fot. Krystian Daszkowski

Przyziemny drag

„Najlepiej opisałyby mnie słowa queer femme, czyli bycie osobą, której tożsamość płciowa jest płynna, nie jest ściśle wpisana w podział binarny kobieta – mężczyzna, ale jest zdecydowanie dziewczyńska” – opowiada drag performerka Ala Urwał.

Jakub Wojtaszczyk: Kiedy zaczęłaś robić drag?

Ala Urwał: Debiutowałam podczas „Balu Debiutantek” w nieistniejącym już klubie Punto Punto w Poznaniu. Wcześniej trzy razy wychodziłam w balach vogue’owych. Dwa odbyły się w Poznaniu – w Pawilonie i na Kontenerach. Na trzeci pojechałam ze znajomymi do Berlina. Tak naprawdę taka forma wyjścia, prezentacji, zrobienia wrażenia na jurorach podchodziła pod drag, chociaż nie miałam wtedy praktycznie żadnego makijażu. Zresztą podczas debiutu malowałam się na ostatnią chwilę.

 

Wyszedł bardzo delikatny make-up, bo po prostu nie umiałam jeszcze go robić. Czy umiem teraz? Podaję to w wątpliwość (śmiech).

Dalej potoczyło się dynamiczniej. Miesiąc po „Balu Debiutantek” powstało Lokum Stonewall w Poznaniu. Moja dragowa matka sceniczna, Gelejza, załatwiła mi tam wieczorek performatywny. Wystąpiłam też w warszawskim Barze Studio, gdzie wypadłam ze śmietnika…

 

JW: Możesz opowiedzieć coś więcej o tym wydarzeniu?

Ala Urwał, fot. Krystian Daszkowski

AU: Najpierw wypadłam ze śmietnika w Lokum Stonewall. W taki sposób zaczynałam mój występ z lipsynciem. Miesiąc później Shady Lady napisała do mnie z pytaniem, czy chciałabym wziąć udział w wydarzeniu w Warszawie,  podczas którego zostanie ogłoszona data Parady Równości w 2020 roku. Poczułam się bardzo wyróżniona. Razem z moim przyjacielem Tomkiem Dutką i mamą Gelejzą wpakowaliśmy śmietnik do pociągu i pojechaliśmy do Warszawy. Tomek jest jedną z osób, które popchnęły mnie do rozpoczęcia działalności w dragu, stworzył większość moich strojów, w których do tej pory wystąpiłam i wielokrotnie pomagał w przygotowaniach do perfo. Wyjazd był świetny, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, chociaż bezpośrednio po występie po prostu się poryczałam, z nerwów i przebodźcowania. Na backstage’u dostałam tonę wsparcia i otuchy. Z czasem bardziej zahartowałam się w boju i stopniowo coraz mniej odstawiam sceny przed i po występach.

 

JW: Kiedy zaczęłaś interesować się dragiem?

AU: Odkryłam drag za pośrednictwem „RuPaul’s Drag Race”, myślę, że jak spora część nowej fali sceny dragowej w Polsce. To prosta i najsmutniejsza odpowiedź, mam nadzieję, że z czasem „Drag Race” przestanie być główną siłą napędową popularyzacji dragu – bardzo często brakuje mi w nim realnej reprezentacji dragu i naturalności. Jednocześnie to właśnie w tym programie, podczas 9. sezonu „RuPaul’s Drag Race”, zobaczyłam coming out Peppermint, transkobiety. Zrozumiałam, że drag jest dla każdego. W mojej głowie pojawiły się pomysły, co mogłabym robić. Wreszcie, już w Poznaniu, trafiłam do środowiska dragowego. Bez niego moje występy nie wyglądałyby tak, jak wyglądają. 

 

JW: Jesteś członkinią House of Orzeczenie, czyli domu dragowego, do którego należą też Gelejza, Babcia, Vrona, Buba Poruta, Toxic Masculinity, Gabi i Karaczan…

AU: Tak, trafiłam na tę grupę przypadkiem dzięki wspólnej przyjaciółce. Zaczęłam z nimi wychodzić na różne imprezy. Z czasem staliśmy się bliskimi znajomymi, później przyjaciółmi i rodzeństwem. Wyszło to naturalnie. 

 

JW: Czy prezentowany przez Orzeczenie drag miał wpływ na twoją personę?

Ala Urwał, fot. Krystian Daszkowski

AU: Na pewno! Orzeczenie nie postrzega dragu jako czegoś, co sprowadza się do bycia piękną postacią. Na samym początku przejmowałam się tylko tym, jak wyglądam. Wpadłam i myślę, że nadal często wpadam w pułapkę perfekcyjności. Miałam w głowie niestworzone ideały, które wpływały na moje pierwsze występy. Orzeczenie wpłynęło na zmianę tego myślenia. Skupiamy się na tym, by drag był przede wszystkim prawdziwy i odzwierciedlał to, co dana osoba przeżyła. Stawiamy na emocje i nie sprowadzamy występu do wizerunku. Jednocześnie chcę zaznaczyć, że każdy drag się liczy. Dla różnych osób inne narzędzia będą służyć do tego, by mogły odreagować emocjonalnie i poczuć spełnienie.

 

Dla mnie definicja dragu zmieniała się wraz z tym, jak poznawałam jego niekonwencjonalną odsłonę z naszego lokalnego środowiska.

Przestał być dla mnie czymś nieuchwytnym, telewizyjnym. Poznałam Orzeczenie, oglądałam kolejne występy, odkryłam nowe postacie w mediach społecznościowych, niewpisujące się w klasyczną definicję dragu. Zrozumiałam, że drag nie jest totalnie odklejonym od rzeczywistości, wysublimowanym odtwarzaniem płci i tylko tym.

 

JW: Drag niekonwencjonalny to więcej naturalności?

AU: Tak. Pierwsze perfo, które zobaczyłam na żywo, to był występ Twojej Starej i KakiKatanki dobre parę lat temu, kiedy byłam jeszcze w liceum. Drag Twojej Starej jest zabawą konceptem płci, czymś przesadzonym, wyolbrzymionym; myślę że to jej własna, ale zintensyfikowana osobowość. To też moja definicja. Później, kiedy zobaczyłam występy w Lokum czy Punto, drag zszedł dla mnie zupełnie na ziemię. Coś, co było odrealnione i perfekcyjne, stało się osiągalne.

 

JW: Jak przygotowujesz się do występów?

AU: Opowiem na przykładzie mojego debiutu. Koszmarnie się stresowałam, bo zawsze nerwowo podchodzę do show. Malowałam się przez pięć godzin. Wcześniej w ogóle nie przećwiczyłam make-upu. Łatwiej mi funkcjonować w świecie fantazji, więc myślę, czego to ja nie zrobię, zamiast wziąć się do pracy (śmiech). Długo wahałam się przy wyborze piosenki. Stanęło w końcu na utworze „The Same Parts” drag queen znanej z „ Drag Race”, Tatianny. Podpasował mi, bo jednocześnie jest bekowy, energiczny i jak dla mnie całkiem poważny.

 

Ala Urwał, fot. Krystian Daszkowski

Tatianna śpiewa o tym, że napotkany na imprezie gościu nie ma pojęcia o tym, że ona też coś ukrywa w gaciach. Kończy słowami: „Come on bitch see me with them hands”, czyli pewna siebie pyta: „Co mi możesz zrobić?!”.

Skojarzyło mi się to z tym, jak na portalach randkowych kolesie podchodzą do transkobiet i osób transpłciowych i jak je fetyszyzują. Piosenka Tatianny dała mi siłę i stwierdziłam, że jest idealna na debiut. 

 

JW: Wyraziłaś swój gniew?

AU: Tak. Podczas występu chciałam przekazać wściekłość na to, że na portalach byłam traktowana jak przedmiot, ale jednocześnie być pewna siebie. Na szczęście w środowisku dragowym nie natrafiłam właściwie na żadne próby wykluczenia. Jeżeli pojawiały się pytania o transpłciowość, były one bardzo pozytywne, wynikające z szczerej chęci doedukowania się i zrozumienia. Zdaję sobie sprawę, że znajduję się w bańkach Poznania i Orzeczenia, wiem, że w środowisku, w którym funkcjonuję, zawsze mogę liczyć na wsparcie. Ale wiem też, że inne osoby wewnątrz polskiego środowiska LGBT+ doświadczają transfobii, wiem, że podaje się w wątpliwość ich prawo do bycia w dragu. Kompletny absurd, zważywszy na to, że drag był i jest nieodłącznie powiązany z osobami transpłciowymi, a pionierami dragu nie byli tylko i wyłącznie cismężczyźni.

 

JW: Kiedy zrozumiałaś, że jesteś osobą trans?

AU: W liceum, mój coming out zbiegł się w czasie z silnym epizodem depresyjnym. Obecnie wiem, że nie mam siły realizować kobiecości i to nie jest coś, co oddaje w stu procentach naturę mojej tożsamości. Najlepiej opisałyby mnie słowa queer femme, czyli bycie osobą, której tożsamość płciowa jest płynna, nie jest ściśle wpisana w podział binarny kobieta – mężczyzna, ale jest zdecydowanie dziewczyńska. Najlepiej czuję się w momencie, kiedy w ogóle nie myślę o swojej płci, najczęściej gdy jestem wśród bliskich znajomych. Z drugiej strony zdarza mi się odczuwać intensywną dysforię płciową [cierpienie odczuwane przez daną osobę z powodu niedopasowania jej tożsamości płciowej do płci przypisanej w chwili urodzenia – przyp. red.]. Pewne dla mnie jest to, że nie chcę się zestarzeć jako mężczyzna i mężczyzną nie jestem.

 

JW: Używasz zaimków żeńskich?

AU: Tak, poza tym ostatnio zauważyłam, że czuję się komfortowo, używając zaimków neutralnych, czyli np. miałom, zrobiłom, wykonałom. Często w sferze publicznej wyciszałam końcówki, które wskazywałyby na rodzaj, którego używam, też ze względu na to, jaki mam głos. To zmieniło się w sporej mierze od momentu, w którym zaczęłam robić drag. Stałam się bardziej pewna siebie, jeżeli chodzi o moją tożsamość i zaczęłam się mniej bać wychodzić na ulicę.

 

JW: Edukujesz odbiorców_czynie?

Ala Urwał, fot. Krystian Daszkowski

Staram się przekazywać wiedzę za pomocą platformy, jaką dały mi występy, ale nie jest to sedno moich występów. Wśród nich na pewno nie znajdziesz nic mówiącego: „To jest transpłciowość”, prędzej pojawia się w nich ta widziana z mojej perspektywy. Często możesz przeczytać też w opisie, że to, co zobaczysz, będzie częścią mojej osobistej historii. Chyba nie chciałabym, żeby moje występy zmieniły się w kaznodziejskie, prędzej mam nadzieję na to, że dzięki nim ktoś poczuje się zrozumiany. 

 

JW: Skąd pomysł na imprezę dragową „Ale Stars”?

AU: To już taka trochę tradycja, że drag performerzy_ki świętują swój pierwszy rok działalności na scenie. Bardzo chciałam tę formułę rozbudować i zaprosić osoby, które mi przez ten czas towarzyszyły, wspierały mnie, i dzięki którym zaczęłam robić drag. Stopniowo opracowałam formułę, zaproponowałam koncepty występów i wraz z zaproszonymi osobami rozpoczęliśmy wspólne kombinowanie.

 

Jednocześnie postanowiłam nawiązać współpracę z ekipą Sceny Roboczej – cały zespół bardzo zaangażował się w organizację tego wydarzenia.

Powstało osiem perfo, w których wystąpiło jedenaście osób – Alona Balon, Babcia Chlamydia, Buba Poruta, Ela Gabin, Gelejza, Jaśmin, Karaczan, Toxic Masculinity, Twoja Stara, Vrona i ja. Do każdego z performansów nagraliśmy filmy wyświetlane w tle, opracowaliśmy układy taneczne, z Babką i Vroną nagrałyśmy nawet własną piosenkę. Każde z kolejnych wyjść na scenę w jakiś sposób odnosiło się do wspólnie spędzonych chwil, wspólnych żartów. Podeszłam bardzo ambitnie do organizacji i wydarzenie się rozrosło – traktuję je nie tylko jako swój największy osobisty sukces, ale przede wszystkim jako świetnie spędzone chwile z przyjaciółmi. 

 

JW: Często wchodzisz w takie dragowe kooperatywy?

AU: Zdarza mi się, bo każdy kolejny projekt, który realizuję poszerza mój horyzont tego, czym drag może być. Myślę, że dobrym przykładem jest współpraca z Aloną Balon (Alicją Mielczarek) w ramach jej pracy licencjackiej na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym.

 

Alicja wyszła z propozycją wykorzystania dragu jako medium do zamiany naszych tożsamości, opowiedzenia nawzajem naszych historii, łącznie z odgrywaniem swoich ról w prawdziwym życiu.

Ala Urwał, fot. Krystian Daszkowski

Spędziłyśmy ogromną ilość czasu na szczerych rozmowach, intensywnej pracy, odkryłyśmy wiele wspólnych mianowników w naszych tożsamościach. W ramach tego projektu przygotowałyśmy wspólny występ, zaprezentowany podczas wspomnianego „Ale Stars”, który jednocześnie był debiutem scenicznym Alicji, która później odtworzyła moje solowe perfo z tego wydarzenia. Wydaje mi się, że w ten sposób świetnie rozmontowała i rozbiła na części pierwsze nasze zbudowane persony sceniczne. Jako równie wartościowe postrzegam doświadczenie współpracy z Gosialicious So Delicious i Kajo Szałankiewicz przy projekcie „ Diamondishous”. Wspólnie udało się nam stworzyć naszą własną multimedialną przestrzeń, w której można było zająć się naszym zdrowiem psychicznym, poczuciem pewności siebie, seksualnością. A to wszystko w ramach występów za witryną uliczną na Świętym Marcinie.

 

JW: Który z twoich występów najlepiej oddaje twoją osobowość?

AU: Na pewno „Alice”, którą pokazałam na „ Młynie x Orzeczenie”, czyli cyklicznym wydarzeniu online organizowanym przez Babcię i Vronę, a później jeszcze w Scenie Roboczej. To zdecydowanie moje ulubione perfo, zrobione od serca, bazujące w 100% na moich wspomnieniach. Inspiracją była piosenka „Alice” Lady Gagi. Jak ją pierwszy raz usłyszałam, przepłakałam całą noc. Gaga zawarła w tekście coś, co spowodowało, że poczułam się zrozumiana w kwestii mojej dysforii – coś, co odczuwam jako zagubienie się w mojej własnej tożsamości, spętanie emocji, zakleszczenie umysłu w ciele. Ta piosenka mocno mi to oddała. Zaczyna się od słów „My name isn’t Alice” – a ja nie mam zmienionego dowodu, nie figuruję w nim jako Alicja, jestem przed tranzycją prawną. Połączyłam to z klasyką bajek i opowieścią o poszukiwaniu siebie – „Alicją w Krainie Czarów”.

 

Mam ukraińskie i rosyjskie korzenie, wychowałam się na serii radzieckich bajek science fiction o Alicji Sielezniewej, czytając te książki, nauczyłam się w dzieciństwie języka rosyjskiego.

Mój wybór imienia podczas coming outu był zainspirowany imieniem głównej bohaterki tych powieści. W oparciu o tę serię powstał film animowany „Tajemnica trzeciej planety”, z którego zaczerpnęłam parę kadrów. Cały performans stał się dla mnie narzędziem porozumienia z moimi rodzicami i lękiem spowodowanym niepewnością i zagubieniem we własnej tożsamości.

 

JW: Jak widzisz rozwój swojej postaci dragowej?

AU: W tym momencie potrzebuję chwili przerwy, skupienia się na codzienności, na zdrowiu psychicznym i na studiach. W ostatnim okresie średnio sobie radzę z połączeniem tych dwóch płaszczyzn – codzienności i dragu. Ale na pewno mam parę niezrealizowanych planów. Do tej pory najbardziej rozwijałam się pod wpływem chwili, podczas współpracy z innymi. Na pewno chciałabym swobodniej podchodzić do siebie, pozwolić sobie na dobrą zabawę w dragu i przemycanie swoich wewnętrznych przeżyć w treści występów.

 

ALICJA UWAROW/ALA URWAŁ – drag performerka, członkini poznańskiego domu dragowego House of Orzeczenie, osoba queerowa.