fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #32

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Raw Plastic, Sarg i Stonnard.

RAW PLASTIC
Promo 2020
2020, Peleton Records

Wyobraźcie sobie płytę, na której echa szeroko pojętej sceny emo zawsze brzmią tak słodko, jak najlepsze dokonania grup Sunny Day Real Estate czy Weezer. Że nawiązania do surf rocka to wykapane The Frights. Że shoegaze i post-hardcore to idealna wypadkowa Slowdive i Fugazi, a nie popłuczyny po dziesiątkach kapel, które nagle pojawiły się po nich i zniknęły równie szybko. Czy już macie ją w głowie?

 

No, to posłuchajcie teraz świeżutkiego promo Raw Plastic – nowego, poznańskiego projektu, tworzonego przez Sebastiana Polusa i Bastiana Najdka.

Choć chłopaki, dotąd znani z kapel Syndrom Paryski i Revive, zawarli na nim niewiele ponad… pięć minut muzyki, to wszystko wskazuje na to, że akurat dzięki tej jaskółce wiosna będzie piękna.

A skoro już o tej porze roku mowa, to duet nawet nie powinien myśleć o wstrzymywaniu się dłużej z wydaniem swojego pierwszego, długogrającego krążka, bo melodie, klimat i brud „Car Parks and Recreation” i „Hazy” nie może być dziełem przypadku.

Raw Plastic to jeden z najlepiej zapowiadających się projektów w wielkopolskim rocku w ogóle, i nie ma najmniejszego sensu z tym polemizować. Jeśli to dopiero rozgrzewka, to trudno sobie wyobrazić, jak dobry będzie ich debiutancki album.

Chłopaki, nie zawiedźcie!

 

SARG
XIII – Koniec
2020, wydanie własne

Black metal to nie tylko jeden z najbardziej radykalnych, brutalnych i obrazoburczych gatunków na świecie, ale i jeden z nielicznych w muzyce rockowej, na którego scenie istnieje tak wiele zespołów… jednoosobowych.

Najlepszym przykładem jest tu Burzum – legendarny, norweski projekt, za który w całości odpowiadał niesławny Varg Vikernes, odpowiedzialny nie tylko za podpalenie kilku kościołów, ale przede wszystkim zamordowanie Øysteina „Euronymousa” Aarsetha, lidera równie ważnej dla black metalowej sceny grupy Mayhem.

Zanim otrzymał za to wyrok 21 lat pozbawienia wolności, z powodzeniem wydawał przełomowe albumy, które choć były całkowicie solowe, to brzmiały, jakby w jego studiu usiadło przynajmniej jeszcze kilku muzyków. To wrażenie towarzyszy nam również podczas słuchania ostatniej, jak zwykle żałobnej płyty Sarg.

 

„Koniec” to kolejne iście diabelskie dzieło, jakie wyszło spod ręki A. – wokalisty i multiinstrumentalisty z Piły, obecnie mieszkającego w Wielkiej Brytanii, który sporo szumu na naszym podwórku zrobił już kilka lat temu.

Choć wiele złego – tfu, dobrego – można było powiedzieć już o jego wcześniejszych krążkach, to jednak dopiero teraz obcowanie z twórczością Sarg stało się prawdziwie masochistyczną przyjemnością.

„Koniec” to wszystko, co w drugiej fali black metalu było najlepsze, a co sączyło się nie tylko z krążków wspomnianych wcześniej Burzum czy Mayhem, ale też Darkthrone, Immortal, Emperor, Gorgoroth czy Enslaved. Kto choć raz miał z nimi do czynienia, ten zapewne już wie, że najnowszy Sarg to niemożliwie ponure, a zarazem wściekłe, jadowite i do bólu zimne granie.

Trzymać z dala od dzieci!

 

STONNARD
Natural Revolution
2020, wydanie własne

Równo dwa lata temu, dokładnie w ósmym odcinku „Muzyki bezcennej…”, jedną z recenzowanych płyt było „Surrealistic Mind’s Journey” projektu Aster. W chwili ukazania się artykułu, album ten miał już prawie dziesięć lat, jednak za sprawą stylistyki, w jaką niezmiennie celuje jego autor, dzielnie opiera się próbie czasu.

Podobna sytuacja ma miejsce z ostatnim, wydanym wiosną ubiegłego roku kompilacyjnym krążkiem pod tytułem „Natural Revolution” chodzieskiego zespołu Stonnard, którego założycielem jest nie kto inny, jak właśnie Chris Aster czy – jak kto woli – Krzysztof Ajchsztet.

Na składance, wydanej z okazji dziesiątej rocznicy pierwszej próby kapeli, znajduje się sześć archiwalnych numerów oraz jeden nowy, które spięte razem wydają się być najlepszą propozycją na wieczór dla każdego fana polskiej sceny blues rocka o psychodelicznym posmaku.

 

Ech, gdyby wszyscy potrafili grać lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte tak jak Dave Pigger (bass i wokal), Heavy Jack (perkusja) i Chris Aster (gitara).

Weźmy trzy pierwsze, monumentalne (niemal dziesięciominutowe) utwory „Mirror Image”, „Crimson Lover” i „Uncle Ted” – jak blisko stoją one dawnych płyt Blue Cheer, Leaf Hound czy Quicksilver Messenger Service?

Łezka sama się w oku kręci, i to nawet jeśli – podobnie jak autor – nie mamy prawa pamiętać tych wyjątkowo gitarowych czasów.