fot. materiały prasowe serialu "Koło czasu"

„Koło czasu”, czyli co działa, a co nie w nowym serialu Amazona

Jeff Bezos miał życzenie – przyćmić sukces „Gry o tron”. Stworzyć dzieło większe, głośniejsze i droższe. 10 km od czeskiej Pragi postawił studio, gdzie od dwóch lat kręci ekranizację 14-tomowej sagi „Koło czasu”.      

Kiedy na HBO królował serial „Gra o tron”, który z sezonu na sezon przyciągał większą widownię i pociągał miliony dolarów przeznaczone za produkcję, właściciel Amazona Jeff Bezos poczuł zazdrość. Jak głosi plotka, kilka lat temu zażądał, by na jego serwisie streamingowym Prime Video znalazła się produkcja tak wielka, że przyćmi wspomniane osiem sezonów stworzone przez Davida Benioffa i D.B. Weissa. Jego produkcja miała być droższa i bardziej ekspansywna, miała zepchnąć ekranizację książek George’a R.R. Martina w niepamięć. Producenci i producentki z Amazona ruszyli na poszukiwania. Tak trafili na 14-tomowy cykl „Koło czasu” autorstwa Roberta Jordana (który zmarł, pisząc dwunastą część, dlatego zakończenie cyklu dopisał jego przyjaciel Brandon Sanderson).

Drugi sezon na ukończeniu

fot. materiały prasowe serialu „Koło czasu”

Porównując produkcję do „Gry o tron”, Bezos nie mierzył do jej pierwszego sezonu, tylko do ostatniego, w którym produkcja każdego z odcinków podobno kosztowała 6 milionów dolarów. Mówi się, że Amazon wydał 10 milionów na każdy.

 

Mało tego – od 2019 roku aktorki i aktorzy mieszkają w Czechach, gdzie 10 km od Pragi zainstalowano wielkie studio produkcyjne, zbudowano scenografie kolejnych lokacji i gdzie właśnie kończy się kręcenie drugiego sezonu serialu, mimo że pierwszy dopiero zadebiutował na Amazon Prime Video.

Showrunnerem „Koła czasu” został Rafe Judkins (m.in. „Agenci T.A.R.C.Z.Y.” od Marvela), który, najwidoczniej wbrew zaleceniom Bezosa, nową produkcją nie odmienia oblicza telewizji. Jego przepis na serial fantasy jest następujący: zmieszać znajome tropy fabularne i archetypy postaci z problemami, które można z łatwością rozwiązać za pomocą magii (logika jest zbędna), wymieszać wiele trudnych do wymówienia i zapamiętania nazw i nazwisk oraz okraszać wszystko marnymi i dość zabawnymi efektami specjalnymi. Nowa „Gra o tron” to to nie jest. Bardziej przystanek przed planowaną amazonowską ekranizacją „Władcy Pierścieni”. Jednak nie ma o co kruszyć kopii. Mimo że kolejne odcinki „Koła czasu” szybko ulatują z pamięci, pozostają przyzwoitą rozrywką.

O czym opowiada serial

 

fot. materiały prasowe serialu „Koło czasu”

Główną przewodniczką po „Kole czasu” jest Moiraine (Rosamund Pike, która jest również producentką serialu), postać podobna do Gandalfa, która posiada umiejętność przewidywania niebezpieczeństw i uzdrawiania. Moiraine jest członkinią Aes Sedai, kobiecej organizacji bardzo potężnych czarownic (?) znajdujących się pod parasolem Mocy, siły, która ratuje ludzi przed atakiem ciemności (w pierwszym odcinku widzimy kiczowaty pokaz tejże Mocy, czego nie będę spoilerować). Aes Sedai, wykorzystując swoją magiczną intuicję, poszukuje Smoka Odrodzonego. Jednak nie jest to gad znany chociażby z „Gry o tron”, to młody acz potężny człowiek, nie wiadomo, czy mężczyzna czy kobieta, który albo przejdzie na stronę dobra i zbawi ludzkość, albo wręcz przeciwnie – zostanie przeciągnięty przez zło i tychże ludzi zgładzi. Historia znana jak świat fantastyki stary.

 

Rolą Moiraine, jak i pozostałych kobiet z organizacji, jest odnalezienie Smoka i oczywiście przeciągnięcie go na słuszną stronę.

Intuicja prowadzi Moiraine i jej Strażnika (tudzież bodyguarda) Lana Mondragorana do wioski Dwie Rzeki (Two Rivers), gdzie mają spotkać piątkę wybrańców, wśród których najprawdopodobniej znajduje się Smok Odrodzony (jeżeli dobrze rozumiem, kto tak naprawdę nim jest, ma okazać się z czasem, gdy jej lub jego moc nabierze sił). Jest wśród nich Egwene al’Vere (Madeleine Madden), której powiedziano, że ma specjalne umiejętności kierowania wiatrem; zakochany w Egwene Rand al’Thor (Josha Stradowski), pragnący klasycznego życia z gromadką dzieci; jego dwóch kumpli: szczęśliwie żonaty Perrin Aybara (Marcus Rutherford) i Mat Cauthon (Barney Harris), hazardzista o gołębim sercu; oraz Nynaeve al’Meara (świetna Zoë Robins), córka rybaka i Wieszczka (taka trochę nasza szeptucha i lokalna liderka).

 

fot. materiały prasowe serialu „Koło czasu”

Nie tylko Moiraine widzi w piątce mieszkańców_ek potencjalnego Smoka.

Dostrzegają to także siły ciemności, które wysyłają do Dwóch Rzek armię potworów zwanych Trollokami, które wyglądają jak hybryda świni i wilkołaka (!!). Rozgrywa się wielka walka. Giną ludzie, a wioska zostaje obrócona w perzynę. Tutaj objawia się największa słabość efektów specjalnych, które wyglądają jak z „Xeny: wojowniczej księżniczki”, a nie z serialu za dziesiątki milionów dolarów. W każdym razie, wykorzystując czas na przegrupowanie Trolloków, członkini Aes Sedai i piątka wybranych_ek wyrusza w podróż ku odkryciu swoich mocy (aka dojrzewaniu) i przygodzie. Oczywiście zło nieustannie depcze im po piętach.

 

Tak jak wspomniałem, to historia, jakich wiele i z łatwością można przewidzieć dalszą fabułę.

fot. materiały prasowe serialu „Koło czasu”

Jednak wraz z biegiem czasu, kiedy połapiemy się w dziwnie brzmiących nazwach i nazwiskach i zaakceptujemy karkołomne rozwiązania niczym z serialu dla młodych dorosłych (young adult), możemy poczuć przyjemność z oderwania się od rzeczywistości na rzecz fantastycznej przygody. „Koło czasu” ma swoje mocne strony, jak wątek Nynaeve czy przykuwająca uwagę Rosamund Pike (choć przez jeden cały odcinek jest nieprzytomna!). Zabranie się za ekranizację historii opowiedzianej w 14 tomach brzmi poważnie i długoterminowo. Już samo to wystarczy, by wzbudzić ciekawość. Nawet jeżeli pierwsze próby są stosunkowo słabe, warto dać szansę, bo być może to tylko początkowe niepowodzenie.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
3
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0