fot. Mariusz Forecki

Prowincjonalia 2017. Anna Seniuk z Jańciem

Popularność zyskała dzięki serialowi „Czterdziestolatek”, ale nie da się zapomnieć jej kreacji w „Konopielce”, czy „Pani Dulskiej”. - Każda rola buduje aktora i wzbogaca go o nowe doświadczenia. Czasami mała rola stawia większe wyzwania niż wielka – mówi Anna Seniuk, która na tegorocznych Prowincjonaliach odebrała nagrodę Jańcia Wodnika.

ADAM OLAF GIBOWSKI: „Nietypowa baba jestem” to tytuł książki – wywiadu rzeki, którą napisała pani córka, Magdalena Małecka-Wippich. Dlaczego jest pani nietypowa?

ANNA SENIUK: Składa się na to wiele elementów, mniejszych i większych, a także różne historie i sytuacje. Piszę o tym szczegółowo w ostatnim rozdziale książki, którą pan przywołał. Nie chcę zdradzać szczegółów, zapraszam do lektury.

 

Jakie jest pani artystyczne credo?

Nigdy nie miałam jakiegoś programu, który wcielałabym w przysłowiowy czyn. Do każdej roli podchodziłam oddzielnie, w sposób zupełnie indywidualny. Jedna rzecz była dla mnie niezmiennie ważna – dawać z siebie jak najwięcej i robić to w sposób najlepszy jaki potrafię.

 

Którą rolę szczególnie pani zapamiętała?

Nie ma takiej jednej roli. Każda rola buduje aktora i wzbogaca go o nowe doświadczenia. Dziennikarze zawsze pytają o „naj”. Nie ma czegoś takiego. Czasami mała rola stawia większe wyzwania niż wielka. Nie potrafię wskazać jednej roli.

 

Wielkopolska chyba panią lubi. Na Prowincjonaliach odebrała pani nagrodę Jańcia Wodnika, a kilka miesięcy temu została pani matką chrzestną... teatru

To prawda, jestem matką chrzestną teatru w Lesznie. Poprosiła mnie o to moja była studentka, wspaniała aktorka, Beata Kawka. To dla mnie bardzo wiele znaczy, ponieważ asystowanie przy chrzcinach teatru nie zdarza się codziennie. Była to wyjątkowa i wzruszająca sytuacja.

 

„Nie bądźcie nowocześni, bądźcie rzetelni” – zwróciła się pani do leszczyńskich aktorów, cytując słowa Zbigniewa Herberta.

Tak, to wspaniałe słowa poety, o których zawsze należy pamiętać. Jestem daleka od snucia jakiś uogólnień, czy szukania wspólnego mianownika w ocenie danej sytuacji. Zawsze jest tak, że są rzeczy dobre, ale też są rzeczy złe. Tak po prostu został urządzony ten świat i nie ma z czym dyskutować. W tych pięknych słowach Herberta chodzi o to, żeby aktor pamiętał o pokorze. To słowa uniwersalne, które często przypominam swoim studentom.

 

Czym jest dla pani nagroda Jańcia Wodnika?

Przede wszystkim czekałam na tę nagrodę 24 lata, tyle ile trwa festiwal. Wreszcie doczekałam się i jest mi bardzo miło z tego powodu. To oczywiście żarty. Tak naprawdę traktuję to wyróżnienie bardzo poważnie, jako rodzaj nagrody za całokształt mojej pracy. Dlatego jest to dla mnie takie ważne.

 

CZYTAJ TAKŻE: Prowincjonalia 2017. Łoziński o psychoterapii

CZYTAJ TAKŻE: Prowincjonalia 2017. Gąssowski o uczciwości

CZYTAJ TAKŻE: Prowincjonalia 2017. To idzie młodość!