fot. Archiwum redakcji

Ene, due, rike fake, torba, borba, ósme smake

Wyliczanka i granie w gumę, droga do szkoły w zatłoczonym ikarusie, obiad na szkolnej stołówce. Część z nas dzieli te wspomnienia. PRL i pamięć o nim, ta codzienna, zwyczajna, nie ma łatwego życia.

Antykomunistyczna polityka pamięci na wszystko co komunistyczne nakleja znak „Niebezpieczeństwo”, „Zażywać tylko pod kontrolą”. W pewien pokrętny sposób hasło „Wszystko jest polityczne” staje się w tym wypadku przekleństwem. Nasza tożsamość, ta współdzielona z historycznym okresem realnego komunizmu, nie znajduje swego miejsca.

Mitologie nasze i nie nasze

Widać to wyraźnie, gdy przyjrzymy się imaginarium kształtowanemu przez amerykańską popkulturę: pokój nastolatka na poddaszu, kosz do koszykówki przymocowany nad bramą garażu, szerokie ulice i chodniki, po których młodzież jeździ deskorolkami.

 

Ten przemysł amerykańskiej nostalgii formatuje także naszą pamięć, stając się bliższy niż powidoki z dzieciństwa czy młodości.

Eksploatowanie tej naszej globalno-amerykańskiej nostalgii widoczne jest bardzo dobrze w serialu „Stranger Things”. Tyle tylko, że to nie nasza opowieść. My nie mamy szans na tak powszechne medialne powielenie naszych wspomnień.

 

Joanna Bednarek Próba, Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Joanna Bednarek Próba, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2021

Do tego, oglądając szczególnie ostatni jak na razie, trzeci sezon wspomnianego serialu, musimy pamiętać, że my, nasza pamięć, nasza nostalgia, to świat komunizmu – wielkie „zło”, wokół którego tworzyła się zimnowojenna wyobraźnia kształtowana przez amerykańską popkulturę.

Jakby tego było mało, sprawa się jeszcze bardziej komplikuje – tymi „złymi” byli Rosjanie. Dla nas w tej opowieści nie zostaje wiele miejsca. Najwyżej przypomnimy sobie, jak odrobinę rozeźleni musieliśmy niegdyś, podczas pierwszych podróży autostopem „na Zachód”, tłumaczyć, że nie, w Polsce nie używamy cyrylicy.

Ale jednak niemożność kontaktu z własną mitologią uwiera, niepokoi, drażni swoim niezaspokojeniem. Aby choć trochę z tymi uczuciami się uporać, warto sięgnąć po książkę „Próba” poznańskiej filozofki, tłumaczki, pisarki Joanny Bednarek. Da nam to szansę na zetknięcie się z mitologią, próbą opowiedzenia komunizmu w sposób, który omija publicystyczne skróty, nie zamyka w prostych rozstrzygnięciach polityki pamięci. To nie oznacza równocześnie, że Bednarek z PRL-u tworzy skansen.

Na osiedlu

Opowieść dzieje się na wzorcowym, blokowym osiedlu, z symbolicznym autobusem – dowożącym do pracy i świata – i jest próbą antropologiczno-historycznego wglądu w PRL. PRL, który jest zmityzowaną codziennością, tworzącą ramy życia dla bohaterów, ale równocześnie nie jest on odarty ze swoistej polityczności. Joanna Bednarek jest zbyt subtelna, by ulec pośpiesznemu zamknięciu książki w figurze manifestu czy kultywować prostą politykę nostalgii.

 

Joanna Bednarek, fot, archiwum redakcji

Joanna Bednarek, fot. Archiwum redakcji

W pewnym wymiarze osiedle, na którym dzieje się tytułowa próba, jest powidokiem, okienkiem w PRL. Joanna Bednarek tworzy literacki, powieściowy odpowiednik „widoczku” albo „niebka”.

Część z nas pamięta pewnie z dzieciństwa taką zabawę. Wykopywało się dołek w ziemi, wkładało do niego różne kwiaty, rośliny, bywało, że jakieś kolorowe drobiazgi, koraliki, następnie nakrywało to kawałkiem znalezionego szkła i zasypywało, zostawiając jedynie małe okienko (oczyszczone z piasku, bywało, że własną śliną), przez które można było do „niebka” zajrzeć. „Widoczek” dawał poczucie dostępu do tajemnicy, umożliwiał przekroczenie nieuchwytnej granicy.

Niebko

„Próba” to mikrohistoryczna opowieść, „widoczek”, „niebko”, świat pieczołowicie skonstruowany przez autorkę a równocześnie ukryty, do którego dostęp mamy tylko przez starannie wypolerowane szkiełko.

 

Pamiętać musimy jednak, że świat ten nie jest tak niewinny jak ta dziecięca zabawa.

Jest w nim miejsce na śmierć, wojnę, seks, zmagania z lękiem egzystencjalnym, alkoholizmem czy wreszcie nudą życia, które trzeba przeżyć. Jest też w nim miejsce na PEWEX, meblościankę i wino pite przed sklepem. A także na Dziedzica i Niemców.

 

Joanna Bednarek O pochodzeniu rodziny, Wydawnictwo WBPiCAK

Joanna Bednarek O pochodzeniu rodziny, Wydawnictwo WBPiCAK, 2017

Bohaterka-narratorka powieści zabiera nas ze sobą na wycieczkę na PRL-owskie, skryte osiedle, które – jak zagrzebane w „niebku” – staje się po części antropologiczno-historyczną wyprawą naukową, a po części dziecięcym rytuałem wtajemniczenia.

Jeżeli macie chęć usiąść na przystanku, poczekać na ostatni wieczorny autobus i sprawdzić, kto nim przyjedzie, to przeczytajcie „Próbę” Joanny Bednarek.

Mam nadzieję, że przy okazji nie przestraszycie się zbyt mocno, gdy gdzieś z boku, może z piwnicy, usłyszycie wypowiedziane głosem koleżanki z dzieciństwa słowa:  Ene, due, rike fake, torba, borba,  ósme smake.