fot. Mariusz Forecki

LEV TT? Dlaczego nie!

Każdy z nas ma trochę inne inspiracje i inne korzenie. Krzysiu to blues, Grzegorz to reggae, Karolek to jazz i punk, a ja to grunge i funky. Wspólnym mianownikiem jest szeroko pojęty rock. Pływamy po różnych oceanach i nie toniemy – mówi Łukasz Nowakowski, lider wielkopolskiego zespołu Lev TT.

SEBASTIAN GABRYEL: Czym dla ciebie jest bycie częścią Lev TT?

ŁUKASZ NOWAKOWSKI: Powiedziałbym, że to spełnienie, że to dla mnie stan naturalny. Czuję się na właściwym miejscu i we właściwym „bezczasie”. Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Myślę, że każdy z nas ma podobnie. Lev TT to po prostu czterech pancernych. I nawet psa nie brakuje [śmiech].

 

„Kapelę starych przyjaciół” założyliście jesienią 2017 roku. Bywa tak, że ludzie współgrają ze sobą prywatnie, jednak kiedy zaczynają ze sobą współpracować na polu artystycznym, to trochę się sobą rozczarowują. W waszym wypadku było inaczej…

No tak, nie będę ukrywał, że spotkanie na gruncie artystycznym rodzi konflikty, dyskusje, odmienne spojrzenia na materię, nad którą się pochylamy, co naturalnie powoduje tarcia. Jednak mamy dla siebie wielki szacunek, bo jesteśmy kumplami z jednej piaskownicy i myślę, że to jest naszą największą siłą. Choć muszę dodać, że to ja muszę najwięcej uczyć się pokory i walczyć ze swoim ego. Ale podobno robię postępy… [śmiech].

 

Jesteście rozsiani po całej Polsce – mieszkacie w Poznaniu, Wrześni, ale też Warszawie. Jak udaje wam się prowadzić kapelę mimo odległości, jaka na co dzień was dzieli?

Alternatywna wersja nazwy naszego zespołu to Determinacja!!! [śmiech]. Oczywiście to nie jest łatwe, ale mamy harmonogram prób – spotykamy się co dwa tygodnie na całodniowych próbach, naprzemiennie w Poznaniu i Warszawie. Próby są nagrywane, następnie każdy z nas otrzymuje ścieżki, nad którymi pracuje, konsultujemy się praktycznie codziennie, oczywiście są też spotkania w podgrupach. W dobie internetu nie jest to aż tak bolesne. Być może łatwiej byłoby, gdybyśmy wszyscy mieszkali i pracowali w jednym miejscu, ale byłoby to zbyt proste… Taka karma [śmiech].

 

Fundamentem waszej twórczości jest muzyka rockowa, jednak w piosenkach można doszukać się również brzmień reggae, funky czy grunge. Skąd ta różnorodność?

Po prostu nie stawiamy sobie żadnych barier i ograniczeń, nigdy nie zapala nam się czerwona lampka z napisem „tak nie można”. Każdy z nas ma trochę inne inspiracje i inne korzenie. Krzysiu to blues, Grzegorz to reggae, Karolek to jazz i punk, a ja to grunge i funky. Wspólnym mianownikiem jest szeroko pojęty rock. Pływamy po różnych oceanach i nie toniemy [śmiech].

 

W waszym zespole za wokale odpowiada aż trzech muzyków. To dość niecodzienny zabieg jak na kapelę rockową.

Łukasz Nowakowski, lider zespołu Lev TT

ŁUKASZ NOWAKOWSKI – wokalista, gitarzysta i współzałożyciel grupy Lev TT. Fot. Mariusz Forecki

Myślę, że nie jest to nic oryginalnego. Ja odpowiadam za główny wokal, a Grzegorz z Karolkiem ubarwiają go harmonicznie i dynamicznie. Od pierwszej próby wiedzieliśmy, że tak ma być. Zresztą głos jest najbliższym instrumentem każdego człowieka, więc dlaczego go nie wykorzystywać? Niedługo na koncertach przy mikrofonie zadebiutuje też perkusista Krzysiu, choć jeszcze się przed tym wzbrania [śmiech].

 

Nie byłbym sobą, gdybym nie zapytał o genezę nazwy waszego zespołu. Brzmi dość tajemniczo i podejrzewam, że wiąże się z nią jakaś ciekawa historia…

Hm, zaraz wymyślę jakąś tajemniczą historię… Nie, żartuję [śmiech]. Ta nazwa po prostu fajnie brzmi i dobrze wygląda, łatwo nas znaleźć w wyszukiwarce… Mam nadzieję, że odbiorcy naszej muzyki sami ją zinterpretują i może pojawi się kilka alternatywnych, równie niezwykłych historii.

 

Choć dopiero debiutujecie, już zagraliście kilka udanych koncertów. Który z nich wspominacie najmilej? I gdzie będzie można was usłyszeć w najbliższym czasie?

W ostatnich dwóch miesiącach zagraliśmy sześć koncertów i każdy z nich był dla nas najważniejszy. Każdy pamiętam doskonale, od pierwszego do ostatniego dźwięku. Do tej pory zagraliśmy w Poznaniu, Koszalinie, Wrześni, Buku oraz Kamionkach, nigdy nie będąc obojętni publiczności. Z każdego występu wyciągamy wnioski, po każdym budujemy naszą muzyczną tożsamość i świadomość. Obecnie ustalamy terminy koncertów w Szczecinie i Warszawie. Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje, po szczegóły zapraszamy na nasz profil na Facebooku.

Przed wakacjami ukaże się wasza pierwsza solowa płyta. Jak przebiegały dotychczasowe prace nad tym materiałem? I jaki jest jego zamysł?

W marcu na cztery tygodnie wchodzimy do Perlazza Studio, którego właścicielem jest Przemek Wejmann. W tej chwili jesteśmy na etapie selekcji, wybierania jedenastu utworów na debiutancki album. Materiału jest jednak znacznie więcej, więc przed nami okres trudnych wyborów lub… wcale nietrudnych [śmiech]. Chcemy nagrać najlepszą płytę Lev TT, zaskoczyć samych siebie, a przede wszystkim pokazać naszą wrażliwość i energię całemu światu.

 

Bądźmy szczerzy – konkurencja w muzyce, jaką gracie, jest bardzo duża. Rynek wręcz pęka w szwach. Zamierzacie się na nim ścigać czy raczej pozostać w podziemiu? Jakie są „muzyczne priorytety” grupy Lev TT?

Nie patrzymy na to w taki sposób. Nie kalkulujemy, nie mamy biznesplanu, targetu… Muzyka to nie wyścigi, tylko spotkanie. Chcemy spotykać się i dać się poznać jak największej liczbie słuchaczy przede wszystkim poprzez koncerty, stacje radiowe, które zareagują na naszą muzykę, oraz wszelkie inne środki masowego rażenia [śmiech]. Wiem, to może naiwne, ale dlaczego nie?

 

ŁUKASZ NOWAKOWSKI – wokalista, gitarzysta i współzałożyciel grupy Lev TT.

 

CZYTAJ TAKŻE: Tęsknota za tym, czego nigdy nie będzie. Rozmowa z Michałem Kmieciakiem

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka – o tym się nie mówi? Recenzja książki „O muzyce się (nie) gada” Macieja Geminga

CZYTAJ TAKŻE: Peja: Inne życie, inny rap („25 godzin”)