fot. Mariusz Forecki

Lubię rozbierać rzeczywistość

Stary Grunwald jest bardzo specyficzny, to przecież inteligencka dzielnica. W jej tradycji jest rozmowa, spotykanie się z innymi. Ludzie przychodzili do Winiarni „Pod Czarnym Kotem” w kapciach, dresach, niektórzy mówili, że jest to przedłużenie ich salonu. Obecnie to się trochę zmieniło – Marcin Piotr Kubiak opowiada o jednym z najpopularniejszych miejsc w Poznaniu.

KUBA WOJTASZCZYK: Winiarnia „Pod Czarnym Kotem” działa już 15 lat. Czy od początku chciałeś tu organizować wydarzenia kulturalne?

MARCIN PIOTR KUBIAK, bufetowy w Winiarni „Pod Czarnym Kotem”: Zawsze chciałem tworzyć miejsce dla sąsiadów, dla mieszkańców Grunwaldu. Winiarnia miała być miejscem społecznościowym, wspólnotowym, pozbawionym nadęcia, czy funkcji zwykłego sklepu z winami. Ludzie z różnych środowisk mieli tutaj dyskutować, tworzyć intelektualną zawieruchę, chociaż to za grube słowo. Po prostu miejsce spotkań. Wszystko, co robiłem i co robię, jest tego myślenia konsekwencją. Wsłuchuję się w to, co ludzie mówią i czego chcą, sam również poszukuję nowych rozwiązań i dróg. Imprezy kulturalne organizowane w Winiarni są tego efektem. Na szczęście trafiłem na podatny grunt.

 

To była twoja misja?

Nie, nie było takiego założenia, że oto otwieram miejsce, gdzie będę prezentował pisarzy, czy muzyków. To wynikło samo. Zależało mi na miejscu społecznościowym. Mam hopla na punkcie wspólnych prac, działań, które się wykonywane są wspólnie w przestrzeni sąsiedzko-miejskiej.

 

„Kot” jest chyba pierwszą inicjatywą, która powstała tutaj, na Grunwaldzie, po zamknięciu Kina Grunwald?

Tak, jak wspomniałeś, Winiarnia kończy w tym roku piętnaście lat. Miała kilka etapów. Na początku był to po prostu geszeft z winem; jednak istnieje on w określonym miejscu. Stary Grunwald jest bardzo specyficzny, to przecież inteligencka dzielnica. W jej tradycji jest rozmowa, spotykanie się z innymi. Ludzie przychodzili do „Kota” w kapciach, dresach, niektórzy mówili, że jest to przedłużenie ich salonu. Obecnie to się trochę zmieniło. Lokalnie jest od poniedziałku do piątku, w weekend przyjeżdża miasto. Cieszę się z tego, tylko wtedy to miejsce jest już zupełnie inne, niejako jest jedną z wielu knajp.

 

Faktycznie Winiarnia jest jednym z najmodniejszych miejsc w Poznaniu, zarówno pod względem typowo „winiarskim”, jak i kulturalnym. Czy stało się tak przez, a może dzięki, cyklicznemu wydarzeniu „Kino Grunwald”?

Był to kontrapunkt, wyjście do miasta. „Kino Grunwald” wymyśliliśmy wspólnie z Piotrem Libickim i Frankiem Sterczewskim, jako protest przeciwko temu, co się działo wtedy w Poznaniu. Miasto było właściwie wyjałowione z działań miejskich. Co więcej, dyskonty zabierały miejsca, które uprzednio były przestrzenią wspólną. Taką instytucją było kiedyś to prawdziwe Kino Grunwald; chociaż funkcjonowało słabo, było stałym punktem w mieście, w naszej dzielnicy, do którego można było się odnieść. W związku z tym, że Biedronka je przejęła, postanowiliśmy pokazywać filmy o Poznaniu i jego historii pod nazwą „Kina Grunwald”. Akcja ta odbiła się szerokim echem i sprowadziła tutaj wielu zainteresowanych. Od tego się wszystko zaczęło.

