fot. materiały prasowe

Rebeka „Post Dreams”: Gwiazdy i niespełnione marzenia

Najnowsza płyta poznańskiego duetu to głównie zasępiona elektronika o ciepłym, analogowym, niemal lampowym brzmieniu, świetnie korelująca ze swoistym novum – organicznymi dźwiękami żywych instrumentów. Szkoda jedynie, że to muzyka o krótkim terminie przydatności...

Opowieść o Rebece warto rozpocząć, przybliżając spektakularny, choć dość krótkotrwały sukces komercyjny zespołu Kamp!. Nie tylko dlatego, że za projekt w połowie odpowiada jeden z jego członków, lecz przede wszystkim z uwagi na to, że historia znów zatoczyła koło. Łodzianie z Kamp! rozpoczęli działalność dokładnie dziesięć lat temu, a ich single i epki w rodzaju „Breaking A Ghost’s Heart / Thales One” czy „Heats / Distance Of The Modern Hearts” szybko stały się bestsellerami. Co bardzo ważne, do gustu przypadły one nie tylko słuchaczom z Polski, ale również z wielu innych krajów Europy, a nawet Stanów Zjednoczonych.

Kiedy w 2012 roku Kamp! wydał debiutancki album, na koncie miał już występy na wielu prestiżowych festiwalach, takich jak amerykańskie SXSW w Austin (wtedy kapelę zaczęto już określać „polskim towarem eksportowym”), brytyjskie The Great Escape w Brighton i Liverpool Sound City czy serbski Exit.

O ultramelodyjnym, nowoczesnym, bardzo „światowym” electropopie załogi Tomasza Szpaderskiego trąbiono wszędzie, prognozując, że niebawem ta twórczość będzie za granicą równie popularna co płyty SBB czy Riverside. Te prognozy okazały się jednak przedwczesne, bo ani późniejsze albumy „Orneta” (2015) i „Dare” (2018), ani pojawiające się w międzyczasie epki  nie zdobyły powszechnego zainteresowania.

SYNDROM KAMP!

Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny, duet Rebeka.

Bardzo podobna historia towarzyszy electropopowemu (choć zdecydowanie bardziej emocjonalnemu i minimalistycznemu w swoim wyrazie), stuprocentowo poznańskiemu duetowi Rebeka. W przypadku projektu Iwony Skwarek i Bartosza Szczęsnego związek przyczynowo-skutkowy prezentuje się w następujący sposób: najpierw debiutancki wielki hit „Stars” w 2012 roku, który – nomen omen – uczynił z nich gwiazdy polskiej muzyki elektronicznej, potem szereg udanych gigów w Polsce i Europie, a później głucha cisza, sporadycznie przerywana jedynie dyskusjami relatywnie zaciekawionych słuchaczy późniejszych krążków: pierwszego długograja „Hellada” (2013), tytułowej epki (2015) i kolejnego albumu „Davos”.

Żaden z tych materiałów nie zasłużył na miano niezajmującej bądź nieudolnej próby wzniesienia się ponad to, co Rebeka osiągnęła za sprawą „Gwiazd”. Czy nie było to jednak znaczące, że cztery lata po wydaniu „Stars” zaraźliwy refren tej zmyślnej piosenki nuciło pół Polski, kiedy TVN wykorzystał ją jako motyw przewodni jednej ze swoich ramówek, jednocześnie nie przejmując się zbytnio aktualnymi dokonaniami duetu? Czy podobny los spotka jego najnowszy, wydany dwa miesiące temu album „Post Dreams”?

PIOSENKI JAK SIĘ PATRZY

Rebeka „Post Dreams”, Wydawnictwo Agora 2019

Skwarek i Szczęsny to nie od dziś ulubieńcy naszej krytyki muzycznej. Konia z rzędem temu, kto znajdzie w sieci naprawdę niepochlebną opinię nie tylko na temat ich poprzednich pozycji, ale również najnowszego krążka. Autor niniejszego tekstu o „Post Dreams” nie będzie tu wyjątkiem, choć nie zaprzeczy, że im dalej w ten las, tym robi się ciemniej. Za pierwszym razem wydaje się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie ma jakiegokolwiek powodu do niepokoju.

