fot. Mariusz Forecki

Prywatna historia sztuki

Jestem bibliofilem. Interesuje mnie dobrze zaprojektowana książka. Uwielbiam zapach papieru wertowanej książki, kleju introligatorskiego, dotykanie okładek też ma swój urok — mówi Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary.

KUBA WOJTASZCZYK: Proszę przybliżyć historię Galerii Piekary. Czy od początku jej istnienia miał pan w planie wydawanie książek?

CEZARY PIECZYŃSKI: Galeria Piekary działa w Poznaniu już od 17 lat. Nazwę wzięła od swojej poprzedniej lokalizacji, czyli ulicy Piekary. Znajdowała się na piętrze budynku Wyższej Szkoły Języków Obcych, w miejscu pół prywatnym i pół publicznym, które było trudniej dostępne dla zwiedzających. Od mniej więcej 5 lat Galeria funkcjonuje w budynkach Centrum Kultury Zamek, przy uroczym Dziedzińcu Różanym. Piekary powstały z planem bycia galerią autorską i prezentowania tego, co w mojej opinii zasługuje na pokazanie. W programie mieszczą się trzy nurty.

Pierwszy związany jest z klasykami nowoczesności, czyli postaciami historycznymi częstokroć przywoływanymi z niepamięci, sytuującymi się poza oficjalnym dyskursem historii sztuki XX wieku. Drugi nurt to sztuka bieżąca, czyli wystawy artystów współczesnych, też tych związanych z Galerią Piekary. Trzeci zaś, związany jest z moimi zainteresowaniami kolekcjonerskimi – to wystawy w medium fotografii. Te trzy obszary programu są tożsame z trzema działami naszych wydawnictw.

 

Skąd pomysł, aby wydawać książki?

Z mojej pasji do książki, bo jestem bibliofilem. Interesuje mnie dobrze zaprojektowana publikacja, prywatnie awangardowa. Z racji mojego wykształcenia, a ukończyłem studia polonistyczne, uwielbiam zapach papieru wertowanej książki, kleju introligatorskiego, dotykanie okładek też ma swój urok. Dlatego też w okolicach 2003–2004 roku zaczęliśmy w Galerii Piekary wydawać książki, ale w taki sposób, jak wydaje się książki o sztuce na świecie.

 

Czyli jak?

Z dużą starannością i wagą przywiązywaną do projektowania graficznego; z szacunkiem grafika dla dzieła, które jest nadrzędne, czyli merytorycznej strony książki, bo przecież to w końcu artysta jest najważniejszy. Istotna jest również opatrzona aparatem krytycznym strona tekstowa. Bywałem tu i ówdzie w muzeach na świecie i oglądałem takie publikacje. Uznałem, że sztuka polska jest zbyt dobra, aby nie zasługiwała na wyższy standard wydawnictw.

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Na początku, kiedy nasze książki powstawały, były dosyć wyjątkowymi publikacjami w rodzimym pejzażu wydawniczym. Z czasem to się na szczęście zmieniło i teraz bardzo wiele instytucji, przede wszystkim publicznych, wydaje książki z wielką starannością i estymą. Są to rzeczy piękne. My w pewnym sensie, też przez współpracę z Ryszardem Binertem, grafikiem większości wydanych przez nas tytułów, troszeczkę wskazaliśmy im drogę.

 

Jak książki o sztuce były wcześniej wydawane?

Na grubym kredowym papierze z ilustracjami w połysku, z małą dbałością o ich jakość, z często przypadkowym składem. Teraz przy okazji wystaw czy monografii takich książek się już nie wydaje.

 

Pamięta pan pierwszą publikację, która wyszła z Piekar?

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Szczerze mówiąc, nie pamiętam, ale mógł to być katalog Leszka Knaflewskiego, który był artystą naszej Galerii i wszystkie premierowe wystawy miały miejsce w naszych murach. Jak wspomniałem, książki dzielą się na trzy działy. Szczególnie jest dla mnie ważny ten dotyczący klasyków nowoczesności. U jego podstaw leży przeświadczenie, że w historii polskiej sztuki XX wieku jest wiele białych plam. Oczywiście nie mam nadziei, że te książki w jakikolwiek sposób zmienią pozycje artystów w oficjalnym dyskursie sztuki. Jest on już ułożony i zmiany w nim nie nastąpią; chodzi mi jedynie o zwrócenie uwagi na te fragmenty, które są z różnych powodów (też z lenistwa instytucji publicznych czy muzealnych) pomijane.

 

Jak Stefan Wegner, wokół prac którego teraz rozmawiamy?

Tak, mimo że Wegner jest postacią szerzej rozpoznawalną. Nie jest on artystą zapomnianym, ale stojącym w cieniu Władysława Strzemińskiego. Przyłapałem wiele osób na tym, że kiedy mówiłem, że organizuję wystawę Wegnera i będę wydawał publikację na jego temat, od razu przywoływały Strzemińskiego, co świadczy o głębokim świadomościowym osadzeniu tej twórczości w kontekście klasyka.

