fot. Wiktor Napierała

Gadanie literaturą

„Niektórzy chcieliby to nazwać czytaniem performatywnym – ale my tak naprawdę robimy gadanie literaturą. Ta literatura zawsze brzmi w sposób teatralny, nie jest to deklamacja” – mówi Michał Pabian, dramaturg i organizator cyklu „Czytników” w Teatrze Nowym w Poznaniu.

AGATA WITTCHEN-BAREŁKOWSKA: Skąd wziął się pomysł, żeby w Teatrze Nowym w Poznaniu zorganizować cykl spotkań z literaturą?

MICHAŁ PABIAN: Wszystko zaczęło się od Marii Rybarczyk i Zbigniewa Grochala – aktorów Teatru Nowego w Poznaniu. Pewnego dnia Zbigniew Grochal powiedział, że brakuje mu poezji w teatrze, a Marysia dodała, że uwielbia spotkania z pisarzami. Rezultat tej rozmowy był taki, że we trójkę poszliśmy do dyrektora, żeby zapytać, czy możemy spróbować zrobić w teatrze coś związanego z literaturą. Dyrektor się zgodził i powiedział, że możemy zainicjować spotkania i zobaczyć, jak to zadziała – czy w ogóle taka forma jest potrzebna naszym widzom. Wkrótce bardzo wkręciliśmy się w tę inicjatywę, a dyrektor stwierdził, że skoro tak dobrze nam idzie, to mamy jakoś nazwać te spotkania i szaleć z literaturą na całego. Tak powstał „Czytnik” w Teatrze Nowym w Poznaniu.

 

Jaka jest formuła tych spotkań?

 

Wypracowaliśmy formułę, która łączy teatr z pisarzem, ale nie organizujemy typowych spotkań literackich. Nie chodzi o to, żeby się zobaczyć z autorem, który coś napisał, tylko żeby się spotkać wokół konkretnego tematu.

Jeśli zapraszam twórcę i dzwonię do niego, mówię, że przeczytałem jego książkę i chciałbym zaprosić go jako gościa, z którym porozmawiam o danym zagadnieniu, a nie o samej książce.

Michał Pabian, archiwum prywatne

Najczęściej staramy się, żeby wybrany temat nawiązywał do tego, co dzieje się w repertuarze teatru, ale czasami zajmujemy się kwestiami, które nie są poruszane w dramatach, trudno je zobaczyć na scenie, ale pojawiają się w literaturze – przykładem mogą tu być reportaże o seniorach „Więźniowie czwartego piętra”.

Zawsze tekst uruchamia teatr. Wybieram czytaną przeze mnie książkę albo taką, którą podrzucił mi Marek Grześkowiak z działu literackiego. Sprawdzamy, czy ta literatura dobrze brzmi w gębie aktorskiej – przeważnie sprawdzam to z Marią Rybarczyk, która wzięła udział w 46 „Czytnikach”. Jak sama mówi: została twarzą „Czytnika”, bo nie mogła zostać twarzą kremu L’Oréal. I jeśli to dobrze leży w gębie, tworzymy temat, dopasowuję fragmenty danej książki i robimy.

Niektórzy chcieliby to nazwać czytaniem performatywnym – ale my tak naprawdę robimy gadanie literaturą. Ta literatura zawsze brzmi w sposób teatralny, nie jest to deklamacja. Nawet jeśli mamy wieczory poetyckie, układamy jakąś historię. Dzięki temu spotkanie z autorem jest trochę inne – gadamy o temacie, który dało się wysłyszeć z książki. Bardzo nam zależy, żeby widzowie aktywnie uczestniczyli, dawali swoje odniesienia.

 

Jakie teksty czytacie?

Andrzej Saramonowicz i Michał Pabian, fot. Wiktor Napierała

Zdarza się bardzo często, że odkopujemy jakąś książkę, która jest długo dostępna na rynku, ale wcześniej nie była zauważana, a nagle okazuje się, że właśnie ten temat jest powiązany z otaczającą nas rzeczywistością. Czasami sięgamy nawet po teksty z lat 70. czy 80.

 

Tekst, który wywołuje temat musi być teatralnie możliwy do zrealizowania, bo niektóre książki posiadają temat, są świetne, ciekawe, fantastyczne, ale nie odważyłbym się ich zrealizować na scenie.

Na przykład nie zrobiłbym w „Czytniku” spotkania z Anną Bikont na temat „Sendlerowej”, bo to jest literatura, która wymaga komentarza ze strony autora czy znawcy tematu i myślę, że nie jest nastawiona na to, żeby można było z nią poszaleć teatralnie. Czym innym byłoby zrobienie spotkania o ocalonych lub o ratowaniu.

Wierzę, że literatura jest takim językiem, który może realizować rzeczywistość w sposób inny niż publicystyka – w sposób, do którego mamy wszyscy dostęp. Gdy zaczynamy gadać literaturą, gdy koncentrujemy się tylko na niej, zupełnie inaczej zaczynamy rozmawiać z widzami.

 

Macie stałych bywalców spotkań? Widzowie aktywnie uczestniczą w „Czytnikach”?

Przeważnie 20 minut przed „Czytnikiem” zbierają się ludzie, którzy przychodzą już kolejny raz, z którymi jesteśmy na „dzień dobry”, którzy się interesują tym, co robimy. Czasami przynoszą na przykład płytę, bo znaleźli w muzyce coś, o czym mówiliśmy podczas poprzedniego spotkania.

Ostatnio doszło do tego, że widzowie sami chcieli czytać wiersze – po prostu wzięli książkę, bo też chcieli mieć wybór. Mieliśmy kiedyś spotkanie, podczas którego autor dołączył do aktorów i zaczął czytać fragmenty. Rzeczywiście inaczej to działa – mam wrażenie, że autor jest bliżej widza.

 

Czy aktorzy Teatru Nowego chętnie biorą udział w spotkaniach z literaturą?

Warto powiedzieć o ludziach „Czytnika”. Zawsze jest z nami Agnieszka Rydelek – inspicjentka, która wszystko organizuje. Podczas spotkań zza kulis wspiera nas i kibicuje naszym działaniom dyrektor Piotr Kruszczyński. Twarzą „Czytnika”, jak już wspomniałem, jest Maria Rybarczyk. Dla mnie bez Marii „Czytnik” to nie jest „Czytnik”. Ona jest niebywałą osobą i entuzjastycznie reaguje nawet na moje najbardziej ryzykowne pomysły. Jako sześćdziesięcioparoletnia kobieta – w dialogu z Michałem Kocurkiem – czytała tekst dwudziestokilkuletniego geja, mówiący o gwałcie. W „Czytniku” poświęconym tematowi porzuconych marzeń to Maria miała zjadać dwudniowego hamburgera z zestawu Happy Meal i to ona dla swojej córki tańczyła „Kolorowe sny”.

Bardzo często udział w spotkaniach bierze też Zbigniew Grochal – nasz ojciec założyciel, Karolina Głąb, która hardo czyta poezję i ma do niej jedyne w swoim rodzaju podejście, ważną postacią jest też Michał Kocurek. Inni aktorzy w miarę dostępności chętnie do nas dołączają. Ponieważ teatr bardzo dużo gra, nie zawsze można zaangażować wybranych aktorów – i wtedy widzowie za nimi tęsknią.

 

Przed nami w tym sezonie jeszcze dwa spotkania w ramach „Czytnika”. Jacy goście pojawią się w Teatrze Nowym i o czym będziemy rozmawiać?

5 czerwca, wyjątkowo nie w poniedziałek, będzie spotkanie, które organizujemy wspólnie z Wydawnictwem Poznańskim – z okazji premiery książki „Nazywam się Stephen Florida” Habasha Gabe’a. Gościem będzie Jędrzej Polak, tłumacz.

 

To jest powieść o dojrzewaniu młodego chłopaka, jego zetknięciu ze światem agresji, ale napisana w sposób antydydaktyczny. W obsadzie w roli gangsterów zobaczymy Julię Rybakowską, Michała Kocurka i Marię Rybarczyk.

„Czytnik” zakończy również ten sezon w Teatrze Nowym w Poznaniu. Wraca do nas Weronika Murek, która bardzo zaprzyjaźniła się z Nowym – z aktorami i obsługą widowni. Drugim gościem będzie Jędrzej Pasierski. Z obojgiem autorów spotkamy się, żeby porozmawiać o podsłuchiwaniu i tworzeniu formy. Będzie o tworzeniu kryminału z tego, co zasłyszane, zobaczone, „wypodróżowane”, a także o podsłuchiwaniu, które wchodzi do dramatu i buduje postaci dramatyczne.

MICH PABIAN – dramaturg Teatru Nowego w Poznaniu, namiętny instagramowy czytacz_szperacz. Adaptował prozę Doroty Masłowskiej, Wojciecha Kuczoka, a ostatnio poemat Juliusza Słowackiego „Beniowski”. Otrzymał nagrodę za adaptację („Beniowski. Ballada bez bohatera”) podczas 44. Opolskich Konfrontacji Teatralnych w finale konkursu „Klasyka żywa”.

 

CZYTAJ TAKŻE: O co walczymy? Zapowiedź Malta Festival Poznań 2019

CZYTAJ TAKŻE: Usłyszeć się nawzajem. Rozmowa z Łukaszem Zaleskim z Teatru Fredry w Gnieźnie

CZYTAJ TAKŻE: Teatr bez prób. Improwizacje w Teatrze Nowym w Poznaniu