fot. Karol Szymkowiak

Wyjść poza dualizm

„Współcześnie coraz trudniej nam rozróżnić obrazy świata naturalnego i sztucznego” – rozmowa z Kają Koster, laureatką Grand Prix w dziedzinie artystycznej 41. Konkursu im. Marii Dokowicz na najlepszy dyplom UAP.

Barbara Kowalewska: Pani projekt nosi nazwę „Antysztuczność”, deklaruje też pani, że termin „sztuczne” interesował panią od dawna. Z jakiego powodu?

Kaja Koster: Dlatego, że od dawna interesuje mnie aspekt poszukiwania granic, a właściwie trudność ich określania. Podczas studiów na wydziale rzeźby eksperymentowałam z różnymi materiałami. Odkrywając ich właściwości, próbowałam w moich projektach i realizacjach potwierdzać je, ale coraz częściej czułam potrzebę ich rozszerzania, ale niekoniecznie na zasadzie zaprzeczeń.

 

Jedną z moich pierwszych realizacji, która może obrazować ten tok myślenia, jest rzeźba z żywicy epoksydowej, która jest uabstrakcyjnionym odniesieniem do postaci ludzkiej, a jednocześnie przez swoją transparentność i strukturę może kojarzyć się z bryłą lodu.

Wówczas zaczęłam się zastanawiać nad tym, na co pozwala sztuka, imitując w jakiś sposób to, co naturalne, aczkolwiek nie do końca ze względu na swój niepowtarzalny, często trudny do określenia byt. Cały czas szukałam i dalej szukam realizacji artystów, których, moim zdaniem, również interesuje relacja między naturą a sztucznym.

Moją uwagę zwróciły prace Christo Jawaszewa. W jednej ze swoich realizacji ułożył na jeziorze Iseo we Włoszech unoszące się na wodzie i pokryte oranżową tkaniną molo. Plastikowe pojemniki („separatory”) wypełnione powietrzem pozwoliły doświadczyć sytuacji normalnie niemożliwej – „chodzenia po wodzie”, któremu towarzyszyło doświadczenie kołysania i odczuwanie ciężaru własnego ciała.

Inspiracją dla moich prac były także obserwacje codziennych, z pozoru banalnych sytuacji, jak chociażby widok torebek foliowych targanych przez wiatr.

 

BK: Jaki był cel projektu? Czy miała pani pewien gotowy zamiar, czy też praca i świadomość jej oddziaływania rodziły się w trakcie procesu?

KK: To był proces, jego początki sięgały także wcześniejszych realizacji. Wiedziałam, że użyję stali, której cechy zawsze mnie inspirowały i w której często pracowałam. Ale w pewnym momencie w obszarze mojego widzenia pojawiła się materia z pozoru słaba, delikatna, właściwie przedmiot jednorazowego użytku – folia stretch – produkt cywilizacji sztucznych tworzyw. Gdy kupujemy coś, większość rzeczy jest opakowana folią, ale przecież ona nie tylko opakowuje.

 

fot. K. Szymkowiak

fot. K. Szymkowiak

Dla mnie niejako oddziela co najmniej dwie rzeczywistości. To był początek moich przemyśleń – inspiracji, dotyczących poniekąd też ekologii. „Antysztuczność” to instalacja ze stali w formie ogromnego stołu, w który możemy wejść i którego blatem są płytkie kwatery wypełnione wodą, do którego lustra przywarła cienka folia stretch.

Kiedy dotykamy tych geometrycznych kwater wodnych, wydaje nam się, że dotykamy wody, a jednocześnie dotykamy tego, co sztuczne. Woda przejmuje „tkankę” folii, a folia – wody.

Kluczowe było wyjście od pojęcia, które nazwałam cywilizacją tworzyw sztucznych, a główną ideą – nieskończona ilość transformacji. Istotne też były dla mnie doznania związane z tworzywem sztucznym i naturalną materią. Ta relacja, która między nimi powstaje, gdy dotykamy wody przez sztuczny materiał, dla mnie jest magiczna. Czujemy ją, chociaż jej bezpośrednio nie dotykamy.

Pamiętając o formie stołu, jaką ma moja rzeźba, warto poszukać też takich określeń i wartości jak pewnego rodzaju płaszczyzna porozumienia i wzajemności.

 

BK: Jak wyglądał proces poszukiwań i pogłębiania tematu? Jakie teorie okazały się inspirujące i na ile dialogowała pani z artystami starszych pokoleń?

KK: Biblią teoretyczną była dla mnie „Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy” Nassima Nicholasa Taleba, który oprócz tego, że jest teoretykiem sztuki, interesuje się też ekonomią. To człowiek o niezwykle otwartym umyśle, tworzący bardzo interesujące koncepcje próbujące nazwać to wszystko, co dzieje się współcześnie i co jest coraz trudniejsze do zrozumienia i nazwania.  To w jego książce natrafiłam na triadę pojęciową: antykruche /wytrzymałe/kruche.

 

Czym jest „antykruche”, opisał na podstawie porcelanowych naczyń, które cały czas wystawiamy na ryzyko, ponieważ mogą się zbić. Ale właśnie to wystawianie na ryzyko powoduje, że stają się one czymś więcej niż tylko kruchymi przedmiotami.

Poszukując dalej, stworzyłam własną triadę: antysztuczne /prawdziwe / sztuczne. Antysztuczne nie jest zaprzeczeniem sztucznego, wychodzi poza to przeciwstawienie – na to pozwala właśnie sztuka. Ta idea stała się podstawą mojej pracy. Ponadto książki Taleba nie odnoszą się dosłownie do sztuki, ale raczej do natury ludzkiej i pewnych mechanizmów, które nami kierują. Taleb zaproponował odmienny sposób myślenia o zjawiskach we współczesnym świecie. 

A jeśli chodzi o innych artystów, duży wpływ wywarł na mnie włoski architekt Carlo Scarpa i jego monumentalne, betonowe realizacje architektoniczne. W niezwykle mocnych w swojej prostocie realizacjach wykorzystywał również wodę jako symbol płynności, przemijalności. Ten kontekst wywarł na mnie ogromne wrażenie przez swoją metafizyczną siłę przekazu. Widoczny jest w nim, moim zdaniem, duch starej Wenecji, rodzinnego miasta artysty.

 

BK: Folia przylegająca do lustra wody zaczyna nabierać jej cech. Czy za tą obserwacją idą jakieś wnioski ogólne o świecie natury i tworzyw sztucznych? W pani pracy relacja między tymi dwiema materiami jest nieoczywista.

KK: Tak. Nam się tylko wydaje, że jest oczywista, i trudno to nazwać. W mojej pracy zamienność wody i sztucznego nazwałam antysztucznością, czyli ani sztuczne, ani niesztuczne. Zadawałam sobie pytanie, gdzie jest granica między nimi. I czy ona w ogóle istnieje? Ten problem możemy oglądać na co dzień, bo należymy do cywilizacji sztucznych tworzyw.

 

W moich rozważaniach ważne są takie pojęcia, jak separatory i implantory.

Separatory (coś, co oddziela) są sztucznymi tkankami, jak folia, ale paradoksalnie nabierają cech wody, żywiołu naturalnego. W takim razie, czy jest tu jakaś granica? Być może istnieje ona po prostu w naszej  mentalności, często powodując ograniczenie w myśleniu o naturalnym/sztucznym. Ta praca mówi o trudności w nazywaniu i rozgraniczaniu różnych światów.

Podobnie ma się rzecz z użytym i stworzonym przeze mnie pojęciem implantory, odnoszącym się do wszczepiania materii naturalnych i nienaturalnych w inne formy. Czy takim implantorem nie mogą być np. domostwa w Petra Verde w Jordanii lub miasto skalne Wardzia w Gruzji, które są w jakimś sensie sztucznymi grotami? W ten sposób człowiek „implantuje” w naturę swoje twory. Może w jakimś sensie jest to przedłużenie natury.

To tylko część przykładów relacji z naturą, która „przyjęła” do swojego ciała kulturowe i cywilizacyjne implanty, zastępujące to, co ona w swoich naturalnych procesach wytworzyła.

 

BK: Można zatem powiedzieć, że granica między naturalnym a sztucznym jest sztuczna?

KK: Tak. I to nas ogranicza w naszym codziennym życiu, głównie mentalnie.

 

BK: Jeśli ta relacja jest nieoczywista, to wszystko, co człowiek tworzy, mogłoby być w jakimś sensie uznane i za naturalne, i sztuczne. Jeśli zwierzę grzebie dół w ziemi, a człowiek tworzy coś z metalu, to gdzie jest naturalne, a gdzie sztuczne? Zarówno człowiek, jak i zwierzę są bytami biologicznymi, tak samo jak ziemia i metale.

KK: Tak, a jednak wciąż ten dualizm jest obecny. W mojej pracy pisałam, że proces tworzenia sztucznego rozpoczął się już u początków ludzkiej cywilizacji, gdy człowiek próbował zaadaptować proste przedmioty do roli pierwszych narzędzi.

 

fot. K. Szymkowiak

fot. K. Szymkowiak

Dałam przykład kija, który pozwolił człowiekowi przedrzeć się przez zarośla czy strącić owoce z drzewa. Jednak współcześnie coraz trudniej nam rozróżnić obrazy świata naturalnego i sztucznego. Możliwość imitowania świata naturalnego przez sztuczne materie staje się coraz większa. Jaką przyjąć postawę, także wobec zagrożeń cywilizacyjnych?

Wydaje się, że pewnych, często bardzo niekorzystnych, nie da się już zatrzymać, podobnie jak nie da się zatrzymać postępu. Sztuka nie stawia granic tak jednoznacznie, dlatego jest dla mnie tak ważnym środkiem wypowiedzi.

 

BK: Samo słowo „sztuka” zawiera sztuczne.

KK: Pisałam w mojej pracy o polach ryżowych, które z satelity wyglądają jak obrazy. Albo rysunki okręgów na oceanie – po przybliżeniu okazuje się, że to są strefy łowieckie, służące wyłapywaniu ryb. W obrazach, które możemy zobaczyć za pomocą wtyczki Google Earth, mamy do czynienia ze śladem naturalnym i śladem sztucznym.

 

Czas rozmywa wiele śladów, czyniąc je źródłem wyobrażeń i artystycznej improwizacji, i nie wiemy, na ile to jest jeszcze świat naturalny, a na ile sztuczny.

Tak się dzieje w przypadku powojennych pozostałości w pejzażu. Dawne okopy i inne ziemne budowle, na które z upływem czasu działają siły przyrody, stopniowo stają się częścią natury, której pochodzenie jest coraz trudniejsze do ustalenia.

 

BK: Porusza pani ważną kwestię: sztuczne wiąże się z tym, co tworzy człowiek, a więc z rozwojem cywilizacyjnym, ale też z nadmiarem, zanieczyszczeniem. Pani triada pojęciowa pozwala inaczej myśleć o ekologii?

KK: Cały czas przetwarzamy nasze otoczenie. Wydaje mi się, że aby żyć w zgodzie z naturą w stopniu totalnym, musielibyśmy chyba wrócić do biblijnego raju. Wychodząc od pojęcia, które stworzyłam, „natury kulturowej” – twierdzę, że mamy pewien wybór. Nasza świadomość dramatycznych zmian środowiskowych zmienia się i możemy zdecydować, czy tworzywa sztuczne będziemy stosować pomocniczo (jak w medycynie), czy dla produkowania nadmiaru i tym samym zanieczyszczania środowiska. Tu się pojawia pytanie, na ile sztuczne jest nam potrzebne?

 

BK: Czy to sztuczne, paradoksalnie, może nam pomóc uratować naturę?

KK: Mam nadzieję, że tak. Człowiek zawsze będzie tworzył sztuczne, bo taki jest charakter naszego rozwoju i kreatywności. Czy ktoś z nas z pełnym przekonaniem poświęci własny rozwój i potrzebę „sztucznej” kreatywności dla idei pełnego i bezwarunkowego włączenia się w naturę z oczekiwaniem wyłącznie na jej decyzje?

 

BK: Pracę dyplomową przygotowała pani w ubiegłym roku. Jakie projekty teraz pani realizuje lub jakie planuje?

KK: I to jest trudne pytanie. Oczywiście pracuję intensywnie nad dalszymi projektami związanymi z tematami „anty…” . Można uznać, że będzie to forma kontynuacji, jednak nowe, które być może przyjdzie, jest zawsze kuszące.

 

Kaja Koster – absolwentka Zespołu Szkół Plastycznych w Kole (obecnie Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Kościelcu). W 2021 roku obroniła z wyróżnieniem dyplom magisterski w II Pracowni Rzeźby i Działań Przestrzennych prof. dr. hab. Jacka Jagielskiego na Wydziale Rzeźby Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Zajmuje się rzeźbą, rysunkiem, malarstwem, instalacją oraz działaniami interdyscyplinarnymi. Dwukrotnie zdobyła stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za wybitne osiągnięcia artystyczne oraz stypendium naukowe Marszałka Województwa Wielkopolskiego. Jest laureatką międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów w różnych dyscyplinach artystycznych.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
3
Świetne
Świetne
13
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0