 

Modne miejsca modnymi miejscami. Jednak „Kot” jest swojego rodzaju fenomenem, którego popularność (odpukać) się nie kończy…

Pod Czarnym Kotem

Marcin Piotr Kubiak, bufetowy w Winiarni „Pod Czarnym Kotem”, fot. Mariusz Forecki

Tak jest zawsze, że za tą pierwszą falą ludzi kulturotwórczych, pojawia się następna, złożona z ludzi, którzy słyszeli od innych o fajnym miejscu. Również cenię sobie takie osoby, są moimi gośćmi i też lubię z nimi rozmawiać. Wydaje mi się, że w „Kocie” udała się jedna rzecz, która bardzo rzadko udaje się w Polsce, tzn. stworzenie pola do dyskusji. Tutaj rozmawia się po to, aby do czegoś dojść lub sporządzić protokół rozbieżności, albo dowiedzieć się o poglądach innych. W winiarni nie dochodzi do „zmiażdżenia przeciwnika”. Dyskusje są naprawdę różne i na różne tematy. Na przykład, przychodzą tutaj osoby związane z PiS i lewacy. Często nie rozmawiają ze sobą bezpośrednio, bo dzieli ich historia, którą przynoszą; ale nawet będąc w jednej przestrzeni, ich rozmowy mimo wszystko się przenikają. Jest to moim zdaniem fenomen.

 

Oprócz dyskusji organizujesz również koncerty, nie tylko wewnątrz Winiarni, ale też na jej dachu…

Koncerty na dachu są dla poznańskich, lokalnych zespołów. Widownia zawsze dopisuje. Są to jedyne chyba takie imprezy, podczas których przez widownię „przejeżdżają” dwie regularne linie autobusowe, bo my nie zatrzymujemy ruchu. Po prostu ludzie zajmują plac przed „Kotem”, jak również chodnik po drugiej stronie ulicy. W tym roku gościliśmy Red Scalp, wcześniej grupę poznańsko-pleszewską Eskal, grały też Muchy i zespół Th Ploy. Marzy mi się, aby sprowadzić tutaj bardzo poznańską grupę…

 

Jaką?

„Poznańskie Słowiki”, śpiewające na dachu, na Grunwaldzie. Po książce Kąckiego [„Maestro. Historia milczenia” – przyp. K.W.] chciałbym zorganizować taki powrót do czystego śpiewania, bez jakichkolwiek podtekstów. Wydaje mi się, że środowisko już odbyło katharsis. Chciałbym to na tym dachu odtrąbić i powiedzieć: Po prostu śpiewajmy! Jest cel tego zdarzenia. Mam nadzieję, że taki koncert się kiedyś tutaj odbędzie.

 

Wspomniane dyskusje łączą się też, a może przede wszystkim, z literaturą. Czy pamiętasz  moment, kiedy zdecydowałeś się zorganizować pierwsze spotkanie autorskie w Winiarni?

Nie pamiętam już, które zorganizowałem pierwsze, ale oba były ściśle związane z osiedlowością tego miejsca. Na obu gościłem Piotra Kordubę, który opowiadał o Sołaczu. Przyszło mnóstwo ludzi. Piotr pisał już wtedy książkę o Starym Grunwaldzie. „Kot” był jednym z kilku sponsorów tej publikacji. Jej premiera była niebywała, ponieważ zgromadziło się tutaj bardzo wielu mieszkańców dzielnicy. Wtedy po praz pierwszy wystawiłem stoły na parking przed Winiarnią, dzięki czemu odkryłem potencjał tego placu (to spotkanie odbyło się na długo przed „Kinem Grunwald”).

Wydaje mi się, że właśnie wtedy „Kot” został zaakceptowany przez dzielnicę. To trzeba podkreślić: bez sąsiadów, którzy są absolutnie wyrozumiali w stosunku do tego co robię, nie udałoby mi się tutaj nic zdziałać.  Po Kordubie pojawili się następni pisarze; był Smoleński, Hugo-Bader, Springer…

 

Najbardziej oryginalnym pomysłem był chyba cykl spotkań z pisarkami i pisarzami kryminałów. Mógłbyś zdradzić, jak doszło do jego powstania?

Wymyśliliśmy go z pisarką, Joanną Jodełką, która u mnie pracowała przez cztery miesiące, najpierw na zmywaku, a później za barem, w ramach odetchnięcia po skończeniu książki, chyba „Wariatki”. Wtedy, podczas jej pracy, wymyśliliśmy cykl, który będzie zupełnie innych od, często monotonnych, spotkań autorskich z tymi samymi pytaniami. Sama Jodełka wspominała, że pytania typu „co pana/panią inspiruje” doprowadzają tych biednych autorów do szewskiej pasji.