 

Ba, gołym uchem słychać, że Rebeka nabrała niesamowitej krzepy, zarówno od strony muzycznej i producenckiej, jak i – tu ukłon w stronę piękniejszej połówki tandemu – wokalnej czy lirycznej.

Wzorem poprzednich krążków premierowa Rebeka to głównie zasępiona elektronika o ciepłym, analogowym, niemal lampowym brzmieniu, świetnie korelująca ze swoistym novum, którym są organiczne dźwięki żywych instrumentów. Okazuje się, że smyczki i dęciaki leżą duetowi jak ulał, co pokazują utwory „Zachód”, „Indie” czy „Cavegirl (Jogging Version)”. Oczywiście nie oznacza to, że projekt zboczył z dawno obranego, najsłuszniejszego kursu – „Elesi” to klubowy pewniak, singlowe „Fale” to retro wave pierwszej wody, „We Will Love You” to kwintesencja ich dobrze znanej chandry, zaś „Mama” to rozpoetyzowana hybryda, łączącą szeroko pojętą cyfrę z aurą soft rocka i ornamentującą trąbką.

„Post Dreams” przypomina dyskotekę w sypialni – sytuację dobrze znaną choćby fanom Cyndii Lauper. Nawiązań do czasów „starych, dobrych i różowych” jest na tej płycie bez liku, w czym największa zasługa Szczęsnego, choć również Skwarek robi, co może, byle tylko nas rozmarzyć.

Nuci sennie, wdzięcznie, przez cały czas przykuwając uwagę swoim nietuzinkowym głosem. Sprawia nawet, że zastanawiamy się, czy to może nie Blondie albo Kate Bush, Moloko czy Goldfrapp. Perlistym melodiom i wokalom towarzyszą równie powabne, oniryczne teksty. Za przykład weźmy te w języku polskim: „Aureola, aureola, świeci z naszych głów / Pocałunek, pocałunek, cieknie z naszych ust /  Me ramiona cię unoszą, lewitujesz ponad ziemią / Jeśli kochasz, jeśli kocham, wytrzymamy tu” (utwór „Fale”) albo „Suniesz jak pływak w oceanie snu / Ja chwytam cię, ty umykasz znów / Nurty rzek wywijasz wspak / By miejsca nieco dla nas zrobił świat” („Światła”).

Tak, „Post Dreams” to muzyka dla niepoprawnych marzycieli. Jednak jak dobrze wiemy, nawet najpiękniejszy sen kończy się, kiedy wstaje nowy dzień…

KRÓTKI TERMIN PRZYDATNOŚCI?

Iwona Skwarek nie kłamie, twierdząc, że najnowszy album to „prawdopodobnie najbardziej piosenkowa płyta Rebeki”. Ma rację, zauważając, że to materiał różnorodny, „utkany z delikatnych ornamentów, z drugiej strony uderza potężną falą przesterowanych gitar i ciężkich bębnów”. Równie słuszne jest zdanie Bartka Szczęsnego mówiącego o wprowadzeniu „nieco nowości do naszego stylu komponowania”.

Duet całkiem zgrabnie podsumowuje swoje najmłodsze dziecko, jednak po lepszym zapoznaniu się z nim odczuwamy pewien brak, przez który – mimo początkowych zachwytów – raczej nie chcemy do niego wracać…

 

„Post Dreams” przypomina efektowny pokaz fajerwerków w pastelowych kolorach – dekorują niebo tak, że za nic nie możemy oderwać od nich oczu, jednak po chwili gasną i pozostaje po nich jedynie wspomnienie.

Bardzo liczę na to, że Rebeka jeszcze powróci na miarę debiutu: robiąc światową lub chociaż – bądźmy realistami – europejską karierę.

 

CZYTAJ TAKŻE: Poznań jest miastem hip-hopu. Rozmowa z Piotrem Kraśnerem, twórcą projektu Neo Soul / Hip-Hop Live Session

CZYTAJ TAKŻE: Poznańska Wiosna: muzyczna pora roku

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #11