fot. B. Landsberg

Krajoznawcze ABC

Krajoznawstwo to słowo dziś odrobinę zapomniane, kojarzone z PTTK, symbolizuje nieco już zapoznany wymiar zwiedzania i turystyki. Krajoznawstwo w swym jeszcze przedwojennym znaczeniu miało ambicje bycia z jednej strony syntezą, przekrojową wiedzą z zakresu lokalnej historii, geografii oraz wiedzy przyrodniczej, z drugiej zestawem przydatnych informacji turystycznych.

Kłopotliwa kanoniczność

Drugie wydanie „Kanonu krajoznawczego województwa wielkopolskiego” wpisuje się w tę tradycyjną formułę krajoznawczą. Częściowo wynika to z samej genezy wydawania „kanonów” krajoznawczych poszczególnych województw. Idea ta zrodziła się w roku 2006 w Komisji Krajoznawczej Zarządu Głównego PTTK. Województwo wielkopolskie wówczas było pierwszym, które doczekało się publikacji „Kanonu” w roku 2010. W roku 2020 ukazuje się omawianie drugie wydanie.

 

 

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

Kanon jest pojęciem dziś naznaczonym dwuznacznością, w naukach społecznych, humanistyce ostatnie dziesięciolecia upłynęły na walce
z kanonicznymi zestawami lektur, tematów, postaci. Krytyka postkolonialna, feministyczna, postmodernistyczna prześwietlała istniejące kanony tematów
i zagadnień, pokazując, że wbrew temu, co sugerowały, nie były te kanony ani uniwersalne, ani nie uwzględniały całości perspektywy.

Jednakże dziś wydaje się, że możemy na pojęcie kanonu spojrzeć bardziej przychylnie. Nie zapominając o zagrożeniach wynikających z „zamrożenia” i „zamknięcia” świata w kanon, równocześnie świadomi jesteśmy, że jest to nieuchronne. Nie da się żyć jedynie krytyką.

Przeciw internetowemu gwarowi

„Kanon krajoznawczy województwa wielkopolskiego” w pewnej mierze jest kontynuacją wydawanych od czasów PRL broszur, lokalnych przewodników krajoznawczych z bardzo charakterystyczną szatą graficzną, które część z nas może jeszcze pamiętać. Oczywiście w „Kanonie” jako książce zbiorczej liczba przywołanych miejsc, zabytków, szlaków musi być ograniczona. Taki to los wydań słownikowych, encyklopedycznych. Stanowią one dziś przykład ambicji, która wydać się może niektórym odrobinę z innej epoki. Podczas przeglądania „Kanonu” z nostalgią przypominałem sobie tamte, wydawane dla poszczególnych ówczesnych województw przewodniki.

 

 

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

Dziś w płynnym świecie internetu wydaje się, że nie ma już miejsca na encyklopedie, słowniki, kanony. Uważam, że jest tak pozornie. To właśnie dziś warto stabilizować naszą wiedzę, opracowywać, gromadzić w postaci kanonicznych, encyklopedycznych ujęć. Może wtedy nie wszystko co stałe rozpłynie się w internetowym gwarze – a informacji jest dziś nadmiar, otacza nas zalew obrazów, słów, dyskusji.

„Kanon” – porządkujący, tworzący kolekcję „klasyki” – może posłużyć jako filtr pozwalający choć odrobinę ową złożoność zmniejszyć. To inne zadanie niż niegdyś, gdy publikacja tego typu była głównie źródłem informacji. Nie jestem pewien, czy to nowe wyzwanie jest w pełni rozpoznane przez autorów omawianego wydania. Wydaje się, że ciąży na nim wciąż owa dawna funkcja encyklopedycznego źródła wiedzy, a nie jakże potrzebnego dziś także przewodnika po tym, jak w świecie nadmiaru informacji się poruszać.

