fot. z archiwum Marty Konek

Własny Heimat, własna mała ojczyzna

„Wielkopolska wysycha. Mamy mało opadów, a przez ostatnie lata zmagamy się z suszą. W Krajnie mamy tu burze piaskowe. Widoczność jest niewielka, a przez pola przewalają się tumany piasku” – opowiada Marta Konek, tegoroczna stypendystka Marszałka Województwa Wielkopolskiego.

Jakub Wojtaszczyk: Jesteś Krajniaczką z urodzenia i z wyboru. Co cię zatrzymało w tym miejscu?

Marta Konek: Każdy potrzebuje miejsca, do którego będzie wracał. Nawet jeżeli dużo się podróżuje, a życiowo czy zawodowo człowieka rzuca w różne strony, warto mieć, jak to mówimy Krajnie, swój Heimat, swoją małą ojczyznę. Dobrze tu się czuję.

Krajna wzrastała we mnie od dzieciństwa. Zachwycałam się widokami lasów i jezior, włóczyłam się po niej, odwiedzałam pradziadków i dziadków. To był i jest mój dom. Rodzina, dzieci, przyjaciele, stowarzyszenia i organizacje, w których działam, moja praca dziennikarska – wszystko to sprawiło, że nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej.

 

JW: Piszesz, że twój świat jest pełen barw i niezwykłych odkryć. Piękno przyrody zatrzymujesz na fotografiach. Skąd ta pasja?

MK: Wszystko przez moich rodziców! Tata podarował mi pierwszy aparat Smienę, którym robiłam pierwsze zdjęcia. Uczyłam się kadrowania, patrzenia na świat. Ważna tu była uważność i ostrożność w tym, co chce się uchwycić na fotografii. Smienką można było zrobić jedynie 36 ujęć.

fot. z archiwum Marty Konek

 

Potem, jak już dostałam w ręce kolejne aparaty, które miały większe możliwości, zaczęłam wyłapywać na zdjęciach to, czego przez wadę wzroku nie mogłam zobaczyć.

Były to między innymi szczegóły budowy owadów czy kwiatów. Zachwyciłam się tym, że robale mogą być piękne, i przyznaję, że coraz bardziej ciągnie mnie w stronę makrofotografii.

 

JW: Czy miłość do przyrody była konsekwencją miłości do Krajny?

MK: Tak, wszystko się ze sobą łączy. Pamiętam moje spacery po lesie z dziadkiem i grzybobranie z rodzicami. Mieliśmy ogródki działkowe, na których nie tylko uprawialiśmy rośliny, ale też spotykaliśmy tam różne zwierzęta.

Mój tata był ratownikiem, dlatego też każde wakacje spędzaliśmy nad jeziorem Borówno w Kujankach. Tam pokochałam wodę i starałam się być blisko niej. Wiele czasu spędzałam też w lasach wokół Złotowa. Naturalnie wsiąkłam w przyrodę.

 

JW: Dzielisz się swoim uczuciem do lokalnej przyrody. Wydałaś między innymi książki „Z głową w ulach”, czyli opowieści o pszczołach, a dla dzieci „Kasię w pasiece”… Zaraziłaś innych swoją pasją?

MK: Książki dają mi szansę pokazania innym piękna świata. Zwracam w nich uwagę na to, że powinniśmy go doceniać i o niego dbać. Dzielę się również moim zachwytem i przyrodniczymi odkryciami. Pszczoły same w sobie są bardzo ciekawe i cały czas się mnóstwo o nich uczę. Chciałam zarazić tą pasją innych. Za sobą mam wiele spotkań autorskich. Miałam na nich okazję poznać dużo różnorodnych osób czytających moje książki.

 

Na przykład w Suwałkach w gronie uczestników byli pszczelarze.

Rozmawiali ze mną jak pszczelarz z pszczelarzem! Zadawali bardzo specjalistyczne pytania, między innymi o cenę inwertu dla pszczół (śmiech). Pojawiają się też osoby, które lubią przyrodę i chciałyby się czegoś więcej dowiedzieć o pszczołach. Najprzyjemniejszy jest jednak pozytywny odzew znajomych.

Susza, fot. z archiwum Marty Konek

 

Często słyszę:

 

„Twoja książka przynosi nam spokój, błogość”.

JW: W ramach tegorocznego stypendium Marszałka zamierzasz zebrać materiały i stworzyć teksty dotyczące ludzi oraz miejsc związanych z doliną Noteci, szczególnie na odcinku Noteci Leniwej. Co to będą za historie?

