fot. Wydawnictwo WBPiCAK

Maria Komornicka – Piotr Odmieniec Włast. O kobiecie, która nie chciała być kobietą

Prawie dziesięć lat temu ukazał się Wielkopolski alfabet pisarek. To obszerne czterystostronicowe tomiszcze, przedstawiające sylwetki żyjących i nieżyjących pisarek. Jak mówi tytuł związanych z Wielkopolską, ale związanych na co najmniej kilkanaście różnych sposobów.

Wielkopolski alfabet pisarek 

Przedstawione kobiety bądź tu żyły, bądź się urodziły, były wspominane, bądź same wspominały ten region w swojej twórczości lub życiu. Wybór subiektywny, zaskakujący i nieprzewidywalny (między innymi dlatego świetnie się to czyta). Publikacja ta powstała pod redakcją Ewy Kraskowskiej i Lucyny Marzec. To cześć większego projektu realizowalnego przez Pracownię Krytyki Feministycznej na poznańskiej polonistyce.

Tam właśnie pierwszy raz natknęłam się na Marię Komornicką, czyli Piotra Odmieńca Własta. Ten rozdział przeczytałam kilka razy, bo obok takiej biografii nie da się przejść obojętnie. Maria Komornicka to poetka, publicystka, tłumaczka żyjąca na przełomie XIX i XX wieku. Przez Wielkopolskę musiała przejeżdżać wiele razy, podróżując dobrowolnie bądź pod przymusem do Anglii, Francji, Niemiec czy Belgii. Okolice były jej znane.

Ewa Kraskowska opracowująca jej hasło przytacza fragment z wiersza pod tytułem „Poznań”, z taką ciekawą refleksją:

 

Maria Komornicka, fot. Wikipedia

Maria Komornicka, fot. Wikipedia

„Place banalne, schludny trotuar i porządne gmachy/ Świadczące, że Berlin, choć niedokładnie, jest im znany”.

 

 Jednak to nie pokonywane przejazdem drogi sprawiły, że trafiła do wspominanego alfabetu. Uczyniła to jedna noc w poznańskim hotelu Bazar.

 

Noc, która przeszła do legendy!

Noc, o której napisano rozprawy i przedstawiania teatralne. Noc, którą być może już nie długo zobaczymy na wielkim ekranie. Noc, podczas której Maria Komornicka stała się Piotrem Odmieńcem Włastem.

Zacznijmy od początku

Ale by dowiedzieć się co oprócz drewna spłonęło w hotelowym kominku i choć po trosze zrozumieć co tam się stało, trzeba zacząć od początku.

Maria urodziła się w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Jej matką była Anna z Dunin – Wąsowiczów a ojcem Augustyn Komorowski właściciel majątku Grabów nad Pilicą, niedaleko Warszawy. Była jednym z sześciorga ich dzieci.

 

Augustyn Komorowski do łatwych nie należał.

Jak po wielu latach wspominała jej siostra Aniela, dwuletnia Maria głośno płakała w nocy, a zdenerwowany tym tata roztrzęsione dziecko mocno „poturbował”.

Nie ma się co dziwić, że ich relacja prosta nie była. Apodyktyczny ojciec budził strach a tymczasem Maria wyrastała na genialne, twórcze dziecko, a przy tym dosyć buntownicze i skłonne do skrajnych emocji. Rodzice zdawali sobie sprawę, że jest nieprzeciętna i utalentowana. Jak opisała to siostra:

 

„była słońcem, ku któremu zwracali się wszyscy domownicy, niczym słoneczniki”.

 

I tu trzeba oddać Augustynowi Komorowskiemu to, że jak na owe czasy był dosyć postępowy i dbał o wykształcenie swoich dzieci, również córek. Wspomógł też debiut literacki szesnastoletniej dziewczyny wspierając finansowo ukazanie się jej pierwszego tomiku opowiadać pod tytułem „Szkice”.

 

Cezary Jellenta, fot. Wikipedia

Cezary Jellenta, fot. Wikipedia

Być może na swoje nieszczęście, bo od tej pory zaczęła funkcjonować się w świecie młodopolskiej elity uznawana za cudowne dziecko.