Postanowiliśmy, że wszyscy zaproszeni goście napiszą kryminał, którego akcja będzie rozgrywać się w Winiarni. To karkołomne zajęcie, bo żaden z nich wcześniej u mnie nie był. Dlatego też sam napisałem krótki opis miejsca, a także rys około dwudziestu postaci, które można użyć w tekście. Tylko Ryszarda Ćwirleja, z racji tego, że jest poznaniakiem, wcześniej oprowadziłem po „Kocie”. Każdy „kryminalista” miał za zadanie napisać fragment, który był odczytywany na kolejnym spotkaniu, przez innego pisarza. Publiczność uczestniczyła interaktywnie, tzn. mówiła autorowi, co ma napisać, czy zmienić.

 

To prawda, że w tym kryminalne padłeś trupem?

Od razu, w pierwszym odcinku, ale takie było założenie. Później dochodziliśmy, kto mnie zabił. Wszyscy się dobrze bawili. Ostatnio Vincent V. Severski, który uczestniczył w naszej akcji w zeszłym roku, powiedział mi na spotkaniu, że było to najlepsze wydarzenie, w jakim brał udział. Jestem pewien, że nie była to tylko kurtuazja.

 

Wino jest chyba takim czynnikiem wspomagającym dyskusje. To się rzadko zdarza, żeby po spotkaniu autorskim, przy wspólnym stole, czytelnicy prowadzili dyskusje z pisarzem, pisarką.

Było tak m.in. z Kasią Boni, Izą Klementowską, Iloną Wiśniewską… To jest taka formuła, że autor nie wstaje zza prezydialnego stołu i idzie do domu, tylko zostaje z czytelnikami, by świętować to spotkanie. Wszystko ma oczywiście swoje ramy, granice i nigdy nie przeradza się w coś, czego byśmy nie chcieli.

 

„Kot” to nie tylko wino, ale też specyficzna atmosfera, która zachęca do dyskusji. Czy myślisz, że miejsca takie, jak to, przejmują poniekąd rolę domu kultury?

Poznański dom kultury, czyli CK „Zamek” jest genialnie prowadzony. Czasami jestem pozytywnie zazdrosny i nie wyobrażam sobie tego miasta bez tej instytucji, w obecnym kształcie. Od wystaw, do wydarzeń organizowanych przez Bookowski, księgarnię w Zamku. Niebywale to zadziałało. Uważam, że bez „Zamku” sam nie mógłbym tak dobrze działać. Dlatego też dom kultury jest w centrum i to, co się tam dzieje, promieniuje na inne wydarzenia. „Zamek” nam często pomaga np. pożycza krzesła, a z Bookowskim ściśle współpracuję. Myślę, że Winiarnia nie przejmuje tej roli, jest bardziej przedłużeniem tego, co dzieje się w takich dużych instytucjach, a te z kolei wspomagają mniejsze. Nie patrzę na to w kategorii konkurencji.

 

W takim razie, kiedy możemy spodziewać się kolejnego literackiego cyklu w Winiarni?

Z Joanną Jodełką myślimy o edycji wiosennej. Mam nadzieję, że zaprosimy około dziesięciu, zupełnie różnych autorów, którzy będą mieli za zadanie wypowiedzieć się na zadany temat przed publicznością, a ta będzie głosować. Nic więcej nie mogę zdradzić. Chciałbym, aby pisarze i pisarki, których zaproszę, pochodzili z zupełnie skrajnych środowisk. Zobaczymy, czy zgodzą się wystąpić na jednym plakacie. Wiesz, bardzo podoba mi się książka „Cząstki elementarne” Houellebecqa. Lubię rozbierać rzeczywistość właśnie na takie cząstki elementarne, tak, aby była ona absolutnie pozbawiona negatywnych emocji, a te w Polsce nam szczególnie mocno przeszkadzają.

 

CZYTAJ TAKŻE: Na przekór – o mądrych książkach dla dzieci

CZYTAJ TAKŻE: AKTOR, AKTOR! Debiuty, transfery i występy gościnne

CZYTAJ TAKŻE: Taniec, który łączy i daje siłę

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0