 

Takich postaci, którym wasze publikacje były poświęcane, a którzy przebywali gdzieś w cieniu, było wiele…

Dokładnie. Choćby I Grupa Krakowska i Henryk Wiciński. Z kolei na temat prac Marka Włodarskiego powstało nawet kilka publikacji; jedna w kooperacji z Państwową Galerią Sztuki w Sopocie, która towarzyszyła kuratorowanej przeze mnie wystawie we Lwowie, inna we współpracy z już nieżyjącym Józefem Chrobakiem z Galerii Krzysztofory w Krakowie. Nurt klasyków rzeczywistości związany jest z moją bardzo prywatną historią sztuki.

 

Czy przy tworzeniu narracji książki artystycznej przydaje się zmysł kuratora?

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Jest on niezbędny. Z kuratorskiego punktu widzenia kwestia układu materiału ilustracyjnego w publikacji jest dla mnie bardzo istotna. Konstruowanie wystawy to osadzanie dzieła w kontekście, budowanie pewnej relacji z innymi pracami. Podobnie dzieje się w obszarze książki. Dla nas bardzo istotne jest też wzbogacanie publikacji o materiały archiwalne, które zazwyczaj staramy się przedstawiać w postaci dokumentów epoki. Było tak choćby w książce o Włodzimierzu Borowskim, w której zamieściliśmy zeskanowane rękopisy Jerzego Lipińskiego.

 

Czy istnieje rynek na te publikacje?

Nie są to produkty rynkowe, tylko książki niszowe, niskonakładowe. Część publikacji wydaję dzięki wsparciu dotacyjnemu, m.in. Miasta Poznania, Urzędu Marszałkowskiego czy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, i przeznaczam je do bezpłatnej dystrybucji. To najlepsza forma życia tego typu książki, ponieważ trafia do tych osób, których może faktycznie zainteresować. Jednak nie oszukujmy się, że sztuki wizualne są obszarem, który zajmuje wielu. Szerokie rzesze społeczeństwa polskiego nie interesują się tym tematem, co równocześnie wynika z jakości edukacji w szkołach i braku tradycji obecności sztuk wizualnych w życiu codziennym, a także w tradycji kolekcjonerskiej.

 

Czy ta sytuacja się zmienia?

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Bardzo powoli. Są to zmiany o charakterze socjologicznym, dlatego wymagają czasu. Natomiast nie wydaje mi się, że w szerokim znaczeniu społecznym sztuki wizualne uzyskają takie zainteresowanie. Jednak w wielu europejskich miastach można zobaczyć, że wiele rodzin spędza soboty czy niedziele w muzeach — oglądają wystawy, przeglądają książki w księgarni, piją kawę czy jedzą lunch, a dzieci mają miejsce do zabawy. Jest to rodzaj przyzwyczajenia, którego w Polsce jeszcze nie obserwujemy.

 

W mediach sztuka wizualna gości jedynie przy okazji kradzieży, kupna dzieła za miliony czy wtedy, kiedy coś odbywa się w atmosferze skandalu lub prowokacji. Sztuki wizualne nie są tematem medialnym.

Dlatego też wydawane przez Piekary książki to wydarzenie bardzo niszowe, zresztą tak jak każda publikacja o sztuce w Polsce. Poza, oczywiście, książkami dużych oficyn, które można znaleźć na półce w Empiku. Jest to pewien specyficzny rodzaj wydawnictwa, który pokazuje też potencjalne masowe zainteresowanie sztuką w Polsce, która jest ograniczona do kręgu historycznych stylów i nazwisk.

 

Nie wydaje się panu, że lubimy snobować się sztuką, ustawiając w mieszkaniach albumy Taschena?

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Nie wydaje mi się. Dobrze, że przywołał pan temat Taschena, czyli korporacyjnej instytucji, która fantastycznie zarabia na publikacjach o sztuce. Odnoszę wrażenie, że w Polsce nie zrobiliby żadnego interesu. Sam uwielbiam „cegły” na półkach jako element wystroju wnętrza. Jednak oglądając aranżacje, czy bezpośrednio, czy na zdjęciach, nie dostrzegam zbyt wielu książek i sztuki na ścianach.

Dominującym trendem jest za to dużo szkła, betonu, trochę minimalu. Miejsc na sztukę na ścianach jest masa, ale jej tam nie ma. Albumów też raczej nie ma, bo tego typu biblioteki, jak z księgarni w MoMie czy Centrum Pompidou, wyglądają imponująco dla osób wcześniej mających z takimi publikacjami do czynienia. U nas nie mamy raczej takiej tradycji albo jest to tradycja wąskiego kręgu humanistów i inteligentów, których zwyczajnie na te książki nie stać.

