fot. Marek Lapis

Jesteśmy jedną wielką rodziną

Mam nadzieję, że jestem „dobrym duchem” tej orkiestry. Do tego dążę. Łączę świat dyrekcji, która mocno stąpa po ziemi i trzyma wszystko w ryzach, ze światem artystów, których myśli krążą wokół muzyki – mówi Stanisław Annusewicz, organizator pracy artystycznej w Orkiestrze Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”.

Sebastian Gabryel: Kocha pan swoją pracę?

Stanisław Annusewicz*: Nie wiem, czy to odpowiednie słowo. Nie jestem chyba aż takim freakiem, ale na pewno mogę powiedzieć, że bardzo ją lubię, szanuję i cenię. Orkiestra to miejsce, gdzie mogę spełniać się zarówno zawodowo, jak i osobiście. Ta praca sprawia mi ogromną satysfakcję i przyjemność. Cieszę się, gdy wszystko idzie zgodnie z planem, który założyliśmy wspólnie z dyrekcją. Ale jak to w życiu, nie zawsze idzie jak po sznurku. Jednak gdyby tak było, może byłoby nudno. A tak, to trzeba się dostosować do sytuacji, mieć oczy i uszy dookoła głowy i szybko reagować.

SG: Z ilu i jak różnych elementów składa się organizacja pracy artystycznej w Orkiestrze Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”? Podejrzewam, że dla wielu czytelników zakres pana obowiązków może być zagadkowy.

Stanisław Annusewicz, fot. Marek Lapis

SA: Moja praca składa się z wielu elementów. Organizacja pracy artystycznej to wiele wątków. Mógłbym wyliczać, ale to raczej nie zaspokoi ciekawości czytelników.

 

Mam nadzieję, że jestem „dobrym duchem” tej orkiestry. Do tego dążę.

Łączę świat dyrekcji, która mocno stąpa po ziemi i trzyma wszystko w ryzach, ze światem artystów, których myśli krążą wokół muzyki. Pierwszym zależy, by dopiąć organizację na ostatni guzik, i na zjawiskowym koncercie, drugim – na charyzmatycznym i artystycznym wykonaniu utworów na koncertach czy nagraniach. Bo należy wspomnieć, że nasza orkiestra nie zajmuje się tylko i wyłącznie działalnością koncertową, ale także nagrywa utwory dla Polskiego Radia S.A. i wydaje płyty za pośrednictwem firm fonograficznych. Przy organizacji tych działań zaangażowanych jest wiele osób. Oczywiście bez dyrygenta i muzyków one się nie odbędą. Oni muszą mieć instrumenty, nuty…

 

Są także osoby drugiego planu – reżyser dźwięku, ludzie, którzy obsługują sprzęt rejestrujący czy lekarz, który czuwa nad bezpieczeństwem publiczności podczas koncertu, przemiłe panie szatniarki… Muszę zadbać o obecność każdej z tych osób. Dbam również o to, żeby nasi muzycy mieli z czego grać.

Stanisław Annusewicz, fot. Marek Lapis

Mam na myśli zamawianie materiałów nutowych – tu przydaje się moja wiedza muzykologa. Do moich zadań należy tworzenie harmonogramu pobytu, prób, transportu artystów. Czyli jednym razem będzie to znalezienie odpowiedniego apartamentu, który spełni oczekiwania artysty, a innym wynajęcie odpowiedniego stroiciela, który przygotuje fortepian czy klawesyn na koncert, aż po kontakt z firmą, która specjalizuje się w przewozie instrumentów muzycznych. Opiekuję się artystami-wykonawcami w związku z ich udziałem w nagraniach i koncertach, przygotowywaniem umów i negocjowaniem warunków. Muszę także sprawdzać prawa autorskie przeróżnych materiałów. Po to skończyłem studia podyplomowe. Czyli w skrócie, jest to zapewnienie kompleksowej organizacji wydarzenia w założonym budżecie. Są też rzeczy mniej ekscytujące, jak sporządzanie sprawozdań z działalności orkiestry oraz archiwizacja dokumentów i materiałów związanych z naszą aktywnością.

SG: Odnoszę wrażenie, że jednym ze słów kluczy, jakie najlepiej opisują charakter pańskiej pracy, jest „odpowiedzialność”. Jakie predyspozycje powinna posiadać osoba, która chciałaby spróbować swoich sił w takiej pracy? Umiejętność działania w sposób wielozadaniowy to podstawa?

Stanisław Annusewicz, fot. Marek Lapis

SA: Odpowiedzialność w każdej pracy i na jakimkolwiek stanowisku jest bardzo ważna. Myślę, że najważniejsze, to lubić to, co się robi, wtedy można czerpać z tego ogromną satysfakcję. Inne cechy osobowości to na przykład skrupulatność, komunikatywność czy empatia. To nie jest żaden slogan, proszę mi wierzyć, że uśmiech i życzliwość otwierają często wiele, wydawałoby się, zamkniętych „drzwi”. W tym miejscu widzę, jak wiele dało mi humanistyczne wykształcenie i moja pierwsza studencka pasja, czyli filozofia.

 

Wiadomo, zdarzają się sytuacje nerwowe, problemowe, krótko mówiąc nieprzyjemne. Wtedy warto pamiętać, że każdy problem da się rozwiązać, tylko trzeba zachować spokój i mieć otwartą głowę.

Umiejętność pracy wielozadaniowej oczywiście też jest bardzo ważna, ale sądzę, że tę cechę można nabyć poprzez doświadczenie.

 

SG: Dba pan nie tylko o organizację pracy zespołu artystycznego orkiestry, ale również o osoby „z zewnątrz” – choćby muzyków doangażowywanych do projektów czy artystów występujących gościnnie. Podejrzewam, że w przypadku pana pracy dobra komunikacja również ma szczególne znaczenie…

SA: Ludzie, zwłaszcza artyści, to kalejdoskop charakterów. Każdego z nich trzeba próbować zrozumieći dotrzeć do niego. W przypadku „Amadeusa” – często w wielu językach. Bez otwarcia się na drugiego człowieka nie da się tego zrobić. Na komunikację mają również wpływ różnice kulturowe oraz niekiedy specyficzne oczekiwania artystów. Czasami współpraca przebiega bez zastrzeżeń, wręcz rozumiemy się bez słów. Innym razem trzeba uzbroić się w cierpliwość, by osiągnąć zamierzony cel.

SG: Podejrzewam, że pana praca jest źródłem wielu anegdot (śmiech). Im większy natłok obowiązków natury logistycznej, tym łatwiej o pomyłkę czy zwykłe nieporozumienie…

Stanisław Annusewicz, fot. Marek Lapis

SA: To prawda. Miałem różne, zabawne i trochę mniej humorystyczne sytuacje. Nie zapomnę dnia, kiedy kontaktowałem się z pewnym kompozytorem w sprawie wypożyczenia materiałów nutowych do nagrania lub koncertu, nie pamiętam dokładnie. Luźno rozmawialiśmy o muzyce i środowisku muzycznym. Kiedy w końcu przeszliśmy do meritum, okazało się, że osoba po drugiej stronie słuchawki nie skomponowała utworu, o który mi chodziło. Wydało mi się to dość dziwne. Zgadzało się niemal wszystko: imię i nazwisko, profesja.

 

Okazało się, że jest dwóch kompozytorów, którzy nazywają się dokładnie tak samo.

Inna historia wydarzyła się podczas koncertu – nasza orkiestra występowała z wielkim artystą międzynarodowej rangi, więc wszyscy chodziliśmy wokół niego na palcach. Kilkukrotnie wymagał, by zmienić kąt ułożenia kół od fortepianu. Dopóki wspólnie nie dopracowaliśmy do perfekcji tego detalu, artysta nie chciał wyjść na scenę i zagrać. Wtedy była to dość nerwowa sytuacja, jednak z biegiem lat uśmiecham się na myśl o niej.

 

SG: Jak bardzo pandemia zmienia sposób pracy w pana przypadku? Można pomyśleć, że z powodu obostrzeń w „Amadeusie” – podobnie jak w innych instytucjach kultury – zapanował większy spokój i luz, ale mam spore wątpliwości, czy tak jest w rzeczywistości (śmiech).

SA: Nie powiedziałbym, że zapanował spokój i luz. Wręcz przeciwnie – pojawiły się nowe wyzwania, jak dotrzeć do publiczności w dziwnych czasach izolacji. Ze względu na trudną do przewidzenia epidemię czasami nie sposób odgadnąć, czy planowany koncert lub nagranie dojdą do skutku. Staramy się więc realizować nasze plany innymi metodami – otwieramy się na technologię i streaming, dzięki któremu rejestrujemy koncerty bez udziału publiczności, co nie jest dla nas takie łatwe.

 

Stanisław Annusewicz, fot. Marek Lapis

Bo granie do czterech ścian to jak prowadzenie monologu, a nam zależy na dialogu ze słuchaczem i dzieleniu się emocjami.

Tu przypominają mi się słowa słynnej, nieżyjącej już Wandy Wiłkomirskiej, która opowiedziała mi, że kiedyś, gdy miała problem z tremą, poradzono jej, by wyobraziła sobie, że w krzesłach nie siedzą ludzie, tylko główki kapusty. Była tym pomysłem oburzona, bo dla artysty najważniejsza jest publiczność. Dla niej gra. I my w „Amadeusie” podobnie – nie możemy się już doczekać, kiedy wyjdziemy na estradę i zagramy dla pełnej słuchaczy sali.

SG: Kiedy orkiestra występuje na scenie, publiczność tworzy z nią więź, siedząc na widowni. Jesteście jak jedna wielka rodzina. Co pana zdaniem – osoby znającej orkiestrę od kuchni – jest największym fenomenem „Amadeusa”?

Stanisław Annusewicz, fot. Marek Lapis

SA: Fenomenem naszej orkiestry jest rzeczywiście to, że jesteśmy jedną wielką rodziną – zżytą na dobre i na złe. Nie ma drugiej takiej grupy muzyków. A prowadzi ją dyrygentka, która talentem i charyzmą podbiła cały świat, i była pierwszą kobietą dyrygentką w osławionej La Scali. Już gdy zaczynałem tu pracę, miałem świadomość, że w moim życiu zaczyna się bardzo ważny etap, czułem się wyróżniony, że będę pod skrzydłami Agnieszki Duczmal, której nazwisko w środowisku muzycznym stanowi markę samą w sobie.

 

SG: Czego życzyłby pan „Amadeusowi” na nowy, właśnie rozpoczynający się rok?

SA: Życzę orkiestrze, by pandemia wreszcie się szczęśliwie zakończyła i by wszystko wróciło do normy. Także wielu wspaniałych koncertów w Polsce i tournée po całym świecie. I żeby mnie ze sobą zabrali (śmiech).

 

*Stanisław Annusewicz – absolwent filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim, absolwent muzykologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także studiów podyplomowych z prawa własności intelektualnej na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 2012–2013 współpracownik Radia Merkury S.A. (teraz Radio Poznań S.A.) w Poznaniu. Aktualnie pracuje jako specjalista ds. organizacji pracy artystycznej w Orkiestrze Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”.