fot. archiwum redakcji

Wiolonczele z temperamentem

Pomysł orkiestry Amadeus na koncert z wiolonczelą w roli głównej był strzałem w dziesiątkę, o czym świadczył entuzjazm publiczności. Litewski wirtuoz wiolonczeli David Geringas czarował wszystkim, czym tylko może czarować muzyk. Począwszy od obłędnie znakomitej techniki gry, poprzez budowanie nastroju przebogatą paletą odcieni dynamicznych.

Od samego początku podejrzewałem, że niedzielny koncert Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus, będzie czymś zjawiskowym. Usłyszeliśmy nie tylko wybitnego litewskiego wiolonczelistę Davida Geringasa, ale i bardzo utalentowaną, młodą poznaniankę – Agatę Nowak.

 

17-letnia wiolonczelistka, laureatka I nagrody Konkursu Wiolonczelowego im. Kazimierza Wiłkomirskiego, zagrała pierwszą część Koncertu wiolonczelowego C-dur Haydna.

Utwór to niełatwy, najeżony trudnościami technicznymi po brzegi, wymaga nie tylko wysokich umiejętności technicznych, ale i pomysłu na interpretację. Gra Agaty Nowak była zmysłowa i pełnia dziewczęcej elegancji, jaką rzadko można spotkać u tak młodych artystów. Z każdego taktu wypływało zrozumienie muzyki Haydna – piękny dźwięk, wspaniałe wibrato, bardzo umiejętne budowanie i prowadzenie frazy. Agata Nowak operuje bardzo zaawansowaną techniką wiolinistyczną, aż dziw bierze, że osoba tak młoda, zdołała zdobyć tak duży kapitał muzyczny. Solistka świetnie wypadła w muzykowaniu z orkiestrą, słuchała jej uważnie, dzięki czemu publiczność dostała wdzięczny i miły obrazek muzyczny.

Pierwszą część wieczoru domknęło wykonanie Koncertu wiolonczelowego a-moll op.129 Roberta Schumanna, zagranego przez artystę wielkiego formatu – litewskiego mistrza wiolonczeli Davida Geringasa. Myślę, że ta interpretacja zapadnie na długo w pamięć publiczności.

Geringas czaruje wszystkim, czym tylko może czarować muzyk. Począwszy od obłędnie znakomitej techniki gry, poprzez budowanie nastroju przebogatą paletą odcieni dynamicznych. Koncert wiolonczelowy z opusu 129 jest utworem piekielnie trudnym, jednym z tych, których wiolonczeliści się boją, wiedząc, jak bardzo jest wymagający. Utwór o najwyższym stopniu wymagań, jakie można postawić artyście, w wielu momentach niewygodnie napisany, jest wyznacznikiem talentu i umiejętności. Przy tego rodzaju stopniu trudności, pojawia się jeszcze jedna kwestia, być może ważniejsza.

Koncert Schumanna jest bardzo „gęsto” napisany, jego faktura w wielu momentach przyprawia o zawrót głowy, łatwo więc utracić właściwy nerw dramaturgiczny, utrzymujący uwagę słuchaczy na odpowiednim poziomie, jednym słowem – popaść w nudę i interpretacyjny banał. Szczęśliwie David Geringas przeniósł nas w bardzo osobisty świat muzycznej wypowiedzi, wydobył z dzieła Schumanna niesamowitą energię i emocjonalną kipiel. Nie zabrakło też właściwego wymiaru transcendencji.

Ważna przy tym była także rola orkiestry, która tylko pozornie może wydawać się towarzysząca. Nic podobnego - dobrze o to Schumann zadbał, aby w polifonicznej gęstwinie pomysłów, orkiestra prowadziła swój własny, niezależny plan. Dlatego też podwójne brawa dla Agnieszki Duczmal, która nie tylko znakomicie poprowadziła swoją orkiestrę, ale stworzyła też bardzo efektowną aranżację Koncertu wiolonczelowego a-moll, na potrzeby kameralnego składu orkiestry smyczkowej.

 

Publiczność szczerze zachwycona, długo nie puszczała Davida Geringasa z estrady, na bis zabrzmiały utwory m.in. Bacha oraz współczesnego litewskiego kompozytora Petersa Vasksa.

W drugiej części wieczoru zabrzmiał Kwartet smyczkowy F-dur op. 96 Antonina Dworaka. Było to bardzo przyjemne zakończenie koncertu, orkiestra grała szlachetnym dźwiękiem, a aranżacja Agnieszki Duczmal sprawiła ciekawe wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia nie z kwartetem, a co najmniej z sinfoniettą.

 

CZYTAJ TAKŻE: Koniec Polski

CZYTAJ TAKŻE: Z hermetycznymi lubię gadać. Rozmowa z Natalią Malek

CZYTAJ TAKŻE: All you need is company