fot. Michał Janiak

Ptaki we własnym domu

Z Michałem Janiakiem, pasjonatem i fotografem dzikiej przyrody specjalizującym się w zdjęciach ptaków, nagrodzonym m.in. przez kanał National Geographic, rozmawia Monika Marciniak.

Monika Marciniak: Fotografią przyrodniczą zajmujesz się od wielu lat. Jak zaczęła się ta przygoda?

Michał Janiak: Od wielu lat odkrywałem różne tematy i sposoby fotografowania. W którymś momencie zacząłem się zastanawiać, dlaczego dotąd nie zająłem się tym na poważnie. Kiedy robisz coś, co ci się podoba, i starasz się dążyć w określonym kierunku, twoje umiejętności ewoluują. Można na przykład zacząć od fotografii ulicznej, a następnie skoncentrować się na portretach spotykanych ludzi.

Zadałem sobie pytanie, czemu nie fotografuję zwierząt, mimo że od dziecka interesowałem się przyrodą. Gdy byłem mały, oglądałem masę programów przyrodniczych. Jednak na parę lat zapomniałem o podglądaniu natury. W końcu się zorientowałem, że mogę się wyspecjalizować w fotografii dzikich zwierząt, a w szczególności w ptakach.

 

MM: Nie chciałeś zajmować się tym zawodowo?

MJ: Miałem różne przymiarki w stronę fotografii ślubnej czy pójścia w bardziej komercyjne klimaty, ale raczej na próbach się skończyło. Fotografuję różne uroczystości, jeśli mnie ktoś poprosi, ale robię to bardzo rzadko. To jest ciężka praca, zajęte weekendy, robota do późna w nocy, czas poświęcony na obróbkę i selekcję zdjęć.

 

W fotografii ślubnej fotograf jest dyrygentem, mówi parze młodej, kiedy ma iść, ale jednocześnie musi pozostać obserwatorem, zachować dyskrecję, mieć duże wyczucie chwili.

Nie powtarza się nałożenia obrączek lub przysięgi małżeńskiej, jeśli coś nie wyjdzie. Nie poszedłem w tę stronę. Można się pasjonować fotografią weselną, jednak dla mnie było to odtwarzanie schematu. Wiem, że powtarzalność może służyć doskonaleniu i wyrabianiu techniki reportażysty, natomiast mnie zawsze pasjonowała świeżość.

 

MM: Kiedy wykonałeś zwrot w stronę fotografii przyrody?

MJ: Stało się to po śmierci mojej matki. Gdy za którymś razem byłem na cmentarzu, miałem ze sobą aparat. Cmentarze to bardzo fajne miejsca do fotografowania ptaków, mieszka na nich dużo zwierząt przyzwyczajonych do obecności ludzi. Nawet więcej niż w parkach, bo nie wyprowadza się tu psów, zresztą na cmentarzach jest więcej zakamarków.

 

Niedaleko mnie kręcił się kos. To takie fajne czarne ptaki z żółtym dziobem. Postanowiłem mu zrobić kilka kadrów. I to był moment namysłu, o którym wcześniej wspominałem. Przedtem ptaki w moich kadrach się pojawiały, ale raczej daleko na niebie jako element krajobrazu miejskiego bądź naturalnego. Natomiast wtedy spostrzegłem, że ptak jest ciekawym tematem, którym mógłbym się zająć.

 

MM: Czy na twoich zdjęciach pojawiają się inne zwierzęta?

MJ: Miałem kilka przymiarek do fotografii ssaków, aczkolwiek jest to moim zdaniem trudniejsza dziedzina. Inne zwierzęta najczęściej fotografuję przy okazji.

 

MM: Czy fotografowanie wymaga przegotowania?

MJ: W fotografii przyrodniczej bardzo ważne jest dobre przygotowanie. Oczywiście można iść z aparatem po mieście i to jest superpomysł, można fotografować na przykład ptaki żyjące w parkach, a to nie są tylko kaczki, gołębie czy kawki, ale również kilka gatunków dzięciołów, pełzacze, sikorki, różne ziarnojady typu wróble.

