fot. Mariusz Forecki

Dojrzewanie w cieniu wojny

„Przygotowując dzieci do ich ról, wiele nie rozmawialiśmy o wojnie i Holocauście. Tak było do momentu sceny z Danutą Stenką, która popatrzyła i zapytała: »Ale ty wiesz, że jesteś małą żydowską dziewczynką i jak się odezwiesz, to cię zabiją?« – mówi Adrian Panek, reżyser filmu „Wilkołak”.

Jest 1945 rok, II wojna światowa właśnie dobiega końca. Naziści w popłochu uciekają, chaotycznie usiłując zniszczyć dowody swoich zbrodni i zabić jak najwięcej więźniów oraz więźniarek. Nie wszystkich uda się pozbawić życia, bo alianci zbliżają się do bram kolejnych obozów koncentracyjnych. Latem tego pamiętnego roku dla ośmiorga dzieci wyzwolonych z Gross-Rosen zostaje utworzony prowizoryczny sierociniec w opuszczonym pałacu wśród lasów. Początkowo ich opiekunką zostaje Jadwiga.

 

Dzieci próbują odzyskać resztkę straconego dzieciństwa i choć na moment zapomnieć o przeżytych traumach. Jednak okrucieństwo do nich powraca.

W okolicznych lasach krąży wataha esesmańskich wilczurów, wykonujących jedyną czynność, do której zostały wytrenowane – zagryzają ludzi. Wreszcie wygłodniałe zwierzęta otaczają budynek pałacu…

Tak rozpoczyna się najnowszy film Adriana Panka pt. „Wilkołak”. Film udany, choć głęboko zanurzony w gatunku horroru, co w polskim kinie nie zdarza się często; a jeżeli już – to zazwyczaj z marnym skutkiem.

INSPIRACJE

Adrian Panek, reżyser filmu „Wilkołak”, fot. Mariusz Forecki

Adrian Panek dał się poznać widzom w 2011 roku, kiedy to premierę miał jego debiutancki „Daas” (zresztą dobrze przyjęty przez krytykę), którego akcja rozgrywała się pod koniec XVIII wieku. „Tak naprawdę miałem nadzieję, że mój kolejny film będzie obrazem współczesnym. Nie chciałem być zakwalifikowany jako reżyser filmów kostiumowych” – powiedział twórca na spotkaniu z widzami w poznańskim Kinie Muza.

Mimo wszystko „Wilkołak” rozgrywa się w przeszłości. Dlaczego więc założenia nie udało się spełnić? Reżysera zainspirował przyjaciel, aktor Marcin Czernik, który opowiadał o swoim dzieciństwie w latach 80. w cieniu oświęcimskiego obozu – kiedy to z innymi dziećmi przechodzili przez druty na jego teren i tam się bawili. Mimo że znali historię miejsca, to jej nie zauważali.

Adrian Panek, reżyser filmu „Wilkołak”, fot. Mariusz Forecki

Reżysera pociągnął ten temat, jednak jednocześnie nie widział w nim punktu zaczepienia. „Wtedy pomyślałem, że opowieść o dzieciach, które przeżyły obóz koncentracyjny i próbują z niego wyjść również mentalnie, jest ciekawa. Tym bardziej że można ją przedstawić nie tyle w sposób baśniowy, ile gatunkowy” – kontynuował Panek.

Pochodzący z Dolnego Śląska twórca przypomniał sobie tamtejszą legendę, która odzwierciedla tużpowojenny lęk osiedlających się na tamtejszych terenach Polaków przed Werwolfem. W górach miał grasować wilkołak i polować na ludzi. W innej wersji tej opowieści wilkołaka zastępowała wataha esesmańskich psów wypuszczona z obozu w Gross-Rosen. Brzmi znajomo?

HORROR POLSKIEJ HISTORII

Andrzej Marzec, prowadzący spotkanie w Kinie Muza, dopytywał, skąd pomysł, aby opowieść o straumatyzowanych dzieciach osadzić w konwencji horroru.

 

„Kiedyś jeden krytyk powiedział, że »polska historia to horror«” – zaśmiał się Adrian Panek.

Plakat filmu „Wilkołak”, reż. Adrian Panek, 2018

„Zastanawiałem się, dlaczego w Polsce, ale i Europie, kryminał i komedie romantyczne są bardziej popularne niż horrory czy thrillery. Uważam, że wynika to z poczucia realizmu”.

Według reżysera łatwiej jesteśmy w stanie uwierzyć w potwora z amerykańskiego filmu, bo do tego jesteśmy od 100 lat przyzwyczajeni. „Śnimy hollywoodzki sen, w którym urodziliśmy się my, a wcześniej nasi rodzicie i dziadkowie…” – dodał Panek i zauważył, że potwór w Europie musi wyglądać jak człowiek, ale z czymś strasznym, zwierzęcym wewnątrz, jak w średniowieczu, kiedy to uważano, że wilkołak to człowiek, który pod skórą ma futro.

Opowieść o dzieciach, które zmieniają się w zwierzęta, wydała się twórcy bardzo interesująca, również ze względu łączenia gatunków, m.in. thrillera i wspomnianego horroru czy dramatu psychologicznego. Przy kręceniu filmu inspirował się amerykańskimi produkcjami, niebędącymi „czystymi” horrorami, jak „Ciche miejsce” (reż. John Krasinski) czy „Uciekaj!” (reż. Jordan Peele), które z powodzeniem łączą kino familijne (pierwszy przykład) i dramat społeczny (drugi tytuł).

Polski horror jest czymś unikalnym, dlatego też zapytałem Panka, czy ma ambicje, jak Jordan Peele za oceanem, oddać horrorowi należny mu szacunek. „Nie chciałbym robić wyłącznie horrorów, ponieważ różnorodność buduje warsztat reżysera i wzbogaca jego kolejny film. Natomiast z montażystą Jarosławem Kamińskim spędziliśmy sporo czasu w montażowni, ustawiając jumpscare’y. Sam się tego uczyłem, ponieważ – przez brak tradycji – takiej wiedzy nie przekazuje się w polskich szkołach filmowych” – odpowiedział i dodał, że ma nadzieję tę umiejętność jeszcze wykorzystać.

ELFY

 

Nie byłoby „Wilkołaka” bez przekonujących kreacji aktorskich. Główne role dziecięce w dużej mierze grają naturszczycy (prócz Soni Mietielicy, która swój debiut ma już za sobą).

Plakat filmu „Wilkołak” w wersji angielskiej, reż. Adrian Panek, 2018

Twórca zapytany przez Marca o casting powiedział, że dzieciaki musiały mieć w sobie coś, co mogłoby zasugerować ich traumę, którą niegdyś zostały naznaczone i w filmie mogły ją oddać: „Potrzebowaliśmy dzieci z charakterem, niegrzecznych chłopaków, którzy nie boją się bójki. Szukaliśmy ich w całej Polsce, np. w świetlicach środowiskowych”.

Grupę wyłoniono na zasadzie kontrastu i zaproszono ją na zdjęcia próbne, podczas których na pierwszy plan wysunęli się Kamil Polnisiak oraz Nicolas Przygoda (w filmie Władek i Hanys). Pierwszy chłopiec, jak przyznał reżyser, miał w sobie coś bardzo specyficznego, mimo że początkowo się alienował i nie zwracał na siebie uwagi, podczas zdjęć potrafił oddać emocje swojego bohatera, będące w jakiś sposób mu bardzo bliskie. Z kolei Przygoda wyróżnił się charyzmą aktorską.

Przygotowując młodych aktorów do ich ról, wiele nie rozmawiano o wojnie i Holocauście, bardziej skupiono się na relacjach między bohaterami scenariusza. Adrian Panek wspomniał, że tylko z najmłodszą dziewczynką, Matyldą Ignasiak, praca przebiegała trochę inaczej. Mimo że słyszała co nieco o II wojnie światowej, była przekonana, że gra w filmie o elfach. „Tak było do momentu sceny z Danutą Stenką, która popatrzyła na nią i zapytała: »Ale ty wiesz, że jesteś małą żydowską dziewczynką i jak się odezwiesz, to cię zabiją?«. Matylda była w ciężkim szoku, ale szybko to wyparła”.

 

Danuta Stenka brawurowo wcieliła się w postać Jadwigi, na twarzy której maluje się całe okrucieństwo wojny.

Zapytałem reżysera: jak ta wybitna aktorka znalazła się w projekcie? „Z Danką pracowałem przy »Dass«, gdzie grała epizodyczną rolę. Była to jednodniowa współpraca i czułem wielki niedosyt”. Panek napisał rolę Jadwigi specjalnie dla aktorki. „Stenka teraz podoba mi się nawet bardziej niż kiedyś. Ma w sobie niesamowitą kobiecość, urok i piękno, a do tego jest skromnym człowiekiem. Chciałbym zrobić film, w którym zagrałaby od początku do końca” – stwierdził.

METAFORY

Adrian Panek, reżyser filmu „Wilkołak”, fot. Mariusz Forecki

W „Wilkołaku” zaginione dzieci (niemal jak z najmroczniejszej wersji „Piotrusia Pana”) prowadzone są przez kobiety. Ten feministyczny akcent początkowo wygrywany jest przez przywołaną Jadwigę, a następnie przez Hankę (Mietielica), o której względy Władek i Hanys w pewien sposób zaczynają konkurować. Dojrzewanie, jak zauważył Marzec, jest również kojarzone z budzeniem się do życia.

„Czytałem, że w czasie wojny instynkt przetrwania był tak silny, że chorym na schizofrenię udawało się na jakiś czas poskromić chorobę, bo to równało się przeżyciu; ku niemu ukierunkowywano siły życiowe, całą psychikę” – skomentował reżyser i stwierdził, że wyobraził sobie powojenny organizm człowieka jako lód, który wraz z powracaniem do normalności zaczyna tajać, ukazując to, co dotychczas było ukryte, powstrzymane. Między Hanką a chłopakami zaczyna kiełkować romans. Obaj się w niej podkochują, jednocześnie dziewczyna stanowi dla nich figurę matki (a tę każdy z nich przecież stracił w czasie wojny). Podwójność ta wydała się twórcy bardzo intrygująca.

Adrian Panek przyznał, że film miał być opowieścią o dzieciach; choć nie chciał specjalnie rozróżniać ich pochodzenia, pewnych kwestii można się domyślać. Pewnie dlatego też – idąc tropem metafor – Matylda nosi czerwony sweterek niczym dziewczynka w czerwonym płaszczyku z „Listy Schindlera” i ni z tego, ni z owego nagle zaczyna robić znak krzyża.

 

Jednak dużo ciekawszym nawiązaniem jest to do rodzeństwa Starków z „Gry o tron” i ich wilkorów, z którymi ci są sparowani. Podobnie każde dziecko w „Wilkołaku” posiada swoją „zezwierzęconą” przez wojnę formę, z której musi się oswobodzić.

Reżyser dodał, że to, co wydało mu się szczególnie istotne w kontekście tematu filmu, to złudzenie względem gatunku ludzkiego, że jest on czymś szczególnym, ponieważ posiada boskie pochodzenie; tym samym człowiek miał pozostawić zwierzęta daleko za sobą. Jednak II wojna światowa pokazała, jak bardzo to myślenie było mylne.

 „Wilkołak” – spotkanie z reżyserem filmu, Kino Muza, 30.03.2019.

ADRIAN PANEK (1975) – reżyser, absolwent reżyserii Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy. Zrealizował krótkometrażowe „Męczeństwo Mariana” (2006) i „Moją biedną głowę” (2009) oraz wideoklipy i reklamy telewizyjne. W 2011 roku zadebiutował w pełnym metrażu dramatem kostiumowym „Daas”. Za ten film otrzymał wiele nagród, m.in. Nagrodę im. Andrzeja Munka (Najlepszy Debiut Reżyserski 2011) oraz Nagrodę „Perspektywa” im. Janusza „Kuby” Morgensterna.

CZYTAJ TAKŻE: „Dopóki świeca płonie”. Rozmowa ze Zbigniewem Pakułą

CZYTAJ TAKŻE: „Wychodząc z pudełka”. 11. Short Waves Festival

CZYTAJ TAKŻE: Plecak i literatura. Rozmowa z Dominikiem Szmajdą z wydawnictwa Sorus