fot. Domena publiczna

Spodki nieloty i kasandryczne wróżby

W historii sztuki czasem wybieraliśmy się także do przyszłości. Futurystyczne obiekty sprzed ponad półwiecza są interpretacją ludzkiej dążności do rozwoju i odkrywania nowego.

Mariaż betonu ze szkłem – tak wyglądała nowoczesność lat 60-tych XX wieku, kiedy Kalina Jędrusik wzdychała o seksie gorącym jak samum. Budowano wtedy tak, jakby ludzkość uwierzyła w życie pozaziemskie. Pierwiastek „kosmiczny” tej architektury jest osobliwością, z którą niestety godzimy się rozstawać.

Z lamusa PRL-u

Otwarty basen miejski, istniejący od 1963 roku, przez 37, lat na tyłach kompleksu stadionów przy ulicy Łódzkiej w Kaliszu, to pierwszy przykład. Jego architektura zadziwiała. Śmiała, futurystyczna forma pawilonu, z kawiarenką na betonowych nogach, nie zdążyła zostać ikoną. Choć w pełni zasługiwała na ten tytuł  – ikony modernizmu w Kaliszu.

Nim o studium sylwety tego budynku – nieco historii. Pełną przestrzeni, kruchą i lekką konstrukcję z trudem opierającą się siłom grawitacji, zaplanowano jeszcze w latach 50-tych XX wieku. Dopełniając tło historyczne tej inwestycji, warto wspomnieć, że z pomysłem wybudowania nad Prosną basenu mierzył się już przedwojenny magistrat kaliski.

 

Również hitlerowska administracja Kalisza czyniła plany, a nawet rozpoczęła inwestycję określaną „ośrodkiem przywodnym”. Niczego oprócz planów i pomiarów jednak nie zrealizowano. Basen ostatecznie zaczęła budować nie Druga, a Ludowa Rzeczpospolita.

Lokalne gazety bacznie przyglądały się tej inwestycji, komentując z uwagą prace nad basenem dla kaliszan.

 

„Po wielokrotnych zapewnieniach i obietnicach basen kąpielowy nareszcie zostanie całkowicie przekazany do użytku w dniu 30 czerwca” – anonsowano w maju 1962 roku.

 

Obietnicy dla sympatyków sportów wodnych nie udało się dotrzymać. Ułomny system gospodarki PRL-u kulał w dostarczaniu materiałów. To jeden z powodów, dla których koniec budowy kąpieliska przeciągał się na kolejne miesiące, a nawet lata. W lipcu 1963 r. Ziemia Kaliska w artykule zatytułowanym „Nareszcie”, poinformowała publikę o finale prac nad kompleksem basenowym. W artykule dało się wyczuć klimat nagany za wielokrotne niedotrzymanie terminów.

 

Finalnie, powstał budynek o formie dotąd niewidzianej w okolicy. Konstrukcja przywołująca skojarzenia z latającymi spodkami, zasłynęła w szerokim gronie użytkowników z prozaicznego powodu – serwowania smacznej kawy i wybitnych lodów.

Kawiarniany bufet prowadziła m.in. Małgorzata Spychalska, która wspomina:

 

„Mimo tego, że nie wszystko było wtedy idealnie, to latem przynajmniej było gdzie iść. Mój tato był tam ratownikiem i instruktorem pływania, a lody Calypso w kawiarni były najlepszymi na świecie”.

 

Być może niepozbawiona egzaltacji retrospekcja, oddaje realia czasów dojrzałego PRL-u. Ten obraz dopełniają inne wspominki o tym, że można było wyjść do domu na obiad i wrócić na basen na ten sam bilet, albo o gigantycznych kolejkach do basenowej zjeżdżalni.

Basen zamknięto w 2000 roku. Tamto lato nie należało do najcieplejszych. Niska frekwencja poniekąd przypieczętowała los basenu i „małego okrąglaka” – kultowej kawiarni ze szkła i betonu. W 2008 roku budynki kompleksu zburzono, a ich fragmenty wewnątrz niecki basenowej trwały w czasie jako smutna agonia ulubionego miejsca kaliszan, kochających sport i wodę.

Nie tylko kosmos

Pawilon kawiarni basenowej to architektoniczny wyraz fascynacji ludzkości penetracją kosmosu, zapoczątkowanej przez misje Wostok i Apollo. Ale nie tylko w przestrzeni międzygwiezdnej szukać należy rodowodu basenowego pawilonu i wielu jemu podobnych w Polsce.

Po przymusowym romansie ze sztuką narodową w formie i socjalistyczną w treści, w połowie lat 50. XX stulecia, architekci kształceni jeszcze w międzywojniu, mogli w końcu sięgnąć po modernę, która w zachodniej Europie rozwijała się bez przeszkód od 1945 roku. Filigranowa kawiarenka basenowa zbudowana została z najmodniejszych wówczas – aluminium (szkielet) i wielkich połaci szklanych. Osadzona na żelbetowo – ceglanej podstawie, zdawała się lewitować nad powierzchnią, co też było zamierzonym zabiegiem nowego stylu.

 

Jeden z nielicznych znanych kadrów z wnętrzem kawiarni basenowej. Zbiory prywatne Krzysztofa Pierzchlewskiego

Jeden z nielicznych znanych kadrów z wnętrzem kawiarni basenowej. Zbiory prywatne Krzysztofa Pierzchlewskiego

Podobieństwo do warszawskiej Rotundy, czy Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce – jest absolutnie nieprzypadkowe, także w wymiarze użytych materiałów i rozwiązań architektonicznych.

W środku – puryzm: białe ściany, białe proste kolumny bez porządku, oraz kafelki – także białe. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak zjawiskowo na tym tle wyglądała idealnie okrągła trwała ondulacja uprzejmej pani ekspedientki i tęczowa paleta oranżad.

Uśpiona przez dziesiątki lat uwaga, dotycząca tych i podobnych obiektów w Polsce, doprowadziła do ich poważnej degradacji, a w wielu przypadkach do ich zniszczenia. Kaliski „mały okrąglak” przy basenie niestety podzielił los tej drugiej grupy. Buldożery rozprawiły się z kawiarenką szybko, ale wcześniejszym wyrokiem na niej był brak perspektyw na jej zagospodarowanie i wiedzy, jak konserwatorsko postępować z taką architekturą. Piękną, ale trudną w remontowaniu, która bardzo szybko i do tego nieładnie się starzeje.

 

Kaliski spodek niestety nie zdążył wznieść się w powietrze, by zostać zauważonym w środowiskach zajmujących się recepcją modernizmu.

Powojenny modernizm w Polsce z trudem zyskuje akceptację. Jeszcze trudniej przychodzi społeczeństwu oderwanie od niego łatki architektury „politycznej” – zbudowanej w złych czasach. Jest to architektura dobra, ale nielubiana. Do dziś obserwujemy skutki tego specyficznego ostracyzmu. Są opłakane.

Okrąglak

Modernizm w Polsce Ludowej to wciąż niedokładnie przestudiowane zagadnienie. Wśród najbardziej ikonicznych dzieł znad Prosny, nie można pominąć zrealizowanej w tym samym roku, co basenowy pawilon – hali przemysłowej Runotexu. W 1958 r. kaliszanie mogli zapoznać się z projektem, który w końcu powstał i z miejsca skupił uwagę nie tylko zwykłych przechodniów.

W prasie krzyczano:

 

„Wielka eksperymentalna budowa”

 

„Nie ma doprawdy w określeniu cacko budowlanej techniki przemysłowej XX wieku ani źdźbła przesady, gdyż trudno (…) o inną nazwę dla tej wspaniałej, realizowanej od niedawna, inwestycji (…)”.

 

Nowatorską w konstrukcji i wyglądzie halę zaprojektował zespół inżynierów i architektów: Jerzy Główczewski, Stanisław Sikorski, Wacław Zalewski, Zenon Zieliński i Jan Koca. Inną znaczącą inwestycją z tych lat jest kompleks budynków dawnego Studium Nauczycielskiego przy ulicy Nowy Świat w Kaliszu. Kompleks, który dzisiaj wchodzi w skład struktur kaliskiej filii UAM w Poznaniu, projektował inż. Jan Dudek.

 

Dzieło finalne było wyrazem dumy i promocji Kalisza jako ważnego ośrodka edukacji w Wielkopolsce. W podobnych tonach propagandowych zbudowano inny wybitny przykład powojennej myśli budowlanej na gruncie kaliskim.

„Okrąglak” to nazwa, która na stałe wpisała się w kulturowy krajobraz miasta i w świadomość jego mieszkańców. Choć przylgnęło do niej nacechowane pejoratywnie tłumaczenie – jakoby „okrąglakiem” nazywano opisywany szpital ze względu na to, iż na okrągło wracają tutaj kaliszanie na łaskę eskulapa – to budynek jest powszechnie znany i uważany za wysokiej klasy dzieło doby gierkowskiej.

 

Zabudowę sąsiednią zawstydzają w tym przypadku rozmiary budynku: 12 pięter – pierścieni o średnicach – zewnętrznej ~ 115 m i wewnętrznej ~ 52 metrów, posiada 835 łóżek dla pacjentów. To kolos, którego budowa nie byłaby możliwa bez środków rządowych z Warszawy. Szpital im. Ludwika Perzyny budowany w latach 1973-89, zaprojektowali Henryk Marcinkowski i Piotr Namysł.

 

Całość konstrukcji jest żelbetonowa, zaś stylistycznie i kompozycyjnie wyraża powszechne trendy w budownictwie lat 70.

Szpital pierwotnie został obłożony wielką płytą z licem żwirowo–kamiennym oraz zaplanowany wraz z kompleksem zorganizowanej zieleni w formie małego parku – dla lepszego komfortu hospitalizowanych. Przybytek dla podreperowania zdrowia przy ulicy Poznańskiej, w chwili otwarcia, był dumą Województwa Wielkopolskiego i podobnież spełnioną ambicją pierwszego sekretarza KC – podpatrzonym na zachodzie modelem szpitala, jednym z trzech na świecie o takim kształcie.

„Okrąglak” doczekał się na przestrzeni kilkudziesięciu lat kilku innych przezwisk. Ja, przy okazji tego felietonu, przypomnę dwa z nich: koszyczek na szklankę herbaty Yunnan oraz statek (w domyśle kosmiczny).

Jednym z kierowników budowy przybytku eskulapa przy Poznańskiej był inż. Jerzy Graliński. Od krewnych inżyniera Gralińskiego, dowiadujemy się, m.in. o tym, że przedłużająca się budowa szpitala miała swoje przyczyny w specyfice projektu – budowa każdego piętra o coraz większej powierzchni wymuszała stosowanie innych szalunków.

 

Ta przyczyna, jak również inna – zupełnie załamanie gospodarcze lat 80. XX w., doprowadziła do opóźnionego ukończenia budowy całego kompleksu, która splotła się w czasie z zupełnym rozkładem PRL.

Architektura szpitala nawiązywała do blokowisk wybudowanych w technice tzw. „wielkiej płyty” – Osiedla XXXV-lecia PRL, Osiedla Marii Dąbrowskiej, czy Osiedla Widok. Taki stan rzeczy utrzymał się aż do prac termomodernizacyjnych obiektu, przeprowadzonych już w XXI wieku, które finalnie zatarły autentyzm pierwotnej architektury. Płaszczem z prefabrykatów okryto całą strukturę „okrąglaka”, przy okazji chowając charakterystyczne dla czasów w jakich powstawał – kamienną strukturę lica płyt oraz elementy trendów brutalistycznych, czyli pozostawione na surowo ślady po szalunkach.

 

Okrąglak w budowie. Ziemia Kaliska nr 44 z 28 listopada 1982 roku.

Okrąglak w budowie. Ziemia Kaliska nr 44 z 28 listopada 1982 roku.

Katastrofą jest tutaj kolorystyka. Zupełnie nielogiczna i zrywająca z projektem – którego nawet nie stara się naśladować. Ten jeden z ostatnich dużych projektów „rewitalizacji” architektury post-peerelowskiej na gruncie kaliskim nie wróży nic dobrego dla innych przykładów o podobnym wieku.

Dwa opisane budynki w tym felietonie łączy koncentryczny plan. Dzieli – dekada oraz późniejszy los. Jeden i drugi budynek to materiał do rozprawy nad dziedzictwem architektury złej – parafrazując za Filipem Springerem.

Określenie „zabytkowy” jest wciąż powszechnie zarezerwowane dla obiektów nie młodszych niż rocznik 1939. Ale ta cezura czasu, nieubłagalnie przesuwa się na czasu osi w głąb XX wieku. Pokazują to praktyki nie tylko z innych miast na zachodzie starego kontynentu: Berlin i dzielnica Hansaviertel, czy Paryż i blokowisko w Saint Ouen.

 

Także nad Wisłą nieśmiało następuje rehabilitacja architektury „złej”. Poznański „okrąglak”, czy warszawski „latający spodek” – stację PKP na Powiślu wpisano niedawno do rejestru zabytków.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale przynajmniej daję nadzieję, że wróżka Kasandra przestanie mieć monopol na przepowiadanie przyszłości.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0