Natomiast jeśli chce się fotografować inne gatunki, to warto obrać metodę chodzenia po najbliższej okolicy, na przykład po polach. Bardzo często jestem w Koninie, wtedy chodzę nad Wartę i sprawdzam różne „miejscówki”. To jest podstawowa metoda zdobywania informacji i wówczas warto zapisywać, co się widziało o jakiej porze roku. O ile ptaki w większości migrują na południe, o tyle na przykład sarny zamieszkują te same miejsca przez cały rok.

Warto też sięgać do internetu i do literatury fachowej, spoglądać na blogi. Świetną bazą informacji jest również YouTube. Jeśli ktoś posługuje się językiem Szekspira, warto sprawdzać źródła w tym języku, bo to prawdziwa kopalnia wiedzy. Na przykład w Wielkiej Brytanii jest wspaniale rozwinięta baza informacyjna dotycząca tego, gdzie spotykać ptaki, ludzie tam bardzo chętnie dzielą się podobnymi informacjami.

 

fot. Michał Janiak

fot. Michał Janiak

Natomiast w Polsce ta wiedza jest bardziej ukryta. Z jakiegoś powodu panuje przeświadczenie, że jeżeli ktoś się podzieli podobną wiadomością, to wszyscy zaczną się tam zjeżdżać. Nie wiem, z czego to wynika.

W Wielkiej Brytanii miałem okazję wizytować różne czatownie, do których można wejść bezpłatnie i obserwować ptaki przez lunetę bądź obiektyw aparatu. W takich miejscach można znaleźć ogólnodostępne notesy, w których osoby korzystające z czatowni robią notatki, zapisują, jakie gatunki widziały o której godzinie, ile było osobników itd. Nie jestem pewien, czy w Polsce zostawianie takich rzeczy by się sprawdziło. Wystarczy pójść na przystanek za miastem, żeby przekonać się, jak często miejsca znajdujące się w pewnym odosobnieniu są zdewastowane.

 

MM: Jak wygląda standardowy dzień fotografa dzikiej przyrody?

MJ: Mój standardowy dzień zaczyna się właściwie jeszcze poprzedniego dnia. Wtedy przede wszystkim sprawdzam sprzęt, to, czy baterie w aparacie są naładowane. Sprawdzam też rzeczy, które chcę na siebie włożyć, czyli strój maskujący. Zastanawiam się, czy to, co planuję zabrać, jest wystarczające, czy warunki pogodowe się nie zmieniły, czy nie będzie zimniej, niż zapowiadano, przygotowuję się pod tym kątem.

 

Ciężko też przyzwyczaić się do porannego wstawania, jeśli nie robi się tego regularnie. Sam mam z tym problem. Nawet jeśli wiem, że będę musiał wstać o 3 w nocy, nie potrafię położyć się o 20, żeby zapewnić sobie odpowiednią dawkę snu, więc z reguły jestem niewyspany.

Często jestem tak podekscytowany tym, że jadę w nowe miejsce, że długo nie mogę zasnąć. Latem wstaję około godziny 1 lub 2 w nocy po to, aby dojechać na miejsce o odpowiedniej porze. Optymalnie muszę być tam na dwie godziny przed wschodem słońca, jeżeli jadę na tzw. zasiadkę, bo z ptakami jest tak, że jak raz cię zobaczą, to wiedzą, że tam jesteś.

Trzeba zrobić wszystko, aby cię nie spostrzegły w tym miejscu, bo wtedy mogą się już inaczej zachowywać i mogą się trzymać od ciebie z daleka. Dlatego najlepiej jest być wtedy, gdy jeszcze jest bardzo ciemno i większość ptaków nadal śpi. Godzinę przed wschodem zaczyna się robić poświata i już cię wtedy widać.

 

MM: Czy łatwo poruszać się nocą po terenach poza miastem?

MJ: Część miejsc już znam, natomiast dobrze jest regularnie sprawdzać swoje miejscówki i szukać nowych. Kontrolować, jak wyglądają, czy na przykład gdzieś nie stoi woda, czy nie ma błota, jak są porośnięte. Nie każdy teren nadaje się do obserwacji. Oczywiście jeżeli już jedziemy w jakieś miejsce, warto wiedzieć, jakie gatunki tam występują. Może się zdarzyć, że wybierzemy stanowisko w ciemno i gdy wzejdzie słońce, okaże się, że wszystkie ptaki stoją pięćdziesiąt metrów od ciebie, a ty jesteś zasłonięty krzakami.

 

Czasami decyduję się na nieznane lokalizacje, ale mając już pewne doświadczenie terenowe, jestem w stanie wybrać położenie, które może gwarantować sukces.

 

Wszystko zależy również od obserwowanego gatunku, na przykład podglądając kaczki na dużym akwenie, trudno jest ustalić punkt, do którego akurat podpłyną. W fotografii przyrodniczej bywa i tak, że wraca się bez żadnego zdjęcia, bo np. coś spłoszyło ptaki dzień wcześniej lub właśnie żerują gdzie indziej, i z tym też trzeba się liczyć.

Z reguły nie używam latarki właśnie dlatego, by nie płoszyć zwierząt. Wbrew pozorom jest ona bardzo rzadko potrzebna. W fotografii liczy się światło; jeżeli jest go mało, trudno zrobić dobre zdjęcie. Światła jest dużo, gdy nie ma chmur, dlatego najlepiej wybrać się na plener w bezchmurną noc.

 

Gdy jest się przyzwyczajonym do światła księżyca i gwiazd, to w otwartym terenie, jeśli nie fotografuje się w środku lasu, jest wystarczająco jasno aby dojść w upatrzone miejsce.

Wiele zależy od tego, jaki sprzęt ma się ze sobą. Niektórzy preferują namioty jednoosobowe o małych gabarytach, inni korzystają z siatek maskujących. To zależy od indywidualnych przyzwyczajeń. Ja wiem, co mam w których kieszonkach plecaka, wszystko znam na pamięć i wiem, co w jakiej kolejności rozłożyć.

 

MM: Czy wszystkie ptaki budzą się o tej samej porze?

MJ: To zależy od gatunku. Fotografować je można już zaraz przed wschodem, bo pojawia się niebieskie światło. To jest kwestia dwudziestu minut. Jeśli jednak mamy ze sobą tylko  obiektyw o długiej ogniskowej, który potrzebuje dużo światła, to w takich warunkach jest ciężko. Zasadniczo, tak jak mówiłem, trzeba poczekać te dwie godziny zanim zacznie się dziać coś ciekawego.

 

MM: W dzisiejszym świecie jesteśmy wystawieni na działanie wielu bodźców, zarówno tych wizualnych, jak i dźwiękowych. Coraz więcej mówi się o zaśmiecaniu naszej przestrzeni życiowej hałasami. Jednak to sprawia, że cisza staje się dla nas czymś nienaturalnym, niemal nas ogłusza. Coraz trudniej jest nam się też skoncentrować i sami wciąż poszukujemy dodatkowych bodźców, nieustannie zaglądamy w smartfony i komputery. Czy spędzenie dwóch godzin w bezruchu, bez towarzystwa nowoczesnej techniki, nawet radia czy książki nie jest trudne?

MJ: Ja bardzo lubię ten czas i nie mam z tym problemu. Podczas nocnej ciszy zawsze dochodzą do nas jakieś odgłosy – wiejącego wiatru, przechodzącej sarny, słychać różne szmery. Przysłuchiwanie się nocnym odgłosom jest ciekawym przeżyciem, szczególnie gdy na niebie widać gwiazdy i księżyc dający srebrną poświatę, gdy jest się na bagnie o takiej godzinie, to ma duży urok.

 

Poza tym rozmaite gatunki ptaków budzą się o różnych godzinach. Niektóre są aktywne godzinę przed wschodem, a inne pół godziny później. Leżąc, słyszymy, jak się budzą, zaczynają śpiewać lub kwakać.

Niektóre ptaki wydają bardzo dziwne odgłosy, na przykład chruściele, należy do nich łyska, kropiatka, zielonka bądź też wodnik – bardzo sympatyczny i śmieszny ptak. I one wydają bardzo ciekawe krzyki. Słychać pojedyncze niskie, bulgoczące odgłosy. Natomiast łabędzie krzykliwe wydzierają się jak małe dzieci. Gdy leży się w ciemności i ciszy i nagle słyszy się krzyk łabędzia, to jest to niesamowite doświadczenie.

 

Ptaki mogą być również spłoszone i zaczynają się wzajemnie ostrzegać, bo w pobliżu przebiegła sarna lub pies czy kot, albo poluje sowa.

 

Często w takich miejscach nocują żurawie, piękne ptaki, jedne z moich ulubionych, a ich nawoływania są niesamowite. Słychać przed wschodem słońca, jak zaczynają się po kolei budzić. Z reguły zbierają się na wielkich noclegowiskach, czasem po kilkaset, a w niektórych miejscach po kilka tysięcy, czasem zaledwie po kilkadziesiąt.

Wraz z pojawianiem się światła zaczynają się przebudzać i odlatywać, a ich klangor jest niesamowity. Więc do wschodu słońca się coś dzieje, cisza jest tylko podczas najgłębszej nocy, a w miarę zbliżania się wschodu życie zaczyna się budzić falami. Dochodzą do tego różne odgłosy, gra świateł na chmurach, więc zawsze jest na co popatrzeć i czego posłuchać. To wszystko jest dla mnie częścią tego, po co tam jeżdżę, czyli nie samo fotografowanie, ale też przebywanie wśród przyrody, to bardzo relaksuje.

 

MM: Ile godzin może potrwać taki plener fotograficzny?

MJ: W fotografii tego typu nie ma prostych odpowiedzi, wszystko zależy od tego, gdzie się jest i co się fotografuje. Najlepiej przeleżeć kilka godzin bez ruchu i jak najmniej płoszyć ptaki, gdy one najintensywniej żerują. Z tego co słyszałem, niektórzy potrafią nawet dwadzieścia cztery godziny spędzić w jednym miejscu.

 

Przychodzą przed wschodem słońca i wychodzą, gdy już nic nie widać.

Żurawie zlatują się na noclegowiska, ale po wschodzie słońca, czyli w zależności od pory roku może to być 6 rano lub około 7.30, już się rozlatują. Jeśli jednak jest się w środku bagna, gdzie jest multum innych ptaków, warto poczekać przynajmniej do dziesiątej, kiedy dzień już jest gorący, ptaki przestają żerować i się chowają. Wtedy można już takie miejsce opuścić.

 

MM: Jakie są najlepsze miejsca do obserwowania i fotografowania ptaków? Czy koniecznie trzeba szykować się na większe wyprawy do rezerwatów, czy wystarczy udać się na okoliczne łąki lub brzeg rzeki?

MJ: W rezerwatach nie można fotografować dzikich zwierząt poza szlakiem, chyba że ktoś się ubiega o specjalne pozwolenie. Poza tym można robić to gdziekolwiek, z wyłączeniem terenów prywatnych i pamiętając aby swoją obecnością nie niszczyć skupisk roślin, runa leśnego.

 

fot. Michał Janiak

fot. Michał Janiak

Czasem podczas zwykłego spaceru uda się znaleźć fajne miejsce, gdzie na przykład mignie dzięcioł zielony, którego wcześniej nigdzie się nie widziało.

Wtedy trzeba tę lokalizację zbadać (oczywiście nie płosząc ptaków zwłaszcza w sezonie lęgowym), odwiedzić ją kilka razy i zobaczyć, gdzie przesiaduje, gdzie żeruje, czy może był tam jedynie przelotem.

Zwierzęta są praktycznie wszędzie. W niektórych miejscach jest ich niestety mniej. Nad Wartą w Koninie są sarny, wiem też, gdzie są żurawie. To raczej trudne tereny. W tym samym miejscu widuję również gęsi, ptaki zresztą wracają co roku w te same punkty, nawet jeśli zimują na południu Europy.

 

MM: Czy starasz się dokształcać nie tylko w dziedzinie fotografii, ale również w zakresie przyrody? Czy za robieniem zdjęć ptakom kryje się zdobywanie wiedzy na ich temat?

MJ: Warto czytać fachową literaturę, bo warto znać zachowania ptaków, wiedzieć, kiedy jest sezon lęgowy, a kiedy się kończy i kiedy ptaki odlatują. Fachowa wiedza jest nieodzowną częścią fotografii, z niej wynika też świadomość tego, jak nasze zachowanie wpływa na ptaki i co zrobić, aby ten wpływ był jak najmniejszy.

 

Najlepiej fotografować przyrodę jak najbardziej naturalną, w którą człowiek nie ingeruje, której nie zmienia swoją obecnością.

Trzeba wiedzieć, kiedy ptak zachowuje się inaczej, np. sowy uszatki często mają widoczne dwa rogi z piór, coś w rodzaju uszu, które stawiają, gdy są zaniepokojone. To oczywiście fajnie wygląda i jest fotogeniczne, ale jest to wyraźny sygnał dla obserwatora świadczący o zaniepokojeniu. Wtedy wiemy, by zachować większy dystans, przestać robić zdjęcia lub całkiem się oddalić. Warto gromadzić takie informacje, poza tym to jest ciekawe.

 

MM: A czy dzięki własnym obserwacjom i doświadczeniom odkryłeś jakieś nieznane ci wcześniej zachowania ptaków?

MJ: Ptaki różnie się zachowują, niektóre są bardziej śmiałe. Leżąc na bagnie, zaobserwowałem, że gdy żerujący w trzcinowisku wodnik musi pokonać otwarty teren, po prostu przez niego przebiega. Właśnie w takim momencie pierwszy raz w życiu go zauważyłem. Ciekawe jest również to, jak ptaki walczą o pożywienie, np. gdy żerują grupowo.

 

Kiedy wśród kilku czapli jedna złowi rybę, która jest zbyt duża, by ją od razu połknąć, ptak musi zdobycz kilkukrotnie podrzucić, aby ją skierować głową w kierunku gardła. To wymaga ostrożnych ruchów, więc jest to dosyć długi moment. Wtedy inne czaple zaczynają atakować albo delikatnie się zbliżają, by w konsekwencji podjąć próbę kradzieży ryby.

 

Dlatego czapla, której uda się coś złowić, najpierw dyskretnie się rozgląda i odsuwa w bardziej odosobnione miejsce. A pozostałe powoli ruszają i przesuwają się w dosyć dostojny sposób, systematycznie skracając ten dystans. To są bardzo zabawne obrazki. Obserwacja naturalnych zachowań jest najciekawsza. Można zobaczyć zwierzęta takie, jakie są na co dzień, nie w klatce, za szybą czy na zdjęciu, tylko w ich własnym domu.

 

MM: Niestety nadal jako gatunek jesteśmy bardzo szkodliwi dla środowiska naturalnego, nie tylko na skalę globalną, ale również w mikrozakresie. Dzikie wycinki drzew, zaśmiecanie otoczenia czy zanieczyszczenia wody. Czy jako obserwator przyrody doświadczyłeś szkodliwej działalności człowieka, zauważyłeś degradację odwiedzanych przez ciebie terenów lub znikanie zwierząt?

MJ: Nie zajmuję się jeszcze fotografią przyrody na tyle długo. Natomiast od wielu moich znajomych słyszałem, że miejsca, w których kiedyś było pełno czapli czy żurawi, teraz są puste. Chociaż samych żurawi jest coraz więcej, ale czaple czy gatunki wodno-błotne znikają wraz z osuszaniem terenów.

 

Za to za każdym razem spotykam ogromne ilości śmieci. Przykro się na to patrzy.

Przemiany miejsca doświadczyłem w Olsztynie. Często fotografuję przy jeziorze położonym w granicach miasta. Ten teren częściowo jest zalesiony, a w części są to tereny rekreacyjne. Robię tam zdjęcia sikorkom, pełzaczom, dzięciołom. Pewnego dnia pojechałem tam przed pracą i miałem zamiar wrócić w to samo miejsce wieczorem.

 

W przeciągu tych kilku godzin wycięto tam parę drzew.

Tam gdzie rano było głośno od ptaków, po południu panowała przejmująca cisza. Wszystkie ptaki zostały wypłoszone, nie wspominając o stracie potencjalnych miejsc ich gniazdowania.

 

MM: Jakie są twoje inspiracje w świecie fotografii przyrody?

MJ: Bardzo mnie inspiruje młody fotograf Mateusz Piesiak. Związany z Wrocławiem, chyba jeszcze studiuje. Robi bardzo fajne zdjęcia i jest laureatem wielu konkursów. To on mnie zainspirował do fotografii pod światło. To bardzo trudna działka, bo trzeba zadbać o więcej rzeczy niż w przypadku fotografii klasycznej. Fotografią pod światło zajmuje się też Łukasz Sokół, fotograf z Olsztyna.

Natomiast na YouTubie śledzę bardzo ciekawy kanał fotografa przyrody Mortena Hilmera, który podróżuje np. na Svalbard, wyspy na Morzu Północnym. Musi się przemieszczać ze strzelbą, bo żyją tam niedźwiedzie polarne.

 

Śledzę też dokonania polskiego fotografa Piotra Chary, który zajmuje się także ochroną rybitw i mew w okolicach ujścia Warty do Odry.

 

Tylko na niewielkim odcinku Odra tworzy wiosną rozlewiska. To znaczy, że tylko tam retencja wody jest taka, jaka powinna być dla zdrowej rzeki. Odra jest bardzo uregulowana. A są ptaki, które gniazdują na ziemi, i takich gatunków jest bardzo dużo.

Rybitwy lub sieweczki rzeczne nie są zbytnio uzdolnione w budowie gniazda, ograniczają się one do wykopania dołka w piasku, w którym składają jaja. Problem zaczyna się w miejscach, gdzie występuje bardzo dużo gatunków inwazyjnych, jak na przykład norka amerykańska, która potrafi w ciągu jednej nocy zniszczyć wszystkie gniazda należące do całej kolonii mew czy rybitw składającej się z kilkuset osobników i jednocześnie pozagryzać wiele ptaków. Kolonie, które funkcjonują od dwudziestu lat, nie miały sukcesu lęgowego od dekady, bo norki wciąż niszczą im gniazda.

 

Piotr Chara tworzy wyspy życia, czyli pływające platformy, wysypane piachem i ogrodzone z każdej strony, umiejscowione na środku jeziora. Dzięki nim rybitwy na nowo wyprowadzają pisklęta, powstają nowe pokolenia, które zachowają ciągłość kolonii i gatunku.

Gdyby umarła ostatnia rybitwa, miejsce to pozostało by puste przez wiele lat. Musi upłynąć odpowiedni czas, aby nowa grupa ptaków zainteresowała się podobnym obszarem. Miałem okazję poznać osobiście Piotra Charę i być w tym miejscu. To świetny przykład na to, że fotografia przyrodnicza kształtuje ekologiczną świadomość.

 

MM: Zajmujesz się fotografią dzikiej przyrody, czy miałeś w związku z tym jakieś niebezpieczne czy stresujące sytuacje?

MJ: Żyjemy w części świata, która jest bezpieczna. Raczej nie występują tu jadowite zwierzęta, nie ma dużych drapieżników, a wilków jest bardzo mało. Natomiast problemem są psy, a raczej to, że ludzie puszczają je luzem, aby mogły się wybiegać. Przy okazji mogą płoszyć lub zagryźć dziko żyjące zwierzęta.

 

Sam kilka razy zostałem obszczekany.

Raz fotografowałem na rozlewisku Łyny, która przepływa przez Olsztyn i płynie przez największy las miejski w Europie, będący częścią tego miasta. Leżałem pod siatką maskującą i podbiegł do mnie pies, który zaczął bardzo ujadać. Zrobiło się nieprzyjemnie, ale właściciel w końcu go odwołał. Jednak to były jedyne tego typu przypadki.

 

MM: Gdzie można zobaczyć efekty twojej pracy?

MJ: Na mojej stronie. Niedawno można też było oglądać zbiorową wystawę Oddziału Związku Polskich Fotografów Przyrody w Wilkasach, w której biorę udział. Ta sama wystawa jest prezentowana w Mrągowie do 15.  marca, a  w kwietniu będzie w Olsztynie.

 

Michał Janiak, ur. 1986, mieszka i pracuje w Olsztynie – pasjonat i fotograf dzikiej przyrody, specjalizujący się w zdjęciach ptaków. Zdobywca VII miejsca w konkursie fotograficznym National Geographic Channel w 2016 r. Jego dwa zdjęcia zostały wyróżnione przez stowarzyszenie fotografów dzikiej przyrody SINWP w konkursie poświęconym ptakom (Bird Photography Competition) w 2020 r. Zdobył też II miejsce w kategorii „Ptaki” Okręgu Warmińsko-Mazurskiego ZPFP, I miejsce w kategorii „Świat w naszych rękach” i kilka wyróżnień w 2021.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
3
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0