fot. materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #12

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Michał Giżycki, Molk i Poznański Chór Chłopięcy.

MICHAŁ GIŻYCKI
Miniatury Nocne”, wydanie własne, 2019

„Miniatury nocne” powstały w przedwiośniu, w nocy 13 i 15 marca tego roku. Wtedy to ich autor, Michał Giżycki – poznański klarnecista i intuicjonista, nie od dziś będący cennym przedstawicielem sceny muzyki improwizowanej, zaszył się w ich mroku i puścił wodze fantazji. Choć artystę można kojarzyć z wielu kooperacji, choćby z Hubertem Karmińskim, Karolem Firmantym czy Jeffem Gburkiem, a także licznych projektów, z których na pewno warto wyróżnić Poznań Improvisers Orchestra, post-rockowy Exister oraz awangardowe Drogi Krajowe, to o Giżyckim równie często mówi się w kontekście jego działalności solowej.

 

Jak sam przyznaje, jego głównym zainteresowaniem muzycznym, inspiracją dla zwichrzonych, klarnetowych improwizacji, są „wszelkie wartościowe zjawiska dźwiękowe fauny i flory”.

MICHAŁ GIŻYCKI, „Miniatury Nocne”, wydanie własne, 2019

W swoich poszukiwaniach często skupia się również na akustyce budynków oraz obiektów architektonicznych, a także przestrzeni, która w jazzie miała zawsze fundamentalne znaczenie. Jego eklektyczna natura wolnego ducha nie pozwala mu jednak zbyt długo przy nim stać, dlatego też poszczególne miniatury, bez względu na ich oszczędną, „jednowymiarową” formę, zmierzają klimatem również w stronę muzyki etnicznej, rockowej czy współczesnej (zwłaszcza takiej, jaką proponują saksofoniści Peter Brötzmann, Evan Parker czy John Zorn). A skoro już o nazwiskach mowa, to warto przywołać i te, które wymienia sam Giżycki – John Coltrane, Jan Sebastian Bach oraz… Maynard James Keenan z zespołem Tool. Wyliczone jednym tchem, pokazują, z jak otwartym umysłem mamy do czynienia.

„Chłoń kształty, kolory i wymiary tworzone przez te dźwięki” – zachęca muzyk w zapowiedzi swojej płyty. Zaręczam, że kiedy pozwolicie już przepływać im przez słuchawki, nie będziecie mieć innego wyjścia…

MOLK
Tu”, wydanie własne, 2019

„Tu” to zdecydowanie jedna z najokazalszych perełek, które w tym roku udało mi się wyłowić z wielkopolskiego podziemia. Wróżę, że już niedługo Molk może przestać być jego częścią, ponieważ ma wszystko, co potrzebne, by wejść do polskiego mainstreamu pewnym, marszowym krokiem.

Jak podkreślają członkowie projektu, ich twórczość powstała „z potrzeby ucieczki do przodu”. Wszystko zaczęło się od pasma sukcesów, które Marcin Skrzypczak i Łukasz Krzyszkowiak odnieśli z poznańską grupą Lola Lynch. Alt-rockowa formacja nie tylko wydała dobrze przyjęty album studyjny i zagrała świetne koncerty na takich imprezach jak Spring Break czy Soundrive, ale też zwyciężyła w konkursie Jarocin Festiwal.

 

Panowie mieli jednak dość – patetyczne, przesterowane retro z czasem przestało im smakować, za to pojawiła się pokusa grania czegoś bardziej subtelnego i tanecznego, w dobrym (i przy okazji modnym), skandynawskim stylu.

MOLK, „Tu”, wydanie własne, 2019

Kiedy do składu dołączyła Olga Zając (skrzypaczka mającą na koncie współpracę z kameralnymi orkiestrami, ale przede wszystkim cudownie interpretująca wokalistka), a także basista Konrad Szadkowski, okazało się, że ich marzenie o zaspokojeniu muzycznych ambicji jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wejść do studia, by wyczarować kojący, indie pop, mieszający się z synthpopem, IDM-em i R&B, w którym z pewnością najbardziej odnajdą się fani islandzkiego Vök, szwedzkiego The Knife i brytyjskiego Daughter. Z tym ostatnim zespołem Molk łączy się również w warstwie lirycznej.

„Jak dobrze, że to trwa już tyle, tyle godzin, albo cały złoty wiek do cna / Oddech wciąż równy, choć pierwsza, pierwsza mila, za nami chyba tysiąc, tysiąc kłamstw” – śpiewa Zając z wrodzonym niepokojem w głosie w piosence „Tyle”. Sprawdźcie „Tu”, bo to cudeńko dla wrażliwych słuchaczy, niezadowalających się byle jakim splinem.

POZNAŃSKI CHÓR CHŁOPIĘCY
Credo”, Pleroma Records, 2019

Doprawdy nie spodziewałem się, że jednym z bohaterów tego cyklu będzie Poznański Chór Chłopięcy. To miłe, że chór pod kierownictwem niezawodnego Jacka Sykulskiego postanowił sprawić nam taki prezent – zwłaszcza, że „Credo” to uczta dla ducha i ucha jednocześnie. Marcowy koncert Polskich Słowików w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Pocieszenia, odbywający się w ramach 48. edycji Poznańskiej Wiosny Muzycznej, został zarejestrowany po mistrzowsku, dokładnie tak, jak na ten chór przystało.

Założony w 1945 roku przez wybitnego dyrygenta Jerzego Kurczewskiego występował tysiące razy na czterech kontynentach, choćby w takich melomańskich mekkach jak Carnegie Hall, Filharmonia Berlińska czy Wiedeński Musikverein. W przypadku Poznańskiego Chóru Chłopięcego, doskonałe wykonawstwo zawsze szło w parze z imponującym programem, zawierającym właściwie wszystkie najokazalsze kompozycje z XX i XXI wieku.

 

Chór bierze na warsztat zarówno arcydzieła Szymanowskiego, Pendereckiego czy Góreckiego, jak i renesansową czy barokową muzykę dawną, a także utwory filmowe i popularne.

POZNAŃSKI CHÓR CHŁOPIĘCY, „Credo”, Pleroma Records, 2019

„Credo” otwiera zniewalająca majestatem „Pieśń o Wniebowzięciu” autorstwa innego mistrza partytury – Tadeusza Szeligowskiego, pierwszego prezesa poznańskiego Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego. Trudno nie wspomnieć też o kompozycjach wykonanych w środkowej części występu: choćby o zaprezentowanej z niezwykłym rozmachem premierowej kompozycji „Spiritus flat, ubi vult” Janusza Stalmierskiego (od początku lat 80. związanego z Akademią Muzyczną w Poznaniu) oraz o późniejszych „As One Who Has Slept” Jamesa Tavenera oraz o „Das Vaterunser” Rudolfa Mauersbergera. Słuchając „Credo”, pojawia się myśl, że właśnie dla takich chwil chce się żyć – nawet, jeśli nie byliśmy ich częścią.

 

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #11

CZYTAJ TAKŻE: Rebeka „Post Dreams”: Gwiazdy i niespełnione marzenia

CZYTAJ TAKŻE: Poznańska Wiosna: muzyczna pora roku