fot. autor tekstu

Kasztanową aleją

Wybierz się na spacer kasztanową aleją. Właśnie teraz, na początku maja, gdy drzewa obwieszone kandelabrami kwiatów zwieszają gałęzie aż do ziemi, a wielkie wachlarze liści zakryły już pnie.

Kasztanowce to obcy gatunek z naszym krajobrazie. Choć ma największe u drzew nasiona, których nie rozniesie wiatr i ptaki, to rośnie w Polsce wszędzie, zwłaszcza na zachodzie. Trudno bez nich wyobrazić sobie park, otoczenie pałacu, czy dworu. Ekologiczni fanatycy, wzywający do rzezi zawleczonych zza granicy roślin, w przypadku kasztanowców milkną i łagodnieją. Zaakceptowali ich inwazję na naszą ojczyznę, bo takie śliczne są.

Rosną u nas od blisko 400 lat. Dotarły z półwyspu bałkańskiego. Gatunek pochodzi z Macedonii, Grecji, Albanii, gdzie przetrwał ciężkie czasy epoki zlodowacenia. Bardzo lubili go Turcy, którzy na kolejno podbijanych obszarach Europy sadzili kasztany. Po sąsiedzku, w 1576 roku pojawiły się w Wiedniu, w ogrodzie cesarza Maksymiliana II Habsburga. A stamtąd zawieziono je do Fontainebleau we Francji, do ogrodów elektorskich w Heidelbergu, nawet do Moskwy. I kasztanowce zalały cały kontynent.

W Rzeczypospolitej już król Stefan Batory, pochodzący z Transylwanii, gdzie kasztany znano od dawna, nakazał swojemu ogrodnikowi nasadzić „stroyne kaśtańce” w swoim ogrodzie wokół rezydencji w Łobzowie. Musi też być coś z prawdy w opowieści o rycerzach Sobieskiego, wracających spod Wiednia, pod koniec września 1683 roku, z kieszeniami wypchanymi kasztanami. I na pamiątkę wielkiej wiktorii, nagle, wokół setek polskich domów, a i przy kościołach, pojawiły się kasztanowce. Niedługo potem trafiły do miejskich parków i w aleje, stając się, obok lip najbardziej ulubionym w Polsce drzewem. Jest ich u nas ponad 500 tysięcy.

Wielkopolska kasztanami stoi. Mamy w Lubiniu pod Gostyniem największy i najstarszy w Polsce okaz tego drzewa. Rośnie od ponad 250 lat przed kościołem benedyktynów. Jak gigantyczne święte drzewo, spowija zieloną chmurą wieżę opactwa. Wysokie na 26 metrów, o ponad pięciometrowym obwodzie, razem z pradawną świątynią, widoczne jest z daleka.

A mamy też podobne okazy w podkonińskim Uniejowie i w Owińskach. Bardzo spektakularne są wysadzane kasztanowcami aleje. Ta w Trzebawiu, w Wielkopolskim Parku Narodowym, wiodąca od głównej szosy do wsi, a potem dalej, aż do Rosnówka jest jedną z najdłuższych i najpiękniejszych w Polsce. Ma 2,8 km, podobnie jak aleja w Klimontowie. Najdłuższa jest sześciokilometrowa, w Komorznie, zaczynająca się na samym południowym krańcu Wielkopolski i kończąca sie już na terenie Opolszczyzny.

To drzewo jest piękne zawsze. Nawet zimą jego powyginane ku dołowi gałęzie są bardzo dekoracyjne. Ma wielkie, kosmate, srebrzystozielone pąki, rozwijające się nagle w chmury ogromnych, siedmiopalczastych liści. Przebarwiają się one pięknie jesienią i zadziwiają nasionami w kolczastych osłonach. Nic też dziwnego, że były ulubionym motywem artystów secesji.

Przypisuje się im same dobre cechy. Mają przynosić szczęście. Wiele osób nosi kasztany w kieszeni. Kładzie się je pod łóżkiem, bo podobno zatrzymują złe promieniowanie. Mają bardzo szerokie zastosowanie lecznicze. Kora ma właściwości antyseptyczne, obniża gorączkę, ułatwia gojenie ran. Glikozydy z kasztanów wzmacniają ściany naczyń krwionośnych i pobudzają krążenie krwi. Działają przeciwzapalnie i wykrztuśnie, leczy się nimi reumatyzm i hemoroidy. Robi się też napary i herbatę z kwiatów.

Są kremy przeciwsłoneczne, do golenia i szampony z użyciem kasztanów. Ich właściwości pianotwórcze wykorzystuje się do produkcji gaśnic. Można zrobić z kasztanów klej i środki piorące.

Dzikie zwierzęta jedzą kasztany. Z powodu goryczy bydło ich nie je, choć w okresach głodu próbowano mąkę z kasztanów dodawać do chleba. Drewno jest najmniej wartościowe, miękkie i słabe. Czasem wykorzystuje się je w meblarstwie.

Najczęściej sadzony jest jest najokazalszy kasztanowiec zwyczajny, inaczej zwany białym. Aesculus hipocastanum. Co należy tłumaczyć jako dąb o jadalnych owocach, końskich kasztanach właśnie. Brzmi to dziwacznie, bo jadalne kasztany to inny gatunek, a choć kasztan to piękna maść koni, to konie ich nie jedzą. Przyznać trzeba, że już starożytni robili z kasztanów maść na koński kaszel.

Mamy aż 25 gatunków kasztanowców, z czego 11 zobaczyć można w poznańskim ogrodzie botanicznym. Oprócz białego, najbardziej znany jest kasztanowiec czerwony, o intensywnie różowych, aż po czerwień kwiatach. Polecam zobaczyć kwitnącą właśnie aleję czerwonych kasztanów przy ulicy Hetmańskiej w Poznaniu. Rosną one pomiędzy pasami ruchu. Widok intensywnie różowych, opadłych w świeżą, wiosenną trawę płatków, jest czymś naprawdę wyjątkowym. Kolorystyczny odlot natury.

Kasztanowe kwiaty to osobny rozdział tego wiosennego spektaklu. Ich kolor pięknie kontrastuje z ciemną zielenią liści. Ułożone są w wysokie, nawet do 30cm, stożkowate wiechy, skierowane wierzchołkami ku górze. Warto się im przyjrzeć z bliska. Pojedyncze kwiatki, z fikuśnie wyginającymi się na zewnątrz pręcikami mają w srodku kolorowe plamki. W jednym kwiatostanie żółte, pomarańczowe, aż po ciemnoróżowe i czerwone. Kolor plamek zależy od wieku kwiatków. Najpierw są żółte i wtedy przyciągają pszczoły i trzmiele, potem ciemnieją i stają się dla owadów nieatrakcyjne i niewidoczne.

Wybierz się na spacer kwitnącą kasztanową aleją. Możesz zanucić jak Magda Umer – już szumią kasztany i pachnie już wiosną...