fot. Dawid Stube

Inne życie kultury

20 lat temu, gdy internet stawał się coraz powszechniejszy i radykalnie zmieniał sposoby funkcjonowania obywateli, często można było usłyszeć opinie na temat jego zgubnego, alienującego wpływu na życie społeczne. Dziś aż strach pomyśleć co by było, gdyby go nie było...

Dystans...

Zamknięcie kraju w wyniku rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa zmieniło wszystko w wielu obszarach naszego życia. Nawet jeśli nie jesteśmy tak wylewni jak Hiszpanie czy Włosi, to jednak przymus dystansu społecznego nie pozostaje bez wpływu na nasze funkcjonowanie. A konsekwencje przedłużającej się kwarantanny z jej różnymi obostrzeniami zapewne dopiero się ujawnią post factum, gdy będziemy mogli wrócić do normalności.

 

Kwestie ekonomiczne mają pierwszorzędny charakter, szczególnie że wszystkie analizy przewidują recesję, kryzys gospodarczy i wzrost bezrobocia. Wszelkie negatywne skutki zamknięcia nie ominęły kultury. Odwołane spektakle, seanse, koncerty, wystawy, spotkania autorskie zachwiały polską kulturą, jej materialnymi podstawami.

Stan Podgorączkowy, fot. Jakub Wittchen

Stan Podgorączkowy - spektakl Teatru Nowego im. T. Łomnickiego w Poznaniu, fot. Jakub Wittchen

Zarówno instytucje kultury, jak i twórcy znaleźli się w sytuacji nagłego, nieoczekiwanego kryzysu. Podważeniu uległy podstawy ich funkcjonowania. Szok był duży. Kryzys bynajmniej nie został zażegnany, jednak pewnym sposobem wyjścia z impasu okazał się internet.

A gdyby zdarzyło się to 20 lat temu?

Przed dwiema dekadami, gdy stawał się coraz powszechniejszy i radykalnie zmieniał sposoby funkcjonowania obywateli, uczestników kultury, młodzieży, często można było usłyszeć opinie na temat jego zgubnego, alienującego wpływu na życie społeczne, nie mówiąc o brzmiących dziś już dość humorystycznie przewidywaniach deformującego wpływu funkcjonowania w środowisku cyfrowym na umysły młodych ludzi. Poza tym, że stopniowo coraz większy udział kultury cyfrowej w naszym życiu był nieuchronny, to owe obawy w większym stopniu pokazywały różnicę pokoleniową, osadzenie w pewnej przestrzeni mediów komunikacji społecznej, niż rzeczywiste zagrożenia. Jasnym tego dowodem były badania przeprowadzone przez zespół badaczy Uniwersytetu SWPS na próbie młodzieży z małych ośrodków miejskich przed kilkunastu laty, których efekty dostępne są w raporcie „Młodzi i media” z 2010 roku. Otóż wnioski kazały zrewidować szereg obiegowych opinii (czy faktycznie przyczyniły się do ich zmiany, w to można wątpić, biorąc pod uwagę inercję i żywotność komunałów).

Grafika słuchowiska "Próba", emitowanego w Radio Poznań

Grafika słuchowiska "Próba", emitowanego w Radio Poznań

 

Internet nie alienuje młodych ludzi, a tworzy gęstszą sieć relacji, decentralizuje uczestnictwo w kulturze i znosi szereg barier związanych z jej dostępnością w mniejszych ośrodkach miejskich, zmienia dostępność kultury na powszechniejszą.

Nie znaczy to oczywiście, że internet nie tworzy też zagrożeń. Nie większe jednak niż inne sposoby społecznego funkcjonowania człowieka.

Zamiast...

Halka, fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

Halka, fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

W czas pandemii internet okazał jednak swoje zbawcze oblicze. To, co nie mogło dojść do skutku w sali koncertowej, teatrze, galerii, dostało szansę urzeczywistnienia się w medium cyfrowym. Pojawiły się już nawet zestawienia, które z domowych koncertów oglądanych na ekranach komputerów przejdą do historii. Spektakle teatralne transmitowane są przez Facebooka, na stronach teatrów, muzea i galerie można zwiedzać wirtualnie.

 

Wielkopolskie instytucje kultury szybko zareagowały na zmianę trybu. Teatr Nowy, jako pierwszy w Polsce, zaproponował spektakle live online, a teraz, po prezentacjach archiwalnych spektakli, wrócił z przedstawieniami na żywo.

