fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #36

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku DYYM, MojaPołowa i Parapsychosa.

DYYM
2020
wydanie własne, 2020

DYYM zrobił dym, przy okazji udowadniając, że w muzyce nie warto stać w miejscu. Kiedy wiosną 2019 roku Gosia (wokal), Adam (gitara, wokal), Sebo (bas, wokal) i Kris (perkusja) – wcześniej kojarzeni z kapel Apatia, Next Victim czy Mind Pollution – wypuścili swój debiutancki krążek, prezentowali się na nim raczej jak typowi, letni przedstawiciele sceny hardcore punk. Kilka z numerów zawartych na „DYYM” może i broniło się całkiem nieźle, jednak w ogólnym rozrachunku ta płyta nie miała w sobie nic szczególnego.

 

Na szczęście sprawa ma się już zupełnie inaczej w przypadku ubiegłorocznego „2020”.

DYYM wyraźnie ewoluował, teraz jawiąc się jako projekt już znacznie bardziej świadomy, śmiały i kreatywny, obecnie bardziej podążający w stronę dobrze przemyślanego emo aniżeli tylko HC. Tu warto podkreślić, że największy progres poczyniła wokalistka. Ba, wokale Gosi to dosłownie creme de la creme tego albumu – nie tylko wrzeszczy, ale i growluje, śpiewa, szepcze, nuci… W ślad za nią dziarsko podążają koledzy z zespołu, dzięki którym materiał nie nuży się również muzycznie.

 

Przeważająca część „2020” to solidny, szybki i melodyjny hardcore punk, jednak takie perełki jak finalna, niemal popowa „Utopia” stawia zespół już w zupełnie innym, może i nawet lepszym świetle.

Jeśli na następnej płycie DYYM zdecyduje się pójść z tym o jeden krok dalej, to całkiem możliwe, że za kilka lat stanie się jednym z najciekawszych punkowych projektów z naszego regionu. Eksperymenty na „2020” z pewnością nie spodobają się twardogłowym, punkowym purystom, ale kto by się nimi przejmował…

Cieszmy się raczej, że wielkopolski punk wciąż potrafi nas czymś zaskoczyć.

 

MOJAPOŁOWA
13
wydanie własne, 2021

Hardcore’owo-punkowych eksploracji ciąg dalszy. Chyba nie można mieć wątpliwości, że jedną z najsilniejszych polskich scen emo/hardcore/punk znajdziemy na linii Trzcianka-Piła-Złotów-Chodzież.

 

Dla miłośników podziemnego grania na styku tych trzech gatunków, to istny Trójkąt Bermudzki – tak wciąga, że zupełnie przepadasz.

Ile znamienitych kapel w ciągu tych wszystkich lat działało w jego obrębie…

Spróbujmy uporządkować je w kolejności alfabetycznej, uwzględniając jedynie te, które działalność zaczęły po 1990 roku. Głowa mała! Na liście z pewnością musiałyby znaleźć się choćby takie grupy jak 1125, Antenna Error, Commercial Faith, Endless Desire czy Gilotyna. Jednak to zaledwie zakąska, bo przecież trudno nie wspomnieć też o Imodium, In The Maze Of Existence, One Way Out, Pandemia Sistema, Regiment, Shape Of My Fall, Stella, Szkarlatynie czy Świecie Czarownic.

I choć w powyższym wykazie wciąż brakuje przynajmniej dziesięciu mocnych pozycji, to brak jednej z nich razi najbardziej.

 

Mowa o pilskiej kapeli MojaPołowa, która po sześciu latach od ostatniego krążka teraz postanowiła o sobie przypomnieć zwartą, surową jak tatar EP-ką „13”.

W wielkopolskim podziemiu panowie znani byli w okresie 2014-2016, kiedy to ukazały się ich trzy pełnoprawne albumy („2014”, „2015” i „2016”). Każdy z nich – choć zwłaszcza ten ostatni – kumulował w sobie wszystko, co w screamo może być najlepszego: romantyzm kontrastujący z agresją, dźwiękowy prymitywizm zderzający się z dającym do myślenia, wyraźnie lewicującym przekazem.

W tym kontekście „13” to niemal comeback idealny – nie tracąc dawnej energii, chłopakom udało się wpasować w już zdecydowanie nowsze realia. Przy zachowaniu surowości i ciężaru, ich nowe numery błyszczą, kipiąc nie tylko gniewem, ale i świetnymi melodiami.

Punk is dead? W Wielkopolsce z pewnością nie!

 

PARAPSYCHOSA
Error Asking Thread To Die
wydanie własne, 2004

Właściwie wciąż trudno powiedzieć, czy poznańska Parapsychosa to tylko projekt-ciekawostka, czy projekt istotny dla historii wielkopolskiej alternatywy.

 

Pewne jest jedynie to, że na zupełnie nieszablonową twórczość Dariusza Basińskiego i Bartosza Kaufmana trudno patrzeć w sposób obojętny.

Duet zaczął działalność jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych – pewnego pięknego dnia dwóch licealistów wymyśliło sobie, że odtąd, nie bacząc na swój brak umiejętności i doświadczenia, będą nagrywać muzykę. Tak oto, już w maju tego samego roku, wydali pierwszą, magnetofonową kasetę zatytułowaną „Beyond Reality”. To taśma o tyle dziwaczna, że podstawą dla zawartych na niej kompozycji była toporna elektronika generowana z perkusyjnego automatu i klawiszy, a także szaleńcze dźwięki… fletu.

 

Efekt? Jedni cmokali z zachwytu, drudzy biegli po Aviomarin.

Jednak Parapsychosa dopiero się rozkręcała – na późniejszych albumach, takich jak „Have No Fear”, „Our Vision Of Christmas” czy „Paraphrenia”, psychodelia w pięciu smakach łączyła się ze zgrabnym popem, rockiem, a nawet syntetycznym jak nylon metalem i techno.

Później, po wielu latach ciszy, projekt powrócił w wydaniu jednoosobowym, dokładnie w 2004 roku, kiedy Dariusz wydał „Asking Thread To Die” – trzyczęściowy mini-album, będący cudaczną i nieznośną hybrydą muzyczną dla fanów Monty Pythona i Benny’ego Hilla.

Bóg jeden wie, z jakich emocji ulepiony został ten osobliwy twór, w którym synth rock staje się pretekstem do groteskowego śmieszkowania na każdym możliwym poziomie – kompozycyjnym, stylistycznym, tekstowym.

Swoją drogą, szalona krucjata Parapsychosy wciąż trwa. Od czasu, kiedy Bartosz powrócił na łono projektu, tandem wydał kolejne unikaty – single „Too Much Sex Will Kill Me” (2004) i „The Pipe Of Madness” (2021) – gdzie absurd też goni absurd.

Ale to już zupełnie inna historia…