Maria, która z matką i rodzeństwem wyjechała do Warszawy, by tam kontynuować naukę zaczęła pisać i obracać się w środowisku warszawskich artystów i literatów. Już jako nastoletnia dziewczyna budziła powszechne zainteresowanie. Cezary Jellenta tak ją opisywał:

 

„Skąd się wziął ten genialny gnom w spódnicy, ta żywa puszka Pandory: szyderstw, ironii, parodii i karykatur, ta staroszlachecka, słowiańska boginka…”.

 

Zyskała już wtedy opinię kobiety postępowej o szerokich horyzontach myślowych i skłonnej do prowokacji. Wacław Nałkowski (ojciec poetki Zofii Nałkowskiej) nazwał Marię:

 

„jednym z najbardziej naprzód wysuniętych typów ewolucyjnych.”

 

Sam Nałkowski był lewicującym literatem i takie między innymi znajomości na dobre przeraziły ojca Marii. Siłą zabrał ją z Warszawy. W jednej z jej niedokończonych powieści konserwatywny szlachcic wypowiada się o emancypacji kobiet, mówiąc, że:

 

niech się emancypują guwernantki i szwaczki a nie ziemiańskie córki…” – można się domyślać, kto był rzeczywistym autorem tych słów.

 

Wielkopolski alfabet pisarek pod redakcją Ewy Kraskowskiej i Lucyny Marzec, Wydawnictwo WBPiCAK

Augustyn Komorowski nie chciał i nie mógł zrozumieć, że jego córka nie mieści się w żadnym obyczajowym szablonie ówczesnej epoki i co ważniejsze naturę ma taką, że nie da się jej w żaden z nich wcisnąć na siłę. A próbował. Między innymi posłał ją na studia do Anglii, by odciągnąć ją od warszawskiego towarzystwa. Komorowska wytrzymała tam zaledwie pół roku, uznając, że sytuacja kobiet jest w angielskich uczelniach jeszcze gorsza niż w Polsce.

Uciekła stamtąd bez zgody ojca i napisała cykl ironicznych reportaży pod tytułem „Raj młodzieży”, opublikowanych w 1896 roku w Przeglądzie Pedagogicznym. Opisuje w nich patriarchalny model angielskiej kultury i policyjną władze rektora nad studentkami, który może aresztować każdą kobietę, która wyjdzie wieczorem sama.

 

Co więcej kobieta sama nie może wejść nawet do biblioteki.

Musiało być bardzo źle, ale i w Warszawie nie było łatwo. Carska policja aresztowała ją kiedyś, gdy sama w nocy wyszła z domu, do tego uznając ją za prostytutkę, poddała ją badaniu lekarskiemu, które było zwyczajnym molestowaniem seksualnym o ile nie czymś gorszym.

Augustyn Komorowski wkrótce zmarł. Rodzina, a szczególnie najstarszy brat, posądzał ją „doprowadzenie ojca do grobu”. Było to posądzenie wyjątkowo wygodne z jego strony, bo nie tylko wszedł w rolę apodyktycznego opiekuna, ale też przejął majątek i nie zamierzał się dzielić nim z krnąbrną siostrą.

Z Janem Lemańskim

Maria Komorowska niedługo potem wyszła za mąż za Jana Lemańskiego. Małżeństwo to nie było udane, ale było na pewno burzliwe.

Jan Lemański był poeta, bajkopisarzem i:

 

„lirykiem wyjątkowej miękkości i słodyczy” jak napisał Jan Lorentowicz,

 

ale też niezwykle zazdrosnym mężem, który nie zawahał się by wyciągnąć pistolet i postrzelić żonę na krakowskich plantach, gdy ta spacerowała z kuzynem. Strzelił sześć razy. Potem przystawił sobie lufę do głowy, ale magazynek był już pusty. Marię trafił niegroźnie dwa razy w ramię. Podobno nabój nosiła do końca życia jako breloczek przy bransoletce. Maria broniła go w sądzie i wkrótce wyszedł, ale małżeństwa nie dało się już uratować.

 

Okładka książki pt. Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom. Przewodnik po kościołach, pałacach i ciekawostkach Wielkopolski

Okładka książki pt. Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom. Przewodnik po kościołach, pałacach i ciekawostkach Wielkopolski

Był to dla niej dosyć szalony okres w życiu i najpłodniejszy twórczo.

