fot. Dobromiła Tenerowicz-Grądzka

Wielkopolska z wizytą w Szczecinie

Jak co roku – na pięknych Wałach Chrobrego – odbywa się Piknik nad Odrą. Dziś już nie pamiętamy, że to tak zwane Ziemie Odzyskane. Od kiedy jednak należą do nas, król Chrobry wrócił nad Odrę. Ale dosyć o historii, teraz kulinaria!

Jak co roku – na pięknych Wałach Chrobrego – odbywa się Piknik nad Odrą. Dziś już nie pamiętamy, że to tak zwane Ziemie Odzyskane. Wały zostały zaprojektowane i wzniesione według koncepcji Wilhelma Meyera-Schwartaua w latach 1902–1921 z inicjatywy nadburmistrza Hermanna Hakena. Na jego właśnie cześć zostały pierwotnie nazwane Tarasem Hakena. A dodatkowo, co należy podkreślić, są to pozostałości po zdemilitaryzowanych i likwidowanych w końcu XIX wieku fortyfikacjach obronnych Szczecina, czyli Forcie Leopolda. Od kiedy jednak należą do nas, król Chrobry wrócił nad Odrę. Ale dosyć o historii, teraz kulinaria!

 

Piknik gromadzący tysiące szczecinian w majowy weekend (pogoda wszak dopisała genialnie!) to także Kulinarne Dziedzictwo, którego symbolem jest czapka kucharska na błękitnym tle.

Producenci zrzeszeni pod tym szyldem reprezentują najwyższą jakość i tradycję wytwarzania. A skoro dziedzictwo, nie mogło zabraknąć Wielkopolski. Dzięki Urzędowi Marszałkowskiemu nasi regionalni wytwórcy jeżdżą do Szczecina od lat, propagując to, co u nas najlepsze. Tym razem znakiem firmowym było mleczarstwo. Nie zabrakło więc i naszego sztandaru, czyli TOP Nowy Tomyśl – z jego serkiem smażonym, który uzyskał Europejski Znak Jakości, a to już nie byle co. Udało się w tej spółdzielni odwzorować to, co robiły nasze babki. Najpierw był serek kwasowy najwyższej jakości – jedne gospodynie ograniczały się tylko do posypywania go solą, inne – chcąc proces przyspieszyć – posypywały go sodką. Ze spiżarń i skrytek przez pewien czas wydobywał się niezły fetorek, ale domownicy pamiętający o tym, co pysznego ów zapach zwiastuje, znosili go cierpliwie. To nic innego jak proces gliwienia. Gdy zawartość faski zaczęła płynąć i zmieniała barwę z białej na kremową, należało wszystko przenieść na rynkę, dodać masła, w większości domów kminek (niektóre gospodynie dodawały również żółtko) i całość przesmażyć. Zapach ginął zupełnie, a płynną masę przelewało się do miseczek, od wierzchu okładało pergaminem – i można było domowników częstować podczas śniadania. Serek kwasowy to specjał typowo wielkopolski, rzadko występujący w innej części Polski, więc często nieznany smakowo, w związku z czym traktowany nieufnie. Szczecinianie jednak to nasi bliżsi kuzyni, wszak wśród pierwszych osadników nie zabrakło naszych krajan, pożerali na moich oczach faskę za faską, biorąc również kubeczki do domu.

Oprócz nowotomyskiej spółdzielni zaprezentowała się również Spółdzielnia Mleczarska ze Strzałkowa. Kto nie jadł ich jogurtów, kefirów czy pysznego twarożku, ten – jak mawia mój przyjaciel Bobek Makłowicz – kiep. To pyszności nad pysznościami. Już samo, znakomitej jakości nadwarciańskie mleko cudem przerobu zmienione w ciało stałe. Jogurtu nie nazywa się greckim, ale i tak można go nożem kroić. W tym wszystkim (jak taki rodzynek) mościły się moje kozie sery. Zapachem jednych przyciągały, innych odstraszały. Sery Grądzkie wśród Szczecinian mają jednak swoich zagorzałych wielbicieli. Mogły się również zaprezentować konińskie wina owocowe z Vin-Konu, napitek zacny i też pod ser się nadający.

Zaprezentowaliśmy zatem nasz region godnie i z przytupem. Wracaliśmy ze Szczecina z tarczą, czyli z pustymi pojemnikami po produktach, zostawiając po sobie smaczne wspomnienia.