fot. Materiały organizatora

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #37

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku 2nd Wind, Headwind i Peter Mien.

2ND WIND
Na Wagę Złota
2014, wydanie własne

 

 

„Czasy są ciężkie – no i co z tego?! / Czasy są ciężkie – kiedy nie były?! / I tak mi nie odbierzesz mojej wewnętrznej siły!” – tymi pokrzepiającymi słowami witał się z nami najpewniej rozwiązany już poznański zespół 2nd Wind na swoim ostatnim albumie „Na wagę złota”.

 

Nic dziwnego, że jeszcze do niedawna zawadiackie numery kapeli niosły się szerokim echem, wprawiając w drżenie niejeden rockowy klub w naszym regionie, skoro nie odstępując od tradycji stworzonej przez Wielkich – pokroju Minor Threat, Dead Kennedys czy Black Flag – chłopaki postarali się jednak o coś więcej niż tylko kalkę przebojów wyżej wymienionych. Zadbali o własną, dość autorską mieszankę pomysłów na odświeżenie brzmienia starej szkoły emo/screamo, dzięki czemu ich album z pewnością przypadnie do gustu fanom takich zespołów jak choćby Saosin.

 

Czy to oznacza, że ich „Na wagę złota” to materiał, który ma w sobie coś naprawdę odkrywczego? No pewnie, że nie!

„I całe szczęście…” – westchną puryści, jakich pod każdą sceną HC aż nadto. I co ciekawe, w tym konkretnym przypadku trzeba przyznać im rację. Większych zaskoczeń brak, ale jazdę bez trzymanki mamy jak w banku. Adrenalinę i sposób na odreagowanie również.

Co może podobać się szczególnie to również maniera wokalisty, który choć nie wspina się na literackie wyżyny, to jego wykrzykiwane, zwarte, „hasłowe” teksty na hardcore’owym jazgocie robionym przez jego kolegów siedzą wprost idealnie.

„Czasy”, z których wersy posłużyły za otwarcie tej recenzji, późniejsza „Zerowa treść” i jeszcze kilka innych numerów przypomina petardy – mają prostą konstrukcję, ale robią robotę. A raczej sporo hałasu, który z pewnością rozładuje napięcie po niejednym ciężkim dniu…

Czasem nie trzeba więcej.

 

HEADWIND
Headwind
2014, wydanie własne

 

 

Pozostając przy 2014 roku, warto przypomnieć jeszcze o innym, niemniej gitarowym zespole, który z 2nd Wind łączy nie tylko podobna nazwa. Jednak ciężar w przypadku Headwind – a wierzcie, jest go naprawdę sporo – przeniesiony został w nieco inne, zdecydowanie bardziej alternatywne rejony, w których jedną z najważniejszych postaci do dziś jest Maynard James Keenan, założyciel legendarnych grup Tool i A Perfect Circle. Inspiracja jego stylem śpiewania, jak również brzmieniem oraz sposobem prowadzenia kompozycji założonych przez niego zespołów, jest u poznaniaków bardzo zauważalna.

 

Można by zrobić z tego zarzut, ale słuchając „Headwind” myśli się raczej o tym, że dobrze, że mamy w Polsce choć jeden zespół, który inspiruje się Keenanem tak, że naprawdę chcę się go słuchać.

Przekonuje o tym już otwierający, widowiskowy utwór „Marcus”, który nie tylko tytułem nawiązuje do „imiennych” piosenek z debiutanckiego albumu APC „Mer De Noms”. Jeszcze przyjemniej robi się nieco dalej, w najdłuższym z zestawu numerze „Poison”, który przypominając nam o przełomowym „Lateralusie”, jednocześnie każe oceniać Headwind jako jedną z najzdolniejszych polskich kapel alt-rockowych po 2000 roku. To naprawdę kawał dobrze wypieczonego, a przede wszystkim wartościowego rocka, po wysłuchaniu którego coś w człowieku zostaje.

 

„Jeżeli mielibyśmy doprecyzować dla kogo jest nasza muzyka, to na pewno możemy stwierdzić, że dojrzały słuchacz wyciągnie z niej znacznie więcej niż ktoś, kto chce sobie coś puścić, by grało w tle” – tłumaczył zespół w jednym z wywiadów, w czym zresztą trudno odmówić mu racji.

 

I nie ma co obrażać się na chłopaków, że patrzą na gitary dokładnie w ten sam sposób, co jedna z jego „nowych” ikon – w końcu zawsze ktoś musi być pierwszy.

 

PETER MIEN
Dark And Light EP
2019, wydanie własne

 

 

Peter Mien to jeden z tych producentów muzyki elektronicznej, który nigdy nie lubił się nudzić. Dowodów na to mamy aż nadto – kiedy po debiutanckim albumie „Paradox” (2012) wydawało się, że będzie tylko kolejnym przedstawicielem polskiej sceny IDM-u, to już w kolejnych latach zaczął wędrować na jeszcze bardziej nietuzinkowe tereny.

Na „Equilibrium” (2013) poszedł w stronę chilloutowego dreampopu, zaś na „Understanding” (2014) – w kierunku synthwave’owej psychodelii. Na wydanym rok później „Travelerze” zbliżył się do muzyki filmowej, utrzymanej w ambientowym stylu Ery Wodnika, a kiedy po zaledwie kilku miesiącach światło dzienne ujrzało jeszcze jego „Sacred Geometry”, to okazało się, że wszystkie style – przynajmniej w przypadku Miena – mogą łączyć się ze sobą niczym klocki, tworząc jeden, mocno działający na wyobraźnię układ muzyczny-astralny.

 

Jednak przy okazji ostatniej EP-ki poznaniak przestał bujać w obłokach, tym razem zapraszając do… industrialnej hali, w której króluje swoiste przeciwieństwo wszystkiego, do czego przyzwyczaił nas na poprzednich krążkach.

„Dark And Light” to bowiem ciężkie i chłodne jak stal berlińskie hard/warehouse techno. Kalejdoskop barw ustąpił skali szarości, porcelanowe perkusjonalia uległy mocarnym uderzeniom beatów, a atmosferyczne syntezatory przeistoczyły się w bezlitosny, świdrujący bas.

Co ciekawe, ta zaskakująca jak na Miena maszyna działa bez najmniejszego zarzutu, jeszcze raz pokazując jak otwartą głowę ma ten niezależny, wciąż schowany w cieniu producent, który bóg raczy wiedzieć, co przygotuje na kolejną płytę.