fot. M. Adamczewska

Golem i czeski pomysł na ruch w Poznaniu

Pisząc powieści kryminalne, które dzieją się przede wszystkim w Poznaniu i okolicach, natknęłam się na wiele niebanalnych kobiet z przeszłości. Warto było przyjrzeć im się z bliska i poświęcić więcej czasu niż pośpieszna akcja przygodowych książek pozwala.

Powstały więc zamieszczane na portalu Kultura u Podstaw odcinki: o bogatej żonie ginekologa, Białej Damie, pani z torebką, nieszczęśliwej księżniczce, bojowniczce o prawa czy kobiecie, która nie chciała być kobietą.

Inne opowieści

Teraz przyszedł czas na zgoła inne opowieści. Nie o prawdziwych postaciach, z niezwykłymi życiorysami, tylko o fantastycznych stworzeniach i ich bajkowym świecie. Wszystko, o czym będzie mowa, również w ten czy inny sposób znalazło się w napisanych już książkach. Nie ma w tym nic dziwnego, klasyczny kryminał to też bajka i rozgrywa się na podobnej zasadzie.

W zwyczajny świat wkrada się zło, które boleśnie doświadcza bohaterów. Sytuacja zdaje się rozpaczliwa… ale po trzystu mniej więcej stronach owo zło zostaje ukarane i wszystko wraca do normy.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

My możemy odłożyć książkę na półkę, zasnąć spokojnie jak dzieci ze świadomością, że przestępca został schwytany, zginął lub siedzi za kratkami (chyba że to Hannibal Lecter… wtedy, chcąc nie chcąc, musimy czytać dalej).

Jestem więc na bajki uwrażliwiona i kolekcjonuję je w głowie. Myślałam, że wiele już znam, trochę wiem i nic, szczególnie w okolicy, mnie nie zaskoczy. „Aż tu nagle…”, czyli jak w dobrej opowieści raptem, ni stąd ni z owąd, niespodziewanie objawił mi się twórca Golema. Zachodzę w głowę, jak mogłam nie wiedzieć, że kreator światowej sławy potwora urodził się w Poznaniu? Jak mogłam przechodzić obok pomnika tegoż Golema, podziwiać formę i nie mieć pojęcia o treści? Cóż, na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że nie ja jedna (jak się okazało po licznych rozmowach z mieszkańcami… Poznania). Dlatego postanowiłam ożywić kolosa po raz kolejny, dla siebie i dla tych, który jak ja przegapili znaczący wątek tej opowieści i również niewiele wiedzą o Golemie na Alejach Marcinkowskiego.

 

Golem

Od początku, a właściwie od końca. W „Pamiętniku karła” pojawia się historyczna postać osiemnastowiecznego celebryty bardzo niskiego wzrostu. Osiemnastowieczna Europa to czas, gdy nie wypadało nie być masonem i nie interesować się kabałą, przynajmniej jej rozrywkową stroną (słynną kabalarką warszawską była Henrietta Lullier, za młodu kochanka Stanisława Augusta Poniatowskiego, i nie tylko jego). Kabała musiała się więc pojawić w powieści. Oczywiście jako szczegół z cytowanej epoki i rodzaj zabawy. W książce miała zwyczajnie zniknąć litera z tytułu, a jej zniknięcie nadać inne znaczenie słowu. Drobiazg, ale gdy zaczęłam szperać i szukać informacji o kabale, na długo wsiąknęłam w świat mistyki żydowskiej. Jednak mimo przeczytania dwóch książek na ten temat wiem niewiele więcej niż na początku; to wyjątkowo skomplikowany nurt filozoficzno-mistyczny, bez specjalnych studiów i dobrego przygotowania raczej niezrozumiały. Natomiast Golem, który objawił się mi się jako legenda związana z kabałą i magiczną mocą słów – pasował jak ulał i jest czytelną, uniwersalną ikoną.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Przybliżając legendę: Golem powstał z gliny. Ulepił go i nadał mu magiczną moc rabin Maharal. Uczynił to podobno za pomocą formuł i rytuałów, a przede wszystkim ożywił, wkładając mu w usta pergamin ze słowem Emet, słowo to oznacza w języku hebrajskim prawdę. Golem miał służyć do obrony żydów, którzy byli prześladowani w Pradze, zresztą tak samo jak wszędzie. Olbrzym z gliny został jednak stworzony przez człowieka, nie posiadał duszy i nie był rozumny. Był więc bezduszny i bezmyślny. Obrócił się przeciwko swemu twórcy, który poważył się naśladować boski akt kreacji. Golem zaczął siać spustoszenie i atakować tych, których miał bronić.

Na szczęście rabin wiedział, jak pozbawić go życia. Wyjął pergamin z ust olbrzyma i skreślił pierwszą literę ze słowa Emet. W ten sposób powstało słowo Met, a ono oznacza śmierć. Moc tych wyrazów stworzyła i zniszczyła potwora. I ten kolos na glinianych nogach runął, a glina rozsypała się w pył, choć podobno w Pradze utrzymują, że gdzieś na strychu którejś synagogi znajdują się jego szczątki. To uniwersalna opowieść o dziele, które obraca się przeciwko swemu stwórcy. Popularna do dziś w niezliczonych wariantach, najczęściej dotyczy sztucznej czy zmodyfikowanej genetycznie inteligencji, która pozbawiona ludzkich uczuć zaczyna siać spustoszenie. To klasyczna bajka o niszczycielskiej mocy, po której oprócz gruzów ma pozostać ostrzeżenie i mądrość na przyszłość.

 

Rabin Maharal

Opowieść doskonała, bardzo ją lubię, a nie wiedziałam, że miała tak bliski związek z Poznaniem! Otóż twórca Golema rabin Maharal to postać historyczna o pełnym nazwisku Jehuda Löw ben Becalel. Uczony żydowski, talmudysta, filozof, mistyk, kabalista, alchemik, astrolog i matematyk, który urodził się w Poznaniu około 1520 roku i mieszkał zapewne gdzieś między Mokrą, Żydowską a Wroniecką. Tam już w średniowieczu znajdowała się dzielnica żydowska. Jehuda Löw ben Becalel pochodził z rodziny uczonych i rabinów. Sam kształcił się i w Polsce, i w Niemczech.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Korespondował z Keplerem i cesarzem Rudolfem II. Jako dojrzały już człowiek wyjechał z Poznania, został rabinem Moraw i prowadził szkołę w Pradze. Wrócił do Poznania i tu też pełnił funkcję rabina przez wiele lat. Później z powrotem wyjechał do Pragi. Tam zmarł i został pochowany. Wiadomo, gdzie znajduje się jego grobowiec, ale przecież nie wiadomo, gdzie tego Golema wymyślił.

Bardzo ucieszyła mnie informacja znaleziona w Wikipedii, że Zuzanna Tlaskova z praskiego Muzeum Żydowskiego zbadała, iż poza Pragą, w Czechach nie istniała żadna wersja legendy o tworzeniu Golema, wysnuła więc wniosek, że legenda ta musiała przywędrować z Polski. A skoro rabin Becalel przybył z Poznania… z dużego jak na owe czasy ośrodka mistycyzmu żydowskiego, to można założyć, że i tu próbował lepić w glinie, wypróbowując magiczne formuły. Chcę uważać, że dokładnie tak było, i żałuję, że dzisiaj tak mało tego Golema w Poznaniu. I nawet tak prowokacyjny artysta jak David Černy robił tak poprawny pomnik, że nikogo nie przeraża.

 

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

O samego Davida Černego zapytam Przemka Jędrowskiego: historyka sztuki, żeglarza, kuratora wystaw, autora tekstów o sztuce, a prywatnie kolegę z roku.

 

Joanna Jodełka: Dla mnie Golem Davida Černego to jeden z ciekawszych naszych pomników. Nie znam się tak dobrze na sztuce współczesnej jak ty, ale jako pisarka kryminałów wysoce cenię przewrotność, a za taką uważam zaproszenie Czecha z Pragi do stworzenia Golema w Poznaniu. Czy wiesz, kto za tym stoi?

 

Przemysław Jędrowski: Wielkopolskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Działało w Poznaniu od 2004 roku. Jego powstanie było wynikiem inicjatywy ówczesnego ministra kultury, który powołał je w każdym województwie w celu tworzenia regionalnych zbiorów sztuki współczesnej. Wzorował się na warszawskiej „Zachęcie”, powstałej w 1860 roku. Każda z nowych „Zachęt” miała charakter obywatelski i skupiała różne instytucje, fundacje i stowarzyszenia, którym sztuka była bliska. W Poznaniu jej „udziałowcami” byli m.in. Grażyna Kulczyk i Piotr Voelkel wraz ze swoimi fundacjami.

