fot. Mariusz Forecki

Opowieść o pszczołach

Siłą Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu jest jego proekologiczny przekaz. Bez pszczół nie będzie nas. Ta zależność jest bardzo prosta.

 

Od dłuższego czasu wzmaga się pozytywna moda na wszystko, co związane z pszczołami. Doszło nawet do dość – według mnie karykaturalnego – stawiania uli na rozpalonych w słońcu, pozbawionych naturalnej zieleni dachach biurowców. Mówi się o wszystkich aspektach pszczelej egzystencji, najwięcej o konieczności zapylania przez owady roślin i o zanieczyszczeniu środowiska, które degraduje populację pszczół. Mało mówi się natomiast w tym kontekście o miodzie, a przecież to on w głównej mierze zadecydował o wątłym, jak się okazało, sojuszu pszczół i człowieka.

MODA NA PSZCZOŁY

Duże zainteresowanie pszczelą społecznością spowodowało, że nie ma miesiąca, by nie ukazała się książka traktująca o tych pożytecznych owadach. Być może powód tej mody jest prozaiczny, dzisiejsi dorośli czytelnicy, w sporej części, wychowani byli na kreskówce o przygodach Pszczółki Mai. Przy tak pozytywnym nastawieniu do pszczół, Muzeum Pszczelarstwa powinno przeżywać swoje złote lata. Niestety odniosłem wrażenie, że tak nie jest. Ten subiektywny wniosek wysnułem, porównując swoją ostatnią wizytę z tą sprzed wielu lat.

 

Muzeum w Swarzędzu położone jest przy jednej z najruchliwszych tras wylotowych z Poznania, prowadzącej w kierunku Warszawy. Jego teren wtłoczony został pomiędzy kilkupasmową szosę, a trasę kolejową Warszawa – Poznań – Berlin.

Jadąc szosą, tuż przy ogrodzeniu okalającym park, chyba mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, co się w nim mieści. Większość skojarzy ten teren ze znajdującym się za płotem pałacem z miejscami noclegowymi i restauracją. Tymczasem stoi tam między innymi monumentalna barć wiślana. W dębowym pniu, który, jak informuje tabliczka został powalony w północnowschodniej Polsce, w wieku 170 lat, ciągle żyją pszczoły. Trudno byłoby obliczyć, które to już pokolenie owadów produkuje w tej barci miód. Ustalono bowiem, że dąb ten wycięto w latach 70. XV wieku, co czyni tę barć najstarszą w Polsce! 

SKANSEN BARCI I ULI

Park, w którym owa niezwykła rzecz się znajduje należał w XIX wieku do niemieckiej rodziny Wilck. W 1906 roku majątek przeszedł w ręce Jana Niemojowskiego, później Hermana Ratholtza z Poznania, a w roku 1917 przejęła go rodzina Schrambachów. To właśnie wówczas w parku wybudowano istniejący do dzisiaj pałacyk myśliwski. Miał on służyć jako letnia rezydencja i miejsce łowieckich wypadów dla mieszkających w Poznaniu właścicieli.

W 1918 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, pałacyk stał się polską własnością; w 1923 roku trafił on za zasługi wojenne do Jerzego Scheiblera, który dobudował w nim dwie baszty; w latach II wojny światowej budynek ponownie zajęli Niemcy.

Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu

Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu; Oddział Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie. Fot. Mariusz Forecki

Po wojnie pałacyk przeszedł na skarb państwa i ustanowiono w nim mieszkania, co doprowadziło do jego znacznej dewastacji. Niepewną sytuację uratowało utworzenie Zakładu Chorób Pszczół przy Państwowym Instytucie Weterynarii i przeniesienie w to miejsce zakładu Badania Chorób Owadów Użytkowych. Stąd, dzięki kilku pasjonatom na czele z prof. Ryszardem Kosteckim, był już tylko krok do gromadzenia w formie skansenu starych kłód bartnych i uli.

 

Za datę założenia skansenu przyjmuje się rok 1963. Przez ponad trzydzieści lat funkcjonował on przy Zakładzie Chorób Pszczół.

W połowie lat 90. unikatowa w skali kraju kolekcja została przekazana Muzeum Narodowemu Rolnictwa w Szreniawie. Odtąd muzeum w Swarzędzu stało się instytucją filialną szreniawskiej placówki. Jego patronem pozostał twórca plenerowej kolekcji prof. Ryszard Kostecki.