 

Pomówmy teraz o Wielkopolsce. Czy ma ona znaczenie dla Galerii Piekary i wydawanych tutaj publikacji?

Wiele wystaw i książek poświęciliśmy artystom, którzy byli związani z Poznaniem, jak Andrzej Matuszewski, Fortunata Obrąpalska czy Maciej Haufa. Jednak dla mnie sztuka nie zna granic, nie ma orientacji geograficznej, jest to tylko boczny element, który być może wpływa na interpretację dzieła. Przywoływane przeze mnie postaci artystów, którzy związani są z Poznaniem, a nie są docenieni, wpisują się bardziej w ten nurt odkrywania pustych pól w historii polskiej sztuki XX wieku.

 

A jak się miewa młoda sztuka Poznania na tle starych mistrzów?

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Trudno budować tego typu paralele, choćby ze względu na zupełnie inne realia. Inaczej wyglądała organizacja i struktura życia artystycznego w latach 40., 50., 60., 70. czy 80. Zgoła inaczej wygląda w tej chwili. Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu jest bardzo silnym ośrodkiem z wieloma mistrzami. Jednak mam wrażenie, że miasto nie do końca ceni swoich najwybitniejszych artystów.

Za klasyków sztuki XX i XXI wieku uważam Izabellę Gustowską, Jarosława Kozłowskiego i, niestety nieżyjącego już, Jana Berdyszaka, któremu zorganizowałem wystawę w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, przy okazji tego wydarzenia ukazało się całkiem ładne wydawnictwo. Są to takie postaci, które zasługują na dużo większy rozmach w uwzględnianiu ich dorobku w promocji polskiej sztuki, z podkreśleniem, że jest to polska sztuka tworzona w Poznaniu.

 

Dostaje pan propozycje wystaw od młodych absolwentów UAP-u?

Oczywiście. Masa ludzi tego szuka. Na szczęście w Poznaniu miejsc wystawowych jest więcej, m.in. tych związanych z samym uniwersytetem, gdzie młodzi artyści mogą pokazywać swoje prace. Galeria Piekary dostaje dużą liczbę portfolio i niekiedy z nich korzystamy, ale niezbyt często, bo nasz  plan wydawniczy jest ułożony na rok z góry. Ale zdarzają się takie wystawy, choćby ostatnio odbyły się tutaj obrony doktoratów, m.in. Urszuli Kluz-Knopek.

 

Kolekcjonuje pan sztukę, ale czy też książki?

Na pewno można mnie nazwać kolekcjonerem książek. Mam ładny zbiór publikacji o sztuce wydawanych współcześnie. Natomiast to, co mnie najbardziej interesuje, to dawna książka o sztuce nowoczesnej bądź też książka awangardowa. To temat ciekawy kolekcjonersko, bo tych pozycji jest już bardzo niewiele.

 

Gdzie ich pan szuka?

Cezary Pieczyński, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Jest to niełatwe zadanie, ponieważ rzadko zdarzają się  prywatne oferty tego typu, więc muszę bazować na tym, co mają do zaoferowania aukcje antykwaryczne w warszawskim „Lamusie” czy krakowskiej „Rara Avis”.

W ostatnich latach ceny na tego typu rzeczy poszybowały dosyć wysoko, ale od czasu do czasu da się coś jeszcze znaleźć, np. polskie wydanie „Akacje kwitną” Debory Vogel z ilustracjami Marka Włodarskiego, książki projektowane graficznie czy ilustrowane przez Karola Hillera, a nawet, ale w różnym stanie zachowania, pozycje z „Biblioteki a.r.” czy tomiki Przybosia projektowane przez Strzemińskiego. Są to rzeczy rzadkie, niegdyś wydawane przecież w małych nakładach, których znaczna część znajduje się w zbiorach bibliotecznych lub uległa zniszczeniu. Teraz mówimy o dostępności maksimum kilkudziesięciu egzemplarzy.

 

Na koniec mam taki zwyczaj, że pytam moich rozmówców o to, co teraz czytają.

Nie mam niestety czasu na beletrystykę. Ostatnio zainteresowała mnie muzyka z płyt winylowych, dlatego czytam literaturę fachową na ten temat – dużo o okładkach płyt jazzowych i całej historii tych wydawnictw.

 

CEZARY PIECZYŃSKI — kurator, wydawca, kolekcjoner sztuki, założyciel Galerii Piekary w Poznaniu.

 

CZYTAJ TAKŻE: Mój wujek morderca. „Dzieci nie płakały. Historia mojego wuja Alfreda Trzebinskiego, lekarza SS” Natalii Budzyńskiej

CZYTAJ TAKŻE: Kino Muza – powrót do przyszłości. Rozmowa z Dorotą Reksińską

CZYTAJ TAKŻE: Królowa Wielkopolski. Rozmowa z drag queen Gelejzą