Powstało w tym czasie najwięcej publikacji. Wierszy, szkiców, ale i niezwykle dobrych recenzji zamieszczanych w czasopiśmie Chimera. Trafnie ocenia i rozpoznaje wartość Popiołów, Chłopów i Lorda Jima. Recenzji tych nie uznawała za swoją twórczość i nie chciała podpisywać własnym nazwiskiem i tu matka Anna z domu Dunin–Wąsowicz, podpowiedziała jej pseudonim, który mocno wpisał się w jej życie. I tu konieczna dygresja. Ród jej matki wywodził bowiem swoich przodków od słynnego, czyli Piotra Dunina Włostowica zwanego Włastem. (Dunin mogło być przydomkiem oznaczającym Duńczyka).

 

Z postacią tą zetknęłam się przy pisaniu Przewodnika po kościołach, pałacach Wielkopolski pod tytułem „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom” , a to przy opisywaniu kościoła św. Bartłomieja w Koninie.

Piotr Włast to niezwykła postać. Średniowieczny awanturnik, i potężny palatyn na dworze Bolesława Krzywoustego. Postać jak z „Gry o tron”. Rycerz, a i skuteczny porywacz, który podstępem uwięził przemyskiego księcia i zmusił do uległości wobec Krzywoustego.

 

Między innymi takie wyczyny sprawiły, że doszedł do urzędu wojewody i potężnego majątku.

Poza tym była to postać targana niezwykłymi namiętnościami. Pojechawszy swatać dla króla ruską księżniczkę, sam się w niej zakochał i się z nią ożenił. Podobno by odpokutować ten czyn, bo księżniczka była prawosławna, zobowiązał się zbudować siedemdziesiąt siedem kościołów – między innymi ten św. Bartłomieja w Koninie.

Po śmierci króla Bolesława jego syn Wacław postanowił pozbyć się potężnego Własta. Uwięził go, oślepił i uciął mu język. Takie okrucieństwo niezbyt mu się opłaciło, bo syn króla wkrótce sam musiał uciekać z kraju i do historii przeszedł z przydomkiem Wygnaniec. Piotrowi Włastowi natomiast zwrócono majątek i wolność. I podobno w nagrodę za fundacje kościołów i klasztorów odzyskał wzrok i mowę.

 

Pomnik Marii Komornickiej w Grabowie nad Pilicą, fot. Wikipedia

Niezwykły to bohater i do tego bardzo literacki, nic dziwnego, że matka Marii Komorowskiej przywołała tę postać owianą legendą rodową, by podpowiedzieć córce pseudonim. Zapewne nie zdawała sobie sprawy, że wkrótce dla Marii imię Piotr stanie się jej własnym.  

Pewne rozdarcie

Jest 1907 rok Maria jest w Paryżu. Jedzie tam po śmierci niejakiego Gucia Walewskiego, w którym była zakochana bez pamięci, a on zmarł na zapalenie płuc. To był wielki wstrząs w jej życiu i trudno powiedzieć, czy przyczyna kolejnych wydarzeń.

W Paryżu Maria dużo pracuje, spędza czas w bibliotekach, ale i zaczyna się dziwnie zachowywać i dziwnie ubierać. We wspomnieniach znających ją osób nie ma nic o tym ubiorze i na czym ta dziwność miała polegać. Włosy ścięte na krótko miała już znacznie wcześniej. Do matki pisze w liście:

 

„… marzę być z Tobą, pokłonić się Dziadom, których jednego, najdawniejszego, najznakomitszego imieniem w chwili natchnienia ochrzciłaś mnie po raz drugi. Doniosłości tego faktu, szczytności tego wyboru może jeszcze teraz nie rozumiesz… (…) ja wzięłam na siebie i w siebie to imię z Twoich rąk i nosić je będę do śmierci – i po śmierci może – a bez skazy. Jam Twój, Jam Wasz Włast” .

 

Listy takie niepokoją matkę, ale również przejęte są osoby znajdujące się wokół niej. W bibliotece histeryzuje, głośno się modli klęcząc na podłodze, chluszcze szklankami wody w twarzy.  Trafia pierwszy raz kliniki psychiatrycznej. Wychodzi z niej z diagnozą:

 

„przejściowa depresja wywołana przemęczeniem i pewne rozdarcie”.

 

Po wyjściu ze szpitala serdeczną opieką otacza ja Władysław Mickiewicz syn Adama. Również Bolesław Leśmian pisze w liście:

 

„Siedziałem całą noc przy niej, zachwycony każdym jej słowem. Nie wiem czemu, ale zdaje mi się, że wkrótce wyzdrowiej”.

