fot. Mariusz Forecki

Lekko, miękko i naturalnie

„Każdy utwór to konkretny etap w moim życiu. Nie chcę opisywać cudzych historii, w moim życiu tak wiele się dzieje, że prawdopodobnie tematy nie wyczerpią się na następne dziesięć płyt” – mówi poznańska piosenkarka Kasia Tontor, która kilka miesięcy temu wydała świetnie przyjętą płytę „Malajf”.

SEBASTIAN GABRYEL: Słuchając twojej tegorocznej epki „Malajf”, można odnieść wrażenie, że twoje życie to sielanka [śmiech]. To materiał, na którym wszystko współgra ze sobą w idealnej harmonii. Nic, tylko zatopić się w miękkim fotelu. Skąd w tobie tyle muzycznej lekkości?

KASIA TONTOR: Bardzo się cieszę, że „Malajf” kojarzy się z sielankowym chilloutem. To rodzaj muzyki, której słucham na co dzień i którą inspiruję się podczas produkcji nowych numerów. Czuję, że wszystko to wypływa ze mnie w sposób bardzo naturalny, tu nie ma nic udawanego, nic na siłę. Każde spotkanie z muzyką to dla mnie wyjątkowy moment, w którym bardzo się relaksuję, o co raczej ciężko w codziennym, zabieganym życiu.

Od zawsze ceniłam dobrą i wartościową muzykę, pełną miękkich i lekkich brzmień, więc naturalnie dążyłam do tego, aby mój własny materiał brzmiał podobnie, a przede wszystkim był spójny.

 

Wciąż pokutuje przekonanie, że w kraju nad Wisłą soul, R&B i różne ich warianty to ciała obce. Istnieją opinie, że wzorem reggae to gatunki, które w polskim wydaniu są zupełnie nieprzekonujące. Na ile jesteś w stanie się z tym zgodzić?

Mam taką teorię, że jeśli coś jest dobre i wartościowe, to prędzej czy później zostanie docenione, dlatego jestem spokojna o R&B i soul. Polacy coraz bardziej otwierają się na nowe gatunki i myślę, że na przestrzeni ostatnich lat zadziało się wiele dobrego na polskiej scenie muzycznej. Wierzę, że to tylko kwestia czasu, kiedy ten rodzaj muzyki dotrze do większego grona słuchaczy. Zresztą to już się dzieje.

Kasia Tontor, fot. Mariusz Forecki

Kasia Tontor, fot. Mariusz Forecki

 

Piosenki nie tylko śpiewasz, ale również piszesz. Skąd ta potrzeba „wylewania się” przed mikrofonem, ale również na papier? Czy istnieje jakieś jedno, główne przesłanie, które spaja wszystkie twoje dotychczasowe utwory?

Każdy utwór to jakiś konkretny etap w moim życiu. Od początku przyjęłam zasadę, że nie chcę opisywać cudzych historii, w moim życiu tak wiele się dzieje, że prawdopodobnie tematy nie wyczerpią się na następne dziesięć płyt [śmiech].

Uważam, że taka forma wyrażania siebie wymaga dużej odwagi, nie każdy lubi dzielić się prywatnym życiem i szczerze przyznam, że na początku też miałam z tym problem, dopiero czas i doświadczenie sprawiły, że nabrałam pewności w tym, co robię i czuję większy luz.

 

Zauważyłem, że twoją epkę często wymienia się jednym tchem z płytą „Flashback” innej poznańskiej piosenkarki, Rosalie. Znacie się prywatnie? Pytam, bo wasza wspólna piosenka to byłoby coś! Muzycznie chyba bardzo wam do siebie blisko…

Nie znamy się prywatnie, ale oczywiście kojarzę Rosalie. Uważam, że wprowadza dużo dobrego na polska scenę R&B, obyśmy mieli takich ludzi jak najwięcej i wspólnie tworzyli dużo dobrego.

 

Wśród artystów, którzy najbardziej cię inspirują, wymieniasz zarówno weteranki, takie jak Erykah Badu, Alicia Keys czy Lauryn Hill, jak i reprezentantów „nowej szkoły” w stylu Kendricka Lamara. Po przesłuchaniu jakich płyt wiedziałaś już, że chcesz nagrywać swoje własne?

Moją największą inspiracją od zawsze była Alicia Keys. Kiedy miałam jedenaście lat, słuchałam namiętnie jej pierwszych płyt, tym samym kształtując swój styl muzyczny. Erykah Badu i Lauryn Hill pojawiły się w moim życiu nieco później, natomiast są ze mną do dziś.

Moment, w którym postanowiłam, że chcę spróbować swoich sił w tworzeniu własnych utworów, to zdecydowanie etap słuchania płyty D’Angelo „Black Messiah”, Angie Stone, Selah Sue czy wspomnianego w pytaniu Kendricka Lamara. Muzykę zaczęłam traktować na serio w 2015 roku i tak zostało do dziś!

 

Podejrzewam, że „Malajf” to zaledwie przystawka przed zbliżającym się albumem. Kiedy możemy się go spodziewać? Czy będzie naturalną kontynuacją tego, co zawarłaś na epce?

Pozwolę sobie zacytować klasyka: „Wyczekany owoc lepiej smakuje” – to najlepsze określenie nadchodzącego materiału [śmiech].

Kasia Tontor, fot. Mariusz Forecki

Kasia Tontor, fot. Mariusz Forecki

 

W „Czapce” udział gościnny zaliczył Famson. Na ile polska scena hip-hopu jest ci bliska?

Tak, z Famsonem znamy się od lat, muzycznie bardzo dobrze się rozumiemy i na pewno na „Czapce” nasza współpraca się nie skończy. Poczyniliśmy już parę kolejnych dobrych rzeczy, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego.

Staram się nadążać za polską sceną hip-hopu, jednak aktualnie jest tego tyle, że ciężko mi się połapać, który Jan jest Młody, a który ma Serce, po prostu nie wiem do końca Otsochodzi [śmiech]. Szanuję oldschoolową ekipę tego gatunku, choćby DonGuralEsko czy O.S.T.RA.

 

Krążą plotki, że Tontor najlepiej słuchać na żywo [śmiech]. Gdyby ktoś chciał się o tym przekonać, kiedy będzie miał najbliższą okazję?

Fakt, na żywo to zupełnie inna energia i lepsze „wajby”. Dość dużo gramy w moim ukochanym Poznaniu – w najbliższą sobotę 28 września gramy support właśnie przed DonGuralEsko w klubie 9Stóp. Parę dni później, 1 października będzie nas można posłuchać w Blue Note w audycji Mariusza Kwaśniewskiego. To będzie wyjątkowy koncert, ponieważ zagramy z live bandem, z czego ogromnie się cieszę i nie mogę się doczekać. 4 października to kolejny support w Poznaniu, przed Tym Typem Mesem w Klubie u Bazyla. Planujemy też małą jesienna trasę koncertową. Daty i miasta koncertów będą opublikowane na Facebooku Widzimy się!

 

KASIA TONTOR – piosenkarka z Poznania, przedstawicielka polskiej sceny R&B, soulu i hip-hopu. Młoda artystka, która nie tylko śpiewa, ale również komponuje, produkuje i pisze teksty do większości swoich piosenek. Jej dotychczasowa dyskografia składa się z dwóch singli:  „Fine” (2018) i „Coolgirl” oraz epki „Malajf” (2019).

 

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka w studni, czyli jak Polihymnia na Wildę zawędrowała

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #16

CZYTAJ TAKŻE: Chcemy być jak Berghain. Rozmowa z Joanną Tomczak z klubu Tama