fot. Mariusz Forecki

Rezerwaty archeologiczne związane z początkami polskiej państwowości

Grzybowo i Giecz położone były na terenach będących zaczynem formującego się w X wieku państwa Piastów. Historycy zastanawiają się, czy cesarz Otton III i Bolesław Chrobry odwiedzili Giecz w tysięcznym roku i dlaczego gród w Grzybowie przestał funkcjonować w II połowie XI wieku.

ODDZIAŁY MUZEUM PIERWSZYCH PIASTÓW NA LEDNICY

Niewiele jest w Polsce miejsc nadających się tak bardzo do zrekonstruowania warunków życia w czasach wczesnego średniowiecza. Pisząc to, mam na myśli gród w Grzybowie. Faktycznie odbywają się w nim widowiska plenerowe nawiązujące do codziennych czynności, przedstawianych w zgodzie z tym, jak wyglądało to w średniowiecznej rzeczywistości. Latem przyciągają one tłumy turystów.

Grzybowo położone jest nieco z dala od głównych dróg, siedem kilometrów na północny wschód od Wrześni. Na dobrą sprawę można napisać, że powiatowa Września położona jest pomiędzy dwoma potężnymi grodami, kiedyś znacznie przewyższającymi ją administracyjnym znaczeniem. Drugim jest leżący na zachód od niej Giecz.

Opisując oba te miejsca, nie sposób uniknąć pewnych uogólnień i odnoszących się do obu grodów spostrzeżeń. Zwłaszcza że obecnie stanowią oddziały Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Surowe w swoim charakterze Grzybowo zdecydowanie bardziej zadziałało na moją wyobraźnię niż zadrzewiony, z położonym w obrębie grodu drewnianym kościołem, Giecz. Mimo że ten drugi wymieniany był już przez Galla Anonima, wzmiankującego, że gród dawał Bolesławowi Chrobremu 300 pancernych i 2000 tarczowników.

 

Grzybowo i Giecz położone były na terenach będących zaczynem formującego się w X wieku państwa Piastów.

Znaczenie obu grodów w strukturze „Gnezdun Civitas” jest dzisiaj niepodważalne. Historycy zastanawiają się, czy cesarz Otton III i Bolesław Chrobry odwiedzili Giecz w tysięcznym roku i dlaczego nieodległy gród w Grzybowie w zasadzie przestał funkcjonować w II połowie XI wieku.

Gród w Gieczu, fot. Mariusz Forecki.

Archeolodzy badają pozyskiwane do dzisiaj materialne ślady ludzkiej aktywności. Wtórują im studiujący źródła historycy. Literatura tematu jest obszerna, podobnie strony internetowe obu muzealnych oddziałów pełne są informacji na temat aktualnego stanu badań nad grodami. Nie będąc w stanie dołożyć cegiełki do uczonych dywagacji, zajmę się w tym miejscu jedynie refleksjami nasuwającymi się podczas odwiedzin archeologicznych rezerwatów.

Kiedy znajduję się w pobliżu podobnych miejsc, szukam inspirujących śladów, pozwalających odpowiedzieć na pytanie: jak w tych warunkach żyli ludzie? Grody, już nawet samym swym wyglądem, skłaniają do podobnego dociekania.

GRÓD W GRZYBOWIE

Grzybowskie Turnieje Wojów, fot. Mariusz Forecki.

Gród w Grzybowie wręcz dosłownie do tego prowokuje odbywającymi się na jego terenie rekonstrukcyjnymi widowiskami – Grzybowskimi Turniejami Wojów.

Z pewnością warto tam być, by pośród blisko 2000 ludzi przeżyć coś, co jest namiastką życia przed tysiącem lat. Sporo sobie obiecuję, spoglądając na zamglone, przydymione grodzisko będące centrum świata dla ludzi żyjących w nim przed dziesięcioma wiekami. Dobrze jest odwiedzać miejsca znane dotąd wyłącznie z chłodnych przekazów historyków.

Zacznijmy od domów. Położone w obrębie wysokich wałów, często spowijał je dym z palenisk i wędzarni. Do cna przesiąknięte zapachem spalenizny i koziego łajna. Nie były wysokie, zapewne drewniane. Z drewnem umiano już sobie radzić. Na obwałowania średniej wielkości grodu zużywano nie mniej niż pięćdziesiąt tysięcy metrów sześciennych drewna, i to w grubych pniach. Dachy chałup kryte były sitowiem moczonym w glinie. Nie używano do tego celu zbyt cennej słomy. Dopiero po wykorzystaniu jej przez zwierzęta mieszano ją z gliną, tworząc polepę. Pełniła ona funkcję podłogi, wypełniano nią także plecionki z gałęzi, tworząc w ten sposób gliniane ściany chat. Możemy przyjąć, że tak wyglądały domostwa protoplastów rycerzy.

Gród w Gieczu, fot. Mariusz Forecki

Domy warstwy panującej od domów rycerstwa dzieliła przepaść, nie mówiąc o ciasnych lepiankach i ziemiankach zamieszkanych przez czeladź i pomniejszą służbę, które były jednoizbowe. Ściany, a raczej przegrody, pojawiły się z czasem i służyły do oddzielenia pomieszczenia z żywym inwentarzem.

Charakter budynku oddaje jego nazwa: „izba”, nawet w czasach współczesnych określamy tak pojedyncze pomieszczenie mieszkalne. W izbie zawsze znajdowało się otwarte palenisko. Niski kopułkowaty piec był zjawiskiem więcej niż sporadycznym. Palenisko wystawało niecałe pół metra ponad glinianą polepę, próg domostwa miał podobną wysokość. Od podłogi było zimno, stąd ustawione w środku ławy były zaskakująco wysokie. Ogień z paleniska stanowił też podstawowe oświetlenie, rzadko używano miseczek z łuczywem. Okna, jeśli były, to o bokach nie większych niż 20 do 30 centymetrów. Pojawiały się one, rzadko, pod powałą i nie dawały wiele światła. Spano na wspomnianych ławach, rzadziej na łożach. Izba była miejscem snu i życia intymnego. Niemowlęta spały w kołyskach bądź w wyplecionych koszykach. Od wiosny do jesieni młodzież często spała poza izbą.

Nie chcę zagłębiać się w dywagacje na temat nieczystości, wspomnę tylko, że zapach grodu byłby dla współczesnego człowieka na pewno drażniący, a lokalizację zamieszkałego grodziska – w tym także Giecza i Grzybowa – bez problemu potrafilibyśmy określić, idąc właśnie za tym drażniącym zmysł powonienia zapachem.

MIĘDZY GIECZEM A GRZYBOWEM

Oba grody dzieliło zaledwie 30 kilometrów. Jadąc z Grzybowa w kierunku Giecza, zastanawiałem się, czy ich mieszkańcy brali udział w jakiejkolwiek wymianie handlowej. Na przykład, żyjący nad brzegiem nieistniejącego dzisiaj jeziora gieczanie dysponowali rybami, których z pewnością brakowało w Grzybowie. W zamian za nie mieli szansę dostać miód, którego drudzy mogli mieć w nadmiarze.

Wystawa „Terra Sancta – Giecz w monarchii piastowskiej”, Rezerwat Archeologiczny – Gród Piastowski w Gieczu, fot. Mariusz Forecki.

Abstrahując od rodzaju towarów, istnienie podobnych kontaktów wydaje się rzeczą pewną. Handel, nawet ten sąsiedzki, przyczyniał się także do powstania i konserwowania szlaków komunikacyjnych. Miało to kolosalne znaczenie integracyjne. Wykładano kamieniami brody, utwardzano rozmokłe w czasie deszczów szlaki, tworzono leśne przesieki. Zapewniano w ten sposób drużynie wojów łatwe przemieszczanie się z grodu do grodu, co miało duże znaczenie obronne.

Obowiązek budowy i utrzymywania szlaków komunikacyjnych był równie istotny, jak umacnianie samych grodów. Z pewnością, dla własnego bezpieczeństwa, mieszkańcy wespół dbali o ów trzydziestokilometrowy trakt pomiędzy Gieczem a Grzybowem. Ponadto drogi pozwalały poznawać świat. Nawet jeśli samemu się z nich nie korzystało, umożliwiały dotarcie do grodu wędrownym kupcom, znającym odległe centra nie tylko europejskiej cywilizacji. Były one dla mieszkańców niedostępne niczym ciała niebieskie.

Warto na marginesie tych dociekań przypomnieć, że warunki klimatyczne panujące w Europie pomiędzy rokiem 900 a 1200 były łagodniejsze od tych, jakie znamy ze współczesności. Klimat, co potwierdzają naukowcy badający grenlandzki lądolód, był cieplejszy i stabilniejszy od dzisiejszego. Zamiecie i skute lodem rzeki, wbrew powszechnej opinii, nie odciskały piętna na zimowym krajobrazie mieszkańców Giecza i Grzybowa.

Gród w Grzybowie, fot. Mariusz Forecki.

Oba interesujące nas grody funkcjonowały właśnie w tym przyjaznym dla ludzi okresie klimatycznym. Powstałe w latach dwudziestych X wieku Grzybowo, na dobrą sprawę istniało nieco ponad sto lat, do połowy wieku XI wieku. Niewiele. Dlaczego tak krótko? Tak naprawdę nie wiemy. Jedno jest pewne, założenie obwarowane 600-metrowym wałem, który u podstaw ma kilkanaście metrów szerokości, należy do najbardziej tajemniczych obiektów tego typu w Polsce. Także ze względu na owo względnie krótkie użytkowanie. Nie wiemy, czy w jego wnętrzu funkcjonowało mniejsze grodzisko, czy może mniejszy gród został zniwelowany, a na jego miejsce powstało założenie, którego imponujący zarys możemy podziwiać do dzisiaj.

Kiedy pierwszy raz podjechałem pod grodową bramę, wzdrygnąłem się na widok współczesnej architektury tutejszego pawilonu wystawienniczego. Potrzebowałem chwili, by oswoić się z jego bryłą. Dzisiaj jestem jej zdecydowanym zwolennikiem, zwarta konstrukcja w żadnej mierze nie aspiruje do miana nachalnego historyzmu, inspirowana jest jedynie wyglądem wczesnośredniowiecznego grodu. Nie tylko działa przez to na wyobraźnię, ale daje też pojęcie o sposobie budowania wczesnośredniowiecznych wałów. Wystylizowane wały skrywają część praktyczną obiektu, niezbędną do obsługi ruchu turystycznego. Znajduje się w nich miejsce na prezentowanie stałej wystawy oraz dokumentacji, a także na organizowanie wystaw czasowych.

Grzybowskie Turnieje Wojów, fot. Mariusz Forecki

Bliskie sobie piastowskie grody na Ostrowie Lednickim, w Gieczu i właśnie w Grzybowie były podstawą stworzenia projektu pozwalającego na przystąpienie do konkursu w celu pozyskania środków z Unii Europejskiej. Projekt nazywał się „Rezerwaty Archeologiczne dotyczące Początków Państwa Polskiego – Ostrów Lednicki, Giecz, Grzybowo”. Osobiście realizację grzybowską, choć pewnie w swoim założeniu najmniej skomplikowaną, uważam za najbardziej niezwykłą. W Grzybowie wystarczy uwolnić wyobraźnię, by poczuć zapach grodu i usłyszeć stłumione dźwięki pracujących w nim ludzi. Jest jeszcze jeden aspekt wyróżniający to miejsce – wał ze swoim gęstym, zewnętrznym drzewostanem jest znakomitym siedliskiem dla zwierząt, znajdujących w nim prawdziwą ostoję pośród otaczający pól. Nie można przegapić tego faktu, zajeżdżając do Grzybowa!

GRÓD W GIECZU

 

Droga prowadząca do kościoła w Gieczu, fot. Mariusz Forecki.

Giecz miał w latach świetności zdecydowaną przewagę nad Grzybowem. W X wieku bywał świadkiem wielkiej historii. Odwiedzali go ówcześni politycy i znamienici goście. To wybitne dla polskiej historii miejsce swoją potęgą zepchnęło w odmęty zapomnienia sąsiednie Grzybowo, niemające podobnego szczęścia.

W czasach krzepnięcia państwa polskiego, którego Giecz był jednym z centrów, transatlantyckie imperium budowali Norwegowie pod władaniem Olafa I Tryggvasona, Ethelred II zjednoczył plemiona brytyjskie pod wspólną nazwą Anglia, Robert Pobożny umocnił we Francji rządy Kapetyngów. Trzech spośród im współczesnych mężów mogło odwiedzić gród w Gieczu: Bolesław Chrobry, cesarz Otton III i (czemuż by nie?) Wojciech Sławnikowic, lepiej znany jako Święty Wojciech.

Świadczy to o wyjątkowości miejsca. W 1038 roku czeski książę Brzetysław najechał na Giecz. Opisał to wydarzenie w Kronice Czechów Kosmas. Jego relacja nie przynosi chwały mieszkańcom grodu. Gieczanie poddali się bez walki.

 

Odwiedzając dzisiejszy Giecz, spokojną wieś położoną w najbliższym sąsiedztwie autostrady A2, warto na początek zatrzymać się przy XII-wiecznym, kamiennym kościele pod wezwaniem Świętego Mikołaja i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Kościół w Gieczu, fot. Mariusz Forecki.

W sąsiedztwie romańskiej budowli poczujemy atmosferę dawnych wieków. Stąd, idąc podmokłą łąką, można przespacerować się do grodziska. Tutaj potrzebna będzie wyobraźnia, dzisiejsza łąka była bowiem – przed wiekami, w czasach świetności grodu – jeziorem. Z dziejami tego miejsca i kasztelanii gieckiej każdy odwiedzający może zapoznać się w pawilonie wystawienniczym.

W obrębie grodu natkniemy się na fragmenty palatium, w zasadzie ograniczone do jego fundamentów. Turystę chcącego chłonąć wyłącznie atmosferę mrocznych dziejów średniowiecza czeka tu niespodzianka. W samym centrum grodziska znajdzie bowiem wzniesiony w XVIII wieku, drewniany kościół pod wezwaniem Jana Chrzciciela i Matki Boskiej Pocieszenia. Stoi on przy dawnej świątyni kamiennej, w obrębie której obecnie prowadzone są prace archeologiczne.

Dzisiaj pozostałości grodziska zajmują 3,6 hektara, jego wnętrze jest dokładnie o dwa hektary mniejsze. Całość wyrasta, niczym pagórek, na okalającej równinie. Nie dostrzeżemy walorów obronnych miejsca. Tymczasem gród słynął z nich w czasach swej świetności. Patrząc na pozostałą po grodzie, majestatyczną wyniosłość, pamiętajmy, że znajdowała się ona kiedyś na wyspie oblanej wodami nieistniejącego dziś jeziora.

 

Bez wątpienia Giecz należał do jednych z największych grodów w Wielkopolsce. Szacuje się, że szerokość wałów obronnych dochodziła miejscami do blisko 30 metrów, a ich wysokość jeszcze dzisiaj sięga 9 metrów ponad powierzchnię otaczających łąk.

Wojciech Hildebrandt, Michał Kruszona, „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018.

W roku 2013 rezerwat archeologiczny w Gieczu obchodził jubileusz pięćdziesięciolecia istnienia. Czyni go to najstarszym tego typu obiektem w Wielkopolsce. W Polsce starsze od niego są jedynie rezerwaty w Biskupinie i w Krzemionkach Opatowskich koło Ostrowca Świętokrzyskiego.

Nie sposób na koniec nie wspomnieć o twórcy rezerwatu archeologicznego w Gieczu. Pasjonatom archeologii postać Bogdana Kostrzewskiego, dyrektora Muzeum Archeologicznego w Poznaniu w latach 1957–1968, z pewnością jest znana. Pisząc o Gieczu, należy podkreślać, że gdyby nie jego pasja i zapał, nasza wiedza o tym miejscu byłaby z pewnością skromniejsza.

 

Tekst pochodzi z książki Wojciecha Hildebrandta i Michała Kruszony pt. „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018.

MICHAŁ KRUSZONA – historyk, muzeolog, absolwent historii UAM w Poznaniu. Od kilkunastu lat jest dyrektorem Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach. Autor wielu książek, m.in.: „Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła” (rekomendowana w przewodniku po polskiej literaturze: „500 polskich książek, które warto w życiu przeczytać”), „Czarnomorze. Wzdłuż wybrzeża, w poprzek gór” (nagroda im. Arkadego Fiedlera – Bursztynowy Motyl). Jego najnowsza książka „Reifstein albo podróż Trzech Króli” nawiązuje do historii Wielkopolski u progu niepodległości.

CZYTAJ TAKŻE: Nie ma przyszłości bez przeszłości. Rozmowa z prof. Andrzejem Wyrwą

CZYTAJ TAKŻE: Śladami. O książce Joanny Jodełki „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom. Przewodnik po kościołach, pałacach i ciekawostkach Wielkopolski”

CZYTAJ TAKŻE: Winna Góra – nowa wizytówka Wielkopolski