 

Maria Komornicka czuje się lepiej, ale to „pewne rozdarcie” zostaje i nie jest chwilowym przemęczeniem.

 

Poznański Bazar obecnie, fot. Wikipedia

Poznański Bazar, fot. Wikipedia

Noc w Bazarze

 

Pełną deklaracja staje się pamiętnej nocy listopadowej, gdy to Maria Komorowska jedzie z matką do Kołobrzegu na kurację. Noc spędzają w hotelu Bazar w Poznaniu. Tam Maria Komornicka zostaje w pokoju sama i ostentacyjnie pali w piecu swoje sukienki. Oznajmia światu nowe narodziny i od tego momentu, każe się nazywać imieniem Piotr nazwiskiem Włast i sama od siebie dokłada do tego przydomek „Odmieniec”. Będzie używać tego miana konsekwentnie do samej śmierci, czyli jeszcze przez czterdzieści dwa lata.

Od tego też czasu Piotr Odmieniec Włast przebywa w wielu szpitalach psychiatrycznych. Dziś nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy z powodu swego stanu zdrowia, czy nie akceptacji społecznej, czy zwyczajnie wygodnej dla Jana Komorowskiego sytuacji, w której ubezwłasnowolniona siostra nie może się domagać swojej części majątku.

 

Gdy wybucha I wojna światowa brat pozwala jej mieszkać w Grabowie, ale na strychu, ukrywając Piotra przed ludźmi.

Od tego czasu on nic już nie wydrukuje. Wschodząca gwiazda literatury zgasła. Piotr dużo czyta, chodzi w męskim ubraniu, pije ogromne ilości kawy i mocnej herbaty, za którą płaci ukradzionymi ze stołu łyżeczkami. Pisze Księgę poezji idyllicznej, której rękopis znajduje się w Muzeum Literatury.

 

Podpisze go „Niniejszy egzemplarz poświęcam Mamie Piotr Odmieniec Włast”, a pod spodem w nawiasie jest (Maria Komornicka).

Na rodzinnej fotografii przedstawiającej brata Jana z kuzynką pojawi się na czwartym planie. Przemyka ukryty w drzewach, z pochylaną głową. Maria Janion napisze o tym zdjęciu „Utrwalona nieobecność”.

Umrze w 1949 roku w domu starców pochowany przez siostry zakonne. Zakonnice ubrały ciało do trumny w sukienkę.  

Dziś trudno określić jednoznacznie motywy Marii Komorowskiej. Nie wiadomo, czy była osobą transseksualną, czy chciała być osobą aseksualną. A może nie chciała tkwić w poniżeniu, w jakim uważała żyją kobiety.

W jednym wierszu powtarzała uparcie frazę „Panie i ja” stawiając siebie na marginesie płci, i tak prawdopodobnie chciała pozostać. Motywy jej decyzji nie są jednoznaczne, ale wiadomo, że tolerowała traktowania jej jako kobiety i w męskim wcieleniu stała się uzyskać godność i bezpieczeństwo. A przede wszystkim trwała w swym postanowieniu tak jak zapowiedziała, do samej śmierci.

Piotr Włast według legendy odzyskał wzrok i mowę, uważam, że to samo spotkało Piotra Odmieńca Własta.

 

Grobowiec Komornickich na warszawskich Powązkach

Grobowiec Komornickich na warszawskich Powązkach

Poezja Marii wydobyła się z zapomnienia i jest dziś przedmiotem wielu badań, natomiast postać Piotra stała się tematem sztuki teatralnej. Teatr w Bydgoszczy wystawił monodram pod tytułem Biografia pozorna we reżyserii Bartka Frąckiewicza.

A scenariusz pod tytułem „Włast” opisujący życie Piotra Odmieńca napisany przez Martę Konarzewską zrobił furorę i wygrał w 2018 roku „Script pro”. To wyjątkowo prestiżowy konkurs na scenariusz filmowy, organizowany przez szkołę Wajdy i wspierany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Wiele wygranych scenariuszy okazało się równie dobrymi filmami. Na to też liczę, bo scena palenia sukienek w poznańskim hotelu Bazar jest doskonale filmowa i ma to co w filmie najbardziej pożądane – a mianowicie ważny punkt zwrotny w życiu bohatera.  

Mam nadzieję, że będzie to niezwykła historia, bo Maria Komorowska/ Piotr Odmieniec Włast to niezwykły człowiek.

Podziel się kulturą!