fot. Zbiory NAC on-line: Bateria bomb latających V-1 na polu startowym.

Wywiadowca – pseudonim „Nordyk”

Piętnaście lat temu w Poznaniu zmarł Stefan Ignaszak – człowiek, który jak żaden inny przyczynił się do rozpracowania tajemnicy niemieckiej „cudownej broni” – rakiet V1 i V2.

To dzięki niemu i jego podwładnym alianci zbombardowali tajny niemiecki ośrodek doświadczalny w Peenemünde. I weszli w posiadanie zrekonstruowanego pocisku V2. Po wojnie został skazany na śmierć i omal nie zakończył życia w ubeckim więzieniu.

W 2001 roku odwiedziłem go w jego 90. urodziny. Mieszkał w niedużym lokalu na szóstym piętrze szarego bloku przy ruchliwej ulicy Hetmańskiej. Zapamiętałem jego charakterystyczną, szczupłą twarz. I niebywałą skromność.

Kontakt w Peenemünde

 

Był synem pracownika leśnego z Wielkopolski, który w 1906 roku wyemigrował wraz z żoną do Westfalii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wrócił z rodzicami do ojczyzny. Ukończył Gimnazjum Humanistyczne w Środzie i wydział prawa Uniwersytetu Poznańskiego. W latach 1931–1932 był słuchaczem Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, odbył praktykę w 17. Pułku Ułanów Wielkopolskich w Lesznie. Żołnierz Września, przez Rumunię i Jugosławię przedostał się do Francji. Po przegranej kampanii francuskiej w 1940 roku znalazł się w Wielkiej Brytanii. W latach 1941–1942 odbył kurs wywiadu wojskowego w Glasgow. 29 grudnia 1942 roku złożył przysięgę żołnierza Armii Krajowej.

 

Jego wywiadowcza misja zaczęła się zrzutem do okupowanej Polski. Cichociemny Stefan Ignaszak, pseudonim „Nordyk”, wylądował na spadochronie pod Częstochową nocą z 13 na 14 marca 1943 roku.

Musiał dotrzeć do Warszawy, gdzie został przydzielony do Oddziału II Komendy Głównej AK jako oficer ekspozytury wywiadu „Lombard”. „Miałem rozpoznać niemiecki przemysł wojenny na polskich terenach wcielonych do Rzeszy. Dobrze znałem język niemiecki” – relacjonował po latach.

Mianowany zastępcą szefa wydziału agencyjno-wywiadowczego, od kwietnia do maja 1943 roku opracowywał materiały wywiadowcze z terenu Wielkopolski i Pomorza, a także te nadchodzące z terenu Rzeszy. Nie był to szczęśliwy czas dla „Lombardu” – ekspozytura przeżywała ciężkie chwile, bo poznańskie gestapo aresztowało kilkunastoosobową sieć Wojskowej Służby Kobiet. Z tego powodu Ignaszak nie mógł objąć dowództwa nad siecią poznańską.

Zaczął więc werbować ludzi w Warszawie. Miał sporo szczęścia: spotkał znajomego z Chodzieży, który skontaktował go z Austriakiem Augustynem Trägerem, pseudonim „Sęk”, szefem firmy handlującej porcelaną. Träger przed wojną mieszkał w Bydgoszczy, czuł się związany z Polską i dlatego dostarczał AK wiadomości z okolic Bydgoszczy i Szczecina. Jego syn Roman został wcielony do Wehrmachtu i służył w wojskach łączności w Peenemünde. W Wielkanoc 1943 roku, spędzając urlop u ojca, opowiedział mu o próbach z „torpedami powietrznymi”, wystrzeliwanymi ze specjalnych wyrzutni, których był świadkiem w swojej jednostce.

 

Stefan Ignaszak. Z archiwum Światowego Związku Żołnierzy AK. Okręg Wielkopolska.

Stefan Ignaszak. Z archiwum Światowego Związku Żołnierzy AK. Okręg Wielkopolska.

Zaintrygowany tymi informacjami „Nordyk” poprosił Trägera, by raz jeszcze ściągnął syna do Bydgoszczy pod pretekstem choroby matki.

Młody Träger przyjechał ponownie w lipcu 1943 roku. Spotkał się z nim Bernard Kaczmarek, pseudonim „Wrzos”, który kierował wywiadem AK na Pomorzu. Przekonał go do współpracy i uzyskał od niego dalsze informacje o wystrzeliwanych w Peenemünde pociskach torpedowych przypominających małe samoloty, sterowanych prawdopodobnie radiem. Roman Träger naszkicował też plan ośrodka z zaznaczonymi halami montażowymi i barakami mieszkalnymi załogi. Meldunek został wysłany do Wielkiej Brytanii.

Efekt był bardzo szybki. Bombardowanie, przeprowadzone w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku siłami lotniczymi RAF, zniszczyło znaczną część ośrodka i opóźniło masową produkcję pocisków. Naloty na Peenemünde weszły na odtąd stałe do kalendarza aliantów. Jedne z największych przeprowadzili w lipcu i sierpniu 1944 roku Amerykanie – około 1,2 tys. latających fortec B-17 zrzuciło na wyspę 3 tys. ton bomb.

Czy alianci podziękowali AK za te cenne informacje? „Alianci jak to alianci… Współpracowaliśmy ze Special Operations Executive (SOE). To oni zagarnęli wszystkie materiały. I na koniec przedstawili je jako zdobycze wywiadu brytyjskiego. Zmieniło się to dopiero po interwencjach Jana Nowaka-Jeziorańskiego w rządzie brytyjskim” wspominał Ignaszak.

Tajemnice wydarte poligonowi

 

Po atakach lotniczych na Peenemünde Niemcy zdecydowali się przenieść próby poligonowe z nową bronią w bezpieczniejsze rejony. Część produkcji prowadzono w podziemnej fabryce w Nordhausen w górach Harzu, w której pracowali więźniowie obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie.

Prób z rakietami V2 Niemcy dokonywali teraz na poligonie artyleryjskim SS Pustków-Blizna niedaleko Mielca, na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Pierwszą rakietę odpalono tam 5 listopada 1943 roku. Wywiad AK szybko zlokalizował nowe miejsce eksperymentów Wehrmachtu z nową bronią.

 

Stefan Ignaszak. Z archiwum Światowego Związku Żołnierzy AK. Okręg Wielkopolska.

Stefan Ignaszak. Z archiwum Światowego Związku Żołnierzy AK. Okręg Wielkopolska.

Ignaszakowi raportował o tym działający w tamtym rejonie wywiadowca Aleksander Pieńkowski, pseudonim „Klimont”. Jego obserwator sporządził raport z poligonu i – wraz z odłamkiem pocisku oraz kopią mapy poligonu – przekazał go do Warszawy.

Zebrane przez ludzi „Klimonta” części z rozbitych rakiet, które opadły poza terenem poligonu, wysyłano do Londynu z adnotacją „Neue Waffe” (niem. nowa broń). W połowie maja 1944 roku „Klimont” zameldował Ignaszakowi, że niewypał rakiety spadł w pobliżu wsi Mężenin nad Bugiem. Ignaszak zabrał ze skrytki aparat fotograficzny i razem z „Klimontem” pojechali do Sarnak, a dalej pieszo ruszyli do Mężenina.

„Na miejscu był lekko wryty w ziemię trzymetrowy korpus rakiety z nieuszkodzoną komorą spalania silnika rakietowego” – opowiadał po latach Ignaszak. „Zrobiłem zdjęcia, a w Sarnakach od miejscowego kowala dostaliśmy próbkę materiału pędnego rakiety, który z niej przed nami wyjął. Kiedy na peronie w Platerowie czekaliśmy na pociąg, przygrzewające słońce spowodowało, że płyn, który »Klimont« trzymał w buteleczce w kieszeni płaszcza, się zapalił”.

„Klimont” zapłacił za tę wyprawę poparzeniem, ale pechowym wywiadowcom udało się przekonać tłum gapiów (wśród których znajdowali się także żołnierze niemieccy), że pożar spowodował niedopałek papierosa w kieszeni.

 

Mimo poparzenia „Klimont” wrócił do kowala i zdobył kolejną porcję płynu pędnego. Analiza wykonana w konspiracyjnym laboratorium wykazała, że paliwem do rakiet był nadtlenek wodoru w 80-procentowym stężeniu, zmieszany ze spirytusem winnym.

Niewybuch V2 został rozebrany i zbadany w tajnych laboratoriach AK przez prof. Janusza Groszkowskiego i inż. Antoniego Kocjana. Po najważniejsze części rakiety oraz wyniki badań w nocy z 25 na 26 lipca 1944 roku przyleciał z Wielkiej Brytanii samolot Dakota (wylądował w pobliżu Tarnowa). Na lotnisku w Londynie na materiały od AK osobiście czekał premier Winston Churchill. Dzięki nim Anglicy ostatecznie rozpracowali pociski V1 i V2.

Stefan Ignaszak. Z archiwum Światowego Związku Żołnierzy AK. Okręg Wielkopolska.

Stefan Ignaszak. Z archiwum Światowego Związku Żołnierzy AK. Okręg Wielkopolska.

Waleczny i zadenuncjowany

 

Po rozpracowaniu bazy Peenemünde i poligonu V2 w Bliźnie Stefan Ignaszak walczył w powstaniu warszawskim, był żołnierzem Batalionu Pancernego „Golski” w rejonie Pola Mokotowskiego oraz ulic Polnej i Noakowskiego. Został ciężko ranny.

Po rozwiązaniu Armii Krajowej w 1945 roku pełnił służbę w Delegaturze Sił Zbrojnych, a potem w WiN jako szef wywiadu w Bydgoszczy. Nie ufał UB, więc się nie ujawnił. Zbierał informacje o zbrodniach, dokonywanych teraz przez sowieckich okupantów. W listopadzie 1945 roku ubowcy śledzili przyjeżdżające do niego łączniczki i w ten sposób udało im się namierzyć „Nordyka”. Funkcjonariusze UB aresztowali go w Bydgoszczy.

 

Siedząc w więzieniu, przeżył osobistą tragedię. Został zadenuncjowany przez żonę.

To była kwestia kobiecej naiwności. Żona uwierzyła w dobrą wolę NKWD. Zaufała też szefowi Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Bydgoszczy, że oni chcą tylko poznać dokonania »wybitnego oficera Armii Krajowej« i że jeśli ona wszystko im powie, to natychmiast nas wypuszczą. No i Elżbieta im wszystko opowiedziała” – opowiadał po latach. „Niestety, nie wypuszczono nas, lecz przetransportowano do więzienia na warszawskim Mokotowie. Ja i moi dwaj współpracownicy zostaliśmy oskarżeni o dążenie do obalenia ustroju państwa i szpiegostwo. Proces odbywał się w Warszawie. W więzieniu siedziałem w karcerze, karano mnie też stójkami. Wyrok był ustalony z góry dla mnie kara śmierci, a dla moich współpracowników po 15 lat więzienia. Żona została uniewinniona, bo nie należała ani do AK, ani do WiN”.

Ignaszak znalazł się w celi śmierci, czekał na wykonanie wyroku. Bolesław Bierut zamienił mu ostatecznie karę śmierci na 10 lat pozbawienia wolności. „Nordyk” trafił do więzienia we Wronkach. Siedział tam do 1951 roku z przerwą na rujnujący zdrowie pobyt w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa w Warszawie przy ul. Koszykowej.

 

Trzymany tam w celi bez okien, a potem w pomieszczeniu z wiecznie włączonym światłem, nie mógł zasnąć dostał rozstroju nerwowego. Więzienie opuścił z powodu zniszczonego zdrowia. Rozpadło się też jego małżeństwo.

Przez długie lata nie mógł dostać pracy w PRL. 28 czerwca 1956 roku szedł w pochodzie robotników ulicami Poznania. Potem znalazł zatrudnienie w Lasach Państwowych, a od 1974 roku pracował jako radca prawny w Koninie. Po zmianach politycznych w Polsce, w 1989 roku stanął na czele wielkopolskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK. Zmarł 8 stycznia 2005 roku w wieku 93 lat. Spoczywa w kwaterze AK na Junikowie.

 

Piotr Bojarski – pisarz i reporter, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, „Juni” i „Szmery”. W lutym ukaże się jego nowa książka „Fiedler. Głód świata”.