fot. Materiały promocyjne

Na przekór – o mądrych książkach dla dzieci

Na dzisiejszym rynku wydawniczym coraz częściej pojawiają się książki, które przekazują młodym czytelniczkom i czytelnikom egalitarne, tolerancyjne wartości, uczą, ale nienachalnie. Ich autorki i autorzy posługują się żartem, a jeżeli ten nie przystoi do tematu używają swobodnego języka, mówią o tematach trudnych i drażliwych, stosując porównania do codziennego życia dzieci.

Jednak przez obfitość łatwo się zgubić i pójść na łatwiznę, dlatego – wydaje mi się – należy wybierać takie książki, które w przejrzysty sposób wyjaśniają młodym czytelnikom problemy współczesnego świata. Cztery pozycje, które wybrałem, łączy szeroko rozumiana polityka, a ściślej stawianie czoła populizmowi, nietolerancji i próbie ograniczenia horyzontów. Niewątpliwie wartością dodaną jest fakt, że dorośli – jestem o tym przekonany – wyniosą z tych książek równie wiele. 

 CZYM JEST POLITYKA?

„Jeszcze na dobre nie zaczął się dzień, a już wszyscy mówią Ci, co masz robić. Władza działa na Ciebie wszędzie. Nieważne, co robisz i gdzie się ruszysz. Działa nawet wtedy, kiedy śpisz. A władzą zajmuje się właśnie polityka” – czytamy na wstępnie „Polityki. To, o czym dorośli ci nie mówią” autorstwa Bogusia Janiszewskiego z ilustracjami Maxa Skorwidera, książki, która jest świetnym wstępem do pozostałych pozycji w tym zestawieniu. „Polityka...” dzięki logicznemu podziałowi wprowadza starsze dzieci i nastolatki w zagadnienia legislacji, demokracji, państwa, pieniędzy, a nawet tyranii.

 

Janiszewski wespół ze Skorwiderem w ironiczny sposób tłumaczą kulisy władzy – od jej początków, rozwoju i codziennej obecności, dotykają także natury człowieka, z którą to przecież władza jest nierozerwalnie związana.

Tłumaczą „po co nam państwo” i „jak możne je sobie założyć”. Nie mówią tylko o demokracji i o innych formach ustrojowych. Szczegółowo przedstawiają natomiast działania polityków i, choć całość jest raczej obiektywna, autorzy dają kuksańca w bok obecnie rządzącym. Zresztą nic w tym dziwnego, bowiem jedną z największych wartości „Polityki...” jest to, że tłumaczy ona dzieciom pojęcia w taki sposób, by już w dorosłym życiu mogły obronić się od manipulacji ze strony populistów, a tych przecież nie brakuje. 

OD RELIGII DO TERRORYZMU

Tahar Ben Jelloun, „Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych”, tłum. Dorota Zańko i Helena Sobieraj, Wydawnictwo Karakter, 2015/2018

Obecnie od populizmu wiedzie krótka droga do islamu, a dokładniej – do wykorzystania tej religii w celu zastraszania i manipulowania innymi ludźmi. Dlatego też „Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych” Tahara Ben Jellouna jest ciągle tak bardzo aktualna i potrzebna. To częściowo prowadzona w formie wywiadu z córką, a częściowo złożona z artykułów (uprzednio opublikowanych w prasie) opowieść o początkach i rozwoju najmłodszej z monoteistycznych religii, docierająca aż do czasów nam współczesnych, gdzie dla wielu islam zrównany został z terroryzmem, a muzułmanin stał się synonimem terrorysty. Jelloun wyjaśnia, jak bardzo błędne i niesprawiedliwe to myślenie.

 

Autor postuluje, aby rozdzielić religię, którą obecnie wyznaje ponad miliard ludzi, od formy, jaką narzucili jej fundamentaliści, domagający się krwawej rozprawy z niewiernymi.

Taki islam nie jest prawdziwym islamem, to wykorzystywanie Koranu do własnych, właśnie populistycznych, korzyści – a przez interpretację na własny użytek wykorzystywanie świętej księgi do szerzenia fanatycznej ideologii i terroru. Co bardzo istotne – w „Co to jest islam?” Jelloun przedstawia próby zmiany stanu, w jakim Europa i Bliski Wschód znajdują się obecnie. Autor przypomina, że islam oznacza „poddanie się pokojowi” i niepopełnianie zbrodni – mimo że niektórzy muzułmanie postępują inaczej, należy pamiętać, iż „muzułmanie to nie islam”. „Znaczy to tyle, że religia nie jest pojmowana jednakowo przez wszystkich, którzy się na nią powołują”. 