Poznański poradnik „Co? Gdzie? Kiedy?” nadal jest przestrzenią systematycznego informowania o wydarzeniach, tyle tylko, że odbywających się za pomocą narzędzi internetowych, online. W ten sposób funkcjonują teatry, fundacje i stowarzyszenia kulturalne, kluby muzyczne, galerie. Dodatkowo często wpuszczają za kulisy i pozwalają podejrzeć kuchnię swojej działalności. Nawet kino w CK Zamek (a kina bardzo dotkliwie odczuły zamknięcie) próbuje funkcjonować wirtualnie – DKF działa i systematycznie odbywają się spotkania zainteresowanych dyskusją o filmie widzów. Mimo wszystkich trudności stało się to możliwe.

Don Juan, fot. Teatr Wielki w Poznaniu

Don Juan, fot. Teatr Wielki w Poznaniu

Dla instytucji kultury i samych twórców nie jest to wszystko proste – funkcjonowanie w przestrzeni cyfrowej to także mimo wszystko wydarzenia, które miały się odbyć, a się nie odbyły. Jakub Wojtaszczyk przepytał na tę okoliczność pracowników wielkopolskich instytucji kulturalnych.

 

Z tych wypowiedzi wyłania się obraz dużej determinacji, by w zawieszeniu przenosić swoje działania na tyle, na ile to możliwe, do przestrzeni wirtualnej, nie rezygnować z działalności, a jednocześnie niepewność, co będzie efektem przedłużającego się stanu niemożności pracy w zwykłym trybie.

Renata Borowska-Juszczyńska - dyrektor Teatru Wielkiego im. St. Moniuszki w Poznaniu

Renata Borowska-Juszczyńska - dyrektor Teatru Wielkiego im. St. Moniuszki w Poznaniu, fot. P. Kosicki

Te obawy wyraźnie pobrzmiewają też w wypowiedziach Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej, dyrektor Teatru Wielkiego i Piotra Kruszczyńskiego, dyrektora Teatru Nowego.

 

Najpoważniejszą kwestią jest w tym momencie sam byt instytucji i twórców kultury. Programy ministerialne są ważne, ale ich ogromną wadą jest to, że – jak podkreślają sami zainteresowani – pomoc przez nie oferowana nie jest natychmiastowa. Kiedy przyjdzie, może być za późno. Podobne obawy i zastrzeżenia wyrażane są dość powszechnie przez przedsiębiorców wielu branż, jednak w czasie przymusowego odosobnienia to kultury potrzebujemy i poszukujemy najbardziej intensywnie. A jednocześnie, nawet w świecie przedpandemicznym, jej finansowanie było traktowane często po macoszemu.

I jeszcze coś...

Cała sytuacja odsłania jeszcze jedną rzecz. W wypowiedziach wielu twórców słychać przekonanie, że prawdziwa relacja z widzem, słuchaczem – uczestnikiem po prostu – to relacja bezpośrednia, w której dzieli jednych od drugich nie ekran, a dystans od widowni do sceny, kiedy obie strony oddychają tym samym powietrzem. Równocześnie słychać głosy, by kultura przymusowo teraz zadomowiona w sieci, po przejściu pandemii nie opuszczała jej. Trudno być może dostrzec, że ta tymczasowa i wymuszona obecność wirtualna jest dla wielu szansą na udział w kulturze, jakiej wcześniej nie mieli bądź mieli w stopniu ograniczonym.

 

Piotr Kruszczyński - dyrektor Teatru Nowego im. T. Łomnickiego w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Piotr Kruszczyński - dyrektor Teatru Nowego im. T. Łomnickiego w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

To powinno chyba też stać się przedmiotem refleksji – w jaki sposób to otwarcie utrzymać po zniknięciu niebezpieczeństwa. Jak zorganizować życie kultury na nowo, uczestniczyć w dwóch światach w pełni, nie tylko poprzez facebookowe ogłoszenia i zachęty?

Wyzwanie to nie dotyczy jedynie przepisów, metod biletowania etc., ale też sposobu rozumienia uczestnictwa w kulturze, kontaktu z jej uczestnikiem. Tak jak wynalazek kinematografu nie uśmiercił teatru i koncertu na żywo, nie uczyniła tego też telewizja, tak i kultura w sieci stanowi kolejne z rozszerzeń uczestnictwa w kulturze, wymusza przedefiniowanie naszego rozumienia udziału w niej. Pandemiczne inne życie kultury może okazać się kolejnym z jej wcieleń.