PSZCZELA CODZIENNOŚĆ

Pamiętałem, że oprócz unikatowych uli i barci największą atrakcją muzeum była żywa ramka, w której plaster umieszczono pomiędzy szybami. Roiło się tam od pracujących pszczół karmiących larwy w komórkach plastra. W trakcie ostatniej wizyty nieco rozczarowany wyszedłem na zewnątrz, nie zauważywszy tejże ramki. Chodząc wzdłuż muru budynku starej stajni, w którym mieści się wewnętrzna ekspozycja muzealna, spostrzegłem prymitywny wylotek umieszczony na starej żywicowanej desce zawieszonej na czerwonych cegłach. Pszczoły pracowicie wlatywały do wewnątrz bądź wylatywały ze środka. Wróciłem ponownie do wnętrza budynku. Najwidoczniej za pierwszym razem przeoczyłem żywą ramkę, która nadal pełna jest pracujących pszczół. Wcześniej nie zauważyłem jej wyłącznie dlatego, że jak zwykle zgromadzonych było wokół niej kilkanaścioro dzieciaków przyglądających się, jak ciężko pracują pszczoły.

Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu

Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu; Oddział Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie. Fot. Mariusz Forecki

Siłą muzeum pszczelarstwa jest jego proekologiczny przekaz. Bez pszczół nie będzie nas. Jeśli wytrujemy pszczoły, opryskując plantację rzepaku, to za chwilę nie będziemy mieli ani rzepaku, ani pszczół. Ta zależność jest bardzo prosta. Mam nadzieję, że zrozumieją ją wszyscy odwiedzający muzeum.

 

Muzeum posiada ponad 700 eksponatów pokazywanych w budynku wspomnianej starej stajni i w plenerze. Część plenerowa ekspozycji, znana jako skansen barci i uli, jest najwartościowszym elementem swarzędzkiego muzeum.

Możemy tu znaleźć niemal wszystkie typy uli występujące w polskich pasiekach, na przestrzeni ostatnich dwustu lat. Ciekawostką jest wóz z kompletem uli przeznaczonych do wywozu, na przykład w pole rzepaku. Na podobne natykałem się w Karpatach, a zwłaszcza w akacjowych lasach Rumunii. Można było od właściciela wozu kupić pyszny lejący się miód. Rzadko kiedy dowoziłem go do domu, zazwyczaj zjadałem wcześniej z owczym serem.

Wiosną i latem zwiedzający skansen mogą poznawać rośliny miododajne, w specjalnych ogródkach zgromadzonych jest tu około pięćdziesięciu gatunków. Jednak tym, czego w dniu mojej wizyty najbardziej mi brakowało, był miód. Wiem, że nie łatwo byłoby dzieciaki częstować lejącym się miodem, ale może jednak warto?

PSZCZOŁY I EDUKACJA

Poza stałą ekspozycją i zewnętrznym skansenem muzeum posiada salę edukacyjną, wykorzystywaną również na wystawy czasowe. Można tutaj skorzystać z lekcji na temat wosku pszczelego, omawiany jest podczas niej proces powstawania tego nie wszystkim znanego produktu pszczelej pracy, a także sposób jego wykorzystywania w przeszłości. Praca w pasiece to sztandarowy temat swarzędzkich lekcji, tematycznie powiązana jest z nią lekcja na temat roślin miododajnych.

Ponadto w muzeum organizowane są warsztaty na temat produkcji papieru czerpanego, zdobienia woskiem papieru i tkanin oraz pisania na woskowych tabliczkach. Wszystkie te zagadnienia wiążą się z pracowitości pszczoły miodnej. Jej małe robotnice spowodowały, że otaczająca nas przyroda jest bujna i piękna. Pachną kwiaty, na drzewach dojrzewają owoce, mamy pomidory, ogórki i tysiące innych dóbr, do których nie przywiązujemy zazwyczaj wagi, a których nie byłoby bez pszczół.

Po zwiedzeniu ekspozycji pszczelarskiej (celowo nie wspomniałem o jedwabnikach, bo one są tu tylko w gościnie u pszczół), możemy udać się do wspominanego już pałacyku myśliwskiego, żeby przy kawie lub obiedzie, zastanowić się, ile jeszcze szkód człowiek może wyrządzić przyrodzie i sobie i czy, za parę lat, aby zobaczyć pracujące pszczoły, nie trzeba będzie przyjeżdżać do Swarzędza.

Wojciech Hildebrandt, Michał Kruszona, „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018

 

Tekst pochodzi z książki Wojciecha Hildebrandta i Michała Kruszony pt. „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018.

 

MICHAŁ KRUSZONA – historyk, muzeolog, absolwent historii UAM w Poznaniu. Od kilkunastu lat jest dyrektorem Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach. Autor wielu książek, m.in.: „Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła” (rekomendowana w przewodniku po polskiej literaturze: „500 polskich książek, które warto w życiu przeczytać”), „Czarnomorze. Wzdłuż wybrzeża, w poprzek gór” (nagroda im. Arkadego Fiedlera – Bursztynowy Motyl). Jego najnowsza książka „Reifstein albo podróż Trzech Króli” nawiązuje do historii Wielkopolski u progu niepodległości.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wsi spokojna, wsi wesoła...

CZYTAJ TAKŻE: Kolekcja ze słoniem. Muzeum Okręgowe w Koninie

CZYTAJ TAKŻE: W poszukiwaniu idealnej formy. Pałac w Dobrzycy