DZIEWCZYŃSKOŚĆ NIE TYLKO DLA DZIEWCZYN

Anna Dziewit-Meller, „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy”, Wydawnictwo Znak Emotikon, 2018

Polityka to również problem statusu kobiet w społeczeństwie – wiadomo to nie od dzisiaj.

 

W naszym kraju co rusz odbywają się czarne (i nie tylko) protesty, by (CIĄGLE!) walczyć o równouprawnienie między płciami.

Oczywiście wielu (zwłaszcza mężczyznom) taki stan rzeczy nie odpowiada – tak bardzo boją się oddania swojej władzy w ręce kobiet. Na szczęście na rynku wydawniczym znajdziemy książki uczące szacunku, wyjaśniające, że feminizm to nie hasło do wrót piekielnych, a szczęśliwości.

Aby przypomnieć dzieciom i sobie, że kobiety od dawien dawna stawiały czoła uprzedzeniom i nierówności, warto sięgnąć po drugą część „Dam, dziewuch i dziewczyn...” Anny Dziewitt-Meller, która (razem z ilustratorką Joanną Rusinek) tym razem – po polskich kobietach: naukowczyniach, pisarkach, królowych, himalaistkach, entuzjastkach – przypomina zapomniane (już nie tylko polskie) podróżniczki i odkrywczynie. Książka zaczyna się od słów Nellie Bly (amerykańskiej dziennikarki, której wyprawa dookoła Ziemi trwała osiem dni krócej niż ta sama odbyta przez bohatera powieści Juliusza Verne’a): „Poznajcie kobiety, które w spódnicach z krynoliną i w gorsetach pchały się tam, gdzie ich jeszcze nie widziano (...) To, co najciekawsze, czeka tuż za rogiem. A potem za następnym. Trzeba tylko chcieć wyruszyć w tę podróż, tak jak one!”.

Chimamandy Ngozi Adichie, „Wszyscy powinniśmy być feministami”, tłumaczenie Agnieszka Sylwanowicz, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017

Jeżeli jednak dziewczyny i chłopaki poszukują książki, która podprogowo nie będzie zachęcać do bycia „super” (bo i takie głosy się pojawiają) warto oddać się lekturze tej, którą otrzymuje każdy szwedzki szesnastolatek i szesnastolatka, a mianowicie „Wszyscy powinniśmy być feministami” Chimamandy Ngozi Adichie. Przesłanie autorki jest proste – dzięki feminizmowi wszyscy będziemy szczęśliwsi. W krótkim eseju przywołując historie z własnego dzieciństwa i dorosłego życia, Adichie przekonuje, że to, jak wychowujemy dzieci wpływa na kształt społeczeństw, a tym samym na relacje, które są szkodliwe zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Pisze: „W szkole średniej chłopiec i dziewczyna wychodzą gdzieś razem. Oboje są nastolatkami z mizernym kieszonkowym. A jednak to chłopiec ma zawsze za wszystko płacić, żeby w ten sposób udowodnić swoją męskość. (A my zastanawiamy się, dlaczego istnieje większe prawdopodobieństwo, że to właśnie chłopcy ukradną rodzicom pieniądze). A gdyby i dziewczynki, i chłopcy byli wychowywani tak, by nie łączyć męskości z pieniędzmi? A gdyby podejście głoszące, że płacić musi chłopiec, zmieniło się w podejście głoszące, że płacić powinien raczej ten, kto ma ich więcej?”. Prawda, że proste? W książce próżno szukać naukowego napuszenia – to pozycja egalitarna, zachęcająca do negowania płci kulturowej, która zwyczajnie nas ogranicza i unieszczęśliwia. Dzięki feminizmowi chłopcy i dziewczynki mogą być wreszcie sobą. 

 

CZYTAJ TAKŻE: Mózg (nie tylko) dla dzieciaków
CZYTAJ TAKŻE: Zakamarki: nieco inne spojrzenie na dziecko
CZYTAJ TAKŻE: Wydawanie książek to adrenalina