fot. A. W. Nowak

Druga strona błękitu

Bąbelki wody wokół uszu, białe skały widoczne w przejrzystej wodzie, małe rybki, drobne muszle, spokój. Wynurzając się, nie wiemy, gdzie kończy się granica wody i rozpalonego upałem słońca. Słońca, które chwilę później wysuszy nas, gdy odpoczniemy na skalistej plaży. Ciepłym wieczorem, najedzeni, po kolacji zostaniemy poczęstowani tradycyjnym kieliszkiem ouzo.

Taki obraz greckich wakacji jest tym, co chcemy jak najdłużej zapamiętać, tak aby owa kapsuła wakacyjnych wspomnień towarzyszyła nam podczas jesiennych szarug, szarości stycznia i długiego marcowego czekania na wiosnę.

Greckie wakacje

Grecja, a szczególnie Kreta, to jedne z najczęściej wybieranych przez Polaków i zapewne też Wielkopolan kierunków wakacyjnych. Z reguły nasze pobyty wczasowe, organizowane przez biura turystyczne, podobne są wyprawie w tunelu: dom, samolot, autokar z lotniska, hotel, plaża, autokar na lotnisko, samolot, dom. To, co poza, pozostaje rozmazane, niewidoczne, nieznane. Wielu z nas, tych, którzy nie mieli szczęścia uczyć się języka rosyjskiego (o greckim nie wspominając), nawet nie jest w stanie przeczytać napisów na budynkach, znakach, bilbordach. O tym, żeby znając choć odrobinę język grecki, czerpać mało wyszukaną rozrywkę w odkrywaniu, że drzwi wyjściowe z autobusu oznaczone są nobliwym napisem „Exodus” (έξοδος), a samochód do przeprowadzek ma gustowny napis „Metafory” (μεταφορές), nie wspomnę.

 

"Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji", Wydawnictwo Poznańskie

Dionisos Sturis “Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji”, Wydawnictwo Poznańskie

Możliwość wydostania się z tego wakacyjno-wczasowego tunelu nie dla każdego jest łatwa: brak znajomości języka, doświadczenia podróżniczego, możliwości finansowe czy też stres związany z opuszczaniem uporządkowanego i przewidywalnego świata to często zrozumiałe powody, aby trzymać się utartej, bezpiecznej ścieżki.

Dlatego warto skorzystać z okazji, którą uzyskaliśmy dzięki Wydawnictwu Poznańskiemu i wydanej przez nie książce „Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji” Dionisosa Sturisa. To już kolejna pozycja tego autora, ukazująca się w tym wydawnictwie. Stanowi dopełnienie wydanej w roku 2019 pozycji „Grecja. Gorzkie pomarańcze”.

Grecja nie-wakacyjna

Obie książki składają się z kilku warstw, reporterskiego szybkiego rzutu okiem na współczesną Grecję, autobiograficznej i archeologicznej opowieści autora, który przybliża nam swoją polsko-grecką historię rodzinną oraz popularnego wykładu z wybranych wątków greckiej historii. Taka kompozycja może nie zadowolić historyków, specjalistów znających od podszewki Grecję, tę dzisiejszą i tę starożytną, ale stanowić może okno, przez które będziemy mogli wyjrzeć ze wspomnianego wakacyjno-wczasowego tunelu.

 

A. W. Nowak

fot. A. W. Nowak

„Zachód słońca na Santorini” spleciony jest z trzech głównych wątków: biograficznego, tu na opowieść o greckiej rodzinie nakłada się klasyczny motyw uwalniania się od toksycznej postaci ojca; drugim wątkiem jest toczący się proces faszystowskiej partii Złoty Świt, a trzecim, rozpoczęty już w „Gorzkich pomarańczach”, wątek dotyczący uchodźców.

Motyw rodzinny przybliża wciąż zbyt słabo znaną w Polsce historię greckich uchodźców komunistycznych uciekających po zakończeniu greckiej wojny domowej w roku 1951, gdzie rządy przejęła faszyzująca prawica, dokonująca masowych prześladowań przeciwników politycznych. Polska przyjęła wówczas liczącą około 12 000 osób grupę greckich uchodźców, którzy zamieszkali w dużej mierze w okolicach Szczecina i Polic oraz jak rodzina Sturisów na Dolnym Śląsku. Grecka diaspora silne zaznaczyła swoją obecność w krajobrazie kulturowym Polski, od najbardziej znanej Eleni (Eleni Tzoka) po grecko-poznańskiego poetę, honorowego obywatela miasta Poznania Nikosa Chadzinikolau oraz wielu innych m.in. Jorgosa Skoliasa, Karinę Strzeszewską, Milo Kurtisa.

Historia polsko-grecka

Sturis, przypominając grecko-polską uchodźczą historię, splata wątki rodzinne i historyczne oraz pokazuje, w jaki sposób patrzeć dzięki temu na sytuację dzisiejszych uchodźców z Syrii, Afganistanu i wielu innych krajów, którzy dziś w Grecji stawiają swe pierwsze kroki ku wolności od biedy, wojny, chorób, strachu i śmierci. Te przeplatają się tylko na chwilę z tunelowym światem wakacyjno-wczasowym, jak wtedy, gdy przelotnie przez szybę autokaru ujrzymy kogoś na poboczu drogi, czy też wtedy, gdy wakacyjną beztroskę zaburzą doniesienia o kolejnej śmierci w odmętach Morza Śródziemnego. W tym samym błękicie, który nam kojarzy się z wypoczynkiem, a dla uchodźców jest niosącą śmierć otchłanią.

Gdy wczytamy się uważniej, zauważymy, że to rozdzielenie na trzy wątki jest tylko pozorne, gdyż splatają się one, nierozerwalnie związują ze sobą. Kryzys uchodźczy roku 2015 dał paliwo faszystowskiej partii Złoty Świt do tego stopnia, że umożliwił zdobycie mandatów w parlamencie. Złoty Świt nie jest w Polsce szeroko znany, ale część z nas mogła mieć migawkowy wgląd w ów świat faszystowskiej przemocy, oglądając niemiecki film „W ułamku sekundy” (reż. Fatih Akin).

 

A. W. Nowak

fot. A. W. Nowak

Złoty Świt nie powstał w próżni, jego korzenie sięgają przynajmniej tzw. junty czarnych pułkowników, brutalnej dyktatury wojskowej rządzącej Grecją w latach 1967–1974. Sprawozdawany przez Sturisa proces Złotego Świtu, będący największym procesem wytoczonym organizacji faszystowskiej od czasów Norymbergii, ogniskuje całą powojenną historię Grecji i splata ją z aktualnym kontekstem historycznym.

Greckie zmagania lewicy, anarchistów, demokratów z faszystowskim bojówkami, politykami, przemocą pokazują, że walka, wojna domowa, która doprowadziła do masowej emigracji greckich komunistów i partyzantów, wciąż się toczy. Podobnie jak polityczna walka o to, by ocalić demokrację przed faszyzmem. „Zachód słońca nad Santorini” pokazuje, że ów grecki kontekst nie jest od nas odległy oraz że warto przypominać sobie lekcje z historii. Dzięki temu nie zapomnimy zarówno o faszystowskiej przemocy, jak i o aktach solidarności, pomocy. Tak jak ta udzielona greckim uchodźcom w PRL czy ta, którą dziś udzielają uchodźcom Grecy, gdyż parafrazując Niemena, mimo narastających nastrojów antyuchodźczych – dobrych ludzi jest wciąż wielu.

 

„Zachód słońca na Santorini” wciąga.

Nawet jeśli znamy, albo sprawdzimy w Wikipedii, wynik wielkiego procesu Złotego Świtu, to  wraz z Dionisosem Sturisem śledzimy go w pełnym napięciu. Greckie zmagania z odradzającym się faszyzmem, lekcja z tego procesu, to także przestroga dla nas. Warto ze Sturisem zajrzeć na drugą stronę wakacyjnego błękitu, ale nie po to, by sobie „zepsuć wakacje”, ale zobaczyć, ile wysiłku wymaga, aby były one w ogóle możliwe, a także to, że dla wielu osób pozostają one wciąż jedynie marzeniem.