MK: Swojego czasu pracowałam w Miasteczku Krajeńskim, które jest położone na skraju Doliny Noteci.

 

Poznałam tam świetnych ludzi, którzy są bezpośrednio lub pośrednio związani z rzeką.

Mam w planach na tekst rozmowę z rodziną, w której mężczyźni od trzech pokoleń pracują jako śluzowi na śluzie na Noteci. Będzie też historia wędkarza, który był moim przewodnikiem po tej dolinie. Jest też rewelacyjnym kucharzem, przygotowującym potrawy z wyłowionych ryb. Zaplanowałam również opowieść związaną z lokalnymi ziołami. Chciałam przedstawić też Noteć z punktu widzenia Wód Polskich, które szykują rzekę do sezonu turystycznego.

fot. z archiwum Marty Konek

 

Umawiamy się na wspólną inspekcję szlaku żeglownego. Chcę także sprawdzić, jak wyglądają źródła Noteci i dlaczego w okolicach Gopła w Noteci brakuje wody.

W książce znajdą się bardzo różnorodne opowieści. Wiem, że po drodze pojawią się jeszcze inne tematy. Nigdy nie jest tak, że coś zaplanuję, zrealizuję i to będzie koniec. W trakcie pracy znajduję jeszcze wiele innych historii, które warto zapisać.

 

JW: Katastrofa klimatyczna, jeżeli jeszcze się nie dopełniła, to na pewno wisi w powietrzu. Ty żyjesz bardzo blisko natury. Jakie zmiany dostrzegasz?

MK: Przede wszystkim na moim kawałku Krajny widać to, jak Wielkopolska wysycha. Mamy mało opadów, a przez ostatnie lata zmagamy się z suszą. Dla mnie najbardziej wymierne jest to, co dzieje się na błotkach. To kawałek łąki, który – jeszcze za moich pradziadków – zwykle wiosną zalany był wodą. Był to raj! Pojawiały się czajki i inne gatunki ptaków, które tam gniazdowały.

 

fot. z archiwum Marty Konek

Po latach jedynym oczkiem wodnym został stawek u sąsiada. W zeszłym roku wiosną były tam żaby moczarowe i żaby trawne. Oczko żyło. Jesienią nie było już tam wody. W tym roku oczko wyschło całkowicie. Z przyrodą dzieje się coś złego. Musimy nauczyć się na nowo nią gospodarować.

Udało mi się dostać na listę uczestników wizyty w gospodarstwie Patryka Kokocińskiego organizowanej przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków. Jadę do Snowidowa podpatrzyć, co można zrobić w gospodarstwie w zakresie zatrzymywania wody.

Mam kilka hektarów ziemi i widzę, jak klimat i brak wody wpływają na to, co się dzieje na polach. Myślę, że w szkołach rolniczych powinien być kładziony nacisk nie na plony i agrotechnikę, tylko szerzej na to, iż nie żyjemy w próżni. Z tego, co rośnie na polach, korzystają też owady zapylające, w trawach schronienie mają rzekotki, jaszczurki i inne drobne zwierzęta.

fot. z archiwum Marty Konek

 

W okolicy wycięto zadrzewienia śródpolne, nie ma żywopłotów, które dawniej rosły przy drogach.

Gdy jest sucho, mamy tu burze piaskowe. Widoczność jest niewielka, a przez pola przewalają się tumany piasku. To ogromny problem! Niesamowite jest to, że w Wielkopolsce, gdzie jest dużo jezior i rzek, pojawiają się takie anomalie. Z tym, jako rolnicy, musimy coś zrobić. Nie możemy bezkarnie korzystać ze środowiska.

 

Marta Konek – autorka przewodników i monografii o Łobżenicy i regionie Krajny. Pszczelarka, dziennikarka, do niedawna dyrektor Gminnego Domu Kultury w Miasteczku Krajeńskim. Prowadzi pasiekę „Z głową w ulach”. W 2020 roku otrzymała stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury, w ramach którego napisała i wydała książkę dla dzieci „Kasia w pasiece”. W 2022 roku stypendium Marszałka zostało jej przyznane na napisanie reportaży o Dolinie Noteci. Wcześniej nagradzana była za działalność kulturalną przez Starostę Pilskiego i Burmistrza Łobżenicy.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
4
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0