fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #13

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Aidan Zett, Jan LF Strach i New Vision.

AIDAN ZETT
„Transreverbation”, wydanie własne, 2019

Witaj w najgorszym koszmarze. W takim, który z pozoru przypomina cudowne, kojące marzenie, a jednak po chwili okazuje się piekłem. Nam, melomanom beznadziejnym, wnętrza obiektów sakralnych często kojarzą się nie tylko z pięknymi rzeźbami, obrazami czy zdobieniami ołtarza, ale również z akustyką. Często jest ona wręcz zdumiewająca. Każdy, nawet najbardziej niepozorny dźwięk w przestrzeni kościoła potrafi rozlać się w sposób majestatyczny – „aż serce się raduje”, mógłby powiedzieć ktoś. A gdyby tak trochę namieszać – i to, w czym tak wielu z nas znajduje ukojenie (pokrzepienie, pogodę ducha), zamienić w coś bardziej drażniącego i niepokojącego?

Tak właśnie uczynił niemal nikomu jeszcze nieznany producent z Poznania, który pod aliasem Aidan Zett wydał na początku maja kapitalny, półgodzinny krążek zatytułowany „Transreverbation”. Zawarł w nim pięć rozbudowanych utworów, w których katedralne pogłosy z technicznego punktu widzenia stanowią kompozycyjny fundament, jednak patrząc na nie w sposób bardziej metafizyczny, można uznać je za przepustkę do świata, w którym króluje strach i dojmujące poczucie osamotnienia.

Za przykład weźmy otwierające, niemal ośmiominutowe „Miseo”, w którym długie i zimne jak lód wstęgi dark ambientu wloką się nieśpiesznie, wiążąc ze sobą rozciągnięte w czasie brzmienia kościelnego instrumentarium. Czy to dostojne organy? A może tylko ceremonialne dzwonki?

 

Na tym albumie nic nie jest pewne, choć zdarzają się momenty dźwiękowo zdecydowanie bardziej transparentne, a przy tym nie mniej sugestywne.

Tu dobrym przykładem jest „Zwiastowanie”. Ot, chór śpiewa na tle dzwonów, które właśnie komuś zabiły… Pozostaje tylko pytanie: czy młodej parze, czy może raczej pijakowi, o którym śpiewał nieśmiertelny Szwagierkolaska?

JAN LF STRACH
„Bjurwa Fantomatyczna”, Underpolen, 2017

Pracownica biura niewywiązująca się ze swoich obowiązków, niekompetentna i pogardliwie traktująca petentów, wytworzona jednak w umyśle ludzkim – tak można by wyjaśnić tytuł jednego z najnowszych albumów poznańskiego artysty podpisującego się jako Jan LF Strach.

Ten „młody zdolny”, nieźle pokręcony muzyk, dodatkowo twórca labelu Underpolen i gier komputerowych w stylistyce lo-fi, grafik, fotograf oraz autor opowiadań i poeta (prawdziwy człowiek orkiestra!), zaproponował nam kolejną muzyczną przygodę w rodzaju dźwiękowego art brut.

 

By jak najlepiej wyjaśnić zawartość płyty „Bjurwa Fantomatyczna”, do głosu należy dopuścić samego jej autora, będącego – jak sam o sobie mówi – „domorobem hałaśliwym i natchnionym”.

Kompulsywna wyliczanka pana Jana ma sens, bo album to rzeczywiście nieskategoryzowana „wypadkowa rocka, casio-elektroniki, lo-fi, podniosłego popu, punka, postpunka, krautrocka, pełna sampli, gitar, klawiszy, rzężących efektów, wzniosłych melodii i tekstów niebanalnych”. I ma też rację Strach, że nie pozostaje mu nic innego, jak swoją radosną twórczość określać po prostu „chaos-popem”.

Jak tłumaczy artysta, krążek ten powstał w rękach szaleńca wiecznie pozbawionego snu, we wnętrzu jego zmęczonej głowy. To może tłumaczyć paranoidalny charakter cyfrowej kanonady Salvadora Dalego w „Umrzeć To Ostatnia Rzecz Jaką Chciałbym Zrobić, Bejbe”, syntezatorowego retro „Kurz+Bałagan”, całkowicie narkotycznego i przepięknego po bliższym poznaniu „Nikt Nie Mieszka” i każdego kolejnego numeru, który znajdziecie na tym przedziwnym, chałupniczym albumie.

NEW VISION
„People Without Faces”, wydanie własne, 2017

Converge, Norma Jeans, The Chariot – to zespoły, które może i nie mogą cieszyć się popularnością pierwszoligowych metal bandów, jednak dla fanów nurtu „chaotic hardcore” są prawdziwymi bogami.

To właśnie do tego bezkompromisowego stylu wyraźnie nawiązują poznańscy wariaci z enigmatycznego New Vision, którzy dwa lata temu popełnili małą zbrodnię w postaci surowej jak tatar epki „People Without Faces”.

Cała zabawa z ogniem zaczyna się od „Across the Red Moon” – startującego obskurnym, złowróżbnym riffem i posępnymi uderzeniami w tony, do których chwilę później dołącza ogłuszający wrzask frontmana. Patent niby stary jak świat, jednak kiedy w uszach rozlega się pierwsza salwa różnych, łobuzerskich gatunków – choćby punku czy screamo – to jakoś przestaje nam zależeć na oryginalności New Vision. Ba, przestaje nam zależeć na czymkolwiek.

 

Nihilistyczny wydźwięk „Ludzi bez twarzy” działa jak naostrzony obuch.

Jego siłę czujemy również w kolejnych numerach: jeszcze bardziej jadowitym, do bólu piwnicznym „Prisoners”, w którym musimy być gotowi na rock’n’rollową jazdę na modłę Fall of Efrafa czy Downfall of Gaia, a także w finałowym utworze o wdzięcznym tytule „Lobotomy of Reality”, po którym – mówiąc żartobliwie – nic, tylko się pochlastać. Choć może to nie żart, mając na względzie krzyk lidera, cedzącego, niczym Jeffrey Walker z legendarnego Carcass, słowa o szeroko pojętej beznadziei…

Tak czy inaczej za „anihilacyjną” okładką „People Without Faces” autorstwa Olgi „J’13” Kisielewicz – jedynej ujawnionej współautorki tego krążka – kryje się solidna porcja stuprocentowego „łojenia”. Miłego gubienia zębów!

 

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #11

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #10

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #9