fot. materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #10

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Błogie Milczenie, EneDueRabe i Ovvoid.

BŁOGIE MILCZENIE
„W sercu miasta”, wydanie własne, 2019

Przełom lat 70. i 80. to bardzo ciekawy okres w historii szeroko pojętej alternatywy. Wystarczy wspomnieć o narodzinach dark wave – mrocznej fali, która porywała setki Anglików, Niemców i Francuzów, zasłuchujących się w prekursorskie płyty takich gigantów jak Dead Can Dance, Cocteau Twins czy Soft Cell. Nagle okazało się, że nowa fala i post-punk wchodzą w naprawdę efektowną relację. Tylko co nam z tego pozostało? Czy współczesne zespoły dark wave – wzorem lwiej części pokrewnej sceny gotyckiego rocka – nie brzmią często karykaturalnie, zapatrzone w świetlaną przeszłość, w której rządzili ich idole?

Zwłaszcza w przypadku tak specyficznego gatunku trzeba dbać o zachowanie odpowiednich proporcji. Tę trudną sztukę niemal do perfekcji opanowali klawiszowiec i gitarzysta Łukasz Waligóra oraz basista, wokalista i tekściarz Krzysztof Wiśniewski z poznańskiego projektu Błogie Milczenie.

 

Ich najnowsza, wydana dosłownie chwilę temu, EP-ka „W sercu miasta” składa się z trzech kompozycji przenoszących słuchacza kilkadziesiąt lat wstecz, a jednak zupełnie nieprzypominających marnej kopii Clan of Cymox.

Bardzo intryguje centralna część krążka w postaci „Mandaryny”, która równie dobrze mogłaby ukazać się na amatorskiej kasecie po którejś z pierwszych edycji Jarocina. Tylko wtedy grało się punkowe riffy w tak funeralnym tonie, tylko wtedy tak piszczało w uszach od dźwięków leciwych syntezatorów?

Duet ze stolicy Wielkopolski urodził się stanowczo zbyt późno, co słychać również w „klamrach”: otwierającym, najbardziej monumentalnym i cold wave’owym utworze „Śmierć harnasia (Czyste niebo)” oraz finalnym kawałku tytułowym, jakby skrojonym pod amatorów piwnicznego gothic rocka. „Moje płuca wypełnia pył, a czyste niebo jest już tylko wspomnieniem. Wyniszczony rozglądam się, próbując odnaleźć źródło spaczenia” – nuci grobowo Wiśniewski na tle jakże charakterystycznego basu, od którego głośniki drżały kiedyś w niejednym bloku.

ENEDUERABE
„Małe studio”, wydanie własne, 2019

Historie jakich wiele często kryją w sobie muzyczne niespodzianki, za pierwszym razem zupełnie niesłyszalne. W Chodzieży, ponad dekadę temu, Skiba, Daron, Kiki, Mokry i Jacol postanowili założyć rockowy zespół EneDueRabe, który po wydaniu skromnego demo zaczął mozolnie wspinać się po śliskich szczebelkach kariery, by przy odrobinie szczęścia wydostać się z czasem z zatłoczonego podziemia. Nagrane w późniejszych latach albumy „Due” i „EDR na Sete” pozwoliły spojrzeć na zespół w miarę życzliwym okiem, jednak realne szanse na zaistnienie kapela zyskała dopiero niedawno, gdy w połowie lutego zaprosiła nas do „Małego studia”. Dziennikarski obowiązek nakazuje mi zaznaczyć, że choć chłopaki nie kłamali, twierdząc, że na najnowszym krążku uprawiają „muzyczną łobuzerkę”, to robią to z podręcznikiem w ręku, a mówiąc ściślej, zgodnie z zasadami wyznawanego przez siebie gatunku.

Wzorem wielu składów muzycznych z naszego regionu ich domeną jest alt-rock. W gruncie rzeczy nie ma w tym wiele złego – to nic, że grają go po „hamerykańsku”, najważniejsze, że nie zbliżają się do najsłabszych momentów płyt rozpoznawalnego w tych kręgach Weezera.

 

W „Małym studiu” prąd buczy aż miło. Chłopakom nie brakuje mocy, a cienkiej czerwonej linii, zza którą tłoczy się rzesza niedoświadczonych epigonów, nie przekraczają żadnym z zarejestrowanych kawałków.

Trudno nie ulec wrażeniu, że spora w tym zasługa „patrona” EneDueRabe, którym był odpowiadający za realizację i mastering krążka Robert „Litza” Friedrich – współzałożyciel zespołów Luxtorpeda i 2Tm2,3 czy Arka Noego, ex-członek Acid Drinkers, Turbo, Kazika Na Żywo i wielu innych składów, które wszyscy doskonale znamy. Chodzieżanie powinni się go trzymać – niejeden mentor zdołał wyhodować sobie godnych następców…

OVVOID
„Tulpa Factory”, Trzy Szóstki, 2018

Z techno jest zasadniczy problem – należy do ścisłej czołówki gatunków, których właściwe rozpoznanie nastręcza wielu trudności. Najczęściej mylone jest z muzyką dance, bo lata temu z głów mniej rozgarniętych słuchaczy „wykluł się” stereotyp, że techno to takie „łup-łup”. I już. Tymczasem wcale nie jest to takie proste, bo styl ten to nie tylko metrum 4/4, tempo 125 BPM i „cyfrowe piski”. Ba, istnieje nawet pokaźny zastęp artystów, którzy grają techno bez miarowych rytmów i mocnych kicków, pozostawiając jedynie ten niepowtarzalny, bardzo charakterystyczny klimat, towarzyszący większości sztandarowych pozycji z tego nurtu.

Jednym z nich wydaje się być Michał Weicher – rezydujący w Poznaniu producent i dziennikarz muzyczny, który w ubiegłym roku opublikował sycącą, choć twardą do zgryzienia EP-kę.

 

Pojawiają się opinie, że utwory, które tworzy w ramach projektu Ovvoid, są swoistą odpowiedzią na twórczość słynnego Davida Lyncha.

Jednak można z tym polemizować – w „Twin Peaks” królował złowrogi oniryzm, tymczasem „Tulpa Factory” to przede wszystkim „Ambient 1: Music For Airports” Briana Eno, tyle że po solidnym kwasie.

Z reżyserem Weichera łączy jedynie podobna filozofia tworzenia. „Twórczość artystyczna na pewno jest sublimacją tego, co podświadome. Czasami więc warto być kanałem transmisyjnym tego ukrytego i oczyścić się” – powiedział artysta w jednym z wywiadów promujących krążek, który funkcję katharsis może pełnić również u odbiorcy. A że niedaleko od techno pada industrial, to i nawiązania do dokonań „fabrycznych” Throbbing Gristle czy Einstürzende Neubauten nie są ekstrawagancją. Wracając do czasów współczesnych, Michałowi najbliżej do Tima Heckera i Daniela Lopatina z Oneohtrix Point Never – artystów, którzy nigdy nie stronili od ambient techno, podlewanego chłodnym jak stal IDM-em, dronem oraz glitchem. Zresztą okładka mówi wszystko.

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #9

CZYTAJ TAKŻE: Ambient dla otwartych umysłów. Rozmowa z Przemysławem Rychlikiem

CZYTAJ TAKŻE: Paluch: Czerwień i platyna