fot. Mariusz Forecki

Solidarność międzygatunkowa

Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów” w galerii SKALA to rezultat prowadzonych przez artystę badań terenowych w ogrodzie zoologicznym. Na poznańskiej wystawie możemy zobaczyć kilkanaście filmów eksperymentalnych oraz fotografii. Z Adamem Jastrzębskim rozmawia Anka Adamowicz.

ANKA ADAMOWICZ: Kiedy zaczęła się twoja fascynacja gibonami?

ADAM JASTRZĘBSKI: Od dawna miałem takie marzenie, żeby pracować z małpami. Pierwszą pracę dotyczącą małp, a właściwie bonobo, zrobiłem w 2007 roku. Do problemu ich podmiotowości podszedłem od strony nominalizmu, który stoi za definicją człowieka. Praca składała się z dwóch elementów. Jednym z nich była ingerencja w definicję bonobo na stronie Wikipedii – pozmieniałem wszystkie słowa „bonobo” na „ludzie bonobo” – a drugim zeszyt, w którym zbierałem podpisy za przyznaniem praw człowieka gatunkowi bonobo. Zamysł był taki, że siła tego gestu będzie mieć znaczenie wtedy, gdy zbiorę pod tym projektem podpisy ponad połowy ludzkości. Było to jeszcze dosyć naiwne, antropocentryczne w pewnym sensie, bo chodziło o przyznanie zwierzętom praw człowieka.

 

Ale też miało wymiar artystyczny, performatywny.

Tak, absolutnie. Hasło na Wikipedii zostało oczywiście natychmiast przywrócone do poprzedniej wersji, zagrożono mi konsekwencjami, blokadą, uznano za trolla. Na szczęście zdążyłem sobie zrobić zrzut ekranu, który razem ze wspomnianym zeszytem składał się na tę pracę. Był to projekt zmierzający, może utopijnie, do zmiany języka i wychodził z założenia, że zmiana języka może zmienić rzeczywistość. To było działanie kompletnie pozbawione jakiejkolwiek metody i filozoficznej podpory.

 

Taki ludzki gest.

Był antropocentryczny w tym sensie, że myślałem wówczas, że prawa człowieka są ideałem, do którego należy dążyć. I do którego można „wybierać” zwierzęta znajdujące się na pewnym poziomie rozwoju, aby je objąć tym samym systemem prawnym co ludzi. Natomiast dzisiaj myślę odwrotnie – ten termin „człowiek” nie jest do niczego potrzebny, by reszta świata mogła żyć.

O małpach zawsze czytałem z wielką satysfakcją. Początkowo tylko po polsku, więc siłą rzeczy tych materiałów było o wiele mniej. Poszedłem na studia doktoranckie na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, nie mając jeszcze do końca pomysłu na temat rozprawy doktorskiej. Temat małp krążył w mojej głowie, ale interesowałem się też sztuczną inteligencją i botami. Wreszcie stanęło na małpach. Na studiach zacząłem czytać teksty po angielsku i dzięki temu otworzył się przede mną cały nowy obszar naukowy.

 

Akcja wszystkich filmów pokazanych na twojej wystawie ma miejsce w płockim ogrodzie zoologicznym.

Tak, ja sam jestem z Płocka. Udało mi się uzyskać pozwolenie na wejście do domków małp i towarzyszenie ich opiekunowi w codziennej pracy, szczególnie rano, kiedy przychodzi sprzątać klatkę i przynosi śniadanie. I tak przez 3 lata, 5–6 razy w miesiącu, niekiedy częściej, uczestniczyłem w tych zajęciach. Potem mogłem też zostawać sam w klatkach z gibonami.

 

Zoo bywa postrzegane dwojako: z jednej strony jak więzienie, w którym zwierzęta znajdują się za kratami, z drugiej zaś jak rezerwat i ochrona przed wyginięciem gatunku. Jaka była twoja relacja w stosunku do samej instytucji, jaką jest zoo?

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

To było dla mnie trudne, bo generalnie jestem bardzo na „nie” – nie chodzę do zoo rekreacyjnie. Jednak z czasem pojawiły się też takie momenty, że chodząc po zoo, obserwując ludzi, słuchając ich komentarzy wobec zachowań zwierząt, wcielałem się w rolę strażnika: zwracałem im uwagę, pouczałem, udzielałem wiarygodnych informacji w miejsce tych niewiarygodnych, które rodzice przekazują dzieciom. Z jednej strony miałem cały czas ten krytyczny stosunek, a z drugiej, zaczynając flirtować z tą pozycją władzy – wobec odwiedzających, odnalazłem się w niej doskonale.

Zoo w Polsce znamy w bardzo konkretnej postaci. Natomiast, gdyby pomyśleć o różnych formach stosunków ze zwierzętami, zwłaszcza z małpami – od wielkoformatowych rezerwatów, przez sanktuaria, azyle, po bardziej nowocześnie funkcjonujące ogrody zoologiczne – to jest to całe spektrum możliwości życia ze zwierzętami. Ta relacja może być przeróżna, a ja jestem za tym, żeby ją tworzyć.

 

Chciałbym, żeby istniały takie centra ludzko-małpie, bo tak samo jak ludzie małpami, małpy fascynują się ludźmi.

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

Ludzie defragmentują las i małpy są wypychane np. do centrów miast, gdzie muszą wchodzić z nami w relacje. Ale z są też autentycznie ciekawe ludzi.

Jest dużo ciekawych historii o dzikich małpach, które żyjąc na granicy światów – dżungli i cywilizacji – wchodziły w niesamowite, inicjowane przez siebie relacje z różnymi osobami. Gdy myślę o polskich ogrodach zoologicznych, to nie wiem, po co w nich małpy. Uważam, że powinny raczej żyć gdzieś na większych, bliższych ich środowisku obszarach z innymi małpami. Natomiast absolutnie nie jestem przeciwny tworzeniu takich placówek, w których żyją zwierzęta i w których ludzie mogą je spotykać. Zorganizowałbym to pewnie inaczej, ale właśnie o tym jest cały mój projekt.

Nie da się wytworzyć granic, których nie przekroczymy. Nie trzeba sobie wiązać rąk, żeby przestać strzelać do zwierząt, porywać je, zjadać. Nie w tym rzecz, żeby tę granicę umocnić, tylko żeby ją burzyć w inteligentny sposób.

 

W twoich pracach widać wysiłek poprzesuwania granic tak, by zatraciły się pierwotne kształty czy żeby poprzez tę zmianę języka jako opisu rzeczywistości mieć świadomość naszej pozycji jako obserwatorów, posiadaczy spojrzenia, które kontroluje i zmienia świat. Czy tworząc tę pracę, obawiałeś się, że możesz spotkać się z niezrozumieniem? Że twoja intencja może okazać się nieczytelna?

Filmy są głównie o zwierzęcej podmiotowości. Widzimy dwie małpy, które bawią się soplem lodu, albo małpę, która bawi się swoją maskotką, animuje ją. Jeśli chce się widzieć w osobie o innym kolorze skóry przedmiot, to może się to udać. Tak samo, jeśli chce się widzieć małpę jako przedmiot. Wówczas nawet filmy, na których małpa posługuje się językiem migowym, nie przekonają, że może być inaczej. Liczę się z tym, że ktoś może widzieć na tych filmach tylko skaczące małpy. Próbuję wykonać za ludzi tę pracę translacji małpiego świata, upodmiotowienia małp, wchodzę w rolę ich rzecznika. Jednak jakaś porcja pracy wykonanej przez widza też jest potrzebna.

 

Opowiedz, jak wyglądała ta praca na miejscu.

To było tak, że na samym początku nie do końca wiedziałem, czego chcę. Wiedziałem, że istnieje mnóstwo eksperymentów z małpami, w których testuje się różne kompetencje intelektualne. Ludzie mieszkający z nimi w domach udostępniają filmiki, które pokazują jak te zwierzęta robią różne rzeczy. Istnieje cała masa różnego rodzaju relacji ludzko-małpich i dokumentacji tych sytuacji. Wiedziałem, że trudno mi będzie zrobić coś spektakularnego wizualnie i raczej nie do tego chciałem dążyć.

 

Moim celem było nawiązanie autentycznej relacji, choćby szczątkowej. Chciałem, żeby coś się wydarzyło między nami.

Z jednej strony to był dobry kierunek, ale z drugiej nieco zgubny, bo miałem poczucie, że z czymkolwiek wyjdę do małp, od razu je tym przytłoczę. Mając w głowie całą literaturę o małpach i obejrzane filmy na YouTubie, nie mogłem z tym rywalizować i obawiałem się, że je zadręczę swoją obecnością i chęcią eksperymentowania. Wiedziałem, że mam mało czasu. Jedna sesja, moja wizytacja, trwała 1–2 godziny. Szukałem sposobu na stworzenie neutralnego gruntu, na którym od poziomu zerowego będziemy mogli coś razem budować.

 

Ty i gibony.

Adam Jastrzębski Transkultura hominidów + gibonów

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

Tak. I to było fałszywe. Taki punkt zero nie istnieje, każdy przystępuje do relacji już z jakimś bagażem. I czekanie, aż się nawzajem wyzerujemy, było z mojej strony fantazją o jakiejś umowie społecznej. Bardzo chciałem zrobić pracę afirmatywną o relacji, a jednocześnie nie chciałem zrobić pracy o zoo. Ale udawanie, że zoo nas nie dotyczy, będąc w nim i korzystając z jego zasobów, skazane jest na porażkę. Chcąc nie chcąc, stałem się posiadaczem władzy i przemocy instytucjonalnej i w końcu musiałem to zaakceptować. Od tego momentu zacząłem śmielej podchodzić do tej sytuacji.

Ten brak akceptacji wynikał też z lęku przed zapoczątkowaniem jakiejś formy kultury materialnej. O tym jest mój film „Zabawy z lodem”. Ten kawałek lodu okazał się świetnym rozwiązaniem. Długo miałem obawy, że cokolwiek przyniosę gibonom, będzie to zabójcze dla naszej relacji.

 

Dlaczego?

Przyniesienie czegoś z mojego świata postawiłoby mnie w sytuacji tego, który jako jedyny umie się tym posługiwać. Obojętnie jaka byłaby to rzecz, niosłaby w sobie masę znaczeń czytelnych tylko dla mnie.

 

Próba wejścia w perspektywę gibonów w takim kontekście skończyłaby się całkowitym niepowodzeniem. Nie ma rzeczy neutralnych. Dlatego szukałem bardziej „miękkich” przedmiotów, z pogranicza natury i kultury. Takim czymś stał się lód.

Eksperyment z lodem polegał na tym, że lód po prostu znikał, więc nie musiałem się martwić, że daję małpom coś, co muszę im potem albo zabrać, albo że np. w nocy to zjedzą. Że stworzę jakieś fałszywe gesty, że będę przesadnie manipulował. Lód się roztapia, nikt nie może go sobie zatrzymać, ja też nie. Na filmie widać, jak na początku każdy dostaje swój własny sopel lodu i go gubi, potem zaś para gibonów dostaje wspólny sopel, który naprowadza je wzajemnie ku sobie, lód znika, a one zostają w jakiejś relacji ze sobą. O to chodziło z tymi rzeczami. To ja miałem budować tę relację, gibony wiedziały, że to ja jestem źródłem lodu i ten fakt też nas jakoś do siebie zbliżył.

 

W kolejnym filmie widzimy jednak, że pojawia się postać zabawkowego Spider-Mana.

Adam Jastrzębski Transkultura hominidów + gibonów

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

Spider-Man to kompletna zdrada tych wyjściowych założeń. Wpadł mi w ręce przypadkiem – idąc do zoo, znalazłem go leżącego na ulicy i przez to próbowałem sam siebie przekonać, że ten przypadek mnie usprawiedliwia. Skoro znalazłem go na ulicy, nie było to z mojej strony uknute. To był moment, w którym zorientowałem się, że próba kolektywnej dekolonizacji jest beznadziejna i opiera się głównie na moich inicjatywach, dlatego zdecydowałem się na ten eksperyment, przynosząc małpom plastikowy, okrutny śmieć cywilizacyjny.

Nie chciałem, żeby praca, która dzięki temu powstanie, przypominała małpy przebrane w ludzkie ubrania, albo małpy z cyrku wykonujące jakiś ludzki gest. Bałem się, że cokolwiek przyniosę i włożę im w łapki, będzie złe.

 

Spider-Man jest jednak trochę taką postacią zawieszoną pomiędzy światami, w końcu to człowiek-pająk. Superman znaczyłby już coś zupełnie innego.

Tak, Spider-Man jest jednak hybrydą, ucieleśnia w sobie spotkanie świata ludzkiego i zwierzęcego.

 

Czy gibony, z którymi pracowałeś, miały nadane imiona?

Nie wszystkie, jeden z samców jest bezimienny. Jego partnerka ma na imię Betsen i są to gibony czapniki. Jest również gibon unkgo o imieniu Ash i on jest moim zdaniem najsympatyczniejszy ze wszystkich przeze mnie poznanych. Lgnie do ludzi, jest wrażliwy. Jego partnerka ma na imię Sky i teraz mają dziecko. Sky również jest bardzo towarzyska, wydawało mi się, że zarówno Ash, jak i ona musieli być socjalizowani do życia z ludźmi. Natomiast szybko zorientowałem się, że gibony nie reagują na swoje imiona.

 

Czy one cię polubiły, zapamiętały?

Miałem wrażenie pogłębionej relacji właśnie z Ashem, natomiast potem zacząłem podejrzewać, że taka jest jego natura, że on po prostu bardzo lubi ludzi, a nie konkretnie mnie. Na pewno nie polubił mnie jednak bezimienny samiec, zdarzały mu się zaczepki w moją stronę, zakradał się za moimi plecami i zaczepiał, ciągnął za włosy. Myślę, że był świadom, że to może być bolesne. Działo się to jednak głównie wtedy, kiedy mógł być już zmęczony moim pobytem w jego klatce.

 

Przejdźmy do samej formy wystawy. W jej projektowaniu odwołałeś się do koncepcji kolektywu według Bruno Latoura.

Adam Jastrzębski Transkultura hominidów + gibonów

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

Jego koncepcja stała się dla mnie kontekstem dla uprawiania tego rodzaju sztuki. Wystawa jest rozpisana na cztery etapy pracy kolektywu. Jest to dla mnie mapa, na której zostaje postawiona galeria z wszystkimi znajdującymi się w niej pracami – wyjściowy plan, bardziej wyjaśniający polityczną motywację niż metodę pracy twórczej.

 

Pomysł zakłada, że nauka powinna zostać wbudowana w projekt polityczny.

Oznacza to, że nauka nie usprawiedliwia się sama ani poprzez naturę, która jest jej miarą, ani poprzez prawdę, do której jakoby miała dążyć. Nie powinno się uprawiać nauki dla niej samej, tak jak nie powinno się robić sztuki dla sztuki. Człowiek zawsze ma jakąś polityczną relację ze światem, która określa, dlaczego uprawia naukę.

 

Na wystawie wchodzimy w koło składające się z czterech znaczeń, a raczej w jego fragment.

Tym gestem chciałem zasugerować, że ogólna polityczna mapa kolektywu jest większa niż to, co widzimy na wystawie, bardziej pierwotna. Prace podzieliłem wtórnie, już po ich zmontowaniu, tworząc wystawę, tak aby bardziej reprezentowały określone etapy pracy kolektywu.

 

Początkowy etap to niepewność.

Jest on reprezentowany przez dwie prace. Pierwsza nosi tytuł „Gibbonenfänger”. Jest to zabawa w łapanie spojrzenia: gibon siedzi na wyspie, ja siedzę po drugiej stronie wyspy i za każdym razem, kiedy on spojrzy mi w oczy, zaczynam grać na flecie. Chcę tym samym potwierdzić w jego oczach swoją obecność w tym miejscu. Ta praca to początek.

 

Posługuję się klasycznymi motywami z obszarów eksperymentów psychologii dziecięcej: gestów lustra czy gestu trzech gór, które pozwalają przypisać drugiej istocie stan świadomości.

Adam Jastrzębski Transkultura hominidów + gibonów

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

To praca wprowadzająca motyw ekranu jako problemu filozoficznego – miejsca, gdzie nie tylko widz patrzący na dzieło sztuki wchodzi z nim w relację, ale też ważne jest to, co ukryte po drugiej stronie ekranu. W naszym przypadku jest to małpa, której nie ma fizycznie w galerii, ale była tam ze mną podczas nagrywania materiału i ma wpływ na to, jak on wygląda i jak jest odczytywany przez widzów. W tej pracy wprowadzam klucz dla całej wystawy, sugeruję kierunek analizy, którym ja sam się posługuję.

Druga praca pokazuje mnie trochę bezradnego: jestem w klatce, małpy mogą wychodzić, ja też teoretycznie mogę wchodzić do nich – nikt z nas tak naprawdę nie wie, po co ja tam jestem, a z pracy nie wyłania się żaden nowy, czysty grunt. Próba dekolonizacji samego siebie nie powodzi się. Podobnie jak projekt globalnej dekolonizacji jest moim zdaniem niewykonalny. Nie możemy teraz nagle zapomnieć o tym, co się działo w czasach kolonizacji, zostawić ludzi samym sobie w piekle, który im zgotowaliśmy. Raczej powiedziałbym, żeby z uwagą zacieśniać relacje, nie robiąc innym krzywdy, naprawiać błędy.

 

Na naszym kole jest to etap konsultacji.

W tym etapie zostaję rzecznikiem, który odgrywa szczególną rolę wewnątrz kolektywu. Chodzi o tłumaczenie jednego świata drugiemu. Nie było tak, że ja sam nadałem sobie tę misję, nie zrobiła tego też żadna instytucja, np. zoo. Jeśli zakładam, że podstawą mojego działania jest racja polityczna, to znaczy, że moim zadaniem nie jest zdobywanie obiektywnej wiedzy na temat gibonów, bo nie jestem naukowcem, ale przedstawienie w przekonujący sposób apelacji gibonów, ich propozycji zamieszkania razem. Moja odpowiedzialność jest wobec gibonów, a nie wobec ludzi czy siebie.

 

Można byłoby zastanowić się, gdzie w tym wszystkim miejsce dla sztuki.

W świecie sztuki toczy się nieustanna gra o autonomię. Artysta musi kontrolować to, komu służy, na czyim gruncie wykonuje sztukę. Im lepiej zrozumie, jak bardzo jest uwikłany w różnorodne relacje władzy i zależny od nich, tym łatwiej jest mu się spod tej władzy wymknąć. Można też np. napuścić dwie władze na siebie. Chodzi o granie tą zależnością i niezależnością. Dlatego uważam, że artysta może być dobrym rzecznikiem – jednocześnie uwikłanym w relacje i kombinującym, jak służyć sobie czy celowi, który sam przyjmuje. W moim przypadku – apelacji gibonów. Wszystkie filmy, które robiłem, przebywając w klatce z gibonami, znajdują się na wystawie w etapie konsultacji.

 

Chciałem w ciekawy sposób przedstawić te zwierzęta, zachęcić do poznania ich, zareklamować.

Jednocześnie wiem, że rzecznik ma pewne przywileje – może modyfikować to, co reprezentuje, naginać rzeczywistość. Latour mówi, że falsyfikacja i fikcja są jednym ze środków, których może używać rzecznik. Ma być twórczy, dynamiczny. Wydaje mi się, że to świetna rola dla artysty interdyscyplinarnego, za jakiego się uważam.

 

Po konsultacji następuje hierarchizacja.

Adam Jastrzębski, Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”, Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a. Fot. Mariusz Forecki 

Tutaj wychodzimy z założenia, że rzecznik przedstawił perspektywę i oczekiwania polityczne gibonów, ich głos i interesy. Teraz muszą zostać zhierarchizowane względem interesów pozostałych członków kolektywu. Ten etap nieco symbolicznie zilustrowałem filmem ze Spider-Manem, w którym to gibony dokonują gestu hierarchizacji. Najpierw Spider-Man detronizuje samca, a następnie samiec odzyskuje swoje miejsce, obala figurkę człowieka-pająka.

Symboliczne znaczenie tego gestu bardzo łatwo odczytać. Można domniemywać, że gibon też rozumie Spider-Mana jako jakiś znaczący obiekt albo reprezentację człowieka, albo mnie konkretnie, bo to ja przyniosłem figurkę i z nią mnie utożsamia. Nastąpiło przesunięcie wewnątrz klatki, a następnie przywrócenie starego porządku.

 

W ostatnim etapie, jakim jest ustanowienie, nie umieściłeś już żadnego obrazu filmowego.

Zgadza się, jest on reprezentowany statyczną pracą – zdjęcie ślubne, które jest fotomontażem pary gibonów żyjącej razem w domku. Zdjęcie zostało tak zmontowane, żeby przywodzić na myśl mieszczański portret małżeński. Ta praca zawiera w sobie dodatkowo mój autoportret jako tego trzeciego, burzącego symetrię. Przedstawia sztuczną, futurystyczną, „hominidzką” komórkę społeczną, gdzie dwa gibony mają swojego reprezentanta wewnątrz kolektywu. Jednocześnie w tle mojego zdjęcia widzimy gibona za kratą. Pokazuje ono, że dochodzimy do ustanowienia czegoś, jakiegoś nowego porządku. Praca zamarza i wydaje się być dokonana. Ważne jest, aby cała procedura została zapisana, abyśmy mogli do niej powrócić na każdym etapie. Jednak wciąż musimy pamiętać, że to koło znaczeń nieustannie się kręci.

 

Na koniec powiedz, z kim pracujesz obecnie.

Teraz pracuję z wronami z mojego podwórka. To jest o tyle ciekawe, że nie ogranicza mnie instytucja i związana z nią problematyka, jak to miało miejsce w przypadku ogrodu zoologicznego. Teraz jest bardziej spontanicznie, wrony żyją tu gdzie ja. Zacząłem je dokarmiać, one zaczęły do mnie lgnąć, przynosić mi prezenty – podsunęło mi to nowe pomysły na eksperymentalne filmy. Okazuje się, że wrony mają umiejętność „hakowania” tych moich eksperymentów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

 

Wystawa „Transkultura hominidów + gibonów”
Autor: Adam Jastrzębski
Kurator: Marek Wasilewski
Miejsce: Galeria SKALA, ul. Św. Marcin 49a
Czas trwania wystawy: 8.02–22.02.2019

ADAM JASTRZĘBSKI (ur. 1980) – artysta wizualny, historyk sztuki, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (2004) i Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (2019). Tworzy prace i projekty z obszaru filozofii przyrody, skupione na zjawisku życia biologicznego i jego reinterpretacjach w obszarze nauk przyrodniczych. Od 2015 roku autor projektów z udziałem gibonów i wron. W latach 2002–2018 prezentował swoje prace w galeriach w Warszawie, Berlinie, Łodzi, Zielonej Górze i Białymstoku. Mieszka i pracuje w Warszawie.

CZYTAJ TAKŻE: Od Puszczy do „Puszczy”. Tropem zimy

CZYTAJ TAKŻE: Zagłębie rokitnikowe. Rozmowa z Dianą Lelonek

CZYTAJ TAKŻE: Ekstazy, orgazmy i toasty. Elektryzujące obiekty Macieja Olszewskiego