Pomiędzy “Zewem włóczęgi (…)” a kodyfikacją “tego co warto zwiedzić”

Szczególnie widać to w turystyce, krajoznawstwie, przewodnik wycieczki musi się mieć na czym oprzeć, posiadać mapę, na której wytyczy ślad, oraz wiedzieć, dokąd chce podążyć. Spoglądając przychylniej na ideę kanonu, nie uciekniemy jednak od napięcia pomiędzy ideą swobodnego wędrowania, wałęsania się, zgoła włóczęgostwa, które taka świetnie opisała Rebecca Solnit w książce „Zew włóczęgi. Opowieści wędrowne”, a kodyfikacją tego co zwiedzić warto. Jednakże przeciwstawienie to jest do pewnego stopnia fałszywe. Wczesne ruchy krajoznawcze rodziły się bowiem na przecięciu pasji do lokalnej historii i przyrody oraz zamiłowania do wędrówki i włóczęgi. Tak było chociażby w sięgającym XIX wieku niemieckim ruchu krajoznawczo-młodzieżowym Wandervolgel – „wędrownych ptaków”. Początkowo skupiony wokół wycieczek uczniowskich, w latach późniejszych upolitycznił się i związał z niemieckim nacjonalizmem (co przyczyniło się do podziałów w jego obrębie).

 

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

 

Na terenach polskich odpowiednikiem Wandervolgel były różne ruchy krajoznawczo-skautowskie, takie jak oczywiście Związek Harcerstwa Polskiego czy mniej znany syjonistyczny Haszomer Hacair (Młody Strażnik), powołany do życia w 1913 roku we Lwowie. W niepodległej Polsce jego ważnym członkiem był Janusz Korczak, a do poznańskiego oddziału należał młody Zygmunt Bauman. Widać też, że zamiłowanie do wędrówki połączone z krajoznawczym historyczno-geograficznym celem, jakim jest odkrywanie i podtrzymywanie lokalnych historii, jest uwikłane w samą polityczną historię ziem, które są poznawane.

Tu ujawnia się pewna słabość formalnej konstrukcji „Kanonu krajoznawczego województwa wielkopolskiego”, który podąża za aktualną strukturą administracyjną i jej podporządkowany jest układ treści. Z tego powodu gubi się możliwość pokazania pewnych tematów wspólnych, regionalnych, łączących punktowo omawianie zabytki czy obszary. Warto pomyśleć na przyszłość, czy nie uzupełnić kolejnego wydania o rozdziały podporządkowane pewnym całościom tematycznym krajoznawczo-historycznym, które nie wybrzmiały w aktualnej publikacji. Podam kilka przykładów takich tematów-haseł: „Wymarłe fabryki – dawny rozwój przemysłowy Wielkopolski”, „Puste okna – śladami synagog i dawnych żydowskich mieszkańców Wielkopolski”, „Żyjąc z wodą – osadnictwo olęderskie w Wielkopolsce i dawne urządzenia hydrograficzne”, „Wykarczowane – lasy w przeszłości Wielkopolski”, „Frydhofy, kirkuty – śladami zapomnianej żałoby”, „Urwany gwizd – szlakami rozebranych torów”. W takim ujęciu moglibyśmy ćwiczyć krajoznawczą wyobraźnię, która łączy, wyczula na geograficzno-historyczne całości, a nie dzieli świat, podporządkowując go przygodnemu porządkowi podziałów administracyjnych.

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

Kanon krajoznawczy Województwa Wielkopolskiego, Wydawnictwo WBPiCAK, fot. B. Landsberg

I druga uwaga: „Kanon” jest skupiony na tym co zostało, przetrwało, co jest dziś widoczne jako odbudowane i odrestaurowane. To niepokoi. Głos bowiem oddano temu, co i tak jest słyszane. Zbyt mało miejsca poświęcone zostało temu, co się nie obroniło, nie ostało, co da się zobaczyć dopiero okiem wyposażonym w wiedzę o tym, że w ogóle coś można dostrzec.

„Kanon” mógłby wydobywać tę Wielkopolskę widmową, krainę powidoków. Stać się także spisem krajoznawczym tego, co zdołamy zauważyć tylko wtedy, gdy ktoś nauczy nas widzieć.