fot. Dawid Tatarkiewicz, na zdj. dwa łabędzie nieme

Wiosna pełnym dziobem!

Rzadko się zdarza, żeby zespół wybitnych indywidualności, solistów, tworzył całkiem zgrany chór - a tak jest w tym przypadku.

W konkursie wokalizy w szranki stanęli zarówno ci gabarytowo maleńcy, jak i ci całkiem pokaźni, stosunkowo dobrze widoczni w środowisku. Konkurują wewnątrzgatunkowo, ale tworzą przy tym zharmonizowaną międzygatunkową nutę wiosennego lasu.

 

Eklektyzm wokalny tworzy tu muzykę wyższego rzędu.

 

A całość rozgrywa się w zapachach właściwych dla tej pory roku, przyjemnych, kojących, a jednocześnie energetyzujących. Całość: w coraz przyjemniejszym temperaturowo otoczeniu.

Cóż to tak śpiewa?

 

Trznadle zaczynają swoje koncerty dość wcześnie, są jednymi z pierwszych śpiewaków przedwiośnia. Ich piosenka właściwie zapowiada nadejście wiosny. Później słychać ją rzadziej, pewnie ptaki zajęte są już obowiązkami rodzicielskimi.

Także w tych wczesnych okolicach roku (czasem leży jeszcze śnieg) swoje pieśni zaczynają wykonywać strzyżyki. Aż dziw bierze, że z piersi jednego z mniejszych reprezentantów naszej ptasiej gawiedzi (zwanej z naukowa awifauną), wydobywa się tak mocny głos.

 

Śpiewający trznadel, fot. Dawid Tatarkiewicz

Śpiewający trznadel, fot. Dawid Tatarkiewicz

Ta brązowa kuleczka z zadartym ogonkiem jest też dość ciekawską istotą, nie aż tak płochliwą, stąd bywa, że – mimo rozmiarów – stosunkowo łatwo dostrzegalną. Jednak z racji środowiska występowania (zarośla, okolice dna lasu) nie zawsze łatwą do wypatrzenia. Ot, paradoks.

Pod dziobem, często jeszcze zimą, zaczynają swoje przyśpiewki kosy. Ciepło robi się na sercu, gdy dokoła mróz, a one przeganiają go mrukliwymi gwizdami swojej piosenki. Zrazu nieśmiało, z czasem coraz śmielej, pełniej. Obok strzyżyków, słychać je w zasadzie cały czas. Ich śpiewy towarzyszą naszym leśnym, czy choćby parkowym wędrówkom.

Do tego czasem coś je zaniepokoi, a wtedy również wydają charakterystyczne dla siebie dźwięki. Ich czarna sylwetka, przełamana odrobiną żywożółtego lub wręcz pomarańczowego koloru (samce), radośnie śmiga po lesie, towarzysząc naszym peregrynacjom. Czasem coś zaszeleści, nawet w pobliżu nas, coś, co potrafi przestraszyć – to właśnie kos z zapałem szuka pożywienia, rozgrzebując leśną ściółkę, składającą się także z opadniętych w zeszłym roku liści.

Kos nie szpak, perkoz nie kaczka

 

Proszę nie mylić kosa ze szpakiem. Żaden się nie obrazi, ale jednak trochę się różnią. Warto spojrzeć przy okazji do ptasiego atlasu, by przestudiować różnice morfologiczne. A potem, w terenie, spróbować swoich sił raz jeszcze.

 

Śpiewający kos, fot. Dawid Tatarkiewicz

Śpiewający kos, fot. Dawid Tatarkiewicz

W ramach dygresji powiem, że stojąc ostatnio na pomoście, nad jednym z miejskich jezior, obserwowałem perkoza dwuczubego. Ptaki te już pojawiły się po przerwie zimowej, wydatnie urozmaicając krajobraz lustra wody.

Była też dziewczynka z tatusiem. Chcieli sfotografować tę „dziwną kaczkę”, ale smartfon został pokonany przez warunki oświetleniowe. Dziewczynka nie mogła się nadziwić, że są takie dziwne kaczki. Ja też nie, ale nie chciałem podważać autorytetu jej ojca, który widział w perkozie kaczkę. Więc milczałem, nie korygowałem, pokonałem dydaktyka w sobie. Czy to dobrze, czy źle? – nie wiem…

Jest jednak faktem, jak to się kiedyś mówiło: autentycznym, że w czasie przelotów nad miejskim jeziorem można zobaczyć sporo ciekawych, prawdziwych kaczek, o co trudno będzie w sezonie lęgowym. Nad Rusałką widziałem w tym roku, obok krzyżówek, do których już nieco przywykliśmy, także świstuny, głowienki i płaskonosy. A w poprzednich latach były też czernice, rożeńce oraz, jeśli mnie pamięć nie myli, gągoły. Z innych blaszkodziobych w tym roku obecny był tu też tracz nurogęś.

To, rzecz jasna, nie wyczerpuje repertuaru, więc – zwłaszcza podczas przelotów – proszę się wpatrywać w toń wodną, a zapewne coś uda się wypatrzyć.

Jezioro łabędzie

 

Przy tej okazji polecam Państwu jezioro łabędzie. Okazja niesamowita: biletów wstępu już co prawda nie ma, bo też nie było ich wcale – nie wydrukowano. Widowisko codziennie rozgrywa się za darmo, niech to jednak nie obniża jego rangi! Rzecz dzieje się nad Rusałką i pewnie jeszcze potrwa.

 

Kadr z jeziora łabędziego, fot. Dawid Tatarkiewicz

Kadr z jeziora łabędziego, fot. Dawid Tatarkiewicz

Do tej pory naliczyłem maksymalnie 35 ptaków, ale w ubiegłych latach w podobnym czasie bywało tu nawet przeszło 100 osobników.

Tylko uprasza się widownię o kulturalne zachowanie i niedrażnienie oraz niedokarmianie zwierząt. Tym bardziej, że z łabędziami nie ma żartów. Gdyby więc któryś płynął na nas niczym żaglowiec z „napuszonymi” skrzydłami lub zwyczajnie zbliżał się do nas: wycofajmy się grzecznie – dla własnego bezpieczeństwa.

Podczas obserwacji możemy też czasem przekonać się, że łabędzie wcale nie są nieme, że – wbrew nazwie – wydają dźwięki. Podziwianie ich wzajemnych interakcji może być ciekawym doświadczeniem. A przy takich zlotach interakcje się zdarzają, co skutkuje dość częstym przemieszczaniem się ptaków po jeziorze, z charakterystycznymi uderzeniami skrzydeł o wodę przy starcie, śpiewnym ich łoskocie w locie oraz lądowaniem ze ślizgiem.

Wiosna pełną gębą lub raczej: pełnym dziobem!

 

Kiedy będą już Państwo w przyrodzie, proszę zwrócić uwagę na poruszenie wśród ptasiej drobnicy. Chwila obserwacji przyniesie zapewne interesujące rezultaty. Ptak z piórkiem, gałęzią czy innym materiałem w dziobie nie powinien nikogo dziwić.

 

Dzioby mają bowiem w tym okresie pełne nie tylko pieśni, ale i materiałów na gniazdo.

 

Uwijają się żeby zdążyć, nie uronić ani chwili wiosennego czasu, aby wszystko odbyło się w swoim czasie, na czas. Nie mają czasu do stracenia, choć u nich, na szczęście, czas to nie pieniądz…

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0