 

JJ: Mogłam się spodziewać, że to ludzie, którzy na sztuce współczesnej się znają. Z książki Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”, a konkretnie z rozdziału „Wkurzacz czeski”, dowiedziałam się, że Daid Černy przyjechał na spotkanie do Warszawy, żeby spotkać się z dziennikarzem, a przede wszystkim podziwiać „…imponujące przykłady domów gotyckich, barokowych i renesansowych z 1954 roku”. Spotkanie w stolicy skończyło się tym, że „Upili się wszyscy. Rano okazało się, że rzeźbiarz musi lecieć do Poznania, bo wymyśla na zamówienie miasta pomnik, który nie obrazi uczuć religijnych”. Nie sądzisz, że to musiał być nie lada wyczyn namówić go na tak poprawne dzieło? Autora „Syna Bożego – modelu do sklejania?”

 

PJ: Tak, „Golem” na pierwszy rzut oka nie jest typową pracą Černego, znanego z obrazoburczych realizacji. Nie jest jednak wyjątkiem. Artysta słusznie jest utożsamiany z anarchistyczną kontestacją, ale w jego twórczości można znaleźć też inne wątki. Jego pierwszą pracą z 1991 roku było przemalowanie radzieckiego czołgu-pomnika w Pradze na wściekle różowy kolor. Za tą manifestacją – jak artysta sam opowiadał – stały dwa powody: pokazanie dezaprobaty do akceptacji komunistów w demokratycznych Czechach oraz chęć zaimponowania dziewczynie. Obydwa cele osiągnął. Później Černy wykonał m.in. „Konia”.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Rzeźba przedstawia św. Wacława, patrona Czech i patriotyczną ikonę państwa, jako rycerza na koniu w klasycznym pomnikowym stylu. Tylko że jeździec siedzi na odwróconym do góry nogami koniu, wiszącym w powietrzu. Efekt jest absurdalny i obrazoburczy. Oczywiście wzbudził dyskusję o świętości narodowych symboli, a artysta dostawał e-maile w stylu: „Umrzesz, ty pieprzony Żydzie”. 

Stworzył też projekt rzeźby na fasadę Teatru Narodowego w Pradze, którego motto brzmi „Naród sobie”, identycznie jak Teatru Polskiego w Poznaniu. Černy zaproponował 10-metrową postać nagiego, złotego młodzieńca, który się zapamiętale onanizuje. Z jego penisa co jakiś czas miał buchać strumień pary – wytrysk. Ostatecznie jednak jej nie zrealizowano. Także w Pradze, na Malej Stranie, od 2004 roku stoją za to „Sikający”, których demontażu domagały się środowiska prawicowe w Czechach. Kulminacją wątków politycznych i gry z narodowymi stereotypami była „Entropa” z 2009 roku, wystawiona w Brukseli z okazji prezydencji Czech w UE.  Sam artysta wskazuje jako jedną ze swoich najbardziej udanych prac „Metalmorphosis” z 2007, która stoi w amerykańskim Charlotte. To gigantyczna kinetyczna rzeźba z polerowanej stali, która podczas ruchu przyjmuje kształt ludzkiej głowy. I to ona najbardziej przypomina poznańskiego „Golema”. W nim także Černy skupił się na wrażeniu ruchu – mechanicznego, powolnego, ale systematycznego. Tym razem całość jest statyczna, ale w odbiorze buduje wrażenie pulsującego poruszenia. 

 

JJ: Otóż to! Černy to twórca wielu rzeźb, które nazwałabym „dosyć aktywnymi”. Na przykład przywołany przez ciebie „Sikający”, gdzie dwóch mężczyzn sika do sadzawki w kształcie Czech. Penisy mężczyzn są ruchome i mogą „wysikiwać” wyrazy i całe zdania, jeśli tylko wyślemy esemesa. Stworzył „Wisielca”, który objeżdża miasta, i wystawę swoich prac w takiej skali, że mają po dwa centymetry wysokości i trzeba je oglądać na kolanach. W przypadku Golema wiele zrobił, żeby osiągnąć wrażenie ruchu, ale początkowo Golem miał się przemieszczać. Czy nie uważasz, że to był świetny pomysł?  

 

PJ: Rzeczywiście, w pierwotnym założeniu postać Golema miała wędrować po Al. Marcinkowskiego, zmieniając stale położenie. Jednak w trosce o bezpieczeństwo „Golem” 17 września 2010 został na stałe osadzony przy fontannie z delfinami w osi alei. „Golem” nie ma jednak szczęścia do Poznania – rzeźba była dwa razy uszkodzona przez wandali, a raz przewróciła ją wichura.  A może sam Golem próbował ruszyć w drogę do domu, na ul. Żydowską? Kto wie…

 

JJ: …gdzie go jeszcze spotkamy. Dziękuję.

 

O Golemie, z Przemysławem Jędrowskim, rozmawialiśmy też w Radio Pogoda, posłuchaj: