fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe i Wielkopolskie Muzeum Niepodległości

Z chmur do katyńskiego dołu

44-letnie życie kapitana pilota Józefa Mańczaka to gotowy scenariusz na poruszający serial: od eskadry „Czerwonego barona” i powstania wielkopolskiego, po sowiecką niewolę i śmierć w katyńskim dole.

Wśród niemal ćwierci miliona jeńców wojennych, którzy wpadli w ręce żołnierzy Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku, były też tysiące Wielkopolan. Po napaści ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku trafili do sowieckiej niewoli – z przydziałami mobilizacyjnymi do ośrodków zapasowych swoich jednostek położonych na wschód od Wisły. Zginęli, jak tysiące ich towarzyszy z całej Polski, w Katyniu, Charkowie czy Miednoje.

 

W egzekucjach tych zginęło ponad 1570 Wielkopolan: oficerów, ale też wykładowców uczelni, przedstawicieli wolnych zawodów, urzędników państwowych, ziemian, czy przedsiębiorców. Sowieci rozstrzelali elitę polskiego i wielkopolskiego społeczeństwa.

W katyńskim dole zmarła m.in. Janina Lewandowska, córka gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, głównodowodzącego powstańczej armii wielkopolskiej w 1919 roku. Była jedyną kobietą wśród ofiar Katynia. Do sowieckiej niewoli wpadła, wycofując się na wschód z innymi pilotami. Niebawem zostanie uhonorowana ulicą w centrum Poznania.

W ESKADRZE „CZERWONEGO BARONA”

W filmie Andrzeja Wajdy „Katyń” widzimy lotnika, który jedzie na śmierć w swoim stalowo-szarym mundurze wśród zielonych uniformów oficerów Wojska Polskiego. Postać tę zagrał Paweł Małaszyński. Jej pierwowzorem mógłby być Wielkopolanin, kapitan pilot Józef Mańczak.

Na liście ofiar NKWD jego nazwisko figuruje pod numerem 040/32 20.04.1940, pozycja nr 78, teczka nr 1707. Prawdopodobnie zginął więc – lub został „osądzony” tuż przed egzekucją – 20 kwietnia 1940 roku. Specjalna komisja niemieckich lekarzy trzy lata później przyznała jego zwłokom numer AM914. Zostawił żonę, Ewę Greiser, śpiewaczkę Opery Poznańskiej i dwoje dzieci: Krystynę i Andrzeja. Ewa była spokrewniona z Arthurem Greiserem, namiestnikiem Rzeszy w Kraju Warty. Mimo namów ze strony hitlerowskiego dygnitarza, nie zmieniła narodowości.

 

Życie Mańczaka to gotowy scenariusz na film w hollywoodzkim stylu. A może raczej na wciągający, poruszający serial.

Józef Mańczak w latach 20. ubiegłego wieku, ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości.

Urodził się 19 marca (niektóre opracowania podają datę 10 marca) 1896 roku w Poznaniu. Był synem Stanisława, z zawodu jubilera, oraz Marianny z domu Hodern. W Poznaniu ukończył gimnazjum i szkołę powszechną.

Świadectwo dojrzałości z 1914 roku oznaczało powołanie do armii niemieckiej. Służył kolejno w wojskach balonowych, jako tłumacz w dowództwie V Korpusu Armii w Poznaniu i 4 Pułku Lotniczego. Aż wreszcie trafił do szkoły lotniczej w Darmstadt. Choć był świetnym pilotem, zdobył jedynie dyplom i tytuł sierżanta pilota. Na wyższy awans nie pozwalała polityka cesarskich Niemiec, blokująca możliwości rozwoju młodym Polakom.

Jako pilot myśliwca walczył na froncie wschodnim, a potem również na zachodnim. Latał w eskadrze słynnego „Czerwonego Barona” – Manfreda von Richthofena. Poznał się tam bliżej z niemieckim asem Ernstem Udetem. Podobno uratował mu nawet życie podczas jednego z lotów bojowych.

DO POWSTANIA

W listopadzie 1918 roku, na fali rewolucyjnych nastrojów w Niemczech, sierżant Mańczak powrócił do Poznania i przystąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego. Trwały już przygotowania do powstania, a Mańczak wraz z sierżantem Wiktorem Pniewskim przygotowywali plan opanowania lotniska wojskowego w podpoznańskiej Ławicy. Choć we Flieger Ersatz Abteilung nr 4 [jednostka zapasowa Luftstreitkräfte – sił lotniczych cesarstwa niemieckiego – przyp. red.] w Ławicy Polacy byli w mniejszości (stanowili ledwie 20 procent ogółu zatrudnionych na lotnisku), Mańczak i Pniewski zwerbowali do konspiracji 32 mechaników oraz kilkunastu pilotów i obserwatorów.

Wybuch powstania w Poznaniu 27 grudnia 1918 roku spowodował, że atak na Ławicę stał się dla powstańców koniecznością. Mańczak, który wcześniej brał udział w rozbrajaniu Niemców na poznańskim dworcu głównym, znalazł się także wśród tych, którzy 6 stycznia 1919 roku nad ranem, po krótkiej walce, opanowali lotnisko. Potem otrzymał dowództwo nad kompanią lotniczą, która zajęła się selekcją zdobytych w Ławicy maszyn.

 

To on i jego ludzie szybko przemalowali czarne krzyże na skrzydłach na biało-czerwone szachownice.

Polskie samoloty nad Ławicą, 1919 r., ze zbiorów IPN.

7 stycznia 1919 roku Mańczak był jednym z sześciu pilotów, którzy na maszynach już w polskich barwach wzlecieli nad Poznań, wzbudzając entuzjazm polskich mieszkańców miasta. Jako dowódca 1 Kompanii Lotniczej został także komendantem Stacji Ławica. Organizował Szkołę Obserwatorów i Mechaników. I potajemnie, półoficjalnie kupował na Śląsku od Niemców samoloty dla Wojsk Wielkopolskich.

Odradzająca się Ojczyzna znowu wezwała go do szeregu. Latem 1919 roku walczył jako pilot w Galicji, na froncie polsko-ukraińskim (dowodził tam 3 Eskadrą Wielkopolską), a wiosną 1920 roku jego eskadra prowadziła szerokie działania lotnicze na Froncie Litewsko-Białoruskim. Za zniszczenie sowieckiego oddziału piechoty otrzymał order Virtuti Militari V klasy.

W okresie międzywojennym służył jako oficer w 3 Pułku Lotniczym, dowodził też 10 Eskadrą Wywiadowczą i 32 Eskadrą Liniową.

KOLEJNA WOJNA – OSTATNIA

Pokazy lotnicze 3 Pułku Lotniczego w Ławicy, 1929 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Lotnictwo nie było jednak jego jedyną pasją, choć z pewnością największą. W dwudziestoleciu międzywojennym był też kupcem, przez trzy lata właścicielem kina Bałtyk (wówczas Stylowe), a w 1930 roku zagrał w najdroższym filmie II RP – batalistycznej „Gwieździstej Eskadrze” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Film kosztował życie dwóch pilotów 3. Eskadry, którzy zginęli w nieszczęśliwym wypadku lotniczym.

Gorącym latem 1939 roku od trzech lat znajdował się już w rezerwie. Wobec zagrożenia niemieckiego został jednak znowu zmobilizowany w sierpniu 1939 roku – otrzymał przydział do 3 Pułku Lotniczego w Bazie Lotniczej nr 3. Jako dowódca kompanii lotniczej nr 2,12 września 1939 roku ewakuował się w kierunku Tarnopola i Horodenki.

17 września 1939 roku w miejscowości Zwiniacze pod Łuckiem (dziś Ukraina) jego oddział został otoczony przez czerwonoarmistów. Wzięty do niewoli, Mańczak trafił do obozu przejściowego w Szepietówce (już na terenie ZSRR). W październiku 1939 roku przewieziono go do Kozielska.

 

Pewnie jak wszyscy jeńcy łudził się, że jeszcze będzie wolny. Że jeszcze wzbije się kiedyś w chmury, by walczyć o Polskę. Że jeszcze wróci do żony i dzieci.

Pomnik Ofiar Katynia i Sybiru w ogrodzie Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Fot. Leszek Jańczak

Żaden z więzionych w Kozielsku, piszących listy do rodziny nie wiedział, że w marcu 1940 roku na Kremlu zapadł wyrok. Miesiąc później kapitan Mańczak stanął wraz z towarzyszami niedoli nad katyńskim dołem. Zginął od strzału w tył głowy.

Trzy lata później jego zwłoki zidentyfikowali niemieccy lekarze. Tajemnica jego śmierci – i wielu, wielu innych oficerów Wojska Polskiego – wydała się.

 

Wykorzystałem m.in. dane z artykułu Aleksandry Pietrowicz „Rodziny wielkopolskie w cieniu zbrodni katyńskiej” (Biuletyn IPN nr 4/2010) oraz z tekstu Mariusza Niestrawskiego Józef Mańczak, kapitan pilot Wojska Polskiego” opublikowanego na portalu infolotnicze.pl i z tekstu Agnieszki Popiak Józef Mańczak – jeden z wielu zamordowanych w Katyniu (historykon.pl).

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor powieści „Cwaniaki”, „Pokuszenie”, „Biegacz”, czy „Juni”, a także książek reporterskich takich jak „1956. Przebudzeni”

CZYTAJ TAKŻE: Powstanie z fabularnym błyskiem. „Powstanie´18. Opowiadania Wielkopolan”

CZYTAJ TAKŻE: Zwycięskie, choć uratowane

CZYTAJ TAKŻE: „Szary” znaczy bohater