fot. Marta Konek

Tam, gdzie licho nie śpi

Dawnymi czasy rosły niemal przy każdej drodze. Dziś stanowią coraz rzadszy element krajobrazu. W jednych miejscach przegrywają z intensywnym rolnictwem, w innych, najczęściej w ramach działań związanych z ochroną ptaków, powracają do łask. Wierzby nasze przydrożne. Te, w których wszystkie licha mieszkały, biesy i świetliki.

W „Gawędach o drzewach” Maria Ziółkowska opowiedziała litewską legendę o tym, skąd wzięła się pierwsza wierzba. Otóż:

 

„Pewna niewiasta o imieniu Blinda, mieszkająca gdzieś w pobliżu rzeki, wyróżniała się szczególną właściwością: co rok wydawała na świat bardzo liczne potomstwo. Nasza matka ziemia, najpłodniejsza ze wszystkich matek, zatrwożyła się o swoje pierwszeństwo w tej dziedzinie i postanowiła spłatać współzawodniczce brzydkiego psikusa. (…) Kiedy Blinda idąc podmokłym łęgiem nad rzekę ugrzęzła w błocie, ziemia tak mocno ścisnęła ją za nogi, że nieboraczka żadną miarą, żadną siłą ludzką nie mogła się uwolnić z uwięzi. Wrosła w to miejsce na zawsze i stała się wierzbą”.

 

I rzeczywiście wierzby mają fenomenalną wręcz zdolność do odradzania się. Ogłowione drzewo z pierwszymi podmuchami wiosny zaczyna wypuszczać nowe gałązki. Gdy wszystkie inne drzewa i krzewy (no, może poza leszczyną) pozostają w uśpieniu, wierzba wypuszcza białe lub szare kwiatostany, nazywane potocznie kotkami lub baziami.

 

Kawałek wierzbowej gałązki wystarczy wcisnąć w ziemię, by wkrótce w tym miejscu wyrósł krzew lub drzewo.

W wierzeniach słowiańskich, wierzba uważana była za drzewo związane z Welesem, bogiem podziemi i cyklu wegetacyjnego.

Jak na lekarstwo…

Wierzby były rośliną cenioną w medycynie ludowej. Wierzono, iż połknięcie kotka z bazi poświęconych w Palmową Niedzielę chronić miało przez cały rok przed chorobami gardła. Natomiast kropidłami z gałązek poświęconych w Palmową Niedzielę kropiono święconą wodą krowy wypędzane wiosną pierwszy raz na pastwiska.

 

fot. Marta Konek

fot. Marta Konek

Nawet gdyby do tych ludowych praktyk podchodzić z dużą dozą ostrożności, to faktem jest, iż w korze wierzby znajduje się salicyna (czyli upraszczając – naturalna aspiryna).

Odwar z kory wierzby pomaga przy przeziębieniach, anginach, grypach, gorączkach, bólach stawów i mięśni, ale także warto go stosować w przypadku bezsenności i wyczerpania nerwowego. Uspokajająco, przeciwzapalnie i napotnie działa także herbatka z kwiatostanów wierzby.

Pompy, opał i kosze

Rola wierzb nie ograniczała się do medycyny ludowej. Otóż sadzono je na podmokłych i okresowo zalewanych gruntach, gdyż wierzby jak naturalne pompy „wyciągały” nadmiar wody z podłoża. Gałęzie z systematycznie ogławianych wierzb służyły mieszkańcom wsi jako opał.

fot. Marta Konek

fot. Marta Konek

 

Próchno ze starych wierzb wykorzystywano do odymiania pszczół.

Pewne gatunki wierzby wykorzystywane były do wyplatania koszy i kobrów (duże, wiklinowe kosze z dwoma uszami). Styliska z wierzby używano do wideł i gramasów (widły do ziemniaków). Czasami z grubych gałęzi wierzby budowano także prowizoryczne ogrodzenia dla pasącego się na łąkach bydła.

Jednak nie był to dobry budulec dla tych, którym nie zależało na zadrzewianiu łąk, bo wbite w ziemię gałęzie wypuszczały gałązki, zapuszczały korzenie i zaczynały żyć własnym życiem.

Magia wierzb

O tajemnym życiu wierzb, także krążyły legendy. Mówiono, że w dziuplastych wierzbach diabeł Rokita mieszka. W tych, co nad wodami rosły, świetliki czasami dnie przesypiały, by po nocach podróżnych po bagnach wodzić.

fot. Marta Konek

fot. Marta Konek

 

Dziuple w wierzbowych pniach były także schronieniem dla licha, a że jak wiadomo, licho nigdy nie śpi, to i podróżnym poruszającym się wzdłuż wierzbowych alei, różne psoty czyniło.

Między Kościerzynem Wielkim a Szczerbinem w północnej Wielkopolsce, rosły niegdyś wierzby, których pnie wyglądały tak, jakby je w diabelskim tańcu wicher jak rzemyki poskręcał. Wyraźnie widać było spiralne sploty na korze. Nic dziwnego, że wyobraźnia podpowiadała okolicznym mieszkańcom, że wierzby poskręcane zostały przez siły nieczyste.

A skoro już raz złe się w wierzbach zalęgło, to kto wie, czy nie siedzi tam nadal?

Czy to ptak, czy to bies?

Jeśli już o lęgach mowa, to wierzby na miejsce wychowywania piskląt wybierają dudki, sowy, czasami z wierzbowych dziupli korzystają także gągoły. Nawet wtedy, gdy wierzba umiera (a żyć może nawet 150 lat), w starych, próchniejących pniach toczy się tajemne, owadzie życie.

 

Kiedyś, podczas wędrówki po krajeńskich drogach, dopadło mnie takie dziwne wrażenie, że ktoś na mnie patrzy.

 

Droga była pusta, na polach też nikogo widać nie było, ale czułam, jakby ktoś świdrował mnie wzrokiem. Co może pomyśleć, ktoś, kto naczytał się o biesach w wierzbach siedzących? Tak, tak, dobrze się domyślacie, zaczęłam przepatrywać wierzbowe korony w poszukiwaniu licha, które mi się przypatrywało.

Gdzieś pliszka smyrgnłęa, gdzieś grzywacz zatrzepotał skrzydłami. I nagle jest, spomiędzy gałęzi patrzyły na mnie czarne, błyszczące ślepia. Podeszłam bliżej, ślepia się poruszyły, a między gałązkami mignęło kasztanowe futerko i biały krawacik pod szyją. To kuna wyglądała z dziupli i sprawdzała, kto się kręci po jej włościach.

A może to palmy?

Wiosną na wierzbowych gałązkach rozwijają się kwiatostany. Ścinamy je i niesiemy do kościoła w Palmową Niedzielę. Kiedyś, gdy kapłani jeździli po wioskach święcić pokarmy, poświęconą palmę podawano księdzu, by nią pokropił szynki, jaja, baby, kiełbasy, mazurki i baranki z masła.

fot. Marta Konek

fot. Marta Konek

 

Wierzono także, że palmy zatknięte za obraz ze świętymi postaciami, chronią przed uderzeniem pioruna.

W owadzim świecie pojawienie się wierzbowych kwiatostanów oznacza, że pojawiło się pierwsze, ważne źródło pożytku. Białe i szare bazie, które na początku wyglądają jak zwinięte, aksamitne kuleczki, stopniowo się rozwijają, wypuszczając żółte i żółto-zielone pręciki. Wystarczy chwila ciepła, by pojawiły się na nich pszczoły miodne, trzmiele i pszczoły samotne.

Doceniajmy je!

Obecnie coraz częściej doceniamy wierzby. Po pierwsze dlatego, że są piękne, a wierzbowe szpalery wyglądają niezwykle malowniczo. Po drugie dlatego, że są domem dla wielu stworzeń. W Rzeczpospolitej Ptasiej w Słońsku (Park Narodowy Ujście Warty) realizowany jest projekt, w ramach którego wiosną sadzone są wierzbowe żywokoły.

fot. Marta Konek

fot. Marta Konek

 

Mieszkańcy uznali, że chcą w ten sposób pomóc pójdźkom, które często korzystają z dziupli w wierzbach, by wyprowadzić lęgi. Odnawiają także wierzbowe szpalery z innych powodów, wśród których ważne jest zachowanie charakterystycznego dla terenów nadrzecznych krajobrazu.

Sadzenie wierzb nie jest skomplikowane i nie wymaga dużych nakładów. Podczas ogławiania starszych osobników, wycina się kołki, które potem wkopuje się w ziemię w miejsce, gdzie ma pojawić się nowe drzewo. Gdy wilgoci jest dosyć, szybko na takim kołku pojawiają się gałązki.

Wszak wierzba to drzewo życia. Po kilku latach na wierzbie pojawią się pierwsi mieszkańcy. Po kilkudziesięciu kto wie, może jakieś licho w dziupli wierzbowej zamieszka?

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
8
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0