie ostatni etap prac – konfrontacja map z mieszkańcami. Przy tej okazji z Marcinem Słomińskim i Maciejem Moszyńskim, współautorami map poznańskich dzielnic śródmiejskich, rozmawia Michał Sita.

Dokument czy marketing?

Michał Sita: Trzy lata temu wydaliście pierwszą mapę – Jeżyc. Powstała też wtedy książeczka „Manual”, wyjaśniająca założenia całego cyklu, określająca metody waszej pracy i sposób mapowania poznańskich dzielnic. Nie do końca zrozumiałem ten tekst. Z jednej strony zakładał, że będziecie pracowali jak dokumentaliści: spotkania z mieszkańcami będą służyć temu, by dowiedzieć się, w jaki sposób oni sami wyobrażają sobie własne otoczenie. Takie informacje da się później przenieść na mapę, jaka stanie się zapisem aktualnych wyobrażeń i sentymentów związanych z przestrzenią. Ale z drugiej strony wasza praca jednocześnie kreuje rzeczywistość – staracie się dopasować obraz Wildy, Jeżyc i Łazarza do przyjętych założeń promocji turystycznych produktów. To, czytając „Manual”, wydało mi się próbą łączenia wody z ogniem. Dla badacza takie podejście byłoby dyskwalifikujące. Wasze mapy opowiadają więc o Jeżycach, Łazarzu i Wildzie tak, jak rozumieją je mieszkańcy, czy raczej mają ambicje stworzyć obraz nowej marki turystycznej „Jeżyce”, „Łazarz” i „Wilda”?

Marcin Słomiński: Tak, kryje się w tym „Manualu” konflikt między dwiema metodami pracy, które trudno ze sobą pogodzić. Problem polega na tym, że „Manual” powstał na samym początku i zdawał relację ze wstępnych założeń. Od tych zakładanych metod kreowania turystycznej rzeczywistości odeszliśmy dość szybko.

ot. Fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

Jeżyce, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

Maciej Moszyński: Zaczynaliśmy od kreowania wizerunku i marketingu regionalnego. Ale po pierwszej edycji warsztatów na Jeżycach okazało się, że wytyczne rozumiane w taki sposób nie do końca pasują do rzeczywistości. Rok później pracowaliśmy na Łazarzu, zebraliśmy kolejne reakcje i w naturalny sposób weryfikowaliśmy treści „Manuala” . Warsztaty na Wildzie i wynikająca z nich mapa była przypieczętowaniem tej zmiany kierunku. Na Wildzie już zdecydowanie przesunęliśmy punkt ciężkości.

Mimo że pierwotnym impulsem decydującym o rozpoczęciu projektu Fest Fyrtla było stworzenie propozycji z zakresu turystyki kulturowej, to z czasem z nacisku na turystykę zaczęło to ewoluować w stronę propozycji kulturalnej, i to nie tyle dla turystów, co dla odbiorców lokalnych. Dla mieszkańców. Potencjalni zwiedzający, którzy mieliby przyjeżdżać z zewnątrz, zeszli na dalszy plan. Świadomie wykonaliśmy ten ruch już w czasie pracy na Łazarzu, a Wilda była jego potwierdzeniem.

Z dystansem wobec turystyki

MS: Zmieniła się więc też funkcja spotkań z mieszkańcami poszczególnych dzielnic? Znalazłem w „Manualu” fragment mówiący o tym, że w czasie spotkań być może ma sens spróbować nauczyć mieszkańców, co jest w ich okolicy dziedzictwem wartym upowszechniania, żeby oni sami stali się kompetentnymi przewodnikami dla przyjezdnych.

MS: Szybko się z takiego myślenia wycofaliśmy i porzuciliśmy założenie, że chcemy kreować markę wyłącznie dla turystów. Musiało tak się stać. Na Łazarzu bardzo jasno dano nam do zrozumienia, że mieszkańcy w ogóle nie myślą takimi kategoriami.

 

Pytali: po co nam to chcecie zrobić? Dlaczego myślicie, że nam tego potrzeba? Turystyka to chaos, hałas, specyficzna identyfikacja – jest przerażającym zjawiskiem – mówili.

Słusznie się tego obawiają. Z rozmów wynikało, że nie do utrzymania było nasze założenie, że mieszkańcy będą chcieli użyć własnych doświadczeń i wspomnień do tego, by zaoferować komuś swoją okolicę jako produkt. Nikogo to nie interesowało.

MM: Nie do końca wiedzieliśmy też, kto miałby być odbiorcą.

MS: Pierwotnie zakładaliśmy, że staniemy się pośrednikami między mieszkańcami, którzy chcieliby tą swoją dzielnicę przekuć w turystyczną ofertę a przyjezdnymi. Ale okazało się, że ani mieszkańcy, ani potencjalni turyści nie byli zainteresowani takim układem. Ostatecznie to ci sami ludzie stali się zarówno adresatami, jak i autorami map ich własnych dzielnic. Są podmiotem i przedmiotem tych działań jednocześnie.

MM: Mimo że pierwotnie mieli być, chociaż bardzo źle to brzmi, instrumentem promocji. I to właśnie się zmieniło. Pracując nad mapą łazarską, zorientowaliśmy się, że działanie turystyczno-kulturowe ma sens, gdy mieszkańcy są po dwóch stronach: sami tworzą opowieść o swojej dzielnicy i są jej odbiorcami. Tak właśnie było na Wildzie.

Manual, Mapa Atrakcji, Fest Fyrtel, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

Mapa Atrakcji, Fest Fyrtel, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

MS: Ale na Wildzie już my sami inaczej opowiadaliśmy, o co nam chodzi i do czego służą nam mapy i spotkania służące ich powstaniu.

 

Z rozmów z mieszkańcami, a byli to ludzie żyjący na Wildzie od lat 50. ubiegłego wieku, jasno wynikało, że w ogóle nie interesowała ich tematyka tworzenia wersji dzielnicy dla osób z zewnątrz. Mieli za to wiele do powiedzenia na temat tego, co pamiętają, co im się tu podobało i co jest dla nich na Wildzie ważne.

Dzięki temu mapa wildecka rzeczywiście ma charakter zdefiniowany przez mieszkańców, o wiele bardziej niż łazarska i jeżycka, od których zaczynaliśmy. Spotkania mające na celu zebranie opinii na Wildzie przyjęły już inny charakter – dokumentacyjny, a szczegółów i wątków zgromadziliśmy tyle, że nie byliśmy w stanie ich wszystkich wykorzystać.

 

Punkty na mapach

MS: Zajęliście się więc tym, jak wyglądają dzielnice oczami ich mieszkańców?

MS: Na mapie Wildy zaczęły się pojawiać detale dalekie od tych klasycznych, od których zwykle zaczyna się rozmowę o historii Wildy, jak ZNTK czy Ceglorz. Bo sami mieszkańcy mniej mówili o Cegielskim, wspominali raczej o sporcie, którym się interesowali i który uprawiali na Wildzie. Albo o parkach. Szybko okazało się, że o wiele bardziej chcą mówić o tym, jak spędzali czas wolny, niż o pracy.

 

Mapa Jeżyc, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

Mapa Jeżyc, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

MS: Pozwoliliście więc, by na mapach pojawiły się elementy, których w trakcie rozmów w biurze nie bylibyście w stanie zaplanować?

MS: Tak. Szczególnie na Wildzie. Okazało się, że najważniejsze są tam sport, zieleń i rekreacja. Nie mieliśmy co prawda do czynienia z reprezentatywną próbą mieszkańców, ale ci, których pytaliśmy, bardzo często o tym właśnie mówili. Dzięki temu znalazł się na wildeckiej mapie dąb Krzysztof. Nie wiem, czy sami mielibyśmy szansę wpaść na to, że drzewo rosnące na rogu Garczyńskiego i Prądzyńskiego jest tak ważne dla tego kawałka Wildy. Najstarszy dąb na dzielnicy, otoczony płotkiem, z placem zabaw dla dzieci, poustawianymi wokół ławkami. Ten element krajobrazu, jako kluczowy, wypłynął w czasie spotkań.

MM: Widać tę wagę zieleni też w innych zdarzeniach, jak w ostatniej nieudanej próbie obrony kasztanowca przy Gajowej. Niewielkie fragmenty przyrody to mocny element spajający lokalną społeczność. Myślę, że to jest właśnie jeden z najciekawszych wyników naszej pracy, którego w ogóle nie zakładaliśmy.

 

Inny to fakt konsekwentnie powtarzający się w rozmowach – coś takiego jak ogólnodzielnicowa identyfikacja ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Silne są raczej mniejsze w skali sentymenty dotyczące „mikrofyrtli”.

To była ciekawa rzecz. Myśląc o swojej okolicy, mamy w głowie raczej mniejsze kwartały niż całokształt Wildy albo Łazarza. Przykład bloku na Rolnej, gdzie funkcjonuje Schron Kultury Europa, był najlepszym na to dowodem.

Dla nas była to więc przede wszystkim praca polegająca na weryfikacji założeń, z jakimi zaczęliśmy myśleć o identyfikacji dzielnic na samym początku.

MS: Mam nadzieję, że udało się z tej sytuacji wydostać. Zauważyliśmy, że taki sposób działania, w którym proponujemy jakieś wizje i rozwiązania, narzucając je z góry – nie zda egzaminu. Zamiast tego przyjrzeliśmy się bliżej dokumentowi określającemu strategię rozwoju turystyki dla Kopenhagi, mocno z niego korzystaliśmy. To miasto totalnie odwróciło się od promocji rozumianej jako nagłaśnianie przekazu: przyjedźcie do nas, zostawcie pieniądze i zobaczcie, jak jest fajnie. Zamiast tego postawili na wspieranie lokalności i rozwijanie tego, by żyło się tam dobrze. Chociaż cel jest ten sam, osiąga się go całkowicie odwrotną drogą.

 

Oddolne definicje dzielnicy

MS: Jeśli takiego podejścia użyć do zbudowania mapy dzielnicy, to w naturalny sposób wyjdą na jaw problemy, pokażą się mało reprezentacyjne cechy. Zacznie być ona mniej pocztówkowa, mniej jednoznaczna, dalsza od turystycznej sztampy? Zacznie realniej opowiadać o tym, co o Wildzie albo Łazarzu myślą ich mieszkańcy?

Wilda, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

Wilda, fot. CTK TRAKT / Łukasz Gdak

MS: Do tego potrzebna byłaby głęboka analiza, a nawet jeśli by taką przeprowadzić, nie bylibyśmy w stanie wykorzystać jej wszystkich efektów. To wynika nie tylko z ograniczeń tego, czym się zajmujemy, ale i z braku specjalistycznych umiejętności i wiedzy. Nie wydamy na razie opracowania opartego na rzetelnych, reprezentatywnych badaniach tego, jak mieszkańcy Jeżyc myślą o Jeżycach. Tego nie jesteśmy w stanie zrobić na etapie, na jakim jesteśmy. Obecnym celem jest raczej odkrycie dziedzictwa lokalnego, jakie funkcjonuje tu na co dzień, na poziomie deklaracji. Po to, żeby je spopularyzować, przybliżyć, pokazać. Pozostajemy w repertuarze metod, z jakimi zaczynaliśmy – nie staniemy się z dnia na dzień socjologami. Zajmujemy się nadal turystyką kulturową, ale materiał, na jakim pracujemy i nasze podejście są inne niż na początku.

MM: Staraliśmy się jednocześnie uniknąć takiej pocztówkowej estetyki. Mapa Jeżyc mogłaby jeszcze być tak odczytana, ale im dalej, tym bardziej stawały się te nasze mapy bliższe mieszkańcom.

MS: Owszem, na drukowanych mapach pojawiły się tematy lżejsze, łatwiejsze i takie, które dało się zmieścić na jednym arkuszu. Ale na stronie internetowej jest inaczej. Poza atrakcjami – znalazły się tam też inne wątki. Nadal pracujemy nad nowymi treściami, uzupełniając stronę www. Na Łazarzu żyje temat obozu NKWD na Słonecznej. Stadion Szyca na Wildzie, miejsce pracy przymusowej dla Żydów w czasie wojny, nie zniknął ze świadomości mieszkańców. Upadek ZNTK w atmosferze skandalu jest żywym tematem. To część wiedzy na temat dzielnic funkcjonująca lokalnie, jaką udało nam się udokumentować w trakcie realizacji map. I to są treści, które mieszczą się na stronie internetowej.

Jeszcze jedno jest ważne – chcielibyśmy, by nasze mapy były miękkim narzędziem przeciwdziałania takim procesom, jak gentryfikacja czy niekontrolowany rozwój turystyki. Może bez przerośniętych ambicji, bo moim zdaniem tam, gdzie stanowią one realne zagrożenie, te procesy są nie do zatrzymania, można ją jedynie ograniczać. Jednak w tej chwili tak definiujemy sens naszej pracy.

MM: I to jest modyfikacja wektora – pierwotna perspektywa, zawarta w „Manualu”, niosła ze sobą zagrożenie, że wbrew intencjom możemy wspierać zmiany, które mogą się obrócić przeciwko mieszkańcom.

MS: Tym bardziej że zmiana funkcji dzielnicy na czysto turystyczną to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić miastu. Kiedy dzielnica się gentryfikuje i zmienia na mieszkania dla bogatych, to jest dramatyczna transformacja, ale tam jednak nadal ktoś mieszka. A zmiana funkcji na wyłącznie turystyczną stwarza pustynię, nie ma tam nikogo, wyłącznie obiekty noclegowe, zero życia. Poznaniowi to oczywiście nie zagraża, bo 1,5 miliona turystów to nie jest ta skala, co w przypadku La Rambli w Barcelonie. Ale dotyka też, w mniejszym zakresie, dzielnic, o których mówimy – niektórych kamienic na Jeżycach, gdzie mieszkania nie służą już do mieszkania, ale wynajmowane są na Airbnb. Zwrócenie uwagi na to, jak wartość tych dzielnic rozumieją ich mieszkańcy i podkreślenie ich charakterystyki może zwrócić uwagę na inne wartości tych miejsc – to właśnie staraliśmy się zawrzeć na mapach.