fot. Mariusz Forecki

Nasza ewangelicka historia

Na cmentarzu ewangelickim w Nowym Tomyślu postawiono garaże, w 1980 roku wybudowano tam restaurację, potem była dyskoteka, dziś jest supermarket. Kości, wykopane podczas stawiania fundamentów przeniesione zostały na cmentarz katolicki i wrzucone do dołu. Odkryto je przypadkowo – opowiada Przemysław Mierzejewski, który skatalogował cmentarze ewangelickie w powiecie nowotomyskim.

DAINA KOLBUSZEWSKA: Stworzył Pan szczegółowy katalog wszystkich cmentarzy ewangelickich, które znajdowały się w powiecie nowotomyskim do II wojny światowej, z dokumentacją fotograficzną i lokalizacją na starych mapach. Wykonał Pan ogromną pracę!

PRZEMYSŁAW MIERZEJEWSKI: Nie wiem, skąd mi się to wzięło. Mam w sobie imperatyw – brzmi to górnolotnie... Czułem, że jako inteligent powinienem coś pozostawić po sobie. Kredyty były spłacone, dzieci dorastały. Uznałem, że warto się zainteresować miejscem, w którym mieszkam, żeby dzieci miały poczucie tożsamości. Żeby wiedziały skąd są, nawet jeśli wyjadą.

 

W PRL-u niemiecka historia tych ziem była starannie wymazywana. Dlatego cmentarze ewangelickie?

W Nowym Tomyślu mieszkam od 1995 r. przedtem – we Wrocławiu przez 10 lat. Pochodzę z Lubania Śląskiego, który leży na tzw. Ziemiach Odzyskanych, czyli po prostu niemieckich do II wojny. Temat relacji polsko-niemieckich zawsze był mi bliski. Na studzienkach kanalizacyjnych w Lubaniu jeszcze do niedawna można było przeczytać „Stadt Lauban”. U mojej ciotki na skrzynce na listy był napis „Briefe”, na kurkach – „kalt” i „warm”. Niemcy wyjechali z Lubania po II wojnie, prócz specjalistów różnych dziedzin, których do lat 60. XX w. państwo polskie nie wypuszczało, bo byli zbyt potrzebni. Po 1990 r. okazało się, że trzeba napisać historię tych ziem na nowo, uwzględniając Niemców!

 

A Nowy Tomyśl jest specyficzny. Miasto zostało założone dla osadników olęderskich, niemieckojęzycznych ewangelików.

Polacy byli tu mniejszością, zdarzyło się, że Żydów było więcej niż Polaków. Po pierwszej wojnie światowej część Niemców wyjechała, po drugiej – reszta. Zaczynałem poznawanie historii Nowego Tomyśla wędrując po mieście z albumem ze starymi pocztówkami. Stawiałem proste pytania – np. gdzie był cmentarz żydowski. I nikt nie wiedział. W końcu trafiłem też na cmentarze ewangelickie.

 

Stworzony przez Pana katalog można traktować jako źródło.

Jak coś robić, to robić porządnie. Z cmentarzami było trochę jak z odkrywaniem Atlantydy. Zostały zupełnie zapomniane. W ciągu kilku lat objechałem wszystkie cmentarze w powiecie nowotomyskim, potem wolsztyńskim i grodziskim.

 

Szukał Pan ich na starych mapach?

Tak. Jestem miłośnikiem map, ale kiedy zaczynałem katalogować cmentarze, nie było jeszcze elektronicznego dostępu do starych map. Ściągałem je z Archiwum Państwowego w Poznaniu. Z czasem można było „wrzucić” mapy do telefonu, dzięki czemu dało się odszukać nawet drobny ślad po dawnym cmentarzu w lesie. Gdyby nie to, moje poszukiwania trwałyby kilka razy dłużej. Jeździłem z synem Piotrem, miał wtedy 9-10 lat, a przy okazji wypróbowywaliśmy różne nowinki informatyczne. W czasie jednego wyjazdu potrafiliśmy sprawdzić cztery, pięć cmentarzy. Ale i tak było to kilka lat intensywnej pracy.

 

Sporządził Pan szczegółową dokumentację fotograficzną wszystkich cmentarzy w powiecie nowotomyskim.

Nie tylko. Obfotografowałem cmentarze powiatu nowotomyskiego oraz wolsztyńskiego i grodziskiego. W tych dwóch ostatnich jest w sumie tyle samo cmentarzy co w samym nowotomyskim.

 

Na zdjęciach zrobionych przez Pana widać jedynie pojedyncze zachowane nagrobki, bardzo niewiele...

W samym Nowym Tomyślu nie zachowały się żadne nagrobki, w gminie są pojedyncze, w sumie może około 20. Akcja demontażu nagrobków z cmentarzy ewangelickich w naszej gminie – od lat 70. XX w. do 1985 r. – musiała być zorganizowana. Zwieziono je i złożono wszystkie w jednym miejscu, przy ul. Komunalnej w Nowym Tomyślu. W mieście jest nadreprezentacja piaskowca – to właśnie jest to...

 

W miejscu likwidowanych w PRL-u cmentarzy ewangelickich, szczególnie w miastach, powstawały parki.

W Lwówku na cmentarzu stoi biblioteka, w Borui Kościelnej – Dom Kultury... Na cmentarzu ewangelickim w Nowym Tomyślu postawiono garaże, w 1980 r. wybudowano w tym miejscu restaurację „Parkową”, potem była tam dyskoteka, dziś jest supermarket. Kości wykopane podczas stawiania fundamentów zostały przeniesione na cmentarz katolicki i wrzucone do dołu. Nikt o tym nie wiedział. Dopiero w latach 90., kiedy grabarz kopał w tym miejscu nowy grób, odkrył kości. Początkowo myślano, że są to kości ofiar zbrodni stalinowskich... Ale od słowa do słowa i okazało się, że to szczątki osób pochowanych niegdyś na cmentarzu ewangelickim. Teraz stoi w tym miejscu nagrobek z napisem.

Gdyby mieszkały tutaj rodziny osób spoczywających na nowotomyskich cmentarzu, może Ci, którzy niszczyli nagrobki mieliby poczucie wstydu. A tak – nie ma świadków. Można powiedzieć: „to nie nasze”...

 

Nie denerwowało Pana to „nie nasze”, do dziś przecież słyszane?

Schemat mojego działania był taki: najpierw trzeba było wyznaczyć gdzie cmentarz się znajdował i dojechać tam. Potem obfotografować. Na koniec – uporządkować. Po to, by pokazać: to nasze.

W 2005 r. ustawiliśmy kamień pamiątkowy na byłym cmentarzu ewangelickim w Nowym Tomyślu. To był początek. Za poprzedniego burmistrza Henryka Helwinga rada miejska wyasygnowała pieniądze na uporządkowanie 16 cmentarzy w gminie Nowy Tomyśl - wykarczowanie drzew i postawienie krzyży. Program trwał cztery lata, od 2009 r., co roku porządkowaliśmy cztery cmentarze. Początkowo budziło to zdziwienie, potem nikt już nie pytał. Współpracowaliśmy z parafią ewangelicką w Poznaniu. Tekst, który znajduje się na płytach ustawianych w miejscu dawnych cmentarzy, powstał za radą nieżyjącego już ks. Tadeusza Raszyka.

W powiecie prekursorem takich działań był Zygmunt Duda z Opalenicy, lokalny historyk, społecznik. Skontaktowałem się z nim, poradził mi, jak się za to wszystko zabrać.

 

Dziedzictwo niemieckie przestało być „trefne”?

W 2005 Urząd Miejski w Nowym Tomyślu, za sprawą m.in. pani Marzeny Kortus, przygotował broszurę, film i prezentację na temat osadnictwa olęderskiego – bardzo dobry materiał. To był pierwszy dobry sygnał dotyczący przeszłości tych ziem.

 

Portal www.oledry.pl prowadzi pan z Gudrun Tabbert, Niemką. To fantastyczny przykład wspólnego odkrywania przeszłości.

Napisałem kiedyś na niemieckim forum genealogów informację dotyczącą Nowego Tomyśla. I właśnie Gudrun mi odpisała. Okazało się, że jej rodzice pochodzą ze Zbąszynia, ona sama mieszka pod francuską granicą. W 2010 r. przyjechała do Nowego Tomyśla. Od tego czasu pisze dla portalu www.oledry.pl regularnie, co tydzień, ja tylko tłumaczę. W sumie napisała już ok. 300 tekstów.

 

Eksplorujemy razem m.in. archiwum nowotomyskie. Do każdego budynku historycznego w Nowym Tomyślu – a było ich w 1836 bodaj 86, można dopisać historię!

A skoro już tyle wiedzieliśmy, postanowiliśmy to upowszechnić. Powstała w Nowym Tomyślu ścieżka turystyczno-historyczna. Dzięki panu Ryszardowi Ratajczakowi z Urzędu Miasta pojawiły się w kilkunastu punktach miasta, częściowo za pieniądze z UE, tablice informacyjne w trzech językach, jest informacja na stronie urzędu. Zaczęliśmy też organizować spacery po mieście – raz do roku. W 2015 r. był trzeci. Co roku wydajemy gazetkę historyczną z opisem trasy. Od trzech lat powstaje galeria starych zdjęć, jest ich obecnie około 300 - ale żeby się rozwinąć potrzebujemy technicznego wsparcia. I tak z jednego wypływa drugie.

 

Dalsze plany?

Chciałbym, żeby cmentarze zostały wpisane do rejestru zabytków.


PRZEMYSŁAW MIERZEJEWSKI – informatyk, pasjonat historii, założyciel portalu www.oledry.pl poświęconego historii Nowego Tomyśla i okolic.

 

CZYTAJ TAKŻE: Domy wieczności

CZYTAJ TAKŻE: „Dopóki świeca płonie”. Rozmowa ze Zbigniewem Pakułą

CZYTAJ TAKŻE: Nikt nie uczy się żeglarstwa na spokojnym morzu