fot. Anna Małkowicz

Pamiętajmy o zapominaniu („Uporczywe echo” Theo Richmonda)

Pierwsze polskie wydanie książki „Uporczywe echo” (Media Rodzina, Poznań 2001) przypomniało, że my, mieszkańcy Konina, nie tylko nie pamiętamy żydowskich mieszkańców, ale co więcej – w dużej mierze nawet nie zachowaliśmy w pamięci zbiorowej tego, że zapomnieliśmy.

W Muzeum Okręgowym odbyło się spotkanie promujące drugie wydanie książki Theo Richmonda „Uporczywe echo. Sztetl Konin Poszukiwanie”. Wzięli w nim udział Damian Kruczkowski oraz Rafał Walkowiak, osoby, dzięki którym możliwe było ponowne wydanie książki.

WYPCHNIĘTE Z PAMIĘCI

Gdy w szkole podstawowej odwiedzałem bibliotekę publiczną dla dzieci i młodzieży, mieszczącą się w dawnej odrestaurowanej w latach 80. synagodze, a później jej oddział dla dorosłych w byłym (obecnie zburzonym) budynku chederu (szkoły talmudycznej), nie czułem, że stanowiły one przez wiele lat jedne z najważniejszych budynków miasta Konina.

Gdy jako nastolatek wsiadałem do autobusu miejskiego z przystanku plac Zamkowy, nie wiedziałem ani tego, że nazywał się kiedyś Teper Mark i był centrum dzielnicy żydowskiej, ani tego, że był o połowę mniejszy, czy że dziś nie ma właściwie śladu po całym kwartale kamienic, które stanowiły jego południową pierzeję.

 

Książka Theo Richmonda była wydarzeniem, zarówno w mojej prywatnej biografii, jak i w zbiorowej pamięci miasta Konina.

Ujawniła ona nie tylko zapomnianą, wypchniętą poza obręb widzialności historię Konina jako sztetla, ale pokazała, jak bardzo zapomnieliśmy sam fakt zapomnienia.

UPORCZYWE ECHO ŻYDOWSKIEGO KONINA

Drobiazgowa książka Theo Richmonda podobna była pracy nurków, którzy z odmętów wyciągają wrak okrętu i nagle zdumionym widzom ukazuje się – co prawda omszały i zniszczony – cały mikroświat, dotychczas ukryty w głębinach. Podobnie było z historią żydowskiego Konina. Cały cudownie złożony, przebogaty świat konińskich Żydów został zniszczony w czasie Shoah. Zginęli ludzie, kultura, miasto.

Czytając „Uporczywe echo”, możemy w pełni zrozumieć talmudyczne stwierdzenie, że „kto zabija jedno życie, zabija cały świat”. Theo Richmond, z pochodzenia koninianin, wydobył Konin z odmętów niepamięci, co było możliwe zarówno dzięki jego ogromnej pracy, jak i wysiłkowi diaspory koninian rozproszonych po całym świecie, którzy pozbierali okruchy pamięci w Konińskiej Księdze Pamięci.

 

Książka Theo Richmonda to fascynujący i przejmujący zapis wyścigu z czasem i ulotną pamięcią ostatnich świadków, tego, co udało się wydobyć z kruchych i ulotnych źródeł.

Damian Kruczkowski podczas spotkania promującego książkę, Muzeum Okręgowe w Koninie, fot. Anna Małkowicz

Tym bardziej zaskakuje, jak pełny obraz udało się uzyskać: przedwojenny Konin, który mamy szansę poznać dzięki lekturze, wielokrotnie zdumiewa czytelnika.

Jakże to możliwe, że tak bogaty świat skrywał się przed nami? Czy to możliwe, że pusty plac Zamkowy był kiedyś żywotnym, gwarnym rynkiem? Zadziwia, że syjonistyczny klub sportowy w Warcie ćwiczył umiejętności pływackie swych członków, aby pomóc im w emigracji do Palestyny. Zdumiewa, że żydowska biblioteka w przedwojennym Koninie, między innymi dzięki sile organizacyjnej i poświeceniu członków socjalistycznego Bundu liczyła wiele tysięcy egzemplarzy i w swej wielojęzycznej kolekcji zawierała nie tylko więcej książek niż mieszkańców, ale przyćmiewała wówczas biblioteki w o wiele liczniejszych miastach, jak Łódź czy Kalisz.

Pomimo że Konin, który wynurzył się z odmętów niepamięci, nie jest kompletny, to i tak zadziwiające, jak wiele udało się przechować z pamięci diaspory, ocalałych z Shoah koninian rozproszonych po całym świecie. Ale nawet ten niepełny wizerunek zdumiewa, przejmuje i uprzytamnia, jak wiele zostało utracone.

Rafał Walkowiak podczas spotkania promującego książkę, Muzeum Okręgowe w Koninie, fot. Anna Małkowicz

Niepamięć to nie tylko prosty proces „wylatywania z pamięci”, zapominania, to przede wszystkim brak świadomej pracy nad zachowywaniem, przechowywaniem, odtwarzaniem. Sztetl Konin został rozstrzelany, zagazowany przez nazistów – zabili wiele tysięcy jednostkowych światów, które stanowili jego żydowscy mieszkańcy. Zniszczeniu uległo też coś unikalnego, świat, na który owe pojedyncze ludzkie światy się składały, genius loci– duch miejsca.

Dziś nie ma już tamtego miasta, duch Konina – sztetla może nas jedynie nawiedzać. Dlatego należy docenić zbiorowy wysiłek tych współczesnych koninian, którzy doprowadzili do drugiego wydania książki „Uporczywe echo” i wraz z Muzeum Okręgowym podjęli się jej promocji.

Pierwsze wydanie rozeszło się „na pniu”, książka przez lata była nie do zdobycia. Potrzeba podtrzymywania pamięci o dawnym Koninie, chęć wypełnienia pustki placu Zamkowego, choćby powidokiem jego dawnego życia okazała się silniejsza niż możliwość jej zaspokojenia. Tym cenniejsze jest ponowne wydanie książki, tym bardziej że wraz z nim 9 grudnia zorganizowano pierwsze od 1939 roku obchody święta Chanuki, światła świec pomogły wydobyć powidok dawnego miasta, przypomnieć, ile zapomnieliśmy.

PRZECIW NIEPAMIĘCI

„Uporczywe echo” Theo Richmonda

Theo Richmond, „Uporczywe echo. Sztetl Konin Poszukiwanie”, wydanie II, Media Rodzina, Poznań 2018

Praca ta nie jest skończona, Sztetl-Konin to nie tylko wspomnienie uroczystości religijnych, to konieczność przypomnienia tego, co tak widoczne jest w książce Theo Richmonda: bogatego, złożonego świata, w którym napotykamy zarówno żydowskich robotników, jak i matki zatroskane trudami dnia codziennego. Gdzie rozbrzmiewają spory, socjalistów z Bundu i skłóconych z nimi syjonistów. Świata, w którym modernizujący się sztetl to nauczanie i surowy ton rabinów oraz buntujący się przeciwko nim młodzi. To także przypomnienie gwaru dzieci i cichych wieczorów staruszków.

Zapomnieniu uległ też zapach „gefilte fish”, nie widać idących w piątkowe popołudnie do piekarni gospodyń z czulentem, aby przechował się w cieple pieca do następnego dnia. Dzielnica Glinka nie jest już miejscem podmiejskich wycieczek konińskich dzieci, które korzystały z dobroczynności Mojżesza Kapłana, do którego należał mieszczący się tam folwark i cegielnia. Sztetl – Konin zniknął, zarówno jako świat żywych, jak i umarłych, bo zniknęły dawne żydowskie cmentarze.

 

Pustka po sztetlu Konin ukazuje z całą mocą nie tylko fakt, że świat ten zaginął, ale że bez naszej nieustannej pracy nie będziemy o nim pamiętać, że utracimy nawet świadomość utraty.

Dobrze, że dzięki wysiłkowi aktywistów: Damianowi Kruczkowskiemu, Rafałowi Walkowiakowi, Mateuszowi Godlewski i współpracującymi z nimi: Wielkopolskiemu Forum Inicjatyw Kulturalnych FRONTAR, Stowarzyszeniu Zmieniamy Konin, Muzeum Okręgowemu w Koninie, projektowi „Wczasy w Koninie” – było to możliwe. Warto razem z „Uporczywym echem” pozwolić wynurzać się temu światu z głębin niepamięci.

 

Theo Richmond, „Uporczywe echo. Sztetl Konin Poszukiwanie”, wydanie II, Media Rodzina, Poznań 2018.

 

 

CZYTAJ TAKŻE: Wolność to praca ręczna. O wystawie „Wolność to dopiero początek” w CK ZAMEK

CZYTAJ TAKŻE: Świat załamany w pryzmacie. („Ucho Igielne” Wiesława Myśliwskiego)

CZYTAJ TAKŻE: Dawny Kalisz w przedmioty zaklęty (Muzeum G